Ratujmy Euro!

Euro 2016O ile patrząc z perspektywy Polski Euro 2016 będziemy wspominać bardzo pozytywnie – chłopaki Nawałki zaszli aż do ćwierćfinału, przekreślając feralną passę meczów na wielkich turniejach „o zwycięstwo, o wszystko, o honor”, stracili we Francji tylko dwa gole, ani przez minutę nie przegrywali i odpadli dopiero z przyszłym mistrzem Europy – o tyle z perspektywy fana wielkiego futbolu ciężko o pozytywne wspomnienia.

Rozdęty do 24 drużyn turniej okazał się niestety nudny. Poziom spotkań w porównaniu do minionych mistrzostw Europy wyraźnie opadł. Szczególnie boleśnie w porównaniu z ostatnim mundialem w Brazylii, który tak zachwycił nas jakością rywalizacji już na etapie rundy grupowej. A przecież Euro zawsze górowało poziomem na mistrzostwami świata. Gdybym miał przywołać z pamięci najlepsze mecze jakie widziałem na wielkich turniejach, pewnie większość z nich pochodziłaby z mistrzostw Europy: mój nr 1 to Holandia – Czechy (2:3) na Euro 2004, ale i Portugalia – Anglia (2:2) na tym samym turnieju, Hiszpania – Jugosławia (4:3), Portugalia – Anglia (3:2) i Francja – Portugalia (2:1) na Euro 2000, Czechy – Włochy (2:1) na Euro ’96, Holandia – Rosja (1:3) na Euro 2008 czy wreszcie Dania – Holandia (2:2) na Euro ’92 czy finał Dania – Niemcy (2:0).

Z Euro 2016 oprócz emocjonalnych dla nas meczów Polaków zapamiętamy pewnie dramatyczny finał z kontuzją Cristiano Ronaldo, dramatyczną serię karnych po półfinale Niemcy – Włochy oraz porażkę Anglików z dzielnymi Islandczykami ale wszystkie akurat nie za wybitny poziom futbolu. Tak naprawdę jedynym porywającym meczem był ćwierćfinał Hiszpania – Włochy, w którym ci ostatni wyeliminowali z turnieju dwukrotnych mistrzów Europy. Wygrali 2:0, ale gdyby nie bramkarze mecz mógłby skończyć się wynikiem 5:4.

Jednym ze skutków spadku poziomu turnieju jest niemożność wyboru Najlepszego Zawodnika Euro 2016. Ja przynajmniej nie jestem w stanie go wskazać. Co innego z „jedenastką turnieju”. Tę łatwo wybrać i kierując się różnymi statystykami oraz odczuciami umieszczam w niej Kamila Glika, Michała Pazdana i Łukasza Fabiańskiego. Od pasa w górę jest już jednak problem. Pewnie powinni się w niej znaleźć Gareth Bale i Aaron Ramsay za półfinał Walii, Cristiano Ronaldo, ale głównie za to, że okazał się prawdziwym liderem, pod względem piłkarskim nie błyszczał oraz Dimitri Payet i Antoine Griezmann. Żaden z nich nie pasuje mi jednak na Zawodnika Turnieju. Został nim Griezmann, który wszak zawiódł w dwóch najważniejszych dla swej drużyny meczach: otwarcia z Rumunią oraz w finale. Tytuł przyznano mu chyba tylko z półfinał z Niemcami.

Euro 2016. PepeParadoksalnie Najlepszym Zawodnikiem Euro 2016 powinien zostać Pepe, który raz, że grał świetnie, czysto i doskonale dyrygował defensywą Portugalii. A po drugie byłoby to symboliczne ukoronowanie defensywnego turnieju, którego naczelną zasadą w większości spotkań było: „po pierwsze nie przegrać, po pierwsze na zero z tyłu!”

Właśnie takie podejście wymusiła zmiana przez UEFA formatu turnieju. Rozszerzenie grona uczestników do 24 sprawiło, że przyjechało wiele ekip z niewielkimi atutami w ofensywie, skoncentrowały się więc na defensywie i destrukcji. Tę defensywną determinację trenerów podsyciła dodatkowo zasada, że awans może wywalczyć nawet trzecia drużyna w tabeli, co stało się m.in. udziałem Portugalii. Starali się więc przede wszystkim zminimalizować ryzyko porażki.

Na poprzednich turniejach z meczami w grupie bywało różnie, ale w następujących po mnich ćwierćfinałach mieliśmy już hity na wysokim poziomie. Tu i tak zmęczeni sezonem piłkarze musieli jeszcze przebrnąć przez 1/8 finału. Stąd tak wiele kiepskich, nudnych spotkań i tak mało goli.

Zgadzam się więc w pełni z Tomaszem Frankowskim, który na lamach „Przeglądu” zaapelował o powrót do turnieju z 16 drużynami. W podobnym tonie wypowiedzieli się m.in. trener Niemców Joachim Loew i obrońca mistrzów świata, Mats Hummels, którzy narzekali że „bardzo dużo zespołów nie chciało atakować i skupiało się wyłącznie na grze w defensywie oraz ustawieniu drużyny za linią piłki”.

