Giggs. Legenda trwa

Nie wiecie jak się cieszę, że o Ryanie Giggsie znów możemy mówić w kontekście wybitnych osiągnięć i niezmiennie rewelacyjnej formy na boisku, mimo sędziwego wieku, zamiast skupiać się na jego życiu osobistym, żałować, że się w nim pogubił, rujnując powszechny wizerunek wzorowego ojca rodziny i mega-gwiazdy unikającej skandali. To jeden z moich najulubieńszych piłkarzy wszechczasów i najlepszych jakie widziały moje oczy, rzadki okaz wierności klubowej (małżeńskiej jak wiemy już niekoniecznie), któremu ilością trofeów równać się może tylko sir Alex Ferguson, a z którym trzy razy miałem możliwość odbyć długie rozmowy. Prawdziwy maztuzalem, łącznik między dawnymi czasami, a współczesnymi, który grał w jednej drużynie z Bryanem Robsonem, Markiem Hughesem, Erikiem Cantoną, Roy’em Keanem, Davidem Beckhamem, Cristiano Ronaldo, Wayne Rooneyem… Zdradzę Wam, że właśnie kończę tłumaczyć jego autobiografię dla pewnego wydawnictwa i podczas tej pracy polubiłem go jeszcze bardziej, za poczucie humoru, dystans do samego siebie i swoich sukcesów oraz wiele smacznych historyjek z szatni Manchesteru United, w tym i takich, za które sir Aleks wyrzucał z drużyny. Czy to więc dlatego, że moje postrzeganie Giggsa jest naznaczone wielką osobistą sympatią, to właśnie on jest dla mnie największym bohaterem pierwszej kolejki Ligi Mistrzów.

Mógłby nim być np. strzelec zwycięskiego gola dla Trabzonsporu w meczu z Interem w Mediolanie, bo po pierwsze z tak grającym Interem wygrać mogłaby chyba nawet Wisła albo Legia, a po drugie pogubiłem się w odmianach jego czeskiego nazwiska i już mi wyleciało z głowy. Tymczasem Giggs uratował Manchesterowi United punkt w wyjazdowym meczu z Benfiką w Lizbonie, śrubując własny rekord najstarszego strzelca w historii Ligi Mistrzów (pobity w ostatnim półfinale z Schalke 04 w Gelsenkirchen), który dziś wynosi 37 lat 289 dni! Kto wie jednak, czy nie większym osiągnięciem jest to, że strzelał gole w aż 16. edycjach Pucharu Europy/Ligi Mistrzów. A przy tym jakiż wspaniały był ten jego strzał na Estadio da Luz! Żadne tam starcze wepchnięcie piłki z metra do siatki. Bomba jak za najlepszych czasów.

A co najlepsze, wszystko wskazuje, że wcale nie oglądamy ostatniego sezonu w jego karierze. On sam dzięki wzorowemu prowadzeniu się (w młodości bywało różnie, dziś nie jest już wyznawcą teorii Wojtka Kowalczyka, że im zawodnik lepszy tym więcej pije) i stosowaniu jogi ma organizm 30-latka i planuje grać jeszcze przez dwa, trzy sezony. Od sir Aleksa usłyszał podobno: graj jak długo chcesz! W wywiadzie na MUTV, który właśnie obejrzałem przyznaje tylko, że czasem głupio się czuje, kiedy okazuje się, że jest starszy niż… trenerzy drużyn, przeciwko którym gra. Tak np. będzie w niedzielę, kiedy na Old Trafford przyjedzie Chelsea z Andre Villasem-Boasem.

Co jeszcze trzyma go na boisku, każe mu pracować na treningach po dwakroć bardziej katorżniczo od młodszych kolegów (Giggs przyjeżdża na każdy dwie godziny przed rozpoczęciem żeby się rozciągnąć a i zostaje godzinę po wszystkich), skoro zdobył już tyle, dawno temu pobił rekordy występów w klubie największych legend MU, sam zresztą stając się jedną z nich? Tłumaczy, że po prostu futbol cały czas sprawia mu wielką przyjemność, głodu sukcesów nie stracił w najmniejszym stopniu, w reżimie treningowym utrzymuje go rywalizacja i współpraca z młodymi kolegami, dla których jest mentorem, nie może więc ich zawieść. To ich entuzjazm przywraca go do pionu, kiedy zaczyna wpadać w dołek.

- Dziś każdy kolejny dzień w MU, każdy tydzień, każdy kolejny sezon traktuję jak dar od losu. Byłem gotów skończyć karierę dwa, trzy lata temu, ale skoro granie wciąż daje mi tak wielką przyjemność, a ja wciąż mogę okazywać się potrzebny drużynie, to dlaczego kończyć? Jeśli chodzi o przyszłość, nie stawiam przed sobą żadnych konkretnych celów, żadnych dat. Po prostu robię swoje. A kiedy zdarza mi się przekroczyć kolejną barierę, albo wygrać kolejne trofeum po prostu cieszę się tym, ale zaraz pracuję, żeby osiągnąć kolejne.

Opowiada, że nie czuje strachu przed zakończeniem kariery. Jeśli wciąż się na to nie decyduje to nie dla tego, żeby miało mu brakować treningów i meczów. - Zapytajcie któregokolwiek piłkarza, który zawiesił buty na kołku. Najbardziej tęsknią nie za meczami czy treningami, ale za atmosferą szatni – żartów, przekomarzania się, budowania ducha drużyny przed ważnymi meczami. Za tym będę tęsknił najbardziej. Oczywiście za atmosferą Old Trafford pod czas ważnych spotkań w lidze czy Champions League, za uczuciem ekstazy kiedy wyjdzie nam dobry mecz – też, będę tęsknił za tym wszystkim.

