Mundial kiepski, ale legendarny

Co wszyscy zapamiętają z mundialu w Niemczech sprzed czterech lat? Tylko szybko, błyskawiczna odpowiedź! Piszę wszyscy, bo my Polacy oczywiście zapamiętamy perturbacje Polaków i konferencje Pawła Janasa. Ale co zapamięta cały świat?  – Haniebny postępek Zinedine Zidane’a w finale w Berlinie, i długie spekulacje czy Marco Materazzi go sprowokował. Może jeszcze wspaniałą bitwę Niemcy – Włochy w półfinale, trzy żółte kartki Grahama Polla dla Jospia Siminića i cudowny gola Argentyny z Serbią po 27 podaniach. Mundial w Korei i Japonii? Haniebne błędy sędziów. Francja 1998? – Tajemnica Ronaldo finale Brazylia – Francja. 1994? – Pudło Roberto Baggio w finałowej serii karnych, ale czy coś jeszcze? 1990? Claudio Caniggię i Diego Maradonę, którzy ograli Włochów. Itd.

Mundial w RPA zdołał wykreować o wiele więcej historycznych wydarzeń niż wiele poprzednich razem wziętych. Miał np. swoją „ręki Boga” jak w Meksyku w 1986. Za sprawą Luisa Suareza w ćwierćfinale Urugwaj – Ghana, którego zagranie w ostatnich sekundach spotkania uczyniło go wielkim winowajcą i bohaterem w jednym. Bezsensownie zrównywany z oszustem Thierry’m Henrym (a przecież poniósł karę i on – czerwona kartka  i jego drużyna, która musiała bronić karnego), sprawił, że pod wpływem tego incydentu FIFA zmieni przepisy.

Miał i mundial w RPA swego „gola-widmo” jak w finale MŚ w 1966 i też akurat w meczu Anglia – Niemcy, ale tym razem na niekorzyść tych pierwszych. Gola, który mógł odwrócić losy spotkania (byłoby 2:2), a może i całego mundialu. I po tym incydencie szykuje się zmiana przepisów. Prezydent FIFA, Sepp Blatter, z którego konferencji prasowej właśnie wyszedłem, powtórnie obiecał, że na kongresie w Cardiff pod koniec lipca działacze zajmą się wprowadzeniem „goal line technology”. Co będzie „wejściem smoka” elektroniki w świat futbolu.

Miał mundial w RPA i swoje skandale sędziowskie, spektakularne niczym mundial w Japonii i Korei, choć na szczęście nie wciągano tym razem gospodarzy za uszy do kolejnych rund. Do historii przejdzie błąd sędziego Roberto Rosettiego w meczu Argentyna – Meksyk, który zaliczył Carlosowi Tevezowi gola ze spalonego, a szczególnie to, że nie wycofał się z tej decyzji, choć cały stadion, zawodnicy obu drużyn i on sam niechcący obejrzeli całą sytuację na powtórkach na wielkich telebimach, powtórki obnażające błąd. Włoski arbiter wolał okazać się lojalny wobec FIFA, nie przyzwalającej na weryfikację decyzji na podstawie powtórek na wideo. Kompromitacja była jednak zbyt wielka. Blatter oficjalnie przeprosił Meksyk za błąd, który kosztował ich zespół odpadnięcie z turnieju (Meksykanie przeważali, ewidentna krzywda rozbiła ich psychicznie), a Rosetti uznał, że lepiej będzie jak skończy sędziowską karierę.

Do historii przejdzie także spektakularna degrengolada reprezentacji Francji, drużyny naszpikowanej światowymi gwiazdami, które w RPA zamiast grać, urządziły sobie publiczne pranie brudów. Wzajemne obelgi (wulgaryzmy Nicholasa Anelki), kłótnie, poszukanie „kretów”, który wyniósł na zewnątrz tajemnice szatni sprawiły, że „Trójkolorowi” chwilowo w ogóle nie mają reprezentacji, zaś cała Francja zamiast o piłce, dyskutuje o roli emigrantów w ich kraju i lęka się, że takie okoliczności mundialowej klęski napędzą w najbliższych wyborach głosów rasistowskiemu Frontowi Narodowemu, Jean-Marie Le Pena.

Miał mundial w RPA wreszcie swego Zindine’a Zidane’a. I to może nawet nie jednego, ale czterech, bo tylu piłkarzy powinno było dostać w finale czerwone kartki za niesportową grę. Przede wszystkim jednak Nigel de Jong, który za atak w stylu kung fu na pierś Xabiego Alonso powinien był jak Francuz za cios głową w Materazziego w 2006 natychmiast wylecieć z boiska i dostać jeszcze zakaz gry w ośmiu meczach za zhańbienie futbolu.

Link: Nigel De Jong Vs Xabi Alonso (Foul KungFu Kick)

Do historii przejdzie też pierwszy mundialowy pojedynek braci Jerome’a i Kevine’a-Prince Boatengów w meczu Niemcy – Ghana. I pierwsze w dziejach pożegnanie się gospodarza turniejem już po rozgrywkach grupowych. I spektakularny upadek kariery trenerskiej Diego Maradony. Ktoś może jeszcze zapamięta tradycyjną na mundialu niemoc niektórych wielkich gwiazd. Tak jak Maradonę z 1982 roku pamiętamy tylko z wypuszczenia gołębia pokoju podczas ceremonii otarcia tak z RPA pamiętać będziemy łzy Leo Messiego po porażce z Niemcami, wściekłość i ślinę Cristiano Ronaldo po meczu z Hiszpanią, czy bezradność Wayne Rooney’a po mecz  Niemcami. Ale co mundial gasną jakieś gwiazdy, a zapalają się nowe…

I zapomniałem jeszcze o lokalnych antybohaterach mundialu: Jabulani i wuwuzelach. Nawet teraz ktoś dmie w to draństwo zza ściany biura prasowego, choć przecież mundial już się skończył!

