‘Orlik’ Zidane’a + konkurs

Jak miło choć przez chwilę pogadać o futbolu z Zinedine Zidanem, nawet jeśli 20 minutami trzeba podzielić się z kolegami z Czech i Słowacji. W trakcie spotkań z gwiazdami tego formatu dziennikarze przeważnie wprowadzają tzw. krajowe akcenty. Chińczycy zawsze pytają w takich przypadkach what do you thing about chinese football? - przerabiałem to już podczas spotkania z Cristiano Ronaldo, Ikerem Casillasem i setką innych gwiazd (ostatnio z powodu rozkwitu ligi chińskiej dochodzi would you like to play in China one day – np. było to pierwsze pytanie jakie usłyszał Mario Mandżukić po wygranej 3:0 z Barceloną na Camp Nou). Chińczyków szczęsliwie z nami nie było, więc kolega z Czech pytał o przyjaciela Zizou, Pavla Nedveda, który świetnie radzi sobie w Juventusie, a kolega z Węgier o Ferenca Puskasa. Ja na szczęście nie musiałem odwoływać się do legend i pytać o Grzegorza Lato, ani nawet Jerzego Dudka. Pytanie o Roberta Lewandowskiego nie było zwykłym polskim akcentem – w końcu o co pytać dyrektora sportowego Realu Madryt jeśli nie o faceta,  który wbił jego drużynie cztery gole w półfinale Ligi Mistrzów? Wywiad poszedł na Sport.pl  Wyjątkowo ciekawe były pytania sponsorskie, ponieważ  rozmawialiśmy przy okazji turnieju adidas Team Five Challenge w centrum Z5, które Zidane wybudował między Aix-en-Provence a Marsylią dla dzieciaków z przedmieść. To trochę taki moooocno wypasiony Orlik. Ośrodek składa się z siedmiu boisk ze sztuczną nawierzchnia do gry pięciu na pięciu, w tym trzech pod dachem (ale bez ścian, co daje miły przewiew w południowo francuskim upale), centrum fitness, basen, sauna, restauracja, butik z własnymi gadżetami i koszulkami, w gablotach trofea, które pan zdobył. Nakręciłem o nim vloga:

Zapytany dlaczego go wybudował (oprócz dania roboty młodszemu bratu, który nim zarządza) Zidane odparł, że kiedy byłem dzieckiem, często z moimi braćmi Faridem i Nordinem nie mieliśmy gdzie grać w piłkę. Raz, że boisk nie było wtedy w okolicy dużo, a dwa, że większość z nich była dla nas niedostępna. Dzieciaki z Castellane, czyli bardzo biednej dzielnicy Marsylii, nie mogły sobie pójść grać, gdzie im się podobało. Zewsząd nas przeganiano. Kiedy skończyłem karierę, postanowiłem sobie, że stworzę takie miejsca, których kopać piłkę będą mogli wszyscy chętni. Bez względu na status majątkowy, czyli także dzieciaki z biednych przedmieść. Z oczywistych względów ten pierwszy ośrodek powstał tam, gdzie go najbardziej brakowało, czyli pod Marsylią.

Na koniec turnieju jego zwycięzcy – drużyna Czechosłowacji zagrała przeciwko Zidanowi i najlepszym zawodnikom pozostałych siedmiu drużyn (Polskę reprezentuje Michał Maliński z warszawskiej drużyny Forza, która niestety zajęła ostatnie miejsce, nie wygrywając ani jednego meczu). Na wideo widać po pierwsze, że Zizou 7 lat po zakończeniu kariery nie zapomniał jak gra się w piłkę. A po drugie jak fajną odmiana futbolu jest tzw. five-a-side, niby podobny do futsalu, a jednak o wiele bardziej freestyle’owy i spontaniczny. Nic więc dziwnego, że zyskuje rosnącą popularność, do której z pewnością przyczynią się kolejne centra Z5. Zizou planuje otwarcie kolejnych pod Paryżem, Montpelier i Turynem. Według byłej gwiazdy reprezentacji Francji nie ma lepszej drogi do opanowania techniki jak szybka gra na małej powierzchni. Zresztą popatrzcie sami czy ma rację.

KONKURS, KONKURS!

