Co najbardziej trapi współczesnego piłkarza

Michy Batshuayi FIFA 18Najsłynniejsza piłkarska gra komputerowa FIFA18 zbiera zewsząd pochwały za posunięty do granic realizm i perfekcyjne oddanie nie tylko wyglądu wszystkich zawodników, ale także ich stylu gry, sposobu poruszania się, tricków, a nawet cieszynek. Wiadomo jednak, że jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził więc znaleźli się jednak malkontenci. Są wśród nich sami zawodnicy, którzy nie kryją zawodu oceną ich parametrów piłkarskich. Np gwiazda Tottenhamu, Dele Alli oświadczył, że nie będzie w grze grał sobą samym, ponieważ twórcy gry z EA Sports przyznali mu haniebnie niski rating – 84. Nigeryjczyk z Arsenalu, Alex Iwobi obruszył się, że jego rating – 74 – nie drgnął od poprzedniej edycji gry, a przecież on sam poczynił wyraźne postępy. Obrońca Chelsea, David Luiz ubolewa, że jego zdolności strzeleckie zostały ocenione niżej niż klubowego kolegi, N’Golo Kante, choć przecież to Brazylijczyk zdobywa więcej goli. A znany z muskulatury Adebayo Akinfenwa chciałby mieć siłę na maksymalnym poziomie 100 pkt, tymczasem przyznano mu rozczarowujące 99.

Napastnik Chelsea, Michy Batshuayi był tak nieszczęśliwy ogólnym ratingiem 80, że oburzony poprosił w tweecie twórców gry o, pisząc: „PLEASE EXPLAIN” (a wiadomo, że pisanie wersalikami w mediach społecznościowych oznacza maksymalne wkurzenie). Za to pomocnika Juventusu Turyn, Samiego Khedirę sfrustrowała fryzura, w jakiej każą mu występować w FIFA18. Ma pretensje, że z długimi włosami i opaską grał w czasach Realu Madryt, ale od dwóch lat nosi krótkie włosy. Jak twórcy gry mogli tego nie odnotować??

„Hej EA Sports, świetnie że lubicie moje długie włosy… ale już od prawie 2 lat mam krótkie – napisał na Twitterze. „Wpadkę” natychmiast odnotowała konkurencja, czyli producenci gry Pro Evolution Soccer, chwaląc się, że u nich zawodnik ma aktualny wygląd i radząc mu, by zmienił grę. Niemniej nowe, wymyślne cieszynki i coraz bardziej oryginalne fryzury to prawdziwa zmora dla producentów gier. Szczególnie ciężko im nadążyć za Paulem Pogbą, który najczęściej zmienia kolor włosów oraz wycięte na głowie figury. Być może wyjściem są kontrakty zapewniające, że piłkarz nie zmieni wizerunku do końca sezonu. Kto będzie chciał grać Pogbą z brodą lub włosami przefarbowanymi na blond, gdy ten od czterech kolejek wygląda już zupełnie inaczej?

Sami Khedira i FIFA 18

FIFA The Best. Dlaczego nie głosowałem na Lewego i Messiego

Cristiano Ronaldo. FIFA The BestOd ogłoszenia wyników gali FIFA The Best na Najlepszego Piłkarza Roku cały czas spływają do mnie mejle, tweety i wiadomości na messangerze z pretensjami, uwagami i żądaniem wyjaśnień na temat mojego wyboru. Przypomnę, że głosując jako jedyny dziennikarz z Polski na pierwszym miejscu umieściłem Cristiano Ronaldo, na drugim Gianluigiego Buffona, a na trzecim Sergio Ramosa. Trzy stacje telewizyjne odpytały mnie na to konto, a na jednym z zaprzyjaźnionych portali powstał nawet tekst. Główny zarzut: jak mogłem nie umieścić na pudle Leo Messiego? Kolejny: dlaczego nie zagłosowałem na Roberta Lewandowskiego? Wreszcie najbardziej absurdalny: dlaczego Cristiano Ronaldo na pierwszym miejscu? Już odpowiadam.

Otóż w przeciwieństwie do wielu pozostałych uczestników tej zabawy, trenerów reprezentacji i samych piłkarzy, których głosy opublikowała FIFA, postanowiłem podejść do sprawy poważnie i rzetelnie ocenić kto na co zasłużył w futbolu od sierpnia 2016 do sierpnia 2016. Może to błąd, ale w moich kryteriach nie znalazły się ani patriotyzm, ani osobista sympatia. W przeciwnym razie na pewno na pierwszym miejscu dałbym Lewego, którego nie sposób nie lubić i nie podziwiać. Ale przecież nie chodzi o to, żeby rodak zawsze głosował na rodaka, w przeciwnym razie nigdy nie dałoby się wybrać laureata podobnych plebiscytów.

Piłkarsko w minionym okresie Robert po prostu nie zasłużył sobie na pierwszą trójkę i już. Byli lepsi, którzy osiągnęli w sezonie więcej i błyszczeli jaśniej. Co nie odbiera Lewemu pozycji najlepszej „9” świata. Myślę, że on sam zdawał sobie z tego sprawę, wszak tym razem nie skomentował werdyktu „le Cabaret” jak ostatniej edycji Złotej Piłki. Zawodnik na jego poziomie nie potrzebuje kadzenia

Życzę jemu i sobie z całego serca, żeby był faworytem w przyszłorocznym plebiscycie. Jest na najlepszej drodze – wkrótce przekroczy barierę 50. goli we wszystkich rozgrywkach dla klubu i reprezentacji, został królem strzelców eliminacji MŚ przed nim występ na turnieju w Rosji, na którym oby okazał się u szczytu kariery.

Lewandowskiego na pierwszym miejscu jako jeden z nielicznych trenerów umieścił Adam Nawałka i właściwie trudno mieć do niego pretensje. Nie widzę w tym chęci przypodobania się swemu kapitanowi. Nawałka sam najlepiej wie jak dużo mu zawdzięcza. Jego lojalność wobec swych „żołnierzy” doskonale znamy, a tu postanowił ją okazać swemu generałowi. Jeśli patrzeć na osiągnięcia piłkarza we wspomnianym okresie tylko w reprezentacji, trudno o lepszego, więc da się ten wybór jakoś usprawiedliwić.

Jednak ja nie zawahałem się nawet na sekundę, żeby maksymalną ilość punktów oddać Cristiano Ronaldo. Nie ma mniejszych wątpliwości, że Portugalczyk był w minionym sezonie najlepszy. Najskuteczniejszy i najbardziej kluczowy w sukcesach jakie osiągnęła jego drużyna. Kluczowy w odzyskaniu dla Realu Madryt mistrzostwa Hiszpanii i w obronie trofeum w Lidze Mistrzów. W tej ostatniej strzelił pięć goli w dwumeczu przeciwko drużynie Lewego. Hat-tricka w półfinale z Atletico Madryt i dwie bramki w finale w Cardiff, gdzie wybrano go Zawodnikiem Meczu. Zaprzeczając w minionym sezonie najdobitniej złośliwemu stwierdzeniu, że „strzela tylko słabym”.