Zdradza, że już rozgląda się za życiem po zakończeniu kariery, ale jeszcze nie ma pojęcia co będzie robił, czy komentował futbol w TV (kto czasem ogląda Sky Sports ten wie, że znakomicie odnalazł się w tej roli jego kumpel z drużyny, Gary Neville), czy zasili sztab trenerski MU, na co namawia go sir Alex (tu z kolei znakomicie spisywał się inny przyjaciel z boiska, starszy od Giggsa zaledwie kilka miesięcy Ole Gunnar Solskjaer). Na razie wciąż jednak koncentruje się przede wszystkim na futbolu. Na szczęście!



Utracona część Ryana Giggsa, czyli

…jak Walijczyk poległ, próbując zablokować internet.

(Jest to tekst, który napisałem na Sport.pl, z dużym bólem, ponieważ o podziwianym idolu, bez skazy jak się wydawało. A jednak po raz kolejny sprawdziło się, że jak Bóg chce kogoś ukarac to mu odbiera rozum…)

W dniu, w którym do Wielkiej Brytanii z wizytą przybył prezydent USA Barack Obama, a islandzki wulkan paraliżuje lotniska na Wyspach, głównym tematem na czołówkach londyńskich gazet jest sprawa Ryana Giggsa. Nie tylko pozamałżeński romans, ale przede wszystkim próba zakneblowania przez piłkarza mediów i wojna wydana internetowym serwisom społecznościowym.

12 tytułów mistrza Anglii przez 21 sezonów świetnej gry dla Manchesteru United, pobity rekord legendy „Czerwonych diabłów”, sir Bobby Charltona 875 występów w barwach klubu, podziw za niewiarygodną kondycję i status najstarszego strzelca gola w historii Lidze Mistrzów. Tytuł Sportowej Osobowości Roku w Wielkiej Brytanii, nadany przez stację BBC. Wzór lojalności wobec klubu, w którym się wychował w czasach komercji, gdy piłkarze zmieniają drużyny jak rękawiczki. Do tego piłkarz-dżentelmen – w całej karierze ani razu nie dostał czerwonej kartki! Wzór oddanego męża i ojca, w kraju, w którym media co rusz obiegają zdjęcia jego kolegów z boiska popijających w nocnych klubach, uwodzących żonę kolegi z drużyny (John Terry), czy zdradzający ciężarną małżonkę z prostytutką (Wayne Rooney). Wydawało się, że Ryan Giggs jest w tym światku pod każdym względem „ostatnim Mohikaninem”.

Ten wizerunek Giggsa właśnie rozpadł się w wielkim hukiem. Tym większym, że nie tylko przyłapano go na zdradzie żony, z którą ma dwójkę dzieci. Romans gwiazdy Manchesteru z uczestniczką brytyjskiej wersji Big Brothera Imogen Thomas trafiłby do tabloidów raczej, niż do poważnych gazet i telewizji BBC. Ale wszystkich wzburzyło to, że Giggs próbował zakneblować media, uzyskując sądowy zakaz rozpowszechniania informacji na temat swojego prywatnego życia nie tylko w prasie, stacjach telewizyjnych i radiowych ale także w serwisach społecznościowych jak twitter, facebook itp. Tzw. gag order pozwala w Anglii nałożyć taki knebel na media, powstrzymując je od publikowania informacji na różne tematy, np. gdy może to zaszkodzić dochodzeniu policji. O jego wydanie przez sędziego mogą się również ubiegać w uzasadnionych przypadkach osoby prywatne, które nie życzą sobie wycieku niewygodnych, prywatnych treści, najczęściej dotyczących praw intymnych.

Najbardziej publiczny sekret Wlk. Brytanii

O tym, że nieujawniony z nazwiska celebryta, prawdopodobnie znany piłkarz, właśnie uzyskał taki gag order zrobiło się głośno na Wyspach dwa tygodnie temu, ale media – pod groźbą bardzo wysokiej grzywny nie mogły odsłonić jego personaliów. Robili to jednak zwykli ludzie na mikroblogowym serwisie twitter – bardzo popularnym w Wlk. Brytanii. Wtedy Giggs poszedł na wojnę z internetem. Jego prawnicy, poprzez londyński sąd, zaczęli zmuszać przedstawicieli serwisu do podania informacji o użytkownikach, którzy powtarzali informacje o romansie Giggsa.

O walce Giggsa z twitterem angielskie gazety też musiały milczeć – sędzia zakazał publikacji również na ten temat. Doszło do sytuacji schizofrenicznej – bo miliony kibiców wiedziały o skandalu z udziałem Giggsa z twittera i internetowych forów, oraz zagranicznych serwisów internetowych (np. amerykańskich). Ale gazety i telewizje musiały udawać, że nic się nie dzieje…

W ostatnią niedzielę zareagował na to szkocki dziennik „Sunday Herald”. Opublikował na całej pierwszej stronie olbrzymi portret Giggsa z wąziutkim czarnym paseczkiem na oczach z napisem „Ocenzurowane”.

„Wszyscy wiedzą, kim jest piłkarz oskarżony o zasłanianie się systemem prawnym, by zatuszować swój udział w aferze seksualnej. Ale nam nie wolno było o tym powiedzieć. To chore, że zakazuje się dziennikarzom zidentyfikowania mężczyzny, skoro robią to setki osób na twitterze” – napisano w komentarzu.

W poniedziałek Sąd Najwyższy w Londynie odrzucił prośbę brukowca „The Sun” o zgodę na ujawnienie danych „celebryty”. Sędzia David Eady tłumaczył w orzeczeniu, że nie ma żadnego interesu publicznego w podawaniu nazwiska. W zeznaniach przed sądem Giggs podobno ujawnił, że kochanka żądała od niego 100 tys. funtów za milczenie w sprawie ich romansu.