Oczywiście jak w przypadku podobnych wyjazdów mam dla Was konkurs z nagrodami. Główna to piłka z podpisem Zizou, druga to piłkarska koszulka adidasa. Co trzeba zrobić, żeby wygrać. Napisać w komentarzach krótki tekst, zaczynający się od słów ‘Nigdy nie zapomnę jak Zidane…’ Gol, zagranie (kto pamięta np. asystę przy golu Anelki na Wembley? Albo mecz w barwach Bordeaux przeciwko GKS Katowice?), triumf, upadek – dowolny moment z kariery. Im bardziej kreatywnie, zaskakująco, ciekawie, tym większa szansa na zwycięstwo. Niech to będą zagrania w stylu Zizou, a nie Jensa Jeremiesa… Czekam do czwartku do 12. w południe…

Dziś odradzałbym Bayern Lewemu

Wciąż nie znamy oficjalnie przyszłości Roberta Lewandowskiego, ale ze słów jego agenta, Cezarego Kucharskiego, z którym zderzyłem się po finale na Wembley w studio nSportu wynika, że to jednak będzie Bayern. Borussia ogłosiła dziś, że żadnej oferty w sprawie transferu Polaka nie dostała, ale Czarek wyjaśnia, że przed finałem panowało napięcie między oboma klubami i nie był to właściwy moment na negocjacje. Spekuluję, że Roberta od dawna chce Pep Guardiola, że widzi dla niego miejsce w swoim projekcie, że Lewy zna i język i ligę, trochę goli już Bayerowi nastrzelał, więc miałby #szacun na wejściu, poza tym zapowiada się, że Bawarczycy z nowym trenerem zdominują europejski futbol jak Barcelona w ostatnich latach…

Mam jednak wątpliwości czy to rozsądne iść do drużyny, która właśnie pokonała twoją w najważniejszym meczu w karierze? Która właśnie rozgrywa historycznie udany sezon? Co innego wejść do szatni jako zwycięzca, jak stwierdził Juergen Klopp z tym pieprzonym pucharem, a co innej spotkać w niej nasyconych, spełnionych piłkarzy, którzy właśnie cię pokonali. Przypomniało mi się jak Thierry Henry był o krok od odejścia do Barcelony w 2006 roku, Frank Rijkaard z Henkiem Ten Cate już mieli strategię pozwalającą go zmieścić w ataku. Barca dawała 50 mln funtów, ale po porażce w finale Ligi Mistrzów w Paryżu Francuz uznał, że to nieodpowiedni moment na transfer. Jako zwycięzca, który powiódł Arsenal do wygranej z Barcą, przyszedłby do niej z radością, żeby uczynić ją silniejszą. Ale w tamtej sytuacji nie chciał i jak pamiętacie odwlókł odejście do Katalonii o rok.

Czy dziś z ręką na sercu możemy stwierdzić, że Bayern absolutnie i niezbędnie potrzebuje Lewandowskiego? Dlaczego miałby wygryźć z ataku Mario Mandżukića, którego gol dał mistrzom Niemiec triumf w finale Ligi Mistrzów? Mamy pewność, że stałby się dla Bawarczyków wielkim wzmocnieniem? Takim jakim zdecydowanie stałby się w Realu Madryt, Chelsea, Manchesterze United czy nawet Barcelonie (gdyby ta już nie zaklepała sobie Neymara), gdzie kibice witaliby go może nie jak zbawcę, ale z wielkimi nadziejami, jako strzelca historycznych czterech goli z Realem. Kogo w Monachium obchodzą tamte cztery gole, skoro Bayern siedmioma rozgromił Barcelonę? Podejrzewam, że Lewy stałby się w Bayernie tylko uzupełnieniem wielkiego składu. Bardzo mocnym, wysyłającym w kosmos Mario Gomeza i Claudio Pizarro, ale jednak uzupełnieniem. Dlatego ja bym jeszcze na miejscu Roberta mocno jeszcze przemyślałbym swoją przyszłość, przy czym z Dortmundu raczej bym uciekał – z powodów, które wymieniłem tutaj – mimo, że Klopp zapowiada za dwa lata w finale Ligi Mistrzów w Berlinie będzie powtórka pojedynku z Wembley, on już nad tym zaczyna pracować.