Były mistrz świata i Europy, Paul Breitner obwinił o wszystko pazerność UEFA, która „podąża śladem FIFA i patrzy przede wszystkim na pieniądze. 24 drużyny to najgorszy format mistrzostw”. O powrót do „szesnastki” zaapelował też były piłkarz i trener reprezentacji Austrii, Josef Hickersberger narzekając na zbyt wiele meczów jest za dużo i za długi o tydzień turniej. „Fakt, że Portugalia zaszła aż do półfinału bez zwycięstwa w 90 minutach najlepiej świadczy o poziomie Euro. Musi zostać przywrócony dawny format”.

Przyłączam się do tych apeli, choć wiem, że są skazane na porażkę. UEFA jest nowym formatem zachwycona. Sprawił, że zyski z organizacji turnieju w porównaniu do Euro 2012 wzrosły aż o 34 procent i wyniosły 830 mln. W tej sytuacji nikt nie zrobi kroku wstecz. Ba, sekretarz generalny UEFA, Theodore Theodoridis, który zresztą planuje ubiegać się o posadę prezydenta, zdradził wręcz, że w 2024 roku liczba drużyn może zostać zwiększona do 32.

Czy wówczas do 1/8 finału zostanie dodane jeszcze 1/16, a turniej wydłuży się o kolejny tydzień? To oraz rozproszenie w 2020 roku turnieju po całej Europie, co odbierze mu wyjątkowy, narodowy charakter i koloryt grozi upadkiem prestiżu tych wspaniałych rozgrywek, wymyślonych przez Henriego Delaunaya i jeszcze bardziej obniży jego poziom sportowy. Ktoś powinien zatrzymać to szaleństwo. Niestety patrząc na to, że mundial za chwilę zostanie rozbuchany do 40 drużyn, widać że trend jest zupełnie inny. Portugal

Euro 2016 w memach, tweetach, internetach…

Euro, Euro i po Euro! Niestety, najbliższe dopiero za cztery lata. Teraz czeka nas ostry syndrom odstawienia od meczów, zapowiedzi, newsów kto w składzie, oczekiwania na wieczór, typowania i planów wspólnego oglądania z przyjaciółmi… Na osłodę parę memów, zdjęć tweetów, które nie przeminą wraz z turniejem…

Nawałka

Wilq: Polacy nic się nie stałoGary LIneker o KapustceKapustkaKapustkaKapustka

Will Grigg's on fire heatmap

Loew i RonaldoLoewAndzrej RysujeTT

Milik i Pazdan

Pazdan StoperanPazdan

 

 

 

Huh - kibice islandcy

Anglia na kolanachAndrzej Rysuje Euro 2016Wiersz Mogiela

Pazdan

Lewandowski mem

PeszkoBuffon

Zaza heat map

Zaza

Przegląd Sportowy

Jeszcze o Nawałce: pierwszy który musiał zostać

Adam Nawałka i Zbigniew BoniekBardzo się cieszę, że PZPN tak szybko przedłużył kontrakt z Adamem Nawałką, ucinając wszelkie spekulacje i ewentualne zakusy obcych federacji. I tych, które nie zdążyły jeszcze zrobić remanentu po kiepskim występie na Euro lub katastrofalnych eliminacjach i tych bogatych, zwłaszcza z krajów arabskich, działających pod wpływem chwilowej emocji, za to potrafiących złożyć propozycję nie do odrzucenia. Nawałka jest bodaj pierwszym polskim selekcjonerem w XXI wieku, którego zwolnienia po wielkim turnieju nikt nawet nie zasugerował. Nawet Leo Beenhakker po udanych historycznym awansie do mistrzów Europy, ale kiepskim turnieju miał już sporo przeciwników.

Że Nawałka musi zostać stało się oczywiste po drugim meczu grupowym, którym przerwaliśmy przeklętą passę meczów „o zwycięstwo, o wszystko i o honor”, zapewniając sobie na 99 procent awans do 1/8 finału. Nie tylko z powodu gołego wyniku z Niemcami. Polacy rozegrali z mistrzami świata najlepsze spotkanie z trzech ostatnich konfrontacji. Stało się jasne, że drużyna Nawałki nie tylko nie zatraciła wszystkich cnót z eliminacji, ale zrobiła znaczny postęp. A selekcjoner dowiódł, że jest jeszcze lepszym strategiem niż sądziliśmy. Potwierdziły to kolejne mecze. Znów wszystkie jego wybory personalne okazały się trafione i nie do zakwestionowania na żadnej pozycji. Udało mu się dokonać takich „odkryć” jak Bartosz Kapustka, Michał Pazdan czy Artur Jędrzejczyk. Idealnie wypalił plan na turniej, obejmujący niemal każdą godzinę od zgrupowania w Arłamowie: treningi, regeneracja, odpoczynek psychiczny w tym spotkania piłkarzy z rodzinami, obowiązki medialne itd. Nasi piłkarze wreszcie nie odstawali od rywali fizycznie na wielkim turnieju.