Tama pękła w Parlamencie

Cała sprawa wywołała jednak wielką debatę w Anglii na temat granic wolności wypowiedzi oraz wolności prasy. Poseł partii liberalno-demokratycznej John Hemming, który od dłuższego czasu prowadzi kampanię na rzecz wolności mediów, skorzystał z immunitetu i w parlamencie publicznie wymienił nazwisko piłkarza. – Skoro 75 tysięcy użytkowników twittera mówi o Ryanie Giggsie, to oczywiste jest, że niepraktycznie byłoby ich wszystkich skazać – powiedział, czym złamał nałożony przez sędziego knebel. Kilka minut później, wczesnym popołudniem w poniedziałek, wypowiedź parlamentarzysty – i upublicznione przez niego nazwisko Giggsa – podały dziesiątki serwisów internetowych, stacji radiowych i telewizyjnych. Tama pękła.

Za łamanie nakazów sądów skrytykowali Hemminga posłowie wszystkich partii. Ale on kreuje się na obrońcę wolności słowa: – Dopóki Giggs nie pozwał Twittera, nie było w interesie publicznym ujawnianie jego nazwiska. Ale w momencie kiedy prawnicy piłkarza obrali strategię „search and destroy” (znajdź i zniszcz) wobec zwykłych ludzi, którzy po prostu plotkują sobie na twitterze, tym krokiem sami zdjęli z Ryana Giggsa status anonimowego celebryty. W Birmie wtrącają ludzi do więzienia za krytykowanie króla. U nas jest gorzej. Zwykłym ludziom zabrania się krytykować piłkarza, a mediom zabrania wymieniać go z nazwiska – stwierdził Hemming.

Kilka godzin później premier Wielkiej Brytanii David Cameron obiecał prace nad zmianą przepisów kneblujących media, bo „to nie fair, że stare media nie mogą informować o tym samym, o czym huczą nowe media jak serwisy społecznościowe” .

- Największa ironia w tym całym zamieszaniu polega na tym, że gdyby Giggs po rozstaniu z panną Thomas nie wystąpił o „gag order”, nikt nie dowiedziałby się o jego zdradzie. Ona sama zgłosiła się do mnie, żebym tak jej pomógł załatwić sprawę, by ich romans nie ujrzał światła dziennego – oświadczył guru PR na Wyspach, Max Clifford, który został przedstawicielem Imogen Thomas. Oświadczył oczywiście na… twitterze.

Tymczasem panna Imogen jeszcze we wtorek popołudniu mówiła mediom, że prawo wciąż zabrania jej ujawnienia nazwiska piłkarza, który zdradzał z nią żonę. Może jednak zdradzić, że ich romans trwał sześć miesięcy, a zawodnik m.in. przemycał ją do pokoju hotelowego podczas przedsezonowego tournee Manchesteru United po USA.

Walijczyk już podczas niedzielnego, ostatniego w sezonie Premier League meczu z Blackpool był obrażany z trybun przez kibiców rywali, którzy wykrzykiwali o zdradzie małżeńskiej. Nie przeszkodziło mu to wyjść po meczu na środek boiska z dwójką swoich dzieci i pozdrawiać pięknej żony Stacey.

Nie wiadomo czy to poniedziałkowe wydarzenia w parlamencie sprawiły, że Giggsa zabrakło na wtorkowym treningu Manchesteru United przed sobotnim finałem Ligi Mistrzów z Barceloną na Wembley. Do ośrodka MU w Carrington zjechało ponad 200 reporterów, wielu z pism brukowych i lifestylowych. Nie jest pewne czy trener Alex Ferguson zwolnił go z treningu, żeby zdjąć z niego presję czy po prostu dał mu dzień odpoczynku, nie trenowali bowiem i inni wiekowi zawodnicy „Czerwonych diabłów’ – Paul Scholes, Edwin van der Sar oraz bułgarski napastnik Dymitar Berbatow. Na konferencji po treningu Ferguson żachnął się na dźwięk nazwiska Giggsa. Zapytany jak ważny dla drużyny jest Walijczyk, odparł, że „wszyscy moi piłkarze są ważni, każdy co do jednego”.

Według angielskich mediów z powodu afery Giggs stracił szansę na otrzymanie szlachectwa z rąk Królowej Elżbiety II. Tytuł szlachecki otrzymał Alex Ferguson za wygranie Ligi Mistrzów w 1999 roku. Walijczyk zdobył od 1991 roku dokładnie wszystkie te same trofea co szkocki trener. Że Giggs może liczyć na to szczególne uznanie, niezależnie od wyniku finału z Barceloną, mówiło się na Old Trafford od jakiegoś czasu. Niedawno Wayne’owi Rooney’owi wymsknęło się w wywiadzie, że już wkrótce będą mówić do Giggsa per „Sir Ryan”.

Ehhh, Ryan…

Giggs wiecznie młody

Bez względu na rezultat finału Ligi Mistrzów na Wembley nie mam wątpliwości, że jednym z największych wygranych tej edycji Champions League i w ogóle całego piłkarskiego sezonu jest Ryan Giggs. 37-letni Walijczyk jest w świetnej formie i bije wszelkie rekordy. Już ma w kieszeni kolejne mistrzostwo Anglii, jest przy tym jedynym piłkarzem „Czerwonych diabłów”, który razem z sir Aleksem Fergusonem zdobył wszystkie dwanaście mistrzowskich tytułów. To jego 21 sezon w MU, co w dzisiejszych czasach niknących wartości, komercjalizacji wszystkiego, traktowania klubów jako zakładu pracy rzecz niebywała. Nie tylko wyjątkowa lojalność Giggsa jest tu fenomenem (z drugiej strony niby po co i dokąd miał odchodzić z Old Traford, skoro tu osiągnął tyle krajowych i międzynarodowych sukcesów?), ale niebywała kondycja w jakiej utrzymał organizm. Niedawno został najstarszym piłkarzem w historii, który zdobył gola w Lidze Mistrzów (miał wówczas równo 37 lat i 150 dni),. Nie sprawdzałem, ale jest być może także najstarszym asystentem rozgrywek, wątpię, żeby ktoś starszy miał więcej kluczowych podań na tym etapie rozgrywek niż te trzy podania Walijczyka, które pomogły MU w ćwierćfinale Champions League wbić trzy gole Chelsea i wyeliminować The Blues. A przecież przez te wszystkie lata jego kości, stawy, mięśnie i ścięgna musiały wytrzymać aż 612 meczów w Premier League (najwięcej w historii), 873 meczów w barwach „Czerwonych Diabłów” wliczając wszystkie rozgrywki. Nie odpuścił żadnego z 21 sezonów, od 1992 w każdym z nich zdobywał przynajmniej jednego gola.