Kilka vlogów o finale Ligi Mistrzów

Ostatni finał Ligi Mistrzów na żywo, nie ze studia tv, oglądałem na Stade France, gdy Barcelona Rijkaarda pokonała Arsenal. Cieszę się, że mogłem być świadkiem historycznego, wewnątrzniemieckiego finału z udziałem trzech Polaków, czego pewnie nieprędko doczekamy. Nowe Wembley to zaiste katedra futbolu. Majestatyczne ze świetnym widokiem z trybun, a bawarscy i westfalscy kibice stworzyli kapitalną atmosferę. Tak jak na boisku akcja przenosiła się z jednego pola karnego na drugie, tak i na trybunach trwał wspaniały pojedynek czerwonych sektorów z żólto-czarnymi, co starałem się uchwycić kamerką.

Najpierw jednak o drodze na Wembley, ale nie obu drużyn przez rozgrywki grupowe, a potem pucharowe, ale od drodze ze stacji Wembley Park na stadion…

Race kibiców Bayernu

Radość kibiców Bayernu po golu Mandżukića na 1:0 i świetna reakcja fanów Borussii…

Ostatni gwizdek na Wembley. Koniec meczu! Bayern wygrywa Ligę Mistrzów! Odkupienie Robbena!

Vlog. Dlaczego Lewy lepszy w Borussii niż w kadrze

 

Wystąpiłem w studio CNN, gdzie wraz z kolegami z zagranicznych mediów Gabriele Marcottim z Timesa i Wall Street Journal oraz Raphaelem Honigsteinem z Guardiana i Süddeutsche Zeitung zapowiadaliśmy co może się wydarzyć na Euro 2012. Przy okazji namówiłem Rafaela, żeby wystąpił gościnnie w moim vlogu i powiedział jak Niemcy postrzegają Roberta Lewandowskiego. Rafael typuje Polaka na króla strzelców Euro 2012 (w Anglii bukmacherzy płaca za to 34-1, więc można dobrze zarobić), ale też zwraca uwagę, że zawodnicy Borussii Dortmund dobrze grają tylko w Borussii Dortmund, a w kadrze już niekoniecznie. Wie o tym trener Niemców, Joachim Loew i prawdopodobnie żaden z nich nie wystąpi na Euro 2012 (a w kadrze są przecież tak świetni gracze jak Mario Goetze, Mats Hummels czy Marcel Schmelzer).

- To kwestia systemu w jakim gra Borussia. Lewandowski perfekcyjnie do niego pasuje, jego inteligencja jest w tym systemie w pełni wykorzystana, dlatego kreuje więcej okazji do zdobycia gola niż w barwach Polski. Przed sezonem miał reputację marnującego zbyt wiele okazji, ale stał się niezwykle skuteczny. To wielka nadzieja dla Polski, bo wielu okazji do bramki mieć nie będziecie, ale on jest w stanie wykorzystać każdą - mówi dziennikarz Süddeutsche Zeitung. I dodaje, że Borussia nie sprzeda Lewandowskiego za żadną cenę, zmusi do zostania na jeszcze jeden sezon, a może nawet do wygaśnięcia kontraktu w 2014 roku, bo stał się dla niej niezastąpiony. Ciężko znaleźć w świecie zawodnika tak wszechstronnego jak on.

nagrane moim HTC One X

Z kolei Gabriele, który w Polsce podąża za reprezentacją Włoch poprosiłem o komentarz, czy kolejna afera z ustawianiem meczów we włoskiej piłce będzie miała podobny wpływ na występ Squadra Azzura jak na mundialach w 1982 i 2006, kiedy szalejąca w kraju zawierucha, mnożące się zawieszenie, odjęcia punktów i degradacja Juventusu Turyn do Serie B zjednoczyły zawodników i poprowadziły do mistrzostwa świata. Marcotti wątpi, żeby nowe calciopoli miało jakikolwiek wpływ na grę drużyny Cesare Prandellego.

- W 2006 w aferę zamieszani byli liczni reprezentanci Italii z Juventusu, Milanu i Lazio, którzy nie wiedzieli jaka czeka ich przyszłość. Tym razem jeden Criscito został odesłany do domu, ale i jego zaangażowanie w aferę budzi wątpliwości wielu ludzi. Wszyscy się martwa, ale efekt na występ kadry na Euro 2012 będzie żaden – mówi Marcotti i zastanawia się co takiego Włosi mogą osiągnąć na mistrzostwach Europy.

nagrane moim HTC One X

Zapytałem też Marcottiego o szanse reprezentacji Anglii, która, moim zdaniem, zrobiła wszystko, żeby ponieść spektakularną klęskę: doprowadziła do zwolnienia najskuteczniejszego statystycznie trenera jakiego ostatnio miała, nowego wybrała miesiąc przed Euro, jej kapitan stracił opaskę, a najlepszy piłkarz Wayne Rooney przez swą głupotę nie zagra w dwóch pierwszych. Zdaniem Marcottiego winę za to ponoszą władze Angielskiej Federacji, która jest obecnie najgorzej zarządzaną topową federacją ze wszystkich na świecie. – Zarządzają nią niekompetentni, niebyt mądrzy ludzie – mówi. A Wy narzekacie na PZPN! Wyobrażacie sobie co by się u nas działo, gdyby miesiąc przed Euro 2012 reprezentacja Polski nie miała trenera i panował taki chaos? 