Największym sukcesem Nawałki było moim zdaniem to, co teraz – zresztą bardzo delikatnie – zaczynają mu wypominać niektórzy komentatorzy, a najostrzej chyba stacja ESPN: żelaznej konsekwencji w trzymaniu się strategi. Postawienie na kontrolowanie meczu, obronę całym zespołem, szybkiego przechodzenia do kontrataku, ale i konsekwentnej atakiem pozycyjnym. Zaowocowało to awansem aż do ćwierćfinału, stratą tylko dwóch goli na całym turnieju i faktem, że Polacy na Euro 2016 ani przez chwilę nie przegrywali. Ale też i brakiem „walijskiego szaleństwa” w końcówkach, które skazały nas na serię karnych ze Szwajcarią i Portugalią.

Tę konsekwencję i minimalizację ryzyka ESPN określił pasywnością. „Być może Kuba Błaszczykowski nie zmarnowałby jedenastki, gdyby Nawałka nie był tak pasywny. Trener Polaków nie chciał niczego zmieniać. Pierwszą zmianę ze Szwajcarią zrobił w 101. minucie, z Portugalią w 82. W obydwu spotkaniach zrobił tylko dwie zmiany. Wydawał się czekać na karne. To niebezpieczne. Zadziałało raz, ale dwa razy już nie” – podsumował ESPN, umieszczając naszego selekcjonera w kuriozalnym gronie czterech trenerów, którzy na Euro 2016 popełnili największe błędy: Roy’a Hodgson (Anglicy zarzucili mu największe upokorzenie od 1950 roku), Hiszpana Vicente del Bosque oraz Belga Marka Wilmotsa (czyżby wg ESPN lepi okazali się Rosjanin Leonid Słucki, Turek Fatih Terim czy Rumun Anghel Iordanescu, których drużyny nie wyszły z grupy?)

Pamiętajmy jednak, że „walijskie szaleństwo”, czyli postawienie wszystkiego na jedną kartę mogło się skończyć równie dobrze katastrofą. Poza tym wychodzę z założenia, że Nawałka najlepiej wiedział jakich zmienników ma na ławce i co mogą oni dać drużynie wchodząc w końcówce. A z powodu kontuzji brakowało na niej i Macieja Rybusa i Pawła Wszołka.

Jeszcze bardziej kuriozalne wydają mi się zarzuty do selekcjonera, że Robert Lewandowski nie strzelał goli z taką regularnością jak w eliminacjach czy Bundeslidze. Pewnie, że ucieszyłbym się gdyby Lewy strzelił Ukrainie pięć goli w dziewięć minut jak Wolfsburgowi. Ale wolałem oglądać go jak w każdym meczu haruje dla drużyny, cofa po piłkę, rozgrywa, odbiera i podaje niż gdyby machał z rezygnacją rękami, że nie dostaje piłek w polu karnym i nie może przyłożyć do nich nogi, jak to drzewiej bywało w reprezentacji. Wielkie uznanie dla Nawałki za sprawienie, że Lewandowski w każdym meczu grał jak prawdziwy lider, myślący wyłącznie o drużynie, nie własnych osiągnięciach. Świat to zauważył i docenił.

Identycznie jak w przypadku Arkadiusza Milika, najlepszym strzelecem Ajaksu Amsterdam od czasu Luisa Suareza, który skończył turniej z jednym golem i asystą, ale zachwycał grą defensywną. Nasi kibice zapamiętają z Euro 2016 głównie jego nieskuteczność – acz irytację wyrażali bez hejtu, raczej z sympatią, której efektem były zabawne memy jak ten, w którym skazaniec przed plutonem egzekucyjnym w ostatniej prośbie żąda, żeby strzelał Milik.

To jednak nie przypadek, że dziś starają się wyciągnąć go z Ajaksu czołowe włoskie kluby jak Juventus Turyn (okładka „Corierre dello Sport” że miałby ewentualnie zastąpić Alvaro Moratę), Napoli (szuka następcy dla Gonzalo Higuaina), AS Roma (jeśli odejdzie Edin Dżeko) czy AC Milan (jeśli straci Carlosa Baccę). Włosi docenili to jak łatwo dochodził do sytuacji strzeleckich, jednocześnie harując jak wół w destrukcji w pomocy, jak wtedy kiedy odcinał od piłek Granita Xhakę.

Toteż Euro 2016 jeszcze się nie skończyło, a ja już nie mogę doczekać się sierpniowego zgrupowania przed pierwszym meczem eliminacji MŚ 2018 z Kazachstanem. Nawałka nie czeka. Dzień po przedłużeniu kontraktu zabrał się za szukanie boiska ze sztuczną nawierzchnią, bo na takiej będziemy grali w Astanie…

 

Michał Pazdan

Dlaczego Adam Nawałka to cudotwórca

Adam NawałkaNajpierw przełamał polską niemoc piłkarską, potem zaszachował trenera mistrzów świata, wreszcie doszedł z drużyną do ćwierćfinału Euro 2016. Ze Szwajcarią w loterii rzutów karnych nam się powiodło, z Portugalią już nie. Ale w niczym nie umniejsza to ani sukcesu polskich piłkarzy, ani ani trenera Adama Nawałki. Polska odpadła, ale w całym turnieju nie przegrała żadnego meczu. Nawałka cudotwórca?  

