Efekt Neymara, czyli kiedy zastrajkuje Rymaniak

DembeleWidmo krąży po Europie. Widmo strajków piłkarzy. Próbujących wymóc na klubach zgodę na transfer tam, gdzie lepiej zarobią, albo – o ile im wierzyć – spełnią sportowe marzenia. Strajkuje 20-letnia nadzieja futbolu, Ousmane Dembele, bo chce, żeby Borussia Dortmund puściła go do Barcelony. Z twego samego powodu pogotowie strajkowe ogłosił Brazylijczyk Philippe Coutinho z Liverpoolu. Strajkuje Geoffrey Kondogbia, który chce wymusić zgodę Interu Mediolan na transfer do Valencii. W gotowości są Virgil van Dijk, Ross Barkley i Danny Drinkwater. Diego Costa nie chce wrócić z Brazylii do rezerw Chelsea, czeka na zgodę na odejście do Atletico Madryt.

Przewiduję, że to nie ostatnie takie konfrontacje na linii zawodnik – obecny klub w tym sezonie. Wszystkiemu winien efekt motyla, który wywołał transfer Neymara do PSG. Wg popkulturowej interpretacji teorii chaosu deterministycznego Edwarda Lorenza trzepot skrzydeł motyla na Filipinach może po paru dniach doprowadzić do huraganu na Florydzie. Transfer Neymara za 222 mln euro był trzepotem motyla wielkości przeciwników Godzilli i może doprowadzić do tego, że… za jakiś czas zastrajkuje Bartosz Rymaniak, bo Korona Kielce nie będzie chciała dać mu odejść z Ekstraklasy (panie Bartku, gratulacje za postawę w tym sezonie!). Zaraz wyjaśnię dlaczego.

Trudno mieć pretensje do Barcelony, że chce ściągnąć do siebie Dembele i Coutinho, nie za darmo przecież, ale też stara się żeby sumy nie były przesadnie absurdalne. Siłą – reaktywując klauzulę – odebrano jej gwiazdora, więc stara się go godnie zastąpić. Kluby z kolei wiedzą, że Barca jest na musiku i to wykorzystują. Wiedzą jak dużo kosztował PSG Neymar więc same windują cenę pod niebiosa. Choć Barca oferuje po 100 mln, chcą jeszcze sporego ogonka. Najlepiej między 20 a 30 mln.

I do nich trudno mieć o to pretensje. Zwłaszcza, że wszystko dzieje się w ostatniej chwili, gdy sezon już się zaczął (Liverpool) lub właśnie zaczyna (Borussia). Koncepcje na ustawienie, taktykę, rotację trenerzy Peter Bosz i Juergen Klopp muszą wyrzucić do kosza i na gwałt szukać następców dla kluczowych piłkarzy. Nie będzie to łatwe bez względu na ostateczną wysokość odstępnego jaką wycisną z Barcelony.

Raz że ciężko w trakcie sezonu bezkolizyjnie wpasować do drużyny nową, kluczową postać. Poza tym nawet jeśli obaj szkoleniowcy mają już w notesach te wymarzone nazwiska, trudno je będzie wyciągnąć z obecnych klubów. Dokładnie z tych samych powodów, dla których Barcy jest trudno wyciągnąć Dembele i Coutinho. Bo sezon już trwa, bo wiedzą jak wielką kasę zgarnęły oba kluby, bo same będą miały problem ze znalezieniem następców…

Niewykluczone więc, że do strajków będą się uciekać kolejni zawodnicy, marzący o grze w Borussii lub Liverpoolu. Ten ostatni już od dłuższego czasu ma analogiczny problem ze sprowadzeniem van Dijka. I tak dalej, i tak dalej, niczym w efekcie domina, aż… dojdziemy do Rymaniaka. Korona też nie będzie się palić żeby go oddać… (panie Bartku, gratulacje raz jeszcze i kolejnych „jedenastek kolejki”!).

Efekt Neymara” może doprowadzić także do skrócenia okna transferowego w europejskich ligach. Już głośno mówią o tym kluby Premier League, rozsierdzone że ich kadry przechodzą rewolucje już po rozpoczęciu sezonu. Dziś jak wiadomo okno zatrzaskuje się o północy z 31 sierpnia na 1 września. Kluby wolą, żeby transfery zamierały w dniu rozpoczęcia rozgrywek.

Zamknięcie okna przed startem sezonu to banalna decyzja, która sprzyja każdemu. Nie byłoby nonsensu z deadline-day, nie byłoby zmartwień o przyszłość piłkarzy, nieustannego przesiadywania na telefonie, strachu, że coś się nagle rozleci, albo że trzeba będzie kupować w panice” – argumentuje na łamach „The Telegraph” Jason Burt.

Problem polega na tym, że o ile angielskie kluby mogą umówić się na zaniechanie transakcji po tej dacie, to ich zawodników nadal będą mogły przecież kupować te drużyny z Europy, gdzie okno będzie trwało na dotychczasowych zasadach. Np nie powstrzymałoby to Barcelony przed wydarciem z Liverpoolu Coutinho. Ciężko zaś byłoby tak się dostroić, żeby cały Kontynent zaczynał sezon w tym samym terminie.

Ciekaw jestem czy znajdzie się pierwszy klub, który nie ulegnie szantażowi gwiazdy i kosztem osłabienia kadry, ześle ją do rezerw, na długie tygodnie lub miesiące? Dotąd kluby raczej pozwalały piłkarzowi postawić na swoim, w myśl zasady że „z niewolnika nie ma pracownika”.

Borussia wygląda na mocno zdeterminowaną. Na razie zawiesiła odmawiającego treningów Dembele na czas nieograniczony. Jeśli zarząd Barcelony nie ulegnie i nie zaproponuje za Francuza tyle, ile chce BVB, jak długo ta ostatnia będzie w stanie trzymać piłkarza w zawieszeniu? Zwłaszcza, że im gorzej zacznie sezon (a ma sporo kontuzjowanych, w tym kluczowych graczy jak Marco Reus czy Andre Schurrle) tym presja będzie większa.

Ale – jak słusznie zauważył w dyskusji na Twitterze Tomasz Urban, jeśli BVB ulegnie i dla świętego spokoju sprzeda Dembele na warunkach Barcy, to czy za chwilę Aubameyangowi przyjdzie do głowy, że strajk to słuszna droga?