Czy może za cztery lata, kiedy będzie ruszał mundial w Brazylii, będziecie pamiętali coś jeszcze?

 

Vlog z mundialu: finałowe upokorzenie

Dla setki dziennikarzy, którzy jak my, ceremonię zamknięcia oglądali w biurze prasowym zostawiono szparkę, zablokowaną najbardziej niekompetentnymi policjantami z jakimi miałem do czynienia, którzy nie wiedzieli kogo przepuszczać, która akredytacja jest zła, a która dobra, jaka cyfra ma być na bilecie (64 – jak numer ostatniego meczu). Do tego jeszcze w takcie całego zamieszania postanowili wpuścić meleksa, który przetoczył nam się po nogach… Mnóstwo kolegów z Chin, Włoch, Francji, Hondurasu zostało za bramką i na pewno nie obejrzało hymnów, ani pierwszej pardy Martina Stekelenburga po strzale Sergio Ramosa

Miałem nadzieję, że druga połowa wynagrodzi mi moje upokorezenie, a Wam Wasze przed telewizorami. Ale okazało się, że nic z tego. Choć i Robben i Villa mieli „piłki meczowe”. Teraz dogrywka…

Za chwilę marzenia się spełnią…

Czytając zapowiedzi finału w prasie światowej, a zwłaszcza tej z obu zaangażowanych krajów można się albo wzruszyć. „O tym marzyli jako dzieciaki” – pisze na pierwszej stronie „Marca”, publikując zdjęcia podstawowzch yawodnikw repreyentacji Hiszpanii w wieku małoletnim i obecnym. Kiedy wejdą do szatni na Soccer City, kiedy będą się przebierać na swój najważniejszy mecz w życiu, kiedy będą o krok od przejścia do historii, poczują, że już za chwilę spełni się ich dziecięce marzenie, zrozumieją, że to o czym marzyli kiedy zaczynali kopać piłkę, jest tak bliskie – czytamy w edytorialu. Choć w tym samym tekście wypowiedź Alvaro Arbeloi, który zapewnia, że każdy marzył wówczas, żeby zostać zawodowym piłkarzem, ale nikomu nawet nie przyszło do głowy, by marzyć o mistrzostwie świata. To marzenie towarzyszy im dopiero od zwycięskiego finału 2008, kiedy wreszcie przełamali odwieczną klątwę „gramy pięknie jak nigdy, przegrywamy jak zawsze”.

Gdzieindziej spory: kto tak naprawdę jest autorem tego sukcesu, który za chwilę nadejdzie (oprócz Vicente del Bosque i Berta van Marwijka). Czy nie Johan Cruyff, który jednych i drugich nauczył jak grać w piłkę pięknie i skutecznie, od lat szara eminencja Barcelony, bez której wychowanków (Xavi, Iniesta, Puyol, Pique, Fabregas, Reina, Valdes, Pedro, Busquets) nie byłoby sukcesu na Euro 2008 ani na mundialu? Ktoś inny wymienia Luisa van Gaala, człowieka, który z juniorskiej do dorosłej piłki wprowadził Xaviego, Inestę, Valdesa, Puyola, a z Holendrów van Bommela i Robbena i miał na nich wielki wpływ. Jeszcze inny Rafę Beniteza, który na różnym etapie kariery sprowadził do klubu a z siedmiu uczestników finału, a dwóch osobiście wychował w czasach pracy z juniorami Realu.

Z powodu liczby wychowanków i ważnych piłkarzy toczy się również spór czy to bardziej mistrzostwa Barcy czy Realu. Iker Casillas zaznaczył na ostatniej konferencji przed meczem, że drużyna del Bosque nie kopiuje stylu Barcy, ale gra w swoim, wypracowanym jeszcze przed Euro 2008. A czy jeśli jednak wygra Holandia, kibice Realu nadal będą sobie rościć prawo do odrobiny sławy, wskazując na Robbena, Sneijdera, Huntelaara (i będącego już na wylocie z Bernabeu, van der Vaarta)?

Czytając zapowiedzi finału w prasie światowej można też utonąć w statystyce, która dziś jest w stanie obliczyć i podsumować wszystko. Chcecie wiedzieć który piłkarz z finalistów był faulowany na mundialu najczęściej? Tu zaskoczenie: wcale nie David Villa, Xavi czy Iniesta, wcale nie Sneijder czy Robben, jak to ma miejsce w Lidze Mistrzów, ale… van Bommel (sfaulowano go aż 20 razy)! Czyli ten, którego podejrzewaliśmy, że to on właśnie fauluje najwięcej. Kto więc wśród finalistów jest tym największym brutalem? Tu już wielkiego zaskoczenia nie ma: Sergio Ramos. Czy ich drogi z van Bommelem się przetną?

Kto wygra finał? Rozum podpowiada, że Hiszpania, która na każdej pozycji ma prawdziwą gwiazdę światowego futbolu, gra drużynowo, pragmatycznie, nawet jeśli nie tak skutecznie jak na Euro 2008 czy w eliminacjach, wystarcza jej 1:0. Holandia ma kilku geniuszy futbolu i wreszcie w finale mundialu nie trafia na gospodarza, które to przekleństwo na mundialu w 1974 i 1978 wytykał ostatnio Cruyff. Myślę sobie jednak, że „Pomarańczowi”  nie mieliby nic przeciwko, żeby ich dzisiejszym rywalem była Bafana Bafana ;) I że niestety w ich przypadku przysłowie „do trzech razy sztuka”, nie zadziała.