No jak nie cudotwórca, jak czego się nie dotknie, to zmienia w złoto! Nie ma feralnej passy, której nie zdołałby złamać. Reprezentacja Polski nigdy nie wygrała meczu na mistrzostwach Europy! Bach, jest zwycięstwo już w pierwszym spotkaniu z Irlandią Pn, której nota bene Polacy przerwali passę 12 meczów bez porażki! Rywal, który w eliminacjach stracił najmniej goli, został kompletnie zdominowany.

Reprezentacja Polski nigdy wygrała z Niemcami, nawet te słynne Kazimierza Górskiego czy Antoniego Piechniczka? Proszę bardzo jest historyczne zwycięstwo na Stadionie Narodowym w aktualnymi mistrzami świata! W tamtym wygranym spotkaniu Niemcy oddali na Polską bramkę ponad 20 strzałów, uratowała nas heroiczna postawa Wojtka Szczęsnego w bramce. W bezbramkowym remisie na Stade de France na Euro 2016 już tylko dwa, a najlepszym Piłkarzem Meczu został wybrany ich obrońca, Jerome Boateng, co dobitnie świadczy jak wielki postęp zrobiła drużyn Nawałki.

Reprezentacja Polski nigdy nie wyszła na mistrzostwach Europy z grupy? Ciach, awans zapewniliśmy sobie już po drugim meczu, przerywając feralną triadę meczów na wielkich turniejach „o zwycięstwo, o wszystko i już tylko o honor”. „O honor” tym razem zagrali z Polską nasi ostatni grupowi rywale, Ukraińcy. Ci sami, którzy w eliminacjach do mundialu w Brazylii pokonała Polskę na Stadionie Narodowym 3:1, prowadząc dwoma bramkami po siedmiu minutach. Na Stade Velodrome przegrała z Polską, mimo że grała lepiej. Przesądziła świetna organizacja i determinacja w obronie. Polacy w rundzie grupowej nie dali sobie zresztą wbić ani jednego gola. Charakter dobrej drużyny poznaje się po tym, że wygrywa nawet wówczas gdy ma gorszy dzień, jak wówczas w Marsylii.

Synkowie pułku

Cudowny dotyk Nawałki widać było w każdym meczu. Co postawił na jakiegoś piłkarza, choćby i z prowincjonalnej piłkarsko ekstraklasy, ten nie tylko się sprawdzał, grał wręcz mecz życia! My dziennikarze sportowi dawno przestaliśmy się dziwić powołaniom i kwestionować ich racjonalność. Przyzwyczailiśmy się, że „Nawałka wie lepiej”, za każdym razem wychodziło na jego!

Kogo postawić na środku obrony obok jej filaru, Kamila Glika w otwarcia Euro z Irlandią Pn i z faworytami turnieju, Niemcami? Michała Pazdana z Legii? Ależ on skompromitował się z Termaliką Nieciecza, gdzie mistrzowie Polski stracili trzy gole! Nigdy nie grał przeciwko piłkarzom klasy Thomasa Muellera, Mesuta Oezila czy Mario Goetze. Ten ostatni strzelił gola Argentynie w finale mistrzostw świata, przecież Pazdana wkręci w ziemię po trzykroć!

Nawałka wiedział lepiej. Pazdan grał jak profesor, nie przepuścił żadnej piłki, ani żadnego rywala. Niemcy nawet nie próbowali prowadzić akcji jego stroną boiska. Z Ukrainą zablokował kluczowy strzał własnym ciałem. „Chiński Mur”, „Stoperan”, „Minister Obrony Narodowej” – okrzyknęli kibice w memach, a czołowe media świata umieściły w „11” rundy grupowej Euro 2016.

Kim zastąpić Kamila Grosickiego, serce, płuca i duszę reprezentacji, który skręcił kostkę i nie może zagrać z Irlandią Pn? Nawałka wystawia… 19-letniego Bartka Kapustkę, z mizernym doświadczeniem ligowym. To jedyny nastolatek na całym Euro, który zaczął mecz w pierwszym składzie (po raz drugi z Ukrainą). Nastoletnimi objawieniami turnieju mieli być Francuz Antony Martial z Manchesteru United, jego klubowy kolega, Anglik Marcus Rashford, Kingsley Coman z Bayernu Monachium, ale jest Kapustka. Pochwały na jego temat i wróżby świetlanej przyszłości tweetowali wielcy przed laty piłkarze, a dziś telewizyjni eksperci Gary Lineker i Rio Ferdinand.

A przecież takich odkryć Nawałki, „synków” – jak sam siebie nazywa Arkadiusz Milik jest w drużynie więcej, część przewinęło się w eliminacjach. Oprócz wspomnianego napastnika Ajaksu Amsterdam, z którym Nawałka współpracował w Górniku Zabrze, Krzysztof Mączyński, ściągnięty do kadry z ligi chińskiej, dziś kolejny zawodnik ekstraklasy grający na Euro jak rutyniarz. Czy Artur Jędrzejczyk, grający z konieczności na lewej obronie, gdy kontuzji doznał Maciej Rybus, którego Nawałka przesunął tam z pomocy.