Greccy kibice pewni swego i ładnie śpiewają

zdjęcie moim HTC X One

Im bliżej meczu otwarcia, im więcej dowiaduję się o reprezentacji Grecji od jej piłkarzy, dziennikarzy i kibiców tym co raz większa pewność, że to bardzo, ale to bardzo solidna drużyna. Kto wie czy właśnie nie najlepsza ‚drużyna’ w naszej grupie, czyli najlepszy, najbardziej konsekwentnie grający kolektyw. Oto otwarty dla publiczności trening Greków w Legionowie. Greccy kibice, mieszkający w Polsce i oglądający naszą reprezentację na co dzień są absolutnie pewni wygranej w meczu otwarcia, i po tym meczu są gotowi wspierać naszych… – Serce jest rozerwane, ale że tata jest Grekiem, to kibicuję Grecji – mówi warszawski licealista. – Jak polska drużyna się nauczy, że piłka nożna jest grą drużynową, to może wtedy nas pokonacie – dodaje jedna z kibicek.

nagrane moim HTC X One

Spotkałem kolegę dziennikarza z Grecji, Iotisa Panaiotisa, z którym zaprzyjaźniliśmy się w Portugalii w 2004, bo co mecz przychodziłem do niego po kolejne opowieści o drużynie, którą przed turniejem niespecjalnie się interesowałem, myśląc, że po dwóch meczach będzie się zbierać do domu. Patrząc na dekorację zwycięzców na Estadio da Luz w Lizbonie obaj nie mogliśmy uwierzyć w to, co się stało (w sumie wielu Greków z którymi rozmawiam nie wierzy do dziś). Iotis nauczył mnie wówczas piosenki, którą wyśpiewywała garstka greckich kibiców, a którą pamiętam do dzisiaj. Szło to tak: a za dwa lata w Niemczech, dajcie nam w finale mistrzostw świata Brazylię! Teraz Iotis opowiada, że po tamtym turnieju nieoficjalnym hymnem kibiców stało się: gwiżdżcie już, gwiżdżcie już, nie chcemy już czekać! W Grecji po finałach krajowego pucharu, kiedy kibice wiedzą już, że za chwilę ich drużyna wzniesie w górę trofeum, śpiewają: wznoście puchar, wznoście puchar, nie chcemy już czekać! Podczas meczu otwarcia Euro 2004 z Portugalią, kiedy mecz zbliżał się do końca i piłkarze Otto Rehhagela prowadzili 2:1, kibice zmienili słowa z wznoście puchar na gwiżdżcie już, nie chcemy już czekać! Ale w zgiełku piłkarze i dziennikarze usłyszeli tylko znaną melodię i wzięli kibiców za wariatów, którzy domagają się pucharu, jakiego, u diabła, pucharu jak tu samo wyjście z grupy przy takich rywalach (Rosja i Hiszpania) będzie cudem? Potem kibice konsekwentnie śpiewali gwiżdżcie już! podczas kolejnych nieprawdopodobnych zwycięstw z Francją, Czechami w półfinale i znów Portugalią…

 