Nie traktuję bowiem wyborów Piłkarza Roku jak konkursu piękności, wskazując tego, kto mi się najbardziej podoba. Moje kryteria obejmują trofea, które zawodnik zapewnia drużynie swoimi golami, asystami, interwencjami czy też paradami. Nawet jeśli plebiscyty to nagroda indywidualna a nie drużynowa. Bo co po tych wszystkich bramkach, jeśli drużyna nic z tego nie ma?

Cristiano Ronaldo i Leo MessiOczywiście Messi pozostaje geniuszem futbolu, najlepszym piłkarzem naszych czasów. Ale jeśli przyjmiemy wrażenie artystyczne za kryterium, wtedy w ogóle nie róbmy żądnych plebiscytów, tylko wszystkie nagrody dajmy Argentyńczykowi. Dopóki gra, lepszego od niego nie będzie.

Ale właśnie do „kosmity z innej planety” i „piłkarza z PlayStation” wymagamy kosmicznej formy i ciągnięcia drużyny za uszy w kluczowych momentach i wyciągania z najgorszych tarapatów. Tak właśnie gra Messi tej jesieni, zarówno w Barcelonie pozbawionej Neymara i Dembele jak i w reprezentacji pozbawionej… koncepcji.

Co z tego, że w minionym sezonie wykręcił fantastyczny wynik, zdobywając 54 gole w 52 meczach i dorzucając 19 asyst, skoro na koniec Barcelona została z niczym? Bycie Messim, jak szlachectwo, zobowiązuje. Więc jego brak w finałowej trójce to pewien symbol. Wątpię zresztą żeby zależało mu szczególnie na drugim czy trzecim miejscu.

Drugie miejsce dla Buffona było trochę za całokształt kariery, bo może już nie być okazji, żeby go uhonorować, ale postawą w sezonie też przecież sobie na to zasłużył. Mistrzostwo Italii z Juventusem, w Lidze Mistrzów puścił do finału tylko cztery gole, zachowując czyste konto w dwumeczu z Barceloną, czyli wówczas gdy bramki Messiego były najbardziej potrzebne. Włoch był prawdziwym liderem drużyny. Podobnie jak Ramos, skuteczny „zarówno w defensywie jak i ofensywie” jakby to ujął nasz selekcjoner. Myślę, że w sezonie, w którym Real jako pierwszy zespół w historii obronił trofeum w Champions League nie ma nic niestosownego, że w trójce znalazło się dwóch jego piłkarzy. Choć miałem ciężki dylemat czy nie wstawić Marcelo albo Luki Modrića. Podobnie jak nikt nie miał wątpliwości, że trzech zawodników Barcy powinno się znaleźć na podium w roku, w którym zdobyła wszystkie trofea jakie były do zdobycia.

Na ostatnie, najczęściej stawiane mi pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć: co w „Jedenastce Sezonu” robił Andreas Iniesta. Niewykluczone, że to jakiś błąd informatyczny i nazwisko Hiszpana po prostu co roku wybija w systemie, nikt nie wie jak to naprawić, więc FIFA dała spokój. Inaczej nie umiem tego wytłumaczyć. Pytajcie byłych piłkarzy z FIFPro, to oni decydowali.

11 Roku

Czy wirtualni piłkarze wygryzą prawdziwych?

Alex HunterJesteśmy przyzwyczajeni, że piłkarze podpisują w dzisiejszych czasach bajońskie kontrakty reklamowe. Jak wiadomo najwięcej na reklamie – bo ponad 100 mln euro rocznie – zarabia Cristiano Ronaldo. Marketingowymi maszynkami do zarabiania pieniędzy są też Neymar czy Leo Messi. Jednak wraz z wydaniem nowej edycji gry FIFA 18 nastąpił absolutny przełom. Po raz pierwszy w historii kontrakt reklamowy podpisał zawodnik… wirtualny! Niejaki Alex Hunter reklamuje w FIFA 18 Coca-Colę Zero, której marki został ambasadorem.

Jak pisze serwis wirtualnemedia.pl, Hunter – bohater trybu fabularnego w FIFA – zadebiutował w grze w ubiegłym sezonie. Okazał się takim talentem, że biły się o niego czołowe kluby angielskiej Premier League. Ostatecznie wylądował w Manchesterze United. W najnowszej edycji ma zostać kolegą Neymara w PSG, a z czasem wyjechać do MLS by grać w LA Galaxy. Oczywiste jest, że gwiazda takiego formatu podpisuje kontrakty reklamowe. Coca Cola stworzyła spot, w którym widzimy chłopca, nieśmiało podającego swojemu idolowi puszkę, zachęcając go tym samym do wspólnego zdjęcia. Spot można oglądać w grze ale także i w prawdziwym życiu – na YouTubie. Fikcyjny piłkarz ma też pojawiać się na prawdziwych puszkach i butelkach. To pierwszy raz w historii, kiedy bohater gry komputerowej zostaje zaangażowany w promocję prawdziwego produktu.

Czy doczekamy się czasów, że firmy będą więcej płacić wirtualnym zawodnikom z gry niż prawdziwym? Może ktoś zamiast przepłacać Messiego czy Ronaldo, będzie wolał wykreować nowego idola? Zagrożenie dla żywych zawodników jest realne. Każda edycja gry FIFA jest niezwykle popularna i zazwyczaj bije rekordy sprzedażowe. Gdy na rynek weszła FIFA 17 tylko w pierwszym tygodniu kupiło ją 21 milionów osób, z czego 12 milionów zaangażowało się w tryb fabularny, którym występuje Alex Hunter. I ma on tę przewagę nad prawdziwymi graczami, że może dowolnie zmieniać kluby w grze, nie oglądając się na widzimisię i strategię władz klubów. Prawdziwe kluby już chwalą się zresztą pozyskaniem go w swoich kanałach na YT czy Facebooku. Tylko czekać, aż ktoś wypuści koszulki z jego nazwiskiem, a te zaczną przebijać ilością sprzedaży Neymara, Messiego czy Roberta Lewandowskiego. Nazwiecie to szaleństwem? Czy w czasach, w których coraz bardziej na znaczeniu zyskuje e-sport, a dzieciaki wolą oglądać transmisje meczów w FIFA na wirtualnym Parc des Princes czy Camp Nou zamiast na prawdziwych stadionach, aż tak bardzo nas to zdziwi? Alex Hunter, Neymar, Dani AlvesOd lewej: Alex Hunter, Neymar, Dani Alves :)

Powiększanie biustu Wenus z Milo

Wenus z MiloTo nie moje porównanie. To sir Bobby Charlton, mistrz świata z 1966 roku i legenda Manchesteru United nazwał kiedyś pomysły zmian przepisów piłki nożnej „powiększaniem biustu Wenus z Milo”. Trafnie, bowiem wg naukowców to właśnie ta eksponowana w Luwrze słynna hellenistyczna marmurowa rzeźba (ok. 130 p.n.e.) obdarzona jest biustem idealnym. Zawdzięcza to proporcjom – górna część tkanki powyżej linii sutka zawiera 45% całkowitej masy piersi, a dolna 55%. Jak donosi magazyn chirurgów plastycznych „Plastic and Reconstructive Surgery”, właśnie takie proporcje preferują kobiety proszące o zabieg zarówno powiększenia, pomniejszenia jak i rekonstrukcji po mastektomii.