Spełniona obietnica

Pamiętam grudniową rozmowę z Nawałką podczas Wigilii PZPN w Hotelu Victoria. Kapituła Plebiscytu „Przeglądu Sportowego” i TVP postanowiła przyznać mu tytuł Trenera Roku 2015, on wzdragał się go przyjąć. Tłumaczył, że za rok to bardzo chętnie, z wielką radością, bo musiałoby to oznaczać dobry występ na Euro 2016. Ale teraz, zaledwie za udane eliminacje nie ma poczucia, że sobie zasłużył. Że to dopiero początek wielkiej przygody, a drużyna jest cały czas w budowie i nie jest skończonym projektem. I niczego jeszcze nie osiągnęła, na razie spełniła obowiązek. Wreszcie, że ma już zaplanowany wyjazd do swych ukochanych Włoch…

Przekonywałem, że to nagroda bynajmniej nie za sam awans, ani nawet za historyczne zwycięstwo z Niemcami, aktualnymi mistrzami świata. To nagroda za to, jak zmienił postrzeganie kadry. Rozniecił wręcz modę na kibicowanie „biało-czerwonym”. Przecież jeszcze niedawno fani wygwizdywali z trybun własny zespół i jej kapitana, Roberta Lewandowskiego. Teraz na punkcie drużyny oszalała nie tylko cała piłkarska Polska, ale także ludzie, którzy na co dzień nie interesują się futbolem.

Za to, że sprawił iż zawodnicy znów chcą „umierać” na boisku za kadrę, nawet w spotkaniach towarzyskich. Że jeden za drugiego wskoczyłby w ogień. Że wreszcie znów zjeżdżają na zgrupowania z radością a nie jak na ścięcie i odcinają się od świata w swoich pokojach. Że zawsze grają do końca i wreszcie to oni strzelają gole w doliczonym czasie, a nie tracą, jak w ostatnich latach.

Że symbolem tej drużyny jest właśnie bramka Lewandowskiego ze Szkocją, która przypieczętowała nasz awans. Wepchnięta do siatki w ostatnich minutach spotkania w Glasgow dzięki heroicznemu wysiłkowi wszystkich zawodników, przez swą największą gwiazdę, która w karze Nawałki wreszcie grała na tym samym poziomie co w Bayernie Monachium czy wcześniej w Borussii Dortmund. Tym samym selekcjoner spełnił obietnicę daną „Przeglądowi Sportowemu” w wywiadzie tu w Hotelu Victoria, w dniu objęcia reprezentacji, a my wybiliśmy ją wtedy na pierwszej stronie: „Mam pomysł na Lewandowskiego”. Nie kłamał. Lewandowski z 13 bramkami został „królem strzelców” eliminacji.

Pot, krew i łzy

Nie była to jedyna spełniona obietnica z tamtego wywiadu. Dziś widać, że Nawałka od początku dokładnie wiedział jaką chce mieć drużynę i plan na nią. W długim, wzniosłym monologu zapowiadał, że zamierza stworzyć grupę piłkarzy gotowych do wielkich poświęceń. Takich, którym do ostatniego gwizdka nie przejdzie przez myśl, że stracili szanse na zwycięstwo. Chce widzieć pot, krew i łzy. „Nie wyobrażam sobie innego podejścia reprezentanta. To musi być zarówno obowiązek, jak i szalona satysfakcja, radość z tego, że gra się dla Polski. Ma napędzać i dawać energetycznego kopa” mówił. A Polacy tak grali w eliminacjach i na Euro 2016 z Irlandią Pn, Niemcami, Ukrainą i Szwajcarią.

Zapowiadał niespodzianki w składzie i dostaliśmy niespodzianek aż nadto. Zapowiadał, że będziemy zaskoczeni powołaniami dla zawodników z polskich klubów i byliśmy. Najbardziej chyba powołaniem na mecz z Niemcami Sebastiana Mili, który powoli szykował się do emerytury, a trener Śląska Wrocław zarzucał mu nadwagę. Po telefonie od Nawałki, że jest w kręgu zainteresowań, wziął się za siebie, co skończyło się golem w meczu z Niemcami. Na Euro 2016 Mila do kadry już się nie załapał, ale pojechał w roli korespondenta „Przeglądu Sportowego” i Onetu, robiąc m.in. kapitalne wywiady z Lewandowski, Grosickim czy Kamilem Glikiem.

Obiecywał Nawałka, że będzie jeździć po Europie i odwiedzać potencjalnych kadrowiczów i podróżował jak globrtoter, czego delikatnie mówiąc nie byli zwolennikami jego poprzednicy, ani Fornalik, ani Franciszek Smuda. Za każdym razem podejmował rozmowy o piłkarzu z jego trenerem, co zaowocowało zmianami pozycji Rybusa w Tereku Grozny czy Pawła Wszołka w Weronie.

Zapowiedział integrację drużyny i zakończenie wszystkich sporów i dziś jej integralną częścią czuje się nawet Kuba Błaszczykowski, mimo bolesnej utraty opaski. Dziś już nikt nie zamyka się w pokoju, schodząc tylko na treningi i posiłki jak poprzednio. Że piłkarze po prostu lubią ze sobą przebywać widać na wideo tworzonych przez należący do PZPN portal Łączy nas Piłka. Hasło, które znalazło się na autobusie Polaków we Francji jest prawdziwe, co doceniają zachodnie media, przeciwstawiając atmosferę w polskiej kadrze np. Portugalczykom czy Chorwatom.