Ale zobaczymy…

 

Święty Iker, najlepszy bramkarz mundialu

Prawdą jest bowiem, że w klubie Valdes w obu ostatnich sezonach spisywał się o wiele lepiej od swego konkurenta z Realu Madryt. To właśnie bramkarz Barcelony zgarnął Trofeo Zamora, dla bramkarza, który puści najmniej goli w sezonie i teraz i przed rokiem. W 2009 roku Barca strciła 31 goli w 35 meczach (średnia – 0.89 gola na mecz). W bieżącym zaledwie 24 bramki w aż 38 meczach (0.63 – co jest najlepszym wynikiem od 17 lat, kiedy to Francisco Lianes w barwach Deportivo la Coruna w 38 meczach dał się pokonać tylko 18 razy! ). Tymczasem Casillas w dwóch ostatnich latach wyraźnie spuścił z tonu. I nie chodzi mi o 52 stracone gole w poprzednim sezonie, o brak trofeów, regularne odpadanie Realu Madryt w 1/8 Ligi Mistrzów, bo przecież zależy od postawy kolegów. Ale o to, że obok genialnych parad (jak ta z meczu z FC Sevilla poprzedniej jesieni, gdzie obronił strzał Diego Perottiego, którego nie miał prawa obronić), zdarzają mu się momenty zaćmienia, których nigdy nie miał, zdarzały się za to właśnie Valdesowi – pisałem przed mundialem.

Wydawało mi się, że Valdes tym bardziej zasługuje na przełamanie hierarchii i grę na mundialu, że skoro trzon kadry stanowią jego koledzy z Barcelony, będzie się lepiej rozumiał z Puyolem, Pique, Busquetsem, jeszcze lepiej i celniej będzie podawał do Xaviego i Iniesty, bo na pamięć wie gdzie oni w danym momencie będą. Dużo lepiej niż Casillas, który nie współpracuje z nimi na co dzień.

Nie żebym odwoływał pochwały dla Valdesa, ale dziś po tym co Iker pokazał na turnieju widzę mądrość Vicente del Bosque. Trener Hiszpanów nie chciał dokonywać rewolucji w składzie, ryzykować fermentu w szatni jaki mógł się roznieść po przełamaniu hierarchii, zwłaszcza, że posadzenie Casillasa na ławce wiązałoby się z koniecznością wyznaczenia nowego kapitana. Nie chciał dawać mediom powodów do szukania dziury w całym, podpytywania kto jak bardzo jest rozczarowany, co zgubiło Francuzów, Anglików i innych. W swoim stylu zachował spokój i niczym dobry lekarz postanowił, że po pierwsze nie wolno szkodzić. Ale też miał ten komfort posiadania trzech doskonałych bramkarzy.

Wiem, że nominowanie go na najlepszego bramkarza turnieju przed finałem niesie pewne ryzyko. Że trzeba z tym uważać, bo finał może jeszcze wszystko odwrócić, o czym przekonaliśmy się na mundialu w Japonii i Korei, gdzie Oliver Kahn otrzymał tytuł Najlepszego Zawodnika (!) Turnieju przed meczem z Brazylią, w nim zaś podarował bramkę Ronaldo, a rywalom złoto. Ale po tym co już mi tu pokazał Casillas, wiem, że tak się nie stanie. Jest perfekcyjny jak robot. Przy golu Szwajcarów nie miał szans. Wygrał za to Hiszpanom kluczowe dla wyjścia z grupy i nietrafienia na Brazylię spotkanie z Chile, był pewny jak skała w 1/8 finału z Portugalią, w ćwierćfinale z Paragwajem w kluczowym momencie obronił rzut karny, miał i inne świetne interwencje, bezbłędny w półfinale z Niemcami.

Tak się składa, że doskonale wiem co musi czuć tak wielki, tak utytułowany i ambitny piłkarz jak Valdes, któremu tylko z ławki dane jest patrzeć jak jego drużyna po raz kolejny do finału wielkiej imprezy, a jego koledzy do historii. Skąd wiem? Bo po meczu z Niemcami w Durbanie zagadnąłem o to Pepe Reinę, nie gorszego bramkarza niż Casillas i Valdes, który w mix zonie zatrzymał się przy nas, zagranicznych dziennikarzach. Oto co powiedział:

- Wierzcie mi, to cholernie ciężkie. Wygrywamy kolejne ważne, za chwilę zagramy w upragnionym finale, a ja nie mogę pomóc. Wiedzieć, że nie masz szans na grę to szczególnie trudne dla kogoś, kto jak ja, ma gorącą krew, a futbol to jego pasja. Ale przecież nie wbiegnę samowolnie na boisko. Muszę respektować zasady. Tłumaczę sobie, że cała 23- osobowa kadra to równie ważni piłkarze, ale grać może tylko jedenastu plus trzech rezerwowych. Reszta może więc robić tylko jedno – najlepiej jak umiemy wspierać tych co grają. Bo bez względu na to kto akurat jest na boisku, mamy tu jeden cel: zdobyć mistrzostwo świata! – przyznał bramkarz Liverpoolu.

Trzymajcie się, chłopaki!

Sneijder właśnie został Piłkarzem Roku!