Dlaczego w tym wieku wciąż jest w takiej formie, tak świetnie się trzyma, że wciąż potrafi być szybszy od młodszych niekiedy o 15 lat rywali? Odpowiedź, że przez te lata wszystko podporządkował futbolowi i bardzo dbał o organizm nie wyjaśnia wszystkiego. Nie wystarczy nie być wyznawcą zasady Wojciecha Kowalczyka, że im lepszy piłkarz i im lepszy klub, tym się więcej pije. Osobiście znam piłkarzy, którym wbrew temu co mówił i pisał Kowal udawało się dzień po meczu zachować trzeźwość, którzy odżywiali się według specjalnie opracowanych diet, a jednak organizm nie pozwolił im grać w nieskończoność. Niedawno Andrzej Juskowiak, który także dociągnął na boisku do 37 roku życia, opowiadał mi, że dwa ostatnie sezony to już była niemająca wiele wspólnego z pięknem walka z własnym organizmem, bólami stawów, urazami, a i tak trener Erzgebirge wpuszczał go na boisko tylko w końcówkach i kiedy drużyna grała atakowała trzema napastnikami. A przecież nie prowadził stylu życia swego partnera z olimpijskiej reprezentacji Polski, nie był może zakonnikiem, ale imprezował rzadko, nie palił, nie zarywał nocy w kasynie (choć jak opowiadał w Lizbonie mieszkał 50 metrów od największego kasyna w Europie).

A więc Giggs – modelowy profesjonalista. W dodatku ma to szczęście, że przez wszystkie te lata jego szefem jest Ferguson, który od pewnego momentu zaczął traktować swego skrzydłowego czarodzieja jak talizman. W miarę upływu lat szczególnie troszczył się o Walijczyka, dawał odpocząć przed szczególnie ważnymi meczami, pozwalał dojść do siebie po nich. Przy czym sam zawodnik pytany o sekret piłkarskiej długowieczności, odpowiada, że oprócz dbania o siebie, w tym jedzenia i picia odpowiednich rzeczy w odpowiednich ilościach, niezwykle ważna jest umiejętność wydobywania ciągłej radości z gry. Łatwo cwaniakowi mówić, skoro gra na Old Trafford obok takich piłkarzy jak Wayne Rooney czy Nemanja Vidić.

Dodaje, że trzeba też umieć słuchać własnego ciała i patrzeć, jak się zmienia z biegiem czasu. - Tu nie chodzi o kwestie dłuższego wypoczynku, kiedy jest się starszym. Mam na myśli zwrócenie uwagi na trening jakościowy. Kiedy sztab szkoleniowy da mi parę dni wolnego, to jest to naturalne. Jednak jeśli już nadejdzie dzień treningu, muszę dać z siebie 100 procent. Nie można w moim wieku trenować jednak jak 19-latek. Nie da się biegać tyle, ile oni, ale podstawą jest przygotowanie się na następny mecz. Jakość odgrywa większą rolę od ilości - mówił w wywiadzie dla FourFourTwo.

Niedawno Giggs zdradził jeszcze jedną tajemnicę wiecznej młodości: to joga, którą poznał, zaraził się i uzależnił 10 lat temu. 19 listopada 2001, podczas treningu na zimnym, zamglonym Stadionie Olimpijskim w Monachium przed meczem Ligi Mistrzów z Bayernem Giggs po raz kolejny w karierze doznał zerwania ścięgna. - Wiedziałem, że następnego dnia mam zagrać, ale nie oszczędzałem się. Było zimno, co na pewno nie pomogło. Pod koniec treningu nagle w biegu poczułem ból, i że dalej nie mogę biec. Po powrocie do hotelu wpadłem w depresję. Uświadomiłem sobie, że kłopoty ze ścięgnami kosztują mnie utratę 10-15 meczów sezonie, a zbliżam się do 30. Pomyślałem, że tak nie może być, że muszę przemyśleć całe moje życie, zastanowić się co zrobić źle. Jeszcze bardziej ograniczyć picie alkoholu, przyjrzeć diecie, łóżkom w jakich śpię, samochodom jakie prowadzę, bo przecież winą kontuzji może być złe ułożenie ciała.

MU od niedawna zatrudniał terapeutkę jogi w kompleksie Carrington. - Wiedzieliśmy tylko, że jest ktoś taki, ale brytyjscy piłkarze mieli do jogi stosunek lekceważący. Podobnie jak do strechingu, do którego nigdy specjalnie się nie przykładali. Z jej pomocy korzystał Mikaël Silvestre. Był typowym francuskim piłkarzem, świetnie rozciągniętym, o wiele bardziej elastycznym, czego im zawsze zazdrościłem. Odnalazłem ją i zwierzyłem ze swoich problemów. Przyznałem, że od 19 roku życia nigdy nie biegłem z maksymalna prędkością, bo bałem się o zerwać ścięgna. Po pierwszym zerwaniu już zawsze będziesz uważał.


Terapeutka przeżyła wstrząs, odkrywając, że zawodowy piłkarz nie umie schylić się, by bez zginania kolan dotknąć rękami stóp. Giggs szybko zakochał się w jodze, zwłaszcza, że ćwiczenia obejmowały nie tylko rozciąganie ale i kontrole oddechu i relaksację.