Reprezentanci nie muszą się kochać. Wiem, że to niemożliwe i nikogo nie będę zmuszał. To, że jeden przyjaźni się z drugim, a obok jest grupa innych chłopaków, którzy świetnie się rozumieją, nie ma znaczenia. Oni przede wszystkim muszą się szanować, zdawać sobie sprawę, w jakim miejscu się spotkali. To jest reprezentacja Polski” – mówił Nawałka i dziś takie podejście jest w jego kadrze normą.

Konsekwencja pracoholika

Udało mi się przekonać Nawałkę i ostatecznie pojawił się na Balu Mistrzów Sportu zamiast pojechać do Italii, której od lat jest wielkim miłośnikiem. I wszystkiego co włoskie: kultury, jedzenia, stylu życia. Rzym uważa za najpiękniejsze miasto na ziemi. Tam od ponad 30 lat mieszka jego brat, Jan, dominikanin. I oczywiście włoskiego futbolu.

To właśnie we Włoszech, podczas stażu w AS Roma w 2000 r. gdzie podglądał słynnego trenera Fabio Capello, pojął to, co było później kluczem do awansu na Euro 2016 i awansu z grupy: że najważniejsza jest żelazna konsekwencja. „Capello rozbudził wielkie nadzieje, ale w pewnym momencie wyglądało to naprawdę źle. Zespół odpadł z Pucharu Włoch, była tragedia. Przegrał kilka meczów kontrolnych. Pod ośrodek przyjechały tłumy kibiców, chcieli wyważyć bramy. Ochraniali nas carabinieri, latały śmigłowce. Zarząd jednak utrzymał na stanowisku trenera, zespół zaczął wygrywać. Zaczęła się fantastyczna seria, Roma w 2001 r. zdobyła mistrzostwo Włoch. To pokazuje, że liczy się konsekwencja w realizowaniu koncepcji” wyznał Nawałka.

Nawałka z żelazną konsekwencją grał dwoma napastnikami nawet w meczach z mistrzami świata, Niemcami, przeciwko którym poprzednicy zapewne ustawiliby drużynę defensywnie. Z konsekwencją stawiał na swoich zawodników i zmienił kapitana z Kuby Błaszczykowskiego na Lewandowskiego.

A przy tym Nawałka najwięcej wymaga od samego siebie. To perfekcjonista-pracoholik, który na analizę kolejnych rywali i monitoring własnych zawodników, strategię podczas meczu i logistykę dotarcia na miejsce poświęca każda minutę. Dba o każdy szczegół, od wysokości trawy we francuskiej bazie reprezentacji La Baule, po kulinarne przyzwyczajenia lewego obrońcy najbliższego rywala Polaków.

Najboleśniej przekonują się o tym członkowie jego sztabu, od asystentów po fizjoterapeutów. Po meczach zbiera wszystkich i przez kilka godzin analizują wydarzenia na boisku. Podobno po zwycięstwie nad Irlandią, które zapewniło Polsce awans do Euro 2016, sztab spał tylko dwie godziny, ale nie z powodu świętowania, tylko nocnej analizy spotkania.

Euro 2016 rozplanował dokładnie co do godziny od pierwszego zgrupowania Juracie po uczestników konferencji prasowej ostatniego meczu.

Jeśli Adam Nawałka nadal będzie trenerem reprezentacji, pewnie dostanie podwyżkę. I będzie to chyba jedyna podwyżka, przeciwko której nikt w Polsce nie będzie protestował.

Adam Nawałka

Islandia skradła Polsce show i serca kibiców. Nie szkodzi

Islandia na Euro 2016Niesamowity jest ten turniej! Na naszych oczach rozpadło się ostatecznie Imperium Hiszpańskie, którego schyłek widzieliśmy już po na mundialu w Brazylii. Po wieloletniej dominacji tiki taka wydała ostatnie tchnienie, zdławiła ją „TikItalia” w wykonaniu przeciętnych, ale zamienionych przez Antonio Conte w karne wojsko Włochów. Turniej cudowny dla nas, bo Polska zagra w ćwierćfinale, o czym przed rozpoczęciem marzyliśmy bardzo nieśmiało, po cichutku, bojąc się po serii wielkich turniejów z meczami „o zwycięstwo, o wszystko, o honor” za daleko wybiegać w przyszłość. Ważne było wyjście z grupy.

Polska awansowała bez straty bramki, a nasza defensywa walczy o tytuł najbardziej szczelnej na Euro z niemiecką i z włoskim tercetem BBC (Bonucci, Barzagli, Chiellini + Gianluigi Buffon oczywiście), ustępując tej pierwszej tylko niewiarygodnym golem Sherdana Shaqiriego. Polacy są doceniani doceniana i wymieniani jako szósta siła Euro, daje nam się 47 % szans na półfinał i aż 25 % na finał, czyli więcej niż Włochom. Wszyscy zastanawiają się co będzie, jeśli do tej świetnej organizacji i skutecznej obronie odpali wreszcie Robert Lewandowski (i/albo Arek Milik)…

Ale to nie piłkarze Nawałki są największą sensacją turnieju. Nie nasz awans do czołowej ósemki Europy jest najgoręcej dyskutowany, zdjęcia, memy i filmiki nie z naszymi zawodnikami świętującymi po sukcesie przelewają się przez stacje telewizyjne, social media i okładki dzienników całego świata. Maleńka, debiutując na wielkim turnieju Islandia skradła nam show. Islandzcy, wytatuowani brodacze o średnich umiejętnościach, ale wielkiej woli walki do końca, bezkompromisowi, grający bez najmniejszych kompleksów, cieszący się grą jak mało kto skradli serca kibicom w całej Europie. Najpierw dokonując historycznego awansu z grupy, a w poniedziałek eliminując w 1/8 finału Anglię!