Wygląda na to, że FIFA zmieniła się oddział oszalałych chirurgów, owładniętych obsesją upiększania i uatrakcyjniania na siłę tego co już jest piękne i sprawdzone. Jeszcze nie otrząsnęliśmy się rozszerzenia mundialu do 48 drużyn, co odedrze go z elitarności, a tu z kolejnymi pomysłami jak sprawić by „gra była bardziej dynamiczna i interesująca” wyjechał na łamach „Bilda” Marco van Basten.

Holender namawia m.in. do rezygnacji ze spalonych oraz dogrywek, zamiast których chciałby od razu karnych i to takich jak w hokeju, czyli wykonawca ruszałby z pewnej odległości i miał prawo dryblować bramkarza. Z hokeja czerpie także pomysł by żółte kartki zastąpić 5-10 min karami.

Najwyraźniej fascynuje go również koszykówka, chciałby z niej przenieść rozwiązanie, że zawodnik schodzi z boiska za popełnienie pięciu fauli. Jest także za zwiększeniem liczby zmian – oprócz trzech w ciągu 90 minut, jak dziś, trenerzy mieliby prawo dokonać dwóch kolejnych w dogrywce (o ile ta nie zostanie zlikwidowana).

Brzmi to wszystko jak fake newsy, czyli informacje zmyślone, których ostatnio tak mnóstwo pojawia się zwłaszcza w kwestiach politycznych. Ale nie jest. Ciekawe swoją drogą, że za psucie futbolu bierze się człowiek, który przez całą karierę czynił go atrakcyjnym i porywającym. Że likwidację spalonych proponuje nie jakiś „sęp pola karnego”, grający na linii, w rodzaju Pippo Inzaghiego, ale napastnik obdarzony wspaniałą techniką, gracją i elegancją, potrafiący zdobywać gole właściwie z każdej pozycji, odległości i każdą częścią ciała. Inna rzecz, że w van Bastenie trenerze niewiele zostało z van Bastena piłkarza. Jego Holandia grała (na mundialu w 2006) chyba najbrzydszy i najbardziej siłowy futbol w swej historii.

Ciężko mi sobie wyobrazić jak wyglądałaby piłka nożna po takiej rewolucji i jak wielki zapanowałby chaos. Wg Holendra brak spalonych sprawiłby, że futbol przypominałby bardziej piłkę ręczną, stając się dzięki temu bardziej dynamiczny i atrakcyjny. Padałoby więcej goli, bo napastnicy częściej dochodziliby do okazji. Moim zdaniem mecze zaczęłyby przypominać raczej te rozgrywane na szkolnych boiskach. Wywaliłoby to też w kosmos całą taktykę, zawodnicy tkwiliby „na ogryzkach” pod bramką rywala, we własnym polu karnym musiałoby więc dyżurować też zawsze ze dwóch obrońców itd.

Ogromną krzywdą wyrządzoną futbolowi byłaby rezygnacja z dogrywek. Pozbawilibyśmy się niezmierzonych pokładów adrenaliny i emocji. Wyobrażacie sobie, że od razu przechodzimy do karnych i nie przeżywamy takich thrillerów jak w dogrywce półfinału Euro ’96 Anglia – Niemcy, finału Ligi Mistrzów w Stambule w 2005 gdzie Jerzy Dudek w niewytłumaczalny sposób obronił strzał Andrija Szewczenki, albo ćwierćfinału Euro 2004 Portugalia – Anglia, gdzie w dogrywce po golu strzelili Rui Costa i Frank Lampard? Że nigdy nie padają dwa fantastyczne gole Fabio Grosso i Alessandro Del Piero w dogrywce półfinału mundialu w 2006 z Niemcami, przechodzimy do karnych, które tradycyjnie (wtedy jeszcze) wygrywają gospodarze i to oni grają w finale z Francją? Że Andres Iniesta nie strzela bramki w dogrywce finału mundialu w RPA w 2010, karne wygrywają Holendrzy, dostając nagrodę za brutalną grę? Itd.

Można by zbyć pomysły van Bastena kpiną jak prezes PZPN Zbigniew Boniek, który na Twitterze napisał, że „mój przyjaciel nie doszedł do siebie po 5stadionie” (którego sponsorem, przypomnijmy, był piwo Tyskie). Gorzej, że Holender nie jest tylko byłym świetnym piłkarzem i średnio udanym trenerem, ale niestety od niedawna również dyrektorem rozwoju technicznego FIFA. Komisja na czele której stoi, zajmuje się „ulepszaniem” piłki nożnej. Ktoś te jego propozycje weźmie na poważnie, ubierze w przepisy i zaproponuje pod obrady. Skoro przeszło zakrawające na absurd rozszerzenie mundialu…

Cała nadzieja, że zgody na modyfikację kolejny raz niezależny International Football Association Board, organizacja założona jeszcze w 1886 roku, w której skład wchodzą przedstawiciele Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii Płn oraz czterech członków FIFA. Do zmiany przepisów potrzeba poparcia 75 proc. Brytyjczycy znani są konserwatyzmu i w przeszłości zablokowali m.in. zapędy byłego szefa FIFA, Seppa Blattera, by powiększyć bramki.

Oby i tym razem wykazali asertywność, bo Wenus z Milo jaką jest futbol zmienią nam w inną słynną rzeźbę – „Fontannę” Marcela Duchampa, czyli… pisuar, który słynny dadaista zaprezentował w 1917 roku na wystawie Stowarzyszenia Artystów Niezależnych w Nowym Jorku.

The Scottish National Gallery Unveil Their New Exhibition Of Work From The D. Daskalopoulous Collection

Match fixing: największa zaraza sportu

Match fixing. Ustawianie meczówTo nie jest dobry moment dla światowego sportu. Jedna z jego największych ikon, Leo Messi została właśnie przyłapana na posiadaniu spółki w panamskim raju podatkowym, założonej akurat w dniu rozpoczęcia śledztwa w sprawie ukrywania podatków przez Argentyńczyka poprzez firmy z Belize i Urugwaju. W tzw. „kwitach z Panamy”, które wyciekły z kancelarii prawnej znalazło się też nazwisko nowego prezydenta FIFA, Gianiego Infantino, wielkiej nadziei na zreformowanie skorumpowanej organizacji i odbudowanie jej wizerunku. „Panama papers” ujawniły również podejrzenia interesy Juana Pedro Damianiego, prezesa urugwajskiego klubu Penarol oraz… członka Komisji Etyki FIFA, którego agencja miała pośredniczyć przy wielomilionowych łapówkach za prawa do organizacji turniejów w krajach Ameryki Łacińskiej.