Ale nawet jeśli Holendrzy przegrał swój trzeci finał mistrzostw świata, uważam że to Wesley Sneijder zostanie Piłkarzem Roku na świecie. Jest już na to skazany. Jeśli „Pomarńczowi” wygrają w Johannesburgu (a pewnie jeśli wgrają to znów po jego golu, bo do tego przyzwyczaił nas już na tym mundialu). Wtedy będzie jedynym naturalnym kandydatem do tego trofeum, jako jedyny zawodnik, który w tym sezonie zdobył cztery najważniejsze trofea: oprócz Pucharu Świata, zwycięstwo Ligi Mistrzów, mistrzostwo i Puchar Włoch. Zdaje się też, że będzie wówczas piłkarzem, który dokonał tego w najkrótszym czasie, bo w 67 dni, ale nie jestem w stanie teraz sprawdzać statystyk.

Ale załóżmy, że Holandia polegnie w finale z Niemcami lub Hiszpanią. Nawet jeśli to David Villa lub Mirosław Klose przebije Sneijdera w liczbie strzelonych goli i zostanie królem strzelców, a nawet jako zwycięzca mundialu – najlepszym piłkarzem turnieju, w żadnym razie nie powinien zatriumfować również w plebiscytach podsumowujących rok. Ich rok w klubach nie był bowiem nawet w małym ułamku tak udany jak niewielkiego Holendra. Klose spędził rok na leczeniu kontuzji i ławce Bayernu, Villa mimo tak wielu goli przeżył kolejne rozczarowanie z Valencią. Nawet jeśli bohaterem półfinału lub/i finału zostanie Bastian Schwensteiger – dla mnie największe objawienie mundialu – tytuł piłkarza turnieju – proszę bardzo. Ale Piłkarz Roku? Za mało przy Sneijderze mimo finału Ligi Mistrzów i podwójnej korony w Niemczech. Zwłaszcza wobec roli jaką Holender odegrał we wszystkich sukcesach obu swoich drużyn. Nikt nie odegrał tak ważnej roli jak on, choć podejrzewam, że Hiszpania mogłaby nie być w tym miejscu w jakim jest bez Villi, a Niemcy bez Schweiniego. Innych konkurentów Sneijdera nie widzę. Przez chwilę myślałem o Arjenie Robbenie, ale zarzuciłem jego kandydatur przypominając sobie jak został zneutralizowany w finale Ligi Mistrzów przez Inter, a na mundialu przez znanych mu z tamtego meczu w Madrycie Brazylijczyków.

Zgadzacie się, że Wesley rządzi?

 

 

Hiszpania – Niemcy. Live & Vlog from Durban

18.43 Nagrałem dla Was vloga z biura prasowego na stadionie w Durbanie, żebyście zobaczyli w jakich warunkach pracują dziennikarze na mundialu. Prawdzy tłumy dziennikarzy ze wszystkich krajów już zwija się jak w ukropie. Wśród nich koledzy z Polski, którzy typują zwycięstwo Hiszpanii, o ile obie drużyny będą chciały grać w piłkę, to wygra ta, która umie robić to lepiej – jak mówi „Polsportowi” Paweł Wilkowicz z „Rzeczpospolitej”. Ujawniam też co dziennikarze czytają podczas mundialu i co – niestety – jedzą… Jak tylko wystawi się na youtubie, zaraz tu wstawię…

O, już jest!

18.52 Starsznie długo się wystawia:/ Tymczasem polecam świetną dyskusję jaka toczy się pod wpisem skazującym Wesley’a Sneijdera na tytuł Piłkarza Roku bez względu na wynik finałowego meczu z Hiszpanią/Niemcami. Kluczowa rola w zdobyciu „potrójnej korony” przez Inter Mediolan i świetna gra na mundialu wystarczą jeśli np David Villa strzeli jeszcze cztery gole, a Hiszpania zostanie mistrzem świata? Najbadziej przekonuje mnie wypowiedź Albicelest10 i vula6 – jak można wśród kandydatów wymieniać Leo Messiego, który najstrzelał najwięcej goli ze wszystkich ale nie przełożyły się one ani na triumf Barcy w Lidze Mistrzów ani sukces Argentyny na mundialu. To wielki piłkarz, ale nagroda za ten sezon? W życiu!

19.13 Zanim o samym meczu, jeszcze o Durbanie, który w porównaniu z Johannesburgiem, oglądanym przez nas głównie zza szyb samochodu (niestety czasem zbitych), w którym żyliśmy tylko rytmem: hotel-biuro prasowe-stadion-mecz- hotel- baza jakiejś reprezentacji- biuro prasowe okazał się rajem. Miejscem ciepłym i przyjaznym człowiekowi. Wreszcie dało się pójść na tzw. miasto, co tu oznacza spacer po bulwarze nad Oceanem. Wreszcie dało się zjeść w normalnej knajpie, a nie junk-food jakim karmią dziennikarzy w biurze (miga przez chwilę na vlogu, więc jeśli się w końcu wystawi…). Ocenaniczna bryza zamiast przenikliwego zimna, nocą przeszedłem się po wodę na stację benzynową, a lump z krzaczorów życzył mi tylko miłego wieczoru i pobytu w South Africa. Wreszcie w biurze prasowym wraz z biletem z pulpitem (! – rzadka rzecz, zwykle podczas meczu trzeba trzymać laptop na kolanach)  dostałem wejściówkę do mix zony! Zwykle to ostatnie zarezerwowane tylko dla dziennikarzy grających drużyn oraz fifowskiego mainstreamu (Anglia, Niemcy, Francja, Belgia, Holandia, Włochy, Hiszpania + tym razem kraje afrykańskie z racji miejsca rozgrywania mundialu), co oznacza, że jeśli Łukasz Podolski, Miro Klose lub Piotrek Trochowski będą w dobrych nastrojach, będę mógł z nimi pogadać…