Najlepszy dowód, że w dawnych czasach na trening drużyny o 10.30 zjawiał się zwykle 10 minut przed i zaczynał ćwiczenia bez specjalnych wstępów. Od razu od zajęć z piłką, po małej przebieżce w ramach rozgrzewki. Po półtorej godzinie zjadał lunch i już 12.30 był w domu. Dziś przyjeżdża o 8.30 by wraz z trenerką porozciągać się. Robi to także godzinę po treningu, w domu jest o 14. Niedawno wydał DVD, na którym sam radzi, jak ćwiczyć. Na jogę dał się namówić kolega z drużyny, Patrice Evra, który choć jest Francuzem, marzy, żeby w wieku Ryana być nadal tak szybkim i sprawnym.

Oczywiście istnieje również możliwość, że cała ta joga to ściema, a Giggs  utrzymuje się tak długo w takiej formie, bo jest po prostu wybrykiem natury.

- To absolutnie fantastyczne grać z nim, dla mnie jest geniuszem. Myślę, że nie minie dużo czasu, a będziemy zwracać się do niego Sir Ryan - powiedział o nim ostatnio Rooney…

 

Jak Giggs walczy z AIDS

- Od dawna chciałem włączyć się w pomoc edukowania młodzieży jak chronić się przed zarażeniem HIV. Rozważałem z ludźmi z UNICEF dokąd najlepiej byłoby się udać i wybrałem Sierra Leone, bo stąd pochodzą rodzice mojego ojca - opowiada Giggs (na oficjalnej stronie www.manutd.com man http:// /default.sps?pagegid={B4CEE8FA-9A47-47BC-B069-3F7A2F35DB70}&newsid=6643472&page=4), który odwiedził Freetown, centrum walki z AIDS w Binkolo, zapoznając z nędzą opieki medycznej w afrykańskim kraju. M.in. był świadkiem porodu w salce, w której odbywała się szkoła rodzenia. Spotkał się z uczniami Wesleyan Church of Sierra Leone Primary School i młodymi zawodniczkami drużyny Queens of the North z Makeni…

- Pewien chłopak opowiedział mi swoją historię jak dowiedział się, że jest zarażony HIV. Wcześniej jak wielu rówieśników w Sierra Leone nie wierzył, że choroba w ogóle istnieje, dopóki go u niej nie zdiagnozowano. A gdy wyszedł z szoku i uczyć się żyć ze stygmatem bycia zarażonym wirusem, postanowił z determinacją włączyć się w edukację innych młodych ludzi – wspomina Giggs. – W futbolu wielu piłkarzy opisuje się jako dzielnych, odważnych, bo nie wahają włożyć nogi tam, gdzie inni by się bali. Ale dla mnie prawdziwa odwaga to mieć 21-lat, być zarażonym HIV i walczyć z determinacją o to, żeby coś takiego nie przydarzało się innym…

 

Puchar Ligi Angielskiej w Bwin.com. Manchester City – Arsenal; Manchester United – Tottenham. Zarejestruj się i zgarnij bonus!


Czy Giggs zasłużył na tę nagrodę?

Legenda futbolu, walijski skrzydłowy Manchesteru United Ryan Giggs został wybrany Piłkarzem Roku w plebiscycie Professional Footballers Association. 35-letni Giggs został uhonorowany w ten sposób po raz pierwszy w karierze (i zapewne po raz ostatni), choć dalibóg, zasługiwał na nie w co drugim z 19. sezonów jakie spędził na Old Trafford. Choć osobiście jestem wielbicielem talentu Giggsa i jego rzadko spotykanej w dzisiejszych lojalności do klubu, w którym się wychował – dałem tego wyraz w wywiadzie z „Walijskim Czarodziejem”, który z radością przypominam – to jednak dołączam do chóru zdumionych tegorocznym laureatem.

Oczywiście pamiętam, że od 1990 roku rozegrał w barwach „Czerwonych diabłów” ponad 800 spotkań, zdobywając m.in. 10 tytułów mistrza Anglii i dwa razy triumfując w Lidze Mistrzów, itd., itp. Jednak w tym sezonie jest już tylko, niestety, rezerwowym. Wspaniałym rezerwowym, ale jednak. Wystąpił w zaledwie 12. meczach Premier League (zdobywając jednego gola). Dlatego myślę sobie, że śladem Akademii Filmowej przyznałbym mu odpowiednik Oskara za całokształt kariery, a Oskar za ‚najlepszą produkcję roku’ oddał w inne ręce.

Pytanie, czyje? Wcale nie jestem pewien czy z pokonanych w głównym konkursie kolegów z MU (Nemanja Vidic, Rio Ferdinand, Cristiano Ronaldo i Edwin van der Sar) oraz Steven Gerrard z Liverpoolu, w ślad za domagającym się tego na łamach „Guardiana” Iana Rusha (Piłkarz Roku ’1984) wskazałbym na kapitana The Reds. Zdaniem Rusha, Gerrard gra w tym sezonie wyśmienicie i to głównie dzięki jego postawie drużyna ta ma ciągle szanse na tytuł mistrza Anglii… Ale, drogi Ianie (pozwalam sobie na tę formę, bo rozmawialiśmy dwa razy), w przeciwieństwie do paczki z MU nie liczy się już w Lidze Mistrzów, a i na tytuł ma już szanse mocno iluzoryczne. Ja bym chyba wybrał van der Sara, bo jest parę lat starszy od Giggsa, a wciąż gra na niedościgłym poziomie i pobił w tym sezonie rekord 1302 minut bez straty gola.