zdjęcie moim HTC X One

I tu pojawił się problem, ponieważ kolega z greckiej telewizji, przysłuchujący się naszej rozmowie, oznajmił, że właśnie nagrywał polskich kibiców przed stadionem w Legionowie, namawiając ich by zaprezentowali mu, co też śpiewa się na meczach polskiej reprezentacji, jaka pieśń jest hymnem kibiców. Przez głowę natychmiast przemknęła mi paniczna myśl, co też mogli mu zaśpiewać, kiedy zaintonował właśnie TĄ melodię: ta ta tada, ta ta tada, ta-ta ta-ta tata tada (na szczęście bez słów). Ale gdy poszliśmy do jego stanowiska w hali legionowskiego MOSiRu i odtworzył nagranie, wszelkie wątpliwości zniknęły. Uraczyli greckich telewidzów piosenką o PZPN, PZPN… Ale też – pomyślałem sobie – czy my fajne piosenki o reprezentacji poza Polskaaaa, biało-czerwoni do melodii Go West Pet Shop Boys (na szczęście jakieś urocze dziewczyny zaśpiewały Grekom i to)? Ktoś kto by dziś zaintonował oryginalne melodycznie Polska gola, Polska, taka jest kibiców wola wyszedłby na wariata… Grek dziwił mi się, co nie macie żadnej piosnki o Lewandowskim? A o Kubie, waszym kapitanie? Ano nie mamy. Ale może po Euro 2012 nie będzie wyjścia i stworzymy!

Vlog. Katastrofalne pudła na treningu strzeleckim kadry!

 Z niepokojem oglądaliśmy trening strzelecki napastników i ofensywnych pomocników reprezentacji Polski trzy dni przed meczem z Grecją. Pod okiem wicekróla strzelców Ekstraklasy, Tomka Frankowskiego strasznie pudłowali, to posyłając piłkę Panu Bogu w okno, to w któregoś z nieruchomych greckich obrońców. Kilku chłopaków wyraźnie starało się skopiować strzał z karnego Sergio Ramosa z półfinału Ligi Mistrzów z Bayernem. O co chodzi? Skoro tak marnowali okazję mając przed sobą plastikowych i nieruchomych obrońców reprezentacji Grecji, to co będzie jak wyrosną przed nimi żywi? Zobaczcie sami, albo to jakaś ściema dla zmylenia przeciwnika, który zamknięte treningi kadry podgląda podobno z pobliskiego wieżowca albo… naciągająca katastrofa, bo nasi wybrańcy trafiają w światło bramki raz na 10 strzałów. Są powody do paniki czy nie?

(nagrane moim HTC X One)

Panowie, hasłowo na Euro 2012: bronić szczelnie, ale STRZELAĆ CELNIE! Jedyna pociecha, że nie było wśród niech Roberta Lewandowskiego, bo inaczej byśmy się kompletnie załamali. Może im wszystkim zakazać strzelania i zostawić to tylko napastnikowi Borussii Dortmund?

Vlog. Skoro Szczęsny tak zaczyna to gdzie skończy?

 

Nie wiem czy kojarzycie te gigantyczne reklamy Nike z Kubą Błaszczykowskim i Wojtkiem Szczęsnym (oraz Robertem Lewandowskim z drugiej strony) na cały wielki wieżowiec Orco Tower w centrum Warszawy? Widziałem takie z Patrickiem Kluivertem z Rotterdamie w 2000 roku, z Zinedinem Zidanem i Ronaldo w Seulu, Oliverem Kahnem w 2006 (pamiętna wielka parada nad autostradą z lotniska w Monachium w strione Allianz Arena), w Cristiano Ronaldo w Johannesburgu, ale w Polsce jeszcze takich nie było. Tym fajniej było pogadać z ich żywymi bohaterami na dachu Złotych Tarasów mając w tle ich monstrualne wizerunki podczas sesji fotograficznej dla sponsora. Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie zadać Wojtkowi pytania Ola i Franza Maurera z Psów, no bo skoro on w wieku 22 lat tak zaczyna (czyli trafia na wieżowiec) to gdzie skończy? Wojtek w odpowiedzi pokazał palcem, gdzie ;)

Vlogi z Lienz. Welcome to the Jungle!

Jakby ktoś chciał prześledzić kulisy pracy dziennikarzy (mojej kolegów z mediów wszelkich) na zgrupowaniu reprezentacji Polskie w Lienzu, to wyglądało to tak:

Dziwny był ten ostatni dzień zgrupowania. Od samego rana wiedzieliśmy z różnych przecieków, kogo skreśli Franciszek Smuda, ale trzech zainteresowanych nie wiedziało. Mieli dowiedzieć dopiero po obiedzie. Może i lepiej, bo przynajmniej razem ze wszystkimi mogli oddawać się błogiej zabawie w siatkonogę. W turnieju trójek zwyciężyła ta w następującym składzie: Paweł Brożek - Eugen Polański - Łukasz Piszczek (zobaczcie na wideo efektowną przewrotkę tego ostatniego).