19.35 Niemcy grają na mundialu porywająco jak nigdy dotąd. Bastian Schweinsteiger dorósł do roli lidera, świetnie prowadzi grę, dogrywam strzela, Mesut Ozil to jedne z największych objawień turnieju (drugi – Thomas Mueller niestety pauzuje za kartki), Podolski i Klose robią swoje. Ten mecz na pewno nie będzie przypominał egzekucji jakiej na Hiszpanie dokonali na Niemcach w finale Euro 2008, przekonują o tym i Niemcy i Hiszpanie (Xabi Alonso, Iniesta i ich trener)

Ale czy tak błyszczący dotąd Niemcy są w stanie pokonać mistrzów Europy, rutyniarzy z Barcelony i Realu Madryt? Na Sport.pl wciąż jeszcze stoi mój tekst o radach jakich rodakom udzielił Ottmar Hitzfeld, który na tym mundialu jako jedyny trener zdołał pokonać Hiszpanów. Jego Szwajcaria wygrała 1:0, sprawiając jedną z największych sensacji turnieju. Co mówi triumfator Ligi Mistrzów z Bayernem i Borussią Dortmund? Hiszpanie niemal w każdej akcji atakują siedmioma, ośmioma zawodnikami. Pomocników i napastników wspomagają boczni obrońcy Ramos i Capdevila. To po pierwsze kosztuje ich wiele sił, a po drugie przy kontrze sprawia, że środkowi obrońcy Puyol i Pique mają do pokrycia zbyt wielki obszar. Już to otwiera szanse, ale powoduje też, że pod koniec spotkania wszyscy hiszpańscy obrońcy są już bardzo zmęczeni. Wówczas najłatwiej o wymuszenie błędów. Widać to było w desperackim faulu Pique na Cardoso, za który sędzia podyktował karnego – mówi.

I jeszcze namawia też rodaków, żeby koniecznie nie pozwolili Hiszpanom rozgrywać piłki w tzw. „strefie czerwonej”, czyli w korytarzu między linią środka, a niemieckim polem karnym. „To strefa, w której wymieniają się piłką Xavi, Iniesta i Villa. Schweinsteiger i Khedira, a także środkowi obrońcy Mertesacker i Friedrich muszą jak najbardziej zagęścić tam pole i nie pozwolić Hiszpanom na swobodną wymianę piłki. Kiedy piłkę na skrzydło dostanie Villa, dobrze go podwoić, bo jest niesamowicie groźny w sytuacji „jeden na jeden”. Lahm powinien wesprzeć Mertesacker, bo Villa jest tak samo groźny jak Robben w Holandii i Bayernie” – przestrzega Hitzfeld.

20.06 Właśnie dostałem składy meczowe! Trzech Polaków zagra przeciwko Hiszpanii! Joachim Loew miał dylemat kim zastąpić Thomasa Muellera. Kombinował, żeby na prawej stronie zagrał lewo nożny Podolski niczym Arjen Robben w Holandii i Bayernie, a na lewj flance Marcell Jansen (chyba nie najlepszy pomysł). Mógł też to być Toni Kroos, inny wielki 20-letni talent jak Mueller, który wybił się na wypożyczeniu w Bayerze i teraz wraca do Bayernu (jak pomieścić w drużynie ich obu?) Ale ostatecznie Loew zdecydował się na Trochowskiego, który jak w HSV zagra na prawej stronie. Rozmawiałem z nim po meczu z Ghaną, kiedy ważyło się, że będzie musiał zastąpić kontuzjowanego Schweinsteigera. Przyznał wtedy, że lepiej czuje się jednak na skrzydle. Ano zobaczymy. Lecę już na trybunę…

20.31. Zaczęli! Na hymnach małe deja-vu z Wiednia sprzed dwóch lat. Nawet wuwuzele tak bardzo nie dokuczają. Ludzie kontemplują widowisko? O, jeden kibic z wuwuzelą wpadł właśnie na murawę. NIe dowiem się komu chciał zatrąbić w ucho, bo szybko usunięty z płyty!

20.40 Początek dla Hiszpanii. Niemcy ze zbyt dużym respektem. I jacyś tacy wycofani. Przestraszeni? Finał Euro 2008 wciąż w głowach? Zostawiają zbyt dużo miejsca. Kontra Klose groźna, ale liczyć tylko na kontry i cały czas się bronić to chyba zły pomysł?

21.15 Niestety pierwsza połowa rozczarowała. Hiszpanie jak zwykle, ale spodziewałem się bardziej otwartej gry Niemców, większego ryzyka, ataków w stylu Chile i Paragwaju, którzy narobili Hiszpanom sporo strachu. A piłkarze Loewa jacyś tacy spłoszeni, wycofani. Czyżby uznali, że jak Szwajcaria, będą bronić się cały mecz i wyprowadzą tę jedną kontrę? Albo, że załatwią sprawę w karnych? Dzisiejsze wydanie ‚Sueddeustche Zeitung’ przypomniało: jeszcze tylko 120 minut do karnych!:) Ale ataki trzeba też umieć rozbijać. Dlatego dla mnie najlepszym zawodnikiem pierwszej połowy Sami Khedira. Gra jakby nie był młodszy od Michaela Ballacka aż 11 lat. Pewny siebie, zawsze tam gdzie trzeba, przeciął mnóstwo hiszpańskich akcji…

A w przerwie jeszcze jeden vlog, który zrobiłem w drodze na trybunę…

22.35 Nie takiego pojedynku się spodziewałem. Miało być pięknie, było mało ciekawie. Hiszpania pokazała swe najgorsze, najmniej pociągające oblicze, a Niemcy spękali i porzucili swą ofensywną filozofię. A trzeba im było zaatakować, naprzeć na Hiszpanów jak Chile czy Paragwaj, które były momentami dużo lepsze. Niemcy ani przez chwilę. Schweinsteiger może dwa razy przekroczył połowę. Cały czas krótkie podanka, zero ryzyka. I jeszcze do tego paradoksalnie stracili jedynego gola po strzale głową ze stałego fragmentu, w czym rywale mieli im nie podskoczyć. Carles Puyol w swoim 13. występie na mundialu po raz pierwszy (!) uderzył celnie na bramkę i trafił do siatki. W takim ważnym meczu.