KLęska Anglii na euro 2016

Eliminując? Upokarzając Anglię, która napędzana nowym pokoleniem zawodników, wspartych doświadczeniem Wayne Rooney’a – jak zwykle – miała odnieść pierwszy sukces od pamiętnego mistrzostwa świata z 1966 roku. Tymczasem odniosła największą klęskę w historii swego futbolu – jak zawyrokował Gary Lineker, żartując z brytyjskim poczuciem humoru, że Islandia ma więcej wulkanów niż zawodowych piłkarzy. Na pewno liczy tylu mieszkańców – 320 tys. – ile jedna z dzielnic Londynu. Gwiazdy i gwizdki Premier League pokonał zwarty, zgrany, kochający się kolektyw z kapitalnymi kibicami. Kibicami których islandzcy piłkarze – jak podkreślali – znali 50 % przynajmniej z twarzy, jeśli nie imienia i nazwiska. Piłkarze, dla których gra w Premier League to szczyt marzeń, są szczęśliwi jeśli uda im się przebić do Championship. Nie mają łatwo, żeby się wybić: sezon piłkarski trwa na Islandii tylko od maja do września, bo potem na grę nie pozwalają na to warunki atmosferyczne: padający w poprzek deszcz lub śnieg.

Sensacja jaką sprawili Islandczycy jest tym bardziej niesamowita, że dokonali tego w tak skomplikowanym politycznie momencie, tuż po feralnym referendum, w którym mieszkańcy Wielkiej Brytanii zdecydowali się opuścić Unię Europejską. Wyeliminowanie Anglików z Euro 2016 natychmiast okrzyknięto kolejnym Brexitem. Dzielnymi Islandczykami natychmiast zainteresował się cały świat, który dotąd kojarzył tylko piosenkarkę Bjoerk i słynny wulkan z nazwą nie do wymówienia, który sparaliżował ruch lotniczy w całej Europie w 2010. Ktoś żartobliwie tweetował, że dotąd największy wpływ jaki Islandia wywarła na futbol było zmuszenie FC Barcelona do jazdy autokarem do Mediolanu na pamiętny przegrany półfinał Ligi Mistrzów z Interem, Jose Mourinho. Teraz islandzcy piłkarze są najczęściej guglowanymi osobami na świecie, a social media pełne są zdjęć wiosek rybackich, w których się urodzili lub farm, na których latem pomagają rodzicom.

Islandia na Euro 2016Media odkrywają ze zdumieniem, że jeden z trenerów Islandii na co dzień pracuje jako dentysta, bo z pracy szkoleniowca ciężko byłoby mu się utrzymać. A bramkarz Hannes Halldorsson jest… reżyserem reklamówek, filmów dokumentalnych i teledysków, który dla reżyserii rzucił nawet na jakiś czas futbol. To co przeżywa teraz futbolowa Islandia wygląda na dzieło szalonego scenarzysty. I trochę zazdroszczę piłkarzom Larsa Lagerbaecka tej sensacyjnej wygranej z Anglikami. Takiego nieoczekiwanego zwycięstwa, które przejdzie do historii, które nakręci drużynę i kibiców na lata, o trąbią wszystkie media świata. Tylko, że… drużyna Nawałki jest już na innym etapie rozwoju. Takim mitem spotkaniem dla naszej drużyny była wygrana z Niemcami na Stadionie Narodowym, ale to było jeszcze w eliminacjach. We Francji Polacy po świetnej, mądrej wyrachowanej grze zremisowaliśmy z mistrzami świata, pozwalając im oddać trzy strzały na bramkę zamiast ponad 20 jak w Warszawie. Wygraną w 1/8 finału ze Szwajcarią – ani faworytem, ani czarnym koniem turnieju – zagraniczne media przyjęły praktycznie wzruszeniem ramion. Okej, Lewandowski nie strzelił, ale Polska przeszła dalej – taki był generalny przekaz.

Więc leciutko zazdroszcząc Islandczykom ich euforii, cieszę się że zwycięstwa i awans Polaków przyjmowane są jak „zwykły dzień w biurze”, także przez samych piłkarzy Nawałki i selekcjonera. To oznacza, że wielka euforia i wielka satysfakcja jeszcze przed nimi. I przed nami. Zacznijmy się przyzwyczajać!

Plakat reprezentacji Polski. Przegląd Sportowy

Perfekcyjne karne symbolem tej kadry! Nie ma przypadku!