Ponieważ jednak jest to plebiscyt samych piłkarzy, być może uznali oni, że w sezonie, w którym żaden z nich nie zdominował tak rozgrywek jak np. Cristiano Ronaldo w ubiegłym sezonie, warto przyznać nagrodę komuś takiemu jak Giggs, nim ostatecznie zawiesi oba buty na kołku…

 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

Giggs wiecznie żywy

 

Kończąc krótką rozmowę z Ryanem Giggsem powiedziałem mu, żeby jak mógł opóźnił zawieszenie butów na kołku. W przeciwieństwie do kolegów z drużyny, jak Ole Gunnar Solskjaer czy Roy Keane (już – moim zdaniem przedwcześnie – pokończyli kariery i trenują), a nawet Gary Neville (jeszcze „nie nazwał dnia”) kontuzje go oszczędzają. A skoro jak sam stwierdził, futbol wciąż daje mu taką radość…

 

Tu fragment wywiadu (cały na sport.pl)

 

 

No i proszę, minęły da dni, a Giggs oficjalnie potwierdził, że w najbliższej przyszłości ani myśli odchodzić na sportową emeryturę. I w związku z tym rozpoczął rozmowy, by przedłużyć kontrakt, wygasający z końcem sezonu. Oczywiście nie takim szalony, bym mniemał, że to pod wypływem próśb dziennikarza z Polski. Ale miło przeczytać (za devilpage.pl) że skrzydłowy MU „czuje się dobrze, więc ma zamiar grać tak długo jak będzie w stanie”. – Jeżeli coś się zmieni to nie będę owijał w bawełnę i decyzję podejmę wręcz od miejsca – zadeklarował.

 

 

 Piłka nożna w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

 

Mission: Giggs completed

 

 

  

Właśnie skończyłem rozmawiać z Ryanem. Nie obyło się bez pewnych komplikacji. Po pierwsze skrzydłowy Manchesteru United spóźnił się godzinkę, no ale rozumiem, że musiał się zregenerować po wczorajszym meczu Pucharu Ligi Angielskiej z Middlesbrough. W jego wieku regeneracja trwa troszkę dłużej. Przyznał, że owszem, bardzo podoba mu się określenie „He was the boy who played like a man and now he is the man who plays like a boy”, ale niestety po meczach jego organizm bynajmniej nie zachowuje się jak organizm małego chłopca.

 

Już po za kamerą – wywiad nagraliśmy i opublikujemy na sport.pl wkrótce – kiedy podpisywał koszulki dla zwycięzców małego konkursu Polsportu, zadałem mu pytanie Cwienkola o koszmarny faul Emanuela Pogateza na Rodrigo Possebonie. Austriak tak wjechał w nastoletniego Brazylijczyka, że prawie złamał mu nogę. Ciął tuz pod kolanem, chłopak miał szczęście, że nie skończył jak Eduardo da Silva. Debiutujący w MU Possebon prawie zemdlał, trzeba mu było podać tlen i odwieźć do szpitala. Giggs, który pełnił w meczu funkcję kapitana, bardzo przejął się losem młodego kolegi. Przyznał, że widział faul na wideo i rozbiło mu się niedobrze.

 

Ponieważ przez lata sam był jednym z najczęściej faulowanych zawodników na Wyspach (inaczej nie dawało się go zatrzymać), zapytałem go jak karać boiskowych brutali? Czy czerwona kartka i w konsekwencji zawieszenie na trzy mecze to nie za mało? Co sądzi o pomyśle, by sprawcy takich urazów pauzowali tak długo aż ich ofiary wrócą do gry? Giggs odparł, że jest temu przeciwny. Głównie dlatego, że futbol to futbol i czasem trudno odróżnić który atak na nogi był zamierzony, a który po prostu był nieudana interwencją bez zamiaru zaszkodzenia rywalowi. Banowanie sprawców na czas rehabilitacji ich ofiar otworzyłoby puszkę Pandory i mogło prowadzić do nadużyć – np. rehabilitacja ofiary „przeciąga się”, by kluczowy obrońca drużyny, który nieszczęśliwie trafił go w nogi, nie mógł grać. No i ile piłkarzy musiałaby liczyć kadra każdego zespołu? - Wczorajszy faul to była nieudana interwencja. To był celowy faul, haniebne zagranie, niegodne profesjonalisty. Musi ponieść surową karę ale nie aż taką - stwierdził Giggs.

 

Niestety z powodu spóźnienia czas wywiadu skrócił się z 15 minut do zaledwie ośmiu. Gorączkowo musiałem odrzucać pytania, choć Giggs żartobliwie obiecał odpowiadać na każde bardzo szybko. Odrzuciłem już wcześniej pytania od kadrę Walii i możliwość gry dla Anglii, bo szczerze mówiąc już kiedyś pytałem go o to w Glamorgan – przed meczem z Polską w eliminacjach do mundialu w 2002 roku. Odrzuciłem też te, na które odpowiedzi już znałem, już kiedyś gdzieś słyszałem. Dlatego nagrody postanowiłem przyznać:

 

1. wojciech.dembinski za pytanie o to co najbardziej zmieniło się w lidze angielskiej (w futbolu w ogóle) od czasów jego debiutu w 1991 r.

 

2. matsabat za pytanie o różnicę między podejściem do piłki swoim i kolegów wchodzących do zespołu na początku lat ’90, a stosunkiem do zawodu piłkarzy obecnie rozpoczynających kariery. Wykorzystałem też jego pytanie na ile lat czuje się „tam w środku”. no i przychyliłem się do jego rady, żeby dac spokój pytaniom o ” reprezentacyjne przekleństwo"

 

3. nuwanda_89 - za pytanie o decydującego karnego w finale Ligi Mistrzów. Zapytałem Ryana czy nie drżały mu nogi. Opowiedział że Carlos Queiroz kazał mu przed finałem ćwiczyć jedenastki. Trafił 14/15 i uznał, że wystarczy…

 