Owszem, Niemcy będą mogli narzekać. Klose chyba rzeczywiście był faulowany w polu karnym i być może Niemcom należała się „jedenastka”. Ale na pewno nie należało im się w tym meczu zwycięstwo. Nie wykorzystali słabego występu Villi, który za dzisiejszy mecz spada w rankingach laureatów do tytułu Piłkarza Roku. Z pewności hat-trick w finale by pomógł… Ciężko w niego wierzyć, skoro Hiszpania od rundy pucharowej mundialu wygrywa wszystko po 1:0 (Portugalia, Paragwaj, Niemcy…)

Co w finale? Wróżba Rafaela Nadala: w 2008 wygrał Roland Garros i Wimbledon, a Hiszpania zdobyła mistrzostwo Europy. W tym roku też wygrał oba te Wielkie Szlemy…Ale nawet jeśli sę nie uda, przynajmniej mistrzem świata zostanie wreszcie ktoś, kto nigdy wcześniej nie zdobył Pucharu Świata…

22.40 Patrzę na schodzącego do szatni, płaczącego Pera Mertesackera. Niemców czek na kolejnym mundialu kolejny najbardziej znienawidzony przez piłkarzy mecz o 3. miejsce. Mam przynajmniej nadzieję, że w szatni ktoś z nich będzie chciał porozmawiać… Zobaczymy, jeszcze dam znać…

00.20 W mix-zonie kompletne déjà vu. Jak w Wiedniu stoję przed smutnym Schweinsteigerem, a za nim przetacza się wesoła, hiszpańska gromadka. Nie tak wesoła jak na Euro 2008, nie śpiewali „que viva Espana!”, bo przecież jeszcze ten jeden mecz, ale zdecydowanie wszyscy byli w świetnych humorach. Bo jak przyznał Pepe Reina (szacun, że w przeciwieństwie do reszty Hiszpanów przystanął przy cudzoziemskich dziennikarzach) Hiszpanie do końca bali się Niemców, tego co może wyniknąć z ich kontr. Wszyscy w świetnych humorach poza Pedro, któremu Fernando Torres prawdopodobnie zrobi dziś w nocy kocówę. Wściekły Torres, że kumpel nie dał mu się przełamać i zamiast podać wolał osobiście zmarnować fantastyczną okazję, nie stanął przed nikim i naburmuszony pomknął do autokaru.

Podolski gadać nie chciał. Klose nie wiem, bo akurat rozmawiałem wówczas z Trochowskim. Piotrek przyznał, że zwłaszcza w pierwszej połowie podeszli do Hiszpanów ze zbyt wielkim respektem. Uważa, że to Hiszpanie zostaną mistrzami świata.

Ostatnia konkluzja: w ostatnim tygodniu wysłuchiwałem na konferencjach zapewnień Joachima Loewa, Bastiana Schweinsteigera, Thomasa Muellera, Manuela Neuera, Vicente del Bosque, Xabiego Alonso i Andresa Iniesty, że ten półfinał w najmniejszym stopniu nie będzie przypominał finału Euro 2008. Bo Niemcy są silniejsi, grają tak ofensywnie, tak skutecznie, są dla Hiszpanów najgroźniejszym rywalem na mundialu… Wszyscy byli w błędzie! Niemcy podeszli do Hiszpanów z takim nabożnym szacunkiem, jakby ci mieli za sobą tak świetny turniej jak dwa lata temu. I przegrali ten mecz, jak ten w Wiedniu, zanim się rozpoczął…

Oby finał umknął stereotypom i nas pozytywnie zaskoczył. Choć ten mundial nie lubi zaskakiwać pozytywnie…

 

Vlog z mundialu: Smutek Ye

Zrobiłem jej właśnie to zdjęcie. – Smile! Jesteście w półfinale! – zawołałem, kiedy zareagowała zdziwionym spojrzeniem na błysk flesza. A ponieważ nie byłem w stanie przekrzyczeć wuwzeli, narysowałem palcem uśmiech na buzi i pokazałem na nią. – Nie rób mi zdjęć, bo mój mąż bardzo się wkurzy. A i tak zaraz będzie maksymalnie wkurzony, bo Ghana nie wykorzysta tego karnego i następnych i przegramy – podniosła się z miejsca i wykrzyczała mi do ucha.

Chwilę później Gyan trafił w poprzeczkę. Taniec radości odtańczyli z kolei Urugwajczycy i obie drużyny poczęły szykować się do serii karnych. – Skąd wiedziałaś, że nie strzeli? – dopytywałem. – . W karnych jesteśmy do bani. Nie chcę nawet patrzeć na to co się teraz wydarzy – powiedziała odwracając wzrok. – Jak masz na imię? Jeśli się sprawdzi, napiszę o tobie na blogu. – Ye! – odkrzyknęła. –Ye? – Ye. Bo jestem starszą z bliźniaczek – wyjaśniła.