Obok boiska, po bieżni Dolomitenstadion biegał samotnie niezliczone kółka Łukasz Fabiański, któremu odnowiła się kontuzja barku i Euro 2012 skończyło się dla niego zanim zaczęło. Biegał ich tak dużo, że w pewnym momencie zaczęliśmy się zastanawiać czy nie dotknęło go to, co Forresta Gumpa i jak ruszy to zatrzyma się za dwa lata. Biedny Fabian…

Dziwne było jednak to, że my dziennikarze jedyną okazję na pogaduchy z piłkarzami mieliśmy w chwili gdy schodzi z boiska. Jak tu nie spytać Michała Kucharczyka czy Kamila Glika o skreślenie innej okazji nie będzie. Obaj byli zaskoczeni, bo choć zapewne znali doniesienia mediów od rana, oficjalnie nic nie wiedzieli, przykra rozmowa dopiero ich czekała. Kucharczyk podszedł do sprawy ze spokojem, zdając sobie sprawę, że to nie był dobry sezon w jego wykonaniu, kontuzja, spadek formy, niepewne miejsce w Legii. Dodał, że jest na tyle młody, że jeszcze wszystko przed nim, pakuje się więc i śmiga na zgrupowanie młodzieżówki wspomóc kolegów w eliminacjach. Glik, któremu sezon Serie B, zakończony awansem jego Torino skończył się w sobotę, był mocno rozczarowany. Głównie o to, że nie dostał od Smudy ani minuty szansy przekonania go do siebie. Powiedział:

Teraz wszyscy wracamy do Polski. Tu już wszystko będzie na poważnie. Szansa jest zbyt wielka, żeby ją spaprać. Mamy naprawdę dobrą jedenastkę i ze dwóch, trzech przyzwoitych rezerwowych, wśród których nieprzewidywalny Kamil Grosicki rzeczywiście może sporo wnieść wchodząc z ławki. Najpierw Andora, a potem chłopaki muszą powalczyć o wyjście z grupy!

Kto obejrzał vlogi, wie że chłopaki do treningów słuchały całkiem niezłej muzy: Mettalica, AC/DC, Paradise City Guns ‚n’ Roses. No to teraz, panowie: Welcome to the Jungle!



Magiczny polski wieczór w Dortmundzie!

To był niesamowite przeżycie obejrzeć na własne oczy jak bohaterem tak prestiżowego, tak ważnego meczu dla mistrzostwa Niemiec zostaje polski piłkarz. Słyszeć na własne uszy tę gigantyczną eksplozję radości po golu Roberta Lewandowskiego i szaleństwo jakie zapanowało na tym wspaniałym stadionie, wyprzedanym do ostatniego siedzonka (80 720 widzów!). Niemieckie media zapowiadały to spotkanie jako pojedynek Lewego z Mario Gomezem, który jest liderem strzelców Bundesligi (25 goli). Ale wszystkie kontakty z piłką reprezentanta Niemiec dałoby się policzyć na palcach jednej ręki. Tymczasem Lewandowski trafiał w słupek, w poprzeczkę bramki Manuela Neuera, a wreszcie – kiedy Gomeza nie było już na boisku – do siatki! To jeden z najważniejszych polskich goli w historii!

Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie nagrać z nim krótkiej rozmowy w mix zonie. Nie zachłystuje się golem, nie twierdzi, że to najważniejszy w karierze, nie przywiązuje wagi do tego, że 20. golem w sezonie Bundesligi wyrównał rekord polskich bramek należący do Jana Furtoka. Dla niego liczą się tylko trzy punkty i kolejny mecz, w sobotę Derbach Zagłębia Ruhry z Schalke 04. Opowiedział też jak padła bramka, czy stojąc tyłem do bramki wiedział gdzie posyła piłkę, czy zdał się na los szczęścia..



Robert może zastrzegać, że Borussia Dortmund nie obroniła jeszcze mistrzostwa Niemiec, ale patrząc na poszarzałą, kamienną twarz legendy Bayernu, Franza Beckenbauera nie miałem wątpliwości, że on już nie wierzy w tytuł. Nie wierzyli już też chyba piłkarze Bayernu, którzy po ostatnim gwizdku nie mogli podnieść się z ziemi, słuchając wszechogarniającej euforii wokół na Signal Iduna Park. Kibice Borussii byli przekonani, że właśnie udało się obronić tytuł. Niesamowite było słyszeć w drodze powrotnej do hotelu, jak grupki fanów przeplatają Wird sind immer noch Deutsch Meister! i Borussia Dortmund, a la, la, la, la, la, la i okrzykami Robert Lewandowski! Ostatni raz taką euforię po występie Polaka widziałem chyba w 2001 roku w Innsbrucku, jak Adam Małysz wygrał swój pierwszy konkurs Turnieju Czterech Skoczni, bijąc rekord Bergisel o metry! Ah, zapomniałem spytać Roberta czy nie wsunął przed meczem bułki z bananem… To był niezapomniany wieczór!