Wizerunek innych dyscyplin pustoszą afery dopingowe. Do stosowania zakazanego meldonium przyznała się kolejna wielka ikona sportu, Maria Szarapowa, a po niej nastąpił wysyp nazwisk wielkich mistrzów od łyżwiarstwa figurowego przez lekkoatletykę po siatkówkę. Wciąż nie wiadomo czy na igrzyskach w Rio wystartują rosyjscy lekkoatleci…

Ale największe zagrożenie dla sportu w XXI wieku leży jeszcze gdzie indziej. Parlament Europejski widzi je w ustawianiu meczów (tzw. match fixing), z którego organizacje przestępcze na całym świecie czerpią co raz większe korzyści. W środę w Brukseli z inicjatywy m.in. polskiego europosła Bogdana Wenty, odbyła się debata z udziałem wszystkich stron poczuwających się do walki z tym procederem.

- Ustawianie meczów jest po prostu zbrodnią na sporcie. Nie chodzi tylko straty finansowe klubów, organizatorów rozgrywek, sponsorów czy bukmacherów, choć są one coraz większe. Najgorsza jest utrata zaufanie u kibiców do sportu, którego jedną z największych wartości jest nieprzewidywalność. Drżenie o ostateczny wynik, a potem euforia po wygranej lub smutek po porażce tak nas wszystkich do sportu przyciągają. Stąd nasza determinacja by stworzyć skuteczny system wykrywania i zapobiegania ustawianiu meczów, szybkiej wymiany informacji i współpracy między operatorami zakładów bukmacherskich, związkami sportowymi i instytucjami państwowymi – tłumaczy Wenta.

Z debaty wynika m.in. że ustawianie meczów dotyka wszystkich dyscyplin, od badmintona, przez boks, snooker, koszykówkę, wyścigi konne, po siatkówkę i sumo. Dwie najbardziej zagrożone to tenis i piłka nożna – przekonywał Nick Tofiluk z UK Gambling Commision. – Tenis z racji specyfiki dyscypliny: zawodnik sporo podróżuje po świecie, często samotnie bez trenera, łatwo złapać go w hotelowym lobby i złożyć propozycję. Piłka nożna jako sport zespołowy, w drużynie łatwo znaleźć jedno słabe ogniwo, w meczu zaś jest mnóstwo sytuacji boiskowych do wytypowania – czerwone czy żółte kartki, rzut karny w pierwszej połowie itd.

Match fixingZ przytoczonego raportu Interpolu wynika, że sportowcy, trenerzy, sędziowie najróżniejszych dyscyplin są przekupywani, ale najczęściej zastraszani i szantażowani, by wpływali na wynik lub przebieg meczu, grali poniżej swego poziomu, wycofywali z rozgrywek, bądź tylko udzielając zastrzeżonych informacji.

Dzieje się tak co prawda od wyścigów rydwanów w starożytnym Rzymie, ale globalizacja, rozwój technologii, ilość rozgrywek i wysyp firm bukmacherskich sprawiły, że można dziś obstawiać wyniki praktycznie przez 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Wg Interpolu roczne obroty zakładów bukmacherskich na całym świecie wynosi bilion dolarów.

Co ciekawe Interpol od 2011 współpracował w walce z ustawianiem meczów z FIFA, która obiecała przelać na to 20 mln euro. Wyszkolono za to 2,2 tys. specjalistów w 196 krajach. Niestety współpraca została zamrożona z powodu konfliktu interesów, gdy Interpol zaczął prowadzić śledztwo ws korupcji w FIFA. 2,9 mln euro zostało zwrócono światowej federacji.

Druga konkluzja: łatwiej manipulacjom zapobiegać niż za nie później karać. Łatwiej wyłapywać je i przeciwdziałać im w czasie rzeczywistym, ściganie winnych, udowadnianie im winy i karanie jest niezwykle skomplikowane i czasochłonne.

Khalid Ali, sekretarz generalny European Sports Security Association (ESSA) zrzeszającej największe firmy bukmacherskie jak Ladbrokes, William Hill, Unibet czy Expect opowiadał o coraz bardziej skutecznym systemie monitorowania zakładów, pozwalającym wychwycić i zablokować te podejrzane. W drugiej połowie 2015 roku pozwolił on m.in. wykryć aż 40 ustawionych meczów tenisowych na turniejach w Kolumbii, Rosji, Niemczech i Maroku (a także osiem meczów piłki nożnej i po jednym wyścigów hartów, snookera i hokeja na lodzie). Niestety nie ma ciągu dalszego. Nikt nie próbował wytropić i ukarać oszustów. Międzynarodowa Federacja Tenisowa otrzymała dane, ale nic z nimi nie zrobiła, bo „nie ma organów ścigania”.

- Przyszłością walki z ustawianiem meczów jest być może stworzenie niezależnej Anti Match-Fixing Agency, na wzór Światowej Agencji Antydopingowej WADA, która działałaby na skalę globalną. Dziś w każdym kraju Unii jest inna definicja ustawiania meczów i inne paragrafy. W jednych to kwestia prawa karnego, w innych – sportowego – mówi Wenta. – Stąd dążenie Parlamentu Europejskiego do stworzenia międzynarodowej koalicji, angażującej polityków wszystkich opcji. Potrzebny jest jeden wspólny mechanizm do szybkiej identyfikacji przestępstwa i natychmiastowego przeciwdziałania.

Match fixing

Ratunek dla klubów czy współczesne niewolnictwo?

TPOJeśli FIFA utrzyma zakaz TPO wkrótce wszystkie gwiazdy ligi hiszpańskiej będą grały w Premier League, a ta stanie się jak NBA – grzmiał szef La Liga, Javier Tebas. – TPO to współczesne niewolnictwo, w jego efekcie z futbolu wyprowadzane są ogromne pieniądze – odpowiadali przedstawiciele FIFA, UEFA i FIFPro

Miałem przyjemność poprowadzić burzliwą debatę w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Brukseli, zainicjowana m.in. przez polskiego europarlamentarzystę, Bogdana Wentę na temat TPO (third-party ownership, czyli sytuacji finansowania transferów piłkarzy i przejmowania części praw do nich przez fundusze inwestycyjne, agencje menadżerskie lub agentów piłkarskich – dzięki temu mniejsze kluby stać na kupowanie zawodników, ponoszą też mniejsze ryzyko, że kupiony piłkarz okaże się niewypałem. Działa to tak: w 2011 Radamel Falcao przeszedł z FC Porto do Atletico Madryt za 40 mln euro, stając się nadroższym piłkarzem w historii klubu, tyle że Atletico zapłaciło tylko 50% sumy, drugie dołożyła firma skupiająca inwestorów, Doyen Sports. Okazał się znakomitym nabytkiem i po dwóch latach odszedł do AS Monaco za 60 mln euro, klub i TPO odzyskali zainwestowane pieniądze i podzielili po równo zyskiem).