Kiedy Gyan od razu w pierwszej kolejce naprawił błąd z ostatnich sekund meczu, pakując piłkę z samo okienko, nie poprawiło jej to humoru. Kiedy Stephen Appiah uderzył równie pewnie, Ye rzuciła: „poczekaj”. Kiedy Fernando Muslera obronił kiepski strzał Johna Mensaha, pokiwała głową. Kiedy po nim równie kiepsko uderzył Dominic Adiyah, ze smutkiem wzruszyła ramionami i wstała, szykując się do wyjścia. Kiedy Sebastian Abreu strzelił na 4:2 dając Urugwajowi awans do półfinału po raz pierwszy od 40 lat, była ze swoją grupą już na dole. Wreszcie dostosowała się nastrojem do całej reszty – wszyscy Ghańcycy schodzili już wtedy z nosami na kwintę. Chłopak, który wcześniej wywijał flagą, zwinął ją w rulon, inny już zmazywał z twarzy czarno-żółto-zielone barwy.

Chciałem ją gonić, ale już zniknęła gdzieś w przejściu dla kibiców. A szkoda, chciałem ją zapytać kto zagra w finale, a kto zdobędzie Puchar Świata. Gdzie teraz jesteś, Ye, smutna jasnowidzko z Ghany?

 

Maradona – szopenfeldziarzem

…a on, jak pisze Zbyszek, pokazał im tylko bank z daleka. I żadnego planu, żadnych rad, żadnych pomysłów jak przechytrzyć „niemieckich strażników”. Po prostu „idźcie i przynieście mi ten złoty puchar!” Jak do Martina Palermo, który dopytując się „co robić?” przed wejściem z ławki w meczu z Grecją usłyszał: „co robić? Masz mi wygrać ten mecz”. I wygrał, strzelił gola na 2:0. Ale co mogło zadziałać z greckimi urzędnikami, nie mogło zadziałać z najlepiej zorganizowaną policją świata (przynajmniej na tym mundialu), młodymi oficerami, głodnymi sukcesu, dowodzonymi przez starego wygę, urodzonego zresztą w Polsce.

Ich wyga, mistrz nad mistrze, „największy złodziej świata”, poza przekonywaniem, że się na pewno uda, że są świetni, wybitni, najlepsi na świecie, niczego nie wymyślił. Żadnej przebieranki za chasydów jak „Przekręcie”, żadnego przejęcia ciężarówki ze złotem przy pomocy podziemnej eksplozji jak we „Włoskiej robocie”, żadnego tricku z lipnym nagraniem ja w Ocean Eleven”, żadnego przebicia się z pobliskiej łaźni jak w „Sexi beast”, nie wspominając już o sposobach tak wyrafinowanych jak w „Va Banku”. To nie był skok spieszony z powodu kreta jak we „Wściekłych psach”, bo Joe Cabot plan miał perfekcyjny, tylko informator uprzedził policję.

Niestety, Diego okazał się szopenfeldziarzem. Jego plan zaoferowany najwybitniejszym „złodziejom” świata jak Messi, Tevez, Higuain, Javier Mascherano brzmiał: „Wchodzimy na bezczelnego, w biały dzień. Przystawiamy kasjerom rewolwery do brzuchów i zgarniamy forsę”. Plan godny Moksa z Nutą. Niestety, w pobliżu argentyńskiej kadry nie znalazł się żaden Duńczyk, który by zastrzegł: „Diego, żadnych własnych numerów!”

Ucho od śledzia!

 

A wszystkie wozy panicznie trąbiły…

Odwróciłem się i zobaczyłem Rafała obsypanego kawałkami szkła. Ktoś wyrywał mu z rąk laptopa. Jakieś inne ręce sięgały po mój plecaczek, w którym miałem pieniądze, karty, netbooka… I wtedy zrobiłem to wszystko, przed czym przestrzegały policyjne ulotki, rozdawane przyjeżdżającym do RPA i rady naszego konsula. Nie oddałem wszystkiego co mam, nie posłuchałem krzyków, żeby zostać w samochodzie, wyleciało mi z głowy, że trzeba unikać ich spojrzeń (nie zarejestrowałem też czy któryś ma tatuaż, co obowiązkowo radzi zrobić policja). Wyskoczyłem z samochodu – nie od razu, bo zapomniałem odpiąć pas – i stanąłem z nimi twarzą w twarz. Coś krzyczeli, nie jestem w stanie stwierdzić co, czymś wymachiwali ale nie jestem pewien czy mieli broń. Nagle mignęło mi, że kierowca samochodu stojącego obok nas przeciąga dłonią po szyi, w geście podrzynania gardła. Wszystkie samochody stojące w korku trąbiły na alarm. To mnie osadziło na miejscu. Nie wiedziałem już po co wyskoczyłem i co chcę zrobić. Potem pamiętam tylko ich plecy, jak wbiegali pod górkę z laptopem Rafała w rękach…

Ruszyliśmy, żeby jak szybciej schronić się w biurze prasowym. Gorączkowo myślałem do kogo zadzwonić, żeby zablokować wszystkie karty. Na szczęście Bartek, który siedział obok mnie, spojrzał w lusterko. – Hej, twój plecak leży na jezdni! – zawołał i rzucił się po niego do tyłu. W centrum prasowym na Ellis Park, z którego pierwszego dnia ochroniarz nie chciał nas wypuścić jeśli nie parkujemy gdzieś blisko, bo „to zła dzielnica, dużo tu złych ludzi” bardzo się sprawą przejęto. W pewnym momencie otaczała nas ponad 10 policjantów. – Niestety tak bywa, kiedy dojrzą w wozie coś cennego. Trzeba uważać na sprzedawców flag i pamiątek na skrzyżowaniach. Broni nie użyli, bo wyciągają ją, kiedy ktoś się im stawia albo wyciąga własną – powiedział nam kapitan Jeppe Saps, który zajął się naszą sprawą…