Proszę o mejle, najlepiej byłoby gdybyście koszulki odebrali osobiście w redakcji na Czerskiej (przy okazji zapraszam na kawę połączoną ze zwiedzaniem Gazety). Jakoś nie ufam poczcie – po poprzednim konkursie nie doszła FIFA 2008. Mam nadzieję, że koszulki się spodobają, osobiście kupiłem je w Megastore na Old Trafford tuż przed wywiadem, bo – i to była druga komplikacja – od sponsora wyjazdu – Reeboka, którego gwiazdorem jest Giggs i właśnie prowadzi akcje wśród dzieciaków „zostań ambasadorem Reeboka” dostałem na konkurs koszulki z wizerunkiem… Thierry’ego Henry i numerem 14. Dobrze, że zauważyłem wcześniej, bo dopiero byłaby wpadka jakbym podsunął Ryanowi do podpisu…

 

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: koszulki TH – niestety nie podpisane przez Francuza – przyznaje jako wyróżnienia (o ile nagrodzeni zechcą je przyjąć, obawiam się, że gdyby byli fanami MU i Ryana, mogliby się nie palić…)

wyróżnienia: 

1. Andryei - pytanie o ocenę i przyszłość Kuszczaka było tzw. must-ask-question, choć nie miałem złudzeń, że Ryana odpowie w samych superlatywach nawet gdyby uważał inaczej, podkreślał przy tym, że Polak bardzo pracowicie i żarliwie się uczy, czyli jednak uczy… Oczywiste, ale to Andryei wpadł na nie pierwszy

 

2. michal790 - za fajne pytanie o to z kogo ulepiłby idealnego piłkarza MU, czyimi atrybutami by go obdarzył. gdybym miał więcej czasu pewnie bym je zadał, a Ryana fajnie odpowiedział, bo był naprawdę w świetnym humorze

 

3. Cwienkol - wyjaśnienie u góry

  

Raz jeszcze wielkie dzięki wszystkim za pomoc. Poza paroma pytaniami, które zapewniłyby mi zakaz stadionowy na Old Trafford większość pytań naprawdę była wielce inspirująca, tylko, gad damned, nie miałem czasuuuuu! 8 (słownie osiem) minut! Stąd brak nagród np. za świetne pytania o relacje z Sir Alexem Fergusonem, jego słynną „suszarkę” (chciałem zapytać czy to nie urban legend), to jak się przez lata zmienił. To na pewno nie ostatni taki konkurs Polsportu. Gwiazdą Reeboka jest jeszcze np. Iker Casillas:)

 

 

 

 

 

 Piłka nożna w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

O co byś zapytał(a) Ryana Giggsa?

 

Jutro dzięki pomocy Reeboka lecę na dzień do Manchesteru zrobić wywiad z Ryanem Giggsem. Yes, yes, yes! Podobno ma to być 15 minut jeden na jeden, ale uwierzę dopiero jak usiądę naprzeciwko niego. Tylko co to jest 15 minut z taką legendą – 15 godzin byłoby za mało! O każdym jego sezonie z 18. na Old Trafford można by z nim przegadać przynajmniej godzinę (o tym, w którym „Czerwone diabły” zdobyły „potrójną koronę” nawet trzy). Z drugiej strony 15 minut to i tak niesamowita okazja dla dziennikarza z Polski, zwykle skazanego za łapanie gwiazd za rękach w mix zonie po meczach, kiedy zawodnik jest albo wkurzony porażką albo pijany szczęściem. Śpieszy się już do kolegów, żon, WAG-sów, odpocząć, zacząć „trzecią część meczu”…

O czym rozmawiać z Giggsem w tak krótkim czasie? Na pewno poproszę go o porównanie obu drużyn, z którymi wygrał Ligę Mistrzów. Zwłaszcza, że sam Alex Ferguson powiedział, że triumfatorzy Champions League 2008 to najlepsza i najbardziej kompletna drużyna jaka kiedykolwiek prowadził. Czy Ryan uważa tak samo?

I tu moja wielka prośba do Was i konkurs zarazem, może macie jakieś pytanie, które zawsze chcieliście zadać Giggsowi ale nie mieliście okazji? Chętnie zrobię to za Was :) Może mi podpowiecie o co koniecznie trzeba go zapytać? Trzy najlepsze propozycje (wedle własnego uznania) nagrodzę koszulkami z autografem najlepszego skrzydłowego w historii futbolu. Nie mówiąc o tym, że spróbuje te pytania zadać.

Telefon do przyjaciela

Na pewno zacytuję mu słynne słowa Bobby Robsona: „Pierwsze wielkie rozczarowanie każdego trenera reprezentacji Anglii to kiedy dzień po nominacji odkryje, że nie może powołać do kadry Ryana Giggsa…” Nota bene gra dla reprezentacji Walii i nie możność występu Giggsa na wielkim turnieju jak mundial czy mistrzostwa Europy, to po pierwsze wielka strata dla futbolu, a po drugie ulubiony temat reklamówek z udziałem Ryana…

 

 

 

 

Ryan Giggs… Co raz mniej takich piłkarzy jak on. Tak wiernych jednemu klubowi, mającego dla niego tak wiele zasług. Kto jeszcze, Paolo Maldini, Raul, Steven Gerrard, Carles Puyol, Francesco Totti…? Powoli się wykruszają, a nowi się nie rodzą. Rzadki przykład stuprocentowego profesjonalisty. Ktoś jeszcze sprzed pokolenia „rolex-porsche”, gardzący blichtrem, sprzedażą praw do robienia zdjęć na ślubach etc. Zawsze na pierwszym miejscu był u niego futbol…

This boy is a genius

 

   

 

 

 

  

 Piłka nożna w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

Perfekcyjny finał. I tylko Terry’ego żal

 

Perfekcyjne zakończenie sezonu Ligi Mistrzów. Taki mecz, między tak wielkimi druzynami i tak wielkimi piłkarzami mogły rozstrzygnać tylko rzuty karne, czyli wielka loteria. Jak to rzewidział Leo Beenhakker, poziom obu zespołów był tak wyrówany, że zwycięzcę musiały wyłonić ludzkie błedy. Było ich kilka: Franka Lamparda i Michaela Essiena przy golu Cristiano Ronaldo dla MU. Rio Ferdinanda przy wyrównującej bramce Lamparda (złamał linię obrony, gdyby nie to byłby spalony). I Drogba, który pozwolił, żeby puściły mu nerwy. Gdyby został na boisku może John Terry nie musiałby wykonywac tego feralnego karnego…

W rzutach karnych ktoś musiał się pomylić. Błąd C.Ronaldo (Portugalczyk chyba powinien jeszcze dostać żółta kartkę) upiekł mu się. Trafiło na Terry'ego, tego niezłomnego kapitana Chelsea, który tyle razy wbrew medycynie wracał do zdrowia by ratować zespół. A i w tym meczu cudem jakimś wyjął głową piłkę z bramki po strzale Ryana Giggsa.

