Włodzimierz L., piłkarz. O zanikaniu

Włodzmierz LubańskiHanna Krall

Włodzimierz L., piłkarz

O zanikaniu

… Ty toś się w życiu urządził, mówią mi. Też mogliście, mówię, wystarczyło kopać piłkę, ja zacząłem jak miałem dziesięć lat.

Całość pięćdziesiąt dwa metry, w największym pokoju mieści się wersalka i stół, żona chciałaby większe, bo zobaczyła dom Mike’a Englanda*. Mnie tam wszystko jedno, mamy gdzie spać, jest w porządku. U Englanda od wejścia było szkło, w pokojach antyki i… no tak, zobaczyliśmy różnicę.

Zrozumiałem, że nie zagram i ktoś musi zająć moje miejsce. Andrzej zajmie, pomyślałem i powiedziałem mu – szczerze, tak od serca – ty się, chłopie, zmobilizuj, bo dla ciebie te mistrzostwa** to będzie duża rzecz. Nie wierzył, myślał, że Jasiu zagra i rzeczywiście większe szanse Jasiu miał, bo strzelił tę bramkę na Wembley. Wiedziałem swoje i powiedziałem – słuchaj, Andrzej, masz trudności z przyjęciem piłki, popracuj nad tym. Tak mu mówiłem, od serca.

No i Andrzej gra, no i strzelił Włochom tę kapitalną bramkę, ja bym nie strzelił takiej. Nie żebym nie umiał. Umiałbym, tylko bym się nie odważył. Andrzej idzie na kontuzję, na ryzyko, patrzę na niego i myślę – ja bym szedł? Nie, nie szedłbym.

Piłkarz musi być atrakcją teraz, już i tylko wtedy jest potrzebny. Ja jeszcze jestem atrakcją. Dzięki kolanu. Przed mistrzostwami pisali o kolanie, bo nie wiedzieli czy będę grał. Potem pisali, że przez kolano nie będę grał, więc byłem znowu. Teraz piszą, że nie gram, bo kolano, ale za chwilę i to się skończy. Moje kolano nie będzie potrzebne, ani ja i zacznę znikać.

No nie dzwonią, nie.

Ja też nie dzwonię.

Powinienem?

Do Andrzeja mógłbym, ale po co, on już tamtego nie pamięta.

Dobra, mogę zadzwonić.

Zajęte… Zajęte… Międzynarodowa, o tej porze… No zajęte, no trudno.

Już nie, już się koncentrują.

Wychodzą…

Znam tamtych, strzeliłem im kiedyś bramkę. Głową strzeliłem, w pierwszej minucie.

Kaziu…

Zostaw to, Robert niech strzela, z tej odległości tylko Robert.

Dobrze, Robert, w porządku.

Ruszaj, Andrzej, teraz ruszaj…

Kaziowi, gdyby puścił ten, no, Grzesiek na nogę… Dobrze, Grzesiu… Słuchaj, Kaka, Jurek niech przyjmie, a ty, Szymek, zostaw mu piłkę, no, zostaw i leć sam, tak jest, bardzo dobrze… ***

Wrócą. Zobaczymy się. W klubie, normalnie o dziesiątej. Przywitamy się. Powiem – cześć, stary, Andrzej powie – no cześć i będzie się starał tak mówić, jak byśmy jeszcze byli sobie równi. Nie jesteśmy równi, już nie. I żeby nie wiem jak starali się być po dawnemu, to w końcu przyjdzie dzień kiedy znajdziemy się na boisku. Oni i ja. I może nam nie wyjść. Z innych przyczyn może nie wyjść, ale oni pomyślą – no tak, bez niego grało się lepiej.

Świetni byli. Beze mnie byli świetni. Grali jak nigdy dotąd, nowy zespół powstał na tych mistrzostwach. Beze mnie powstał. To jeszcze potrzebny im jestem?

 

*Piłkarz reprezentacji Walii.

**Mowa o Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej

*** Włodzimierz L. Ogląda mecz z Jugosławią, Polska wygrała 2:1.

Włodzmierz Lubański

Nigdy nie znikniesz!

Powyższy tekst, który opublikowaliśmy w „Przeglądzie Sportowym” za zgodą pani Hanny Krall, pochodzi z książki „Różowe strusie pióra”. To wyjątkowa pozycja w dorobku najwybitniejszej polskiej reporterki. Kolaż przeróżnych ludzkich losów, złożony z krótkich opowieści, notatek, refleksji, odbytych rozmów, otrzymanych listów, a nawet karteczek wkładanych w drzwi przez Krzysztofa Kieślowskiego. Działają czytelnikowi na wyobraźnię i zmuszają, by dopowiedział sobie resztę historii. Jak to ujęła na wstępie sama autorka: „jest to książka o tym, co ludzie do mnie mówili i pisali przez pięćdziesiąt lat”. Wśród przyjaciół, znajomych, bohaterów reportaży jak wspomniany Kieślowski, Marek Edelman czy Leszek Kołakowski nagle pojawia się Włodzimierz Lubański!

Jak świetnym reporterem trzeba być, by zdobyć zaufanie obcej osoby i namówić ją by powierzyła nam swoją historię, ujawniła cząstkę siebie. A jeszcze w tak dramatycznym momencie w jakim był wówczas Lubański, śledzący z domu mundial w RFN w 1974. Mundial, którego byłby wielką gwiazdą. On, kapitan tamtej reprezentacji, największy piłkarski bohater swoich czasów, o statusie jakim dziś cieszy się Robert Lewandowski. Najbardziej popularny i najbardziej kochany przez Polaków od kiedy w wieku 16 lat i 288 dni zadebiutował w kadrze, zdobywając do tego gola (do dziś pozostaje najmłodszym strzelcem w historii reprezentacji). Który grałby w słynnym Realu Madryt, gdyby weta nie wyraziło KC PZPR, który nie chciał słyszeć o oddaniu zagranicę „dobra narodowego”.

Dzięki Hannie Krall dowiadujemy się co kotłowało się w jego duszy w tym wyjątkowo bolesnym momencie kariery. Tekst przypominamy z okazji 70. urodzin Włodka Lubańskiego, którego – składając mu serdecznie życzenia „stu lat!” – zapewniam: Włodku, nigdy nie znikniesz z naszych myśli i naszej pamięci! Nigdy nie zapomnimy Twoich goli, które dały Górnikowi Zabrze mistrzostwa i Puchar Polski oraz zwycięstwa w europejskich pucharach, a zwłaszcza tej bramki w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów z AS Roma. I tego, że na Stadion Śląski „na Lubańskiego” przychodziło po 100 tysięcy widzów. Ani goli, które przyczyniły się do historycznego złota olimpijskiego w Monachium. A Twój brak w kadrze Kazimierza Górskiego na mundialu w RFN pozostanie jednym z największych i najbardziej roztrząsanych piłkarskich polskich „co by było gdyby”. Legendy nie znikają, są wieczne!

Włodzmierz Lubański