Jednak w maju ubiegłego roku FIFA nałożyła absolutny zakaz takich praktyk, dając klubom trzy lata na dostosowanie do nowych przepisów. Niezależnie zakaz TPO wprowadziły Anglia, Francja i Polska. Protestują przeciwko temu władze ligi hiszpańskiej, portugalskiej oraz krajów Ameryki Południowej, gdzie aż 80 procent piłkarzy zmienia na tej zasadzie kluby, których inaczej nie byłoby na nich stać. Argumentują, że TPO to jedno z narzędzi finansowania i kluby powinny mieć wolne prawo by je stosować jeśli zechcą. A chcą zwłaszcza te, dla których głównym źródłem przychodów nie są prawa telewizyjne i marketingowe, jak dla klubów Premier League, ale transfery zawodników sprowadzonych z Brazylii czy Argentyny do silnych klubów. Jak w przypadku FC Porto, które w ostatnich 10 latach zarobiło na transferach ponad pół miliarda euro.

- Nie czuje się kapitanem statku niewolniczego z XVII wieku. Uważam, że wypracowaliśmy model TPO z ludzką twarzą. Nigdy nie doszło u nas do takich wypaczeń jak w przypadku Carlosa Teveza czy Javiera Mascherano na Wyspach. Żadnego piłkarza nigdy do niczego nie przymusiliśmy. Zawsze ostateczna decyzja o zmianie klubu należała do nich. Dzięki temu pomogliśmy im fantastycznie rozwinąć kariery w Europie – argumentował przedstawiciel Porto, Daniel Lorenz.

TPO bronił też prezes Doyen, Nelio Lucas argumentując, że żaden zawodnik nigdy nie skarżył się na działalność firmy, nigdy nie miała ona ani jednego procesu. – Kluby potrzebują alternatywnych źródeł finansowania. To co robimy nie jest niezgodne z prawem. Nigdy nie miałem żadnego procesu. Co jest złego w tym, że np. kupiłem dla FC Sevilli Geoffrey’a Kondogbię za 3 mln euro, a gdy po dwóch latach przeszedł do Monaco zarobiłem na tym 11 mln? Zadowolone były oba kluby, zwłaszcza Sevilla, która dostała świetnego piłkarza i jeszcze na nim zarobiła i oczywiście sam zawodnik. Co tydzień otrzymuję ofertę kupna klubu, żeby pod jego egidą prowadzić dokładnie tę działalność, bo wówczas nie przeszkadzałaby UEFA i FIFA. To hipokryzja.

TPORegulację TPO zamiast totalnego zakazu zaproponował Georg Prangl, sekretarz generalny EPFL (stowarzyszenia 32 lig piłkarskich w Europie), m.in. transparentności inwestorów, zakazu udziału w TPO dla firm z rajów podatkowych, wyeliminowanie konfliktu interesów, gdy inwestor ma udziały w większej licznie piłkarzy w lidze, co może godzić w integralność futbolu.

Ale przedstawiciele FIFA i UEFA oraz FIFPro – organizacji stowarzyszającej ponad 60 tys. piłkarzy nie chcieli słyszeć o regulacjach. Ich zdaniem TPO pozwala tajemniczym inwestorom np. z Malty przejąć kontrolę nad klubami i piłkarzami, z tych ostatnich zmieniając z ludzi w aktywa. – Nie możemy na to pozwolić, to nie etyczne i niehumanitarne. Działanie inwestorów staje się handlem żywym towarem. Piłkarze nie maja głosu przy podejmowaniu decyzji co do swej przyszłości. A dla klubów TPO kończy się wpadnięciem w spiralę zadłużenia – mówił radca prawny UEFA, Julien Zylberstein.

Ostry atak na UEFA i FIFA przypuścił szef La Liga, Javier Tebas, którego zdaniem zakaz TPO doprowadzi do przepaści między ligami i klubami. Właśnie ogłoszono, że w ostatnich 5 latach wartość 20 najbogatszych klubów świata wzrosła w sumie o 1,5 miliarda euro, podczas gdy wszystkich pozostałych zaledwie o 300 mln.

- Za dwa, trzy lata wszystkie gwiazdy ligi hiszpańskiej będą grały w Premier League, którą podobnie jak NBA będzie stać na każdego zawodnika świata. To już się dzieje. Dwa dni temu Watford kupiło z Malagi Nordina Amrabata. Gdyby Malaga mogła korzystać z funduszy, byłaby w stanie zatrzymać piłkarza. Dlaczego FIFA zakazuje TPO, a nie przeszkadzają jej firmy sponsorujące kilka klubów w Europie. Konflikty interesów? To UEFA zmusiła Thibaut Courtois, piłkarza Chelsea wypożyczonego do Atletico Madryt do występu przeciwko swej drużynie w półfinale Ligi Mistrzów.

– Jak o etyce i prawach człowieka może mówić FIFA, skoro z 22 członków komitetu wykonawczego, który wprowadził zakaz TPO aż połowa siedzi w więzieniu, a tylko wobec dwóch nie są prowadzone śledztwa? – pytał. – Zakaz TPO narusza zasady wolnej przedsiębiorczości. FIFA nie może ingerować w sprawy gospodarcze – stwierdził.

Ale przedstawiciele FIFA i UEFA oraz FIFPro zaapelowali do parlamentarzystów o uznanie legalność zakazu TPO. – Jesteśmy bliscy ogłoszenia takiej deklaracji. Wyrosłem ze sportu, więc dobro zawodnika zawsze jest u mnie na pierwszym miejscu, ale tu chodzi po prostu o prawa człowieka, a one muszą być najwyższą wartością. Piłkarze muszą mieć prawo sami stanowić o sobie. Może za jakiś czas wrócimy do rozmów o regulacji TPO. Na razie brak transparentności potęguje ryzyko manipulacji, handlu żywym towarem, prania brudnych pieniędzy czy innej podejrzanej działalności – komentował Wenta.

Wideo: Emocjonalny atak prezesa La Liga na FIFA

 

 

Niedopuszczalne fałszowanie Neymara czyli FIFA w oparach poprawności

Opaska Neymara ocenzurowanaPowiedzieć, że FIFA nie ma ostatnio najlepszego PR’u, to nie powiedzieć nic. O tytuł organizacji sportowej z najbardziej zszarganym wizerunkiem w 2015 roku może rywalizować chyba tylko z władzami światowej lekkoatletyki, kryjącymi dopingowiczów za łapówki. Wydawało się, że do wyborów nowego szefa FIFA pod koniec lutego nie wstrząsną już nami żadne skandale, oprócz rutynowych aresztowań kolejnych działaczy i ich ekstradycji do USA czy spektakularnych rozstań z firmą (po Seppie Blaterze i Michelu Platinim zawieszonymi na osiem lat w środę posadę stracił – i to dożywotnio – sekretarz generalny FIFA, Jerome Valcke, tak błyskawicznie, że nawet nie zdążył posprzątać biurka).