A byliśmy w tak świetnym nastroju. Właśnie na farmie krokodyli nagraliśmy fajny materiał o brzydkiej ale groźnej jak gady Brazylii. A wcześniej  zajechaliśmy na stację benzynową, na której parę dni temu zatankowaliśmy i niechcący odjechaliśmy nie płacąc (Bartek myślał, że ja zapłaciłem, a ja, że Bartek). Kiedy zwróciliśmy kasę, nalewacz benzyny dziękował nam, mówiąc, że potrącono mu kasę z pensji i dostał ostrzeżenie. Jeszcze jedno i straciłby pracę. Cieszyliśmy się, że może Polska zyskała w RPA jednego fana…

Siedzimy teraz w biurze. Rafał kończy swój opis zdarzenia, ja swój. Bartek, który wykazał się największą siłą spokoju czyta „Najpiękniejszą dziewczynę w mieście” Charlesa Bukowskiego. Pora się zbierać do domu.

Co z powtórkami wideo?

Klose stwierdził, że poziom sędziowania powinien się poprawiać wraz z postępem technologii. Żeby zmiany nie zmieniły dyscypliny na inną wystarczy tylko delikatność. Ideałem wg niego jest sędziowanie w hokeju, gdzie do weryfikacji decyzji arbitrów dochodzi bezboleśnie dla meczowych emocji.

FIFA bronią tradycyjnej formuły, od lat podaje te same argumenty

1. Uniwersalność gry w piłkę nożną, której zachowanie jest jednym z pryncypiów FIFA. Mecze powinny toczyć się według jednakowych zasad na całym świecie. Grupa młodych ludzi kopiących piłkę w małym miasteczku powinna kierować się identycznym regulaminem gry jak zawodowcy, oglądani przez miliony w transmisjach telewizyjnych. Prostota i uniwersalność futbolu jest jedną z podstaw jego światowej ekspansji.

Utopia, bo przecież grupa młodych ludzi kopiących piłkę w małym miasteczku często gra nie tylko bez sędziów liniowych ale nawet głównego, na ‘trzy korki – karny’, bez spalonego etc. Co im będzie przeszkadzać, że w Lidze Mistrzów sędziowie będą spoglądać na powtórki, a u nich będą wybuchały kłótnie czy piłka przeleciała między jednym słupkiem zrobionym z kurtki, a drugim…

2. Nie można całkowicie wyeliminować czynnika ludzkiego. Niezależnie od zastosowanej technologii ostateczna decyzja jest i tak podejmowana przez człowieka. Doświadczenie wskazuje, że przy analizowaniu oglądanych w zwolnionym tempie powtórek sytuacji na boisku dziesięciu ekspertów będzie miało dziesięć różnych ocen i opinii. Spory i różnice zdań i tak będą miały miejsce.
Tu się z FIFA zgadzam. Obawiam się, że całkowita kontrola komputera odhumanizuje grę, zamiast ukochanego futbolu zrobi nam się widowisko a’la PES czy FIFA 2010. Jako dziennikarz żyjący z legend, emocji, protestuję! O czym będę pisać. Wyobraźcie sobie, że komputer wychwyciłby i zneutralizował rękę Thierry’ego Henry – nie moglibyśmy teraz mówić, że Francuzi dostali na mundialu w RPA za swoje;) Z kolei jeśli ostateczna decyzja będzie i tak należeć  do człowieka to i tak nie wiele się zmieni, skoro wszystko będzie kwestią interpretacji…

3. Zastosowanie nowoczesnych technologii w sędziowaniu jest bardzo kosztowne i niemożliwe do szybkiego wprowadzenia na skalę światową. Zasady gry powinny zaś być identyczne dla wszystkich grających na całym świecie. Jeśli zostałaby zaaprobowana propozycja rejestrowania przekroczenia przez piłkę linii bramkowej, co z pozostałymi spornymi aspektami sędziowania? To prosta droga do kwestionowania każdej decyzji sędziego na boisku.
Powiedzmy sobie szczerze: nie szybkie, ale w ogóle wprowadzenia nowoczesnych technologii w sędziowaniu na skalę światową jest niemożliwe. Po prostu powstanie futbol dla biednych i bogatych. PZPN i Ekstraklasa nie są w stanie w wyegzekwować respektowania przez kluby zasad licencyjnych, blaszane daszki udają zadaszenie stadionu, murawa na polskich boiskach jest jednym wielkim skandalem i co, wymuszą instalację telebimów i relację każdego meczu z 12 kamer? Polska, Polską, a co z Kubą, Irakiem, Bangladeszem, a tam też chcą grać w piłkę. Oczywiście możemy się umówić, że chcemy ‘futbolu dwóch prędkości’…

4. Futbol jest grą dynamiczną. Przerywanie jej dla prześledzenia powtórek z kolejnych sytuacji powodowałoby zakłócenie naturalnego rytmu meczu.

To trzeba by dokładnie przemyśleć. Jakiś sędzia schowany w centrum dowodzenia, śledzący mecz na kilku plazmach i nadający głównemu na słuchawki, że był spalony, ręka, piłka minęła linię – TAK! Przerywanie gdy po każdej kontrowersyjnej sytuacji i gremialne śledzenie powtórki na telebimie przez sędziego, drużyny, trenerów i publikę, jak w NBA  - NIE!

A Wy jakie macie przemyślenia?