Na deser: You’ll Never Walk Alone przed meczem i polska flaga w sektorze ultrasów Borussii. A potem gorąca prezentacja drużny gospodarzy. Pierwszy raz na własne uszy usłyszałem, że jak spiker podaje ‚ z numerem 16 Jakub…’ to kibice rzeczywiście odkrzykują ‚Kuba!’:). Kuba zresztą dostał owację na stojąco, kiedy schodził w końcówce. Łukasz Piszczek – oklaski po każdym skutecznym powstrzymaniu Francka Ribery, który w końcu zaczął schodzić do środka. Na miejscu każdego z trzech Polaków marzyłbym, żeby zostać w Borussii do końca kariery. Co za stadion, co za atmosfera, co za publiczność!

Historyczny Mazurek na Narodowym!

Aż łezka się zakręciła… Tyle lat czekaliśmy na taki Stadion, przez duże „S”! Niesamowite uczucie usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego z 58 tysięcy gardeł (na Euro 2012 tylko polskich kibiców nie wejdzie). I nawet słynna piosenka o PZPN zabrzmiała tylko raz, przez maleńką chwilę i szybko zgasła. Prawdziwe święto! I jeszcze taki klasowy rywal… O! Wojtek właśnie ładnie wypiąstkował strzał Cristiano Ronaldo!

Sorry za jakość filmiku, ręka drżała, a też ściśnięci siedzimy jak śledzie.

Święty M i zły adresat rózgi

Wierzcie lub nie, ale spotkałem prawdziwego Świętego Mikołaja! Stwierdził co prawda, że zna świętszych, ale poza tym wszystko się zgadzało: broda, wąsy, strój, nawet lapońskie buciory – wszystko było na miejscu. Wór z prezentami też, a gdybyście jeszcze zobaczyli jaką miał u boku Śnieżynkę! A zresztą przecież widać na zdjęciu, na którym naradza się ze swoją pomocniczką jakich rozmiarów rózgę wręczyć temu niegrzecznemu chłopcu po lewej, Arturowi Szpilce, który nie dość, że bije ludzi, to jeszcze z pełną bezczelnością zadeklarował, że w 2012 roku będzie bił jeszcze mocniej i jeszcze celniej!

W końcu kiedy już po konfrontacji z nadzieją polskiego bokserem doprowadził się do porządku, zgodził się specjalnie dla Polsport’u wygłosić życzenia dla Was, drodzy czytelnicy, a także dla piłkarzy reprezentacji Polski, którzy szykują się do boju o Euro 2012 oraz dla siatkarzy, którzy będą walczyć o medal na igrzyskach olimpijskich w Londynie. Posłuchajcie sami!

Dołączam się do tych życzeń, a nawet po przemyśleniu lekko je zmodyfikowałem, życząc chłopakom Franza Smudy w ćwierćfinale Niemców… Posłuchajcie czego życzą swoim ulubionym sportowcom moi ziomale ze Sport.pl (Agnieszce Radwańskiej – kolejnych torebek Louisa Vuittona, które kupuje po każdym zwycięstwie, Łukaszowi Kubotowi – jak najwięcej okazji do tańczenia kankana, Robertowi Kubicy – żeby się nie łamał, Kamilowi Stochowi – tylu lądowań ile wybić z progu, Adamowi Małyszowi – żeby na Dakarze raczej trzymał się ziemi itd itp).

Serdeczne życzenia świąteczne od ekipy Sport.pl!

 

WESOŁYCH ŚWIĄT!

… a kto chce w prezencie biografię Leo Messiego albo autobiografię Ryana Giggsa w moim tłumaczeniu to przypominam, że do pierwszej gwiazdki, czyli do 16.00 czekam na notki w Gwiazdkowym Konkursie Literackim!
Po konfrontacji z Arturem Szpilką elfy za pomocą znanych sobie czarów doprowadziły Mikołaja do używalności…