Cenzurując opaskę na głowie Neymara podczas gali wręczenia Złotej Piłki i wymazując z niej komputerowo napis „100% Jesus” FIFA po raz kolejny strzeliła sobie wizerunkowo w stopę, narażając i na słuszną krytykę i na śmiech oraz opinie organizacji „zakłamanej”, „bezdusznej” i ulegającej absurdalnej poprawności politycznej.

Wiadomo, że FIFA zakazuje prezentowania na boiskach symboli i gestów religijnych od mundialu w RPA w 2010 roku, a konkretnie od momentu gdy pod wygraniu Pucharu Konfederacji rok wcześniej cała reprezentacja Brazylii żarliwie modliła się na murawie stadionu Ellis Park w Johannebsurgu. Koszulki z deklaracjami religijnymi są tak samo zakazane jak z hasłami politycznymi.

Do prezentacji sylwetki Neymara – jednego z trójki kandydatów do Złotej Piłki – użyto fragmentów wideo nie z meczu (choć można było wybrać jeden z 48 goli w walce o pięć trofeów jakie zdobył w 2015), ale z wręczenia Pucharu Europy po zwycięskim dla Barcelony finale Ligi Mistrzów z Juventusem Turyn. W tym radosnym dla siebie momencie Neymar, jak wielu rodaków przed nim postanowił zamanifestować wiarę i wdzięczność Jezusowi.

Chwilę po pokazaniu jego ocenzurowanej opaski, główną nagrodę wręczył Leo Messiemu inny Brazylijczyk, Kaka – w 2007 roku ostatni laureat tej nagrody przed duopolem jaki stworzyli Messi z Cristiano Ronaldo. Zdjęcie klęczącego i zatopionego w dziękczynnej modlitwie Kaki, w koszulce z napisem „I belong to Jesus” po zwycięskim finale Ligi Mistrzów z Liverpoolem w 2007 roku to jedna z największych ikon sportu. Świat zapamiętał też wznoszącego w górę ręce po zwycięskiej serii rzutów karnych z Bayernem Monachium w finale Ligi Mistrzów w 2012 roku ówczesnego obrońcę Chelsea i rodaka Kaki, Davida Luiza, który poszedł odbierać Puchar Europy w koszulce z napisem „I belong to God” (należę do Boga).

Kogo dziwi i komu przeszkadza, że brazylijscy piłkarze, nad których najpiękniejszym miastem góruje Chrystus Odkupiciel, dedykują mu największe osiągnięcia? Skąd cenzura FIFA? Gdyby za sterami organizacji nadal siedział Sepp Blatter, mógłbym zażartować, że z niechęci do reklamowania konkurencji. Wszak to szef FIFA żartował po audiencji u Papieża Franciszka w Watykanie, że „jego organizacja liczy więcej członków niż kościół Katolicki”. Deklarował również, że futbol dzięki swym pozytywnym emocjom, ma większy wpływ na ludzi niż którykolwiek religia świata”.

Ale Blattera w siedzibie FIFA już nie ma, federacja zaś pogrążyła się w absurd poprawności politycznej, nakazującej dmuchać na zimne, byle tylko nikogo nie urazić. Tej samej, która zamiast „Merry Chrismtas” czyli „Wesołych Świąt”, każe składać sobie życzenia „Season Greetings” (zimowe serdeczności?). A raczej ta sama poprawność, która boi się urazić czymkolwiek świat arabski, tak bardzo inwestujący i angażujący się w futbol. Która kazała władzom Realu Madryt w imię strategicznej współpracy usunąć krzyż ze swojego logo na kartach kredytowych wydawanych wspólnie z bankiem z Abu Dhabi. Czy która kazała Barcelonie usunąć krzyż św. Jerzego ze swoich koszulek, sprzedawanych na Bliskim Wschodzie, bo kibicom mógłby się skojarzyć z krucjatami. A Schalke Gelsenkirchen o mało co nie zmienić historycznego hymnu, śpiewanego od 1959 roku, w których znajduje się zwrotka mogąca obrazić muzułmanów: „Mahomet był prorokiem, który nie znał się na graniu w piłkę, ale z wszystkich pięknych kolorów upodobał sobie niebieski i biały”.

Czy w FIFA obawiali się, że opaska Neymara urazi arabskich kandydatów na szefa federacji z Jordanii i Bahrajnu? Założę się, że znając religijność Brazylijczyków, byłaby dla nich zupełnie oczywistym gestem.

Zgadzam się ze słowami księdza Artura Stopki, który komentując sprawę Neymara w portalu deon.pl przypomina za niemieckim filozofem i kulturoznawcą Peterem Sloterdijkiem, że współczesny sport został skonstruowany na wzór religii i już w starożytności między sportem a religią nie było antagonizmu, ani tak samo później w okresie chrześcijaństwa.

Wiara w futbolowej karierze Neymara – członka zielonoświątkowego kościoła Igreja Batista Peniel – odgrywała zawsze olbrzymią rolę, ukrywanie więc tego, a tym bardziej cenzurowanie jej wyrazów, to niedopuszczalne fałszowanie jego postaci. Którą przecież FIFA zamierzała wyróżnić.

Kaka: I belong to Jesus

Puszka Pandory otwarta na 18 sekund

Marija KurtesSobota, Seaview Stadium w Belfaście. Doliczony czas gry grupowego meczu Norwegia – Anglia w mistrzostwach Europy kobiet do 19 lat. Norweżki prowadzą 2:1, ale niemiecka sędzia Marija Kurtes dyktuje dla Angielek rzut karny. Piłkę ustawia Leah Williamson i… trafia do siatki. Angielki cieszą się z wyrównania w końcówce, ale sędzia nie uznaje gola. Zanim Williamson, gwiazda Arsenal Ladies kopnęła piłkę, w pole karne wbiegła jej koleżanka z drużyny, Rosella Ayane. Zdobywczyni gola znów ustawiła piłkę na jedenastym metrze, Norweżki wycofują się karnie za pole karne, tymczasem sędzia nakazuje im… wykonać rzut wolny. Konsternacja. Jedne i drugie dziewczyny długo nie mogą zrozumieć, o co chodzi. Rzut wolny wykonany, ostatni gwizdek i koniec. Anglia przegrywa mecz.

Przedstawiciele Angielskiej Federacji Piłkarskiej natychmiast składają protest do UEFA. Artykuł 14. przepisów gry w piłkę nożną mówi przecież wyraźnie: Jeżeli podczas wykonywania karnego współpartner wykonawcy rzutu wchodzi w pole karne, to jeżeli piłka wpada do bramki, rzut powtarza się. Gdyby nie wpadła, powtórka by się nie należała. Ale rzut wolny drużynie przeciwnej przysługuje tylko wówczas, gdy piłka dotknie zawodnika, który wbiegł za wcześnie, np. po odbiciu od słupka, poprzeczki lub przez bramkarza.

I Komisja Dyscyplinarna UEFA przyznaje Anglikom rację. Rzeczywiście, miał miejsce rażący błąd sędziego, który miał bezpośredni wpływ na wynik meczu. Odsyła panią Kurtes z turnieju do domu i… po raz pierwszy w historii futbolu nakazuje powtórzenie spotkania od momentu źle zinterpretowanej przez arbitra sytuacji.