Żal mi Terry'ego. Los mu to kiedys zwroci. I Lamparda, który zdobył dwa gole i nie wiem co jeszcze miał zrobić, by zdobyć Puchar Europy. I Avrama Granta. Widziałem jak po przegranym meczu skupił wszystkich piłkarzy w kole i coś im klarował spokojnym głosem, a oni stali zasłuchani. Może jednak znalazł do nich drogę i zostanie na przyszły sezon?

Niemniej tytuł dla MU to wspaniała sprawa. Wspaniały, prawdziwy hołd dla ofiar katastrofy lotniczej sprzed 50 lat w Monachium. Wielkie osiągniecie Giggsa w jego historycznym 759 występie w barwach jedynego klubu. Puchar Europy zdobyła jedyna drużyna, która nie przegrała w tych rozgrywkach ani jednego spotkania. Cristiano Ronaldo wreszcie zdobył ważnego gola w meczu przeciwko wielkiej drużynie (jego pierwszy gol przeciwko Chelsea). Szczęście było po stronie drużyny sir Aleksa Fergusona. Jemu też się ten tytuł należał za tyle lat pracy na Old Trafford. To sie chyba nazywa nagroda za wysługę lat:-)

Teraz przed MU kolejne wyzwanie: pobić rekord Liverpoolu w ilości tytułów mistrza Anglii. Trudno nie odnieść wrażenia, że są na dobrej drodze. Chelsea to wielka niewiadoma. Nie wiadomo jacy piłkarze przyjdą, kto odejdzie, kto – jeśli – zastąpi Granta. Wcale się jednak nie zdziwię jeśli obejrzeliśmy właśnie pierwszy z serii angielskich finałów Ligi Mistrzów. Nie widzę na horyzoncie drużyny, która będzie w stanie sie im przeciwstawić w Europie. Może wzmocniony za chwilę gwiazdami Juventus. Może INter Mediolan pod wodzą – o ile – Mourinho. Może Real Madryt wreszcie po czterech lata przedże się przez ćwierćfinały…
W przyszłym sezonie będzie się działo…

 

MU 2008 vs MU 1999

Jeśli w Moskwie MU będzie przegrywać do przerwy 0:3… To wtedy przemowa sir Aleksa do piłkarzy w szatni może wyglądać tak:

 

 

Mogłaby ale to nierealne (i nie chodzi tylko o wynik do przerwy). Przecież wszyscy wiemy, że 'suszarka Fergusona' (hairdryer treatment) wygląda zupełnie inaczej. Po szatni prędzej latałyby buty (Beckham wie coś o tym) niż puszki pepsi i górnolotne słowa w rodzaju: potrzebujemy więcej zaangażowania…"

 

Przywołałem reklamówkę pepsi z 1999 roku, wielkiego dla MU, po pierwsze po to, żeby przypomnieć tamtych chłopaków. Sir Alex mówił już w tym sezonie kilkakrotnie, że ten dzisiejszy skład jest najlepszym jaki prowadził w swej 21-letniej karierze na Old Trafford. Czy naprawdę tak sądzi, czy mówi tak tylko po to, by lepiej zmotywować chłopaków?

 

Z tamtego składu widzę co najmniej siedmiu piłkarzy, którzy stanowiliby znaczne  wzmocnienie obecnego:

 

1. Po pierwsze Peter Schmeichel choć do Edwina van der Sara można mieć pretensje chyba tylko o to, że nie jest The Great Dane.

2. Gary Neville w tamtej formie, o te prawie 10 lat młodszy – do wzięcia na prawą stronę w ciemno.

3. Jaap Stam – będę się upierał, że środek obrony nie ucierpiałby, gdyby Holender wszedł czy to za Rio Ferdynanda czy Nemanję Vidića.

4. Denis Irwin – facet o aparycji urzędnika pocztowego (z całym szacunkiem) podobno mieści się w każdej 11 wszechczasów, układanej przez Fergusona. Ale chyba dziś jednak na lewej stronie stanąłby Patrice Evra.

5. Roy Keane i wszystko jasne.

6. Paul Scholes – tu bym się zastanawiał czy już wtedy osiągnął najwyższy poziom czy dojrzewał jeszcze parę lat…

7. Ryan Giggs – młodszy o 10 lat – mmmmmm – patrz Keane

8. David Beckham no nie wiem czy dziś załapałby się do składu, skoro na skrzydłach graliby młody Giggs z Cristino Ronaldo

 

A Andy Cole, Dwight Yorke, Teddy Sheringham, Ole Gunnar Solskjær wzmocniliby ławkę rezerwowych gdzie dziś straszy tylko Louis Saha

 

Drugim powodem dla którego zamieściłem reklamówkę pepsi jest chęć rewanżu za umożliwienie dzisiejszego wywiadu z Ebim Smolarkiem (który gdzieś tam wisi na sport.pl – znaczy wywiad, nie Ebi). W ogóle jak tak poszperałem w youtubie to stwierdziłem, że pepsi miało naprawdę kilka nie-kulawych piłkarskich reklam. Np. te dwie z mistrzostw świata w 2002 roku:

 

 

 

Albo ta, kiedy Roberto Carlos spostrzega, że groźnych kontuzji doznali Raul, Casillas, Hierro