W czwartek obie drużyny znów stanęły przeciwko sobie w tych samych składach, a raczej na wprost norweskiej bramki, patrząc jak Williamson znów ustawia piłkę na jedenastym metrze (przyznała, że po decyzji UEFA nie spała z emocji przez 24 godziny). Po wykonaniu karnego dziewczyny spędziły na boisku jeszcze 65 sekund. Te minutę obejrzeli oprócz oficjeli obejrzeli tylko stadionowi stewardzi oraz przedstawiciele służb medycznych, którzy musieli się stawić w komplecie. Kibiców nie skusił nawet wstęp wolny.

Dzięki powtórce karnego reprezentacja Anglii pojedzie na finałowy turniej do Izraela, nie ostateczny wynik spotkania jest tu jednak istotny, ale groźny precedens, jaki właśnie stworzyła UEFA. Rażące błędy sędziego, mające bezpośredni wpływ na wynik meczu zdarzają się przecież co chwila. W meczach o stawkę wielką i całkiem małą, w futbolu klubowym i reprezentacyjnym. UEFA, zgadzając się na powtórzenie karnego i feralnych 18 sekund, otwiera Puszkę Pandory, mogącą wprowadzić do futbolu gigantyczny chaos.

Jeśli powtarzać mecz ME kobiet do 19 lat, to dlaczego nie powtórzyć najbliższego spotkania Ligi Mistrzów między PSG a Barceloną, o ile sędzia skrzywdzi którąś z drużyn? Albo każdy kolejny mecz przegrany przez drużynę Jose Mourinho, obecną i przyszłe, bo nikt lepiej od Portugalczyka nie potrafi wypunktować błędów arbitra, o czym najboleśniej przekonał się Szwed Anders Frisk.

Od której minuty powtarzać takie mecze jak Austria – Polska z grupowej fazy Euro 2008, po którym premier Donaldem Tuskiem chciał dusić Howarda Webba? Od 30. w której Roger Guerreiro zdobył dla nas gola ze spalonego, czy 93. gdy Anglik niesłusznie dopatrzył się faulu Mariusza Lewandowskiego na Sebastianie Prödlu? Czy takie dylematy narzuci sobie teraz UEFA?

Kobiece drużyny Anglii i Norwegii szczęśliwie stacjonowały w Belfaście, po absurdalnej decyzji UEFA wystarczyło więc tylko wsiąść do autokaru i ruszyć na stadion. Co jednak, kiedy ewentualne pozytywne apelacje skrzywdzonych zastaną obie drużyny czy reprezentacje w swoich miastach i krajach? Czy na 18 sekund przybędą znów do miejsca rażących błędów sędziego?

Oczywiście, każdy z nas na gotową listę meczów, które czysta sprawiedliwość nakazywałaby powtórzyć, choćby dwa mecze Korei Południowej, z Włochami i Hiszpanią, na mundialu w 2002 roku. Jedni do dziś przeklinają Toma Henninga Ovrebo, inni Massimo Busaccę, jeszcze inni Marcusa Mercka. Nie popadajmy w paranoję. Lepiej zostać przy tym, że piłka nożna to gra błędów, także tych sędziowskich. Nie psujmy futbolu. On jest rzeczywiście okrutny, ale wolę liczyć, że skoro dziś dla nas, to pewnie jutro dla naszych rywali…

Feralny karny 18 sekund przed końcem meczu Norwegia - Anglia

 

Suarez wariat, Urugwaj zakłamany, FIFA za surowa

Luis Suarez vs Giorgio ChielliniSprawa kolejnego szaleństwa Luisa Suareza wzbudza jeden wielki niesmak. Od czyny samego piłkarza, który trzeci raz w karierze wżarł się w ramię rywala, przez obronę go przez Urugwajską Federację Piłkarską, która rżnęła głupa, szła w zaparte, broniła kanibala jak niepodległości ojczyzny, sekowała dziennikarzy, którzy próbowali odpytać na konto zdarzenia trenera Oscara Tabareza i jego piłkarzy. Wietrzyła ogólnoświatowy spisek i szantażowała, że w razie zawieszenia „niewinnego piłkarza” gotowa zbojkotować sobotni mecz 1/8 finału z Kolumbią. Swoim zachowaniem z pewnością Suarezowi nie pomogła w zdobyciu światowej sympatii. Swoje zrobili też nakręcający histerię komentatorzy, zwłaszcza ci z Anglii, którzy chcieliby Suareza wyrzucić z futbolu na zawsze, no ewentualnie na dwa lata, czyli najwięcej na ile pozwala FIFA.

Niesmak pozostawia i werdykt komitetu dyscyplinarnego FIFA, zawieszający Suareza na dziewięć spotkań reprezentacji Urugwaju, oraz czyniący go na cztery miesiące persona non grata w futbolu, także klubowym. Najwcześniej w Premier League (czy La Liga o ile tam przejdzie) będzie mógł zagrać w listopadzie. Dodatkowo musi zapłacić 100 tysięcy franków szwajcarskich grzywny. Nie może także w trakcie kary oglądać reprezentacji Urugwaju z trybun.

Czy jest zbyt surowa? Okej, chodzi o recydywistę. I to podwójnego. To trzecia kara, Suarez był zawieszony za gryzienie w sumie na 17 spotkań to ile wlepić mu teraz? Tyle, że cóż to takiego ugryzienie? Wiem, nic przyjemnego, nie chciałbym, żeby to mnie ugryzł, współczuję Chielliniemu i Ivanovicowi traumy jaką przeżyli. Ale na ich miejscu i swoim wolałbym zostać ukąszony niż oberwać łokciem w nos albo żeby ktoś wjechał w moje kolano wyprostowaną nogą. Ugryzienie wywołało powszechny bulwers, ponieważ jest aspołeczne, nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni, łamie jakieś tabu, szokuje. Ale czy rzeczywiście jest czymś więcej niż boiskowym incydentem, włożeniem palca w oko, złapaniem rywala w przepychance w polu karnym przed rożnym poniżej pasa? Czy Chiellini i Ivanović musieli zejść z boiska, nie dokończyli meczu? Czy musieli pauzować parę tygodni, ich dalsza kariera stanęła pod znakiem zapytania? Jak w przypadku Marcina Wasilewskiego, ofiary perfidnego ataku?

Dlaczego czteromiesięcznym zawieszeniem nie każe się piłkarza, który trzeci raz w karierze zagra bardzo brutalnie. Wyłączy kogoś na parę, paręnaście dni czy dłużej? Nie traktuje się go jak recydywisty, daje karę za to ostatnie przewinienie. W pierwszym meczu na mundialu czerwoną kartkę dostał Pepe za uderzenie głową Thomasa Muellera. Czy chcielibyśmy, żeby komitet dyscyplinarny FIFA przed ukaraniem go przejrzał jego historię i na tej podstawie wydał werdykt? Ja bym nie chciał, nie byłoby to uczciwe wobec zawodnika. Dlaczego taką miarę przykłada się więc do Suareza? Może gdyby gryzienie było częstsze i nie tak szokujące, w rozdzielniku znalazła by się na nie jakaś sensowna kara – czerwona kartka i trzy mecze zawieszenia jak za brutalny atak na nogi od tyłu?

Dodatkowo upokarzający wydaje mi się ten zakaz oglądania reprezentacji Urugwaju z trybun. Czy Suarezowi udowodniono ustawienie meczu, że tak go traktuje jak najgorszego zbrodniarza wobec futbolu? Obstawiał coś u buka? Uderzył głową arbitra, ściął kibica ciosem kung fu, przyznał w autobiografii, że złośliwie złamał rywalowi nogę? Naprawdę zasłużył, żeby potraktować go jak kompletnego pariasa? Wyjątkowo nieprzyjemna szykana ze strony FIFA.

Zabrakło mi też skazania go na jakieś prace społeczne i/lub obowiązkową terapię. Ktoś powie, że to nie leży w gestii FIFA. Jest wina, komitet dyscyplinarny wyznacza karę z arsenału jaki ma. Obowiązkowe leczenie się w nim nie znajduje. Ale taka kara absolutnie niczego nie zmieni, w piłkarzu nie naprawi. Brakuje mi jednak pochylenia się nad wielkim piłkarzem z problemami, jakaś próba przy okazji kary pomocy mu, której ewidentnie potrzebuje. FIFA może wszystko, gdyby tylko zechciała. Pamiętam, że w swoim czasie FIA skazała Michaela Schumachera za niebezpieczne zachowanie na torze na objechanie pół świata, by szkolił ludzi z bezpiecznej jazdy samochodem. Na konferencji w Warszawie pokazywał, że torby i walizki lepiej przenieść z wnętrza auta do bagażnika, no i koniecznie trzeba zapinać pasy. Wsiadł do mercedesa i… pokazał nam jak się to robi. Mogła i FIFA wymyślić jakąś specjalną akcję, w fawelach, slumsach, na „Orlikach”, wszędzie tam gdzie Suarez jest idolem. Straciła dobrą okazję, żeby pomóc i wielkiemu piłkarzowi i sobie.

Luis Suarez lubi dzieciLuis Suarez lubi dzieci. Może tak kilkanaście godzin tygodniowo prac społecznych z dzieciakami w trakcie czteromiesięcznej przerwy od futbolu byłoby dobrą terapią i sprawiłoby, że kanibal by złagodniał…

Mundial w Katarze? Ani zimą, ani latem!

FIFA podjęła decyzję, że mundial w 2022 w Katarze nie odbędzie się latem. I jest to słuszna decyzja. A właściwie pół decyzji. Skoro FIFA potrafiła przyznać się do błędu i powiedzieć „A”, warto pójść tą drogą do końca i powiedzieć „B”, czyli przenieść lokalizację z Kataru gdzieś indziej. Chętni z radością ustawią się w kolejce. Mundial nie mógł odbyć się w Katarze latem i było to wiadomo od początku. W futbol nie da się grać w 50 stopniowym piekle i osiem klimatyzowanych stadionów – choć brzmi imponująco – nie załatwia sprawy, bo drużyny muszą gdzieś mieszkać, piłkarze gdzieś trenować, a kibice coś robić w czasie wolnym między meczami, a nie spalać się na skwarek. Letni mundial w Katarze byłby dla wszystkim równie zabójczy jak budowa mundialowych obiektów dla emigrantów z Azji i Afryki. Dobrze, że wizję tego koszmaru mamy już za sobą.

Mundial w Katarze nie może się odbyć również na przełomie listopada i grudnia lub grudnia i stycznia, jak to chwilowo założyła FIFA. Ten termin kompletnie wykoleiłby sprawdzony od lat system rozgrywek ligowych w Europie, i tych krajowych i pucharowych (Liga Mistrzów i Liga Europy), które dla klubów są maszynkami do zarabiania pieniędzy. Kluby muszą zrobić wszystko, żeby zablokować ten zabójczy dla nich i ich gwiazd pomysł. Nie może być tak, że skoro pochopnie, bezmyślnie – choć zapewne nie bezinteresownie – przyznano mistrzostwa świata petroszejkom – to teraz upchnie się turniej w dogodny dla nich termin bez oglądania się na resztę świata. Mundial tradycyjnie rozgrywa się między czerwcem a sierpniem. Nie da się go rozegrać w tym czasie w Katarze? Trzeba wybrać innego gospodarza.

Mundial w Katarze rozegrany tuż przed lub tuż Bożym Narodzeniu spowoduje chaos w europejskim futbolu na długie lata. Zachwieje nie tylko sezonem 2022-23 (chyba, żeby turniej odbył się w styczniu 2023 roku, co nie jest wykluczone, jako że w 2022 roku odbędą się Zimowe Igrzyska Olimpijskie), ale też sezonem wcześniej, o tych późniejszych nie wspominając. Wyobraźmy to sobie sobie: sezon poprzedzający MŚ piłkarze muszą skończyć wcześniej, najpóźniej w kwietniu, po to, żeby chwilkę odsapnąć i jeszcze przed przerwą mundialową rozegrać fazę grupową Ligi Mistrzów. Eliminacje do niej musiałby się pewnie odbyć na przełomie maja i czerwca, a sama faza grupowa w wakacje czyli lipcu i sierpniu. Ponieważ jak przed każdym mundialem, tak i przed tym musiałby się odbyć zgrupowania kadry, czołowe ligi Europy musiałby przerwać rozgrywki zapewne na minimum dwa miesiące. Pytanie co przez całą jesień robiliby zawodnicy nie łapiący się na mundial (czyli np. cała nasza Ekstraklasa z przyległościami)? Trudno sobie wyobrazić, żeby jakiekolwiek rozgrywki, nawet w niższych ligach toczyły się w trakcie mistrzostw świata przed turniejem muszą się jeszcze odbyć zgrupowania). Przy okazji sens straciłyby styczniowe i lipcowo-sierpniowe okna transferowe, ale to akurat decyzja administracyjna.

Nie wierzę, żeby obecna ekipa FIFA była w stanie podjąć decyzję o odebraniu Katarowi mundialu. Może kolejna? Siła perswazji Katarczyków na pewno byłaby spora, zważywszy na ilość milionów już wpompowanych w europejski futbol – projekt Paris Saint Germain, wspólne interesy z Barceloną, reprezentacją Belgii, Michelem Platini i Nicolasem Sarcozy, co ujawnił tygodnik „France Football”, za którymi stoją tak potężni lobbiści jak Zinedine Zidane, Pep Guardiola czy Franz Beckenbauer, sowicie i legalnie opłacani przez szejków z Kataru. Odebranie mundialu Katarowi wiązałoby się zapewne z wypłaceniem im gigantycznego odszkodowania. Ale być może uratowanie perfekcyjnie funkcjonującego mechanizmu jest tego warte.