Polska w ćwierćfinale na Euro 2016!My to! Gramy w ćwierćfinale Euro 2016! I to nie z Hiszpanią, jak przed turniejem wybiegaliśmy w przesadnie kibicowskich rojeniach o potędze, choć w duchu modliliśmy się o wyjście z grupy i odejście od tradycyjnej trójmeczówki: „o zwycięstwo, o wszystko, o honor”. O honor grali we Francji inni. My nasz jedyny mecz „o wszystko” wygraliśmy ze Szwajcarią po 120 minutach mordęgi na boisku i perfekcyjnie wykonanych rzutach karnych.

Chyba każdy – i ci szczęśliwcy na trybunach w St Etienne i reszta przed telewizorami – umierał z nerwów gdy do piłki podchodzili poszczególni Polacy. Robert Lewandowski – nie miał przecież najlepszego meczu, turał przed polem karnym… Wiadomo że każdy turniej musi mieć słynną gwiazdę, która marnuje karniaka, Roberto Baggio, David Beckham, Cristiano Ronaldo… tylko nie tooo… a jest! Perfekcyjnie, pewnie, jak na kapitana i gwiazdę Bayernu przystało!

Arkadiusz Milik – jego pudła na Euro 2016 stają się powoli tematem memów, widziałem nawet taki z plutonem egzekucyjnym i ostatnią prośbą skazańca, żeby… strzelał Milik. Gdzieś zatracił swój instynkt strzelecki z Ajaksu, na pewno zmarnujeeee….eest! Kamil Glik – no przecież wiadomo, że obrońcy to nie napastnicy, rzadko strzelają na bramkę, nie mają instynktu strzeleckiego aniii…. nie do obrony! Kuba Błaszczykowski – nasz bohater w dwóch poprzednich meczach, pierwszy od Zbigniewa Bońka zdobywca bramek w dwóch meczach z rzędu na wielkich turniejach. Dzięki niemu w ogóle strzelamy te karne. Wiadomo, że Bogini Futbolu lubi upokarzać swoich bohaterów, z radością odbiera im to co wcześniej dałaaa… ałaaaa co za perfekcyjny strzał!

Lewandowski i... Polska w ćwierćfinale na Euro 2016!

Wreszcie Grzegorz Krychowiak. Długo podchodzi do piłki, na twarzy grymasy, diabli wiedzą, strachu czy niepewności. Może dopiero ustala, w który róg będzie strzelał, wiadomo czym to się kończy… Może w głowie ma tylko nową karierę w PSGieeeeealeurwał! Yann Sommer bez najmniejszych szans. Piłka leciała ponad 100 km/h. I już koledzy mknął w jego stronę… Mamy to! – wrzuci za chwilę fotkę z szatni…

Mówi się, że karne to loteria. Ale ja wierzę w słowa Człowieka, Który Zatrzymał Anglię, Jana Tomaszewskiego z którym oglądaliśmy spotkanie, że nie ma obronionych karnych, są tylko źle strzelone. Nasze były perfekcyjne i nie było w tym grama szczęścia. Adam Nawałka wyznał po meczu, że Polacy ćwiczyli je po każdym treningu i od dawna było wiadomo, kto i jak będzie strzelał w razie koniecznej serii jedenastek. Po dogrywce ze Szwajcarami spojrzał tylko w oczy chłopakom i spytał, czy ustalenia zostają. Nikt nie pękł, każdy strzelił tak jak miał to zrobić. Jakby to był zwykły dzień w biurze.

Karne Polaków ze Szwajcarią

Ćwierćfinał Polski to nie kwestia szczęścia. To kwestia m.in. nieziemskiej postawy Łukasza Fabiańskiego – dla mnie Zawodnika Meczu Polska – Szwajcaria wbrew wyborowi komitetu technicznego UEFA, który wskazał Sherdana Shaqiriego. Bramkarz Swansea miał w tym spotkaniu dwie Interwencje Turnieju. Wreszcie obalił niesprawiedliwy mit, że „Fabian broni tylko to co da się wybronić, ale nie ma bożej iskry”. Nie wiem ilu bramkarzy wybroniłoby strzał Rodrigueza z wolnego czy strzał z paru metrów Derdyioka? W przypadku gola mielibyśmy zero pretensji do każdego golkipera. A Fabian wybronił!

Mamy ćwierćfinał dzięki fenomenalnej postawie całej defensywy: oprócz Fabiańskiego wszystkich czterech obrońców: Piszczka, Jędrzejczyka i znów środowego muru: Glik – Michał Pazdan. Przecudny był ten mem z Nawałką w laboratorium chemicznym, odkrywcą Glikanianu Pazdana. Prawem felietonisty uznaję, że nasza defensywa nadal nie straciła gola na Euro! Bramka Shaqiriego była zbyt doskonała, to dzieło sztuki i jako takie wymyka się katalogowania. Widocznie da się nas pokonać tylko golami z innego wymiaru:)

Glikanian PazdanuPochwały Kuby, który w kolejnym meczu zagrał jak prawdziwy kapitan, choć boleśnie stracił tę funkcję i o Lewym, który nie strzela, ale nic mi to nie przeszkadza, skoro zaszliśmy już tak daleko – w innym tekście!

Teraz w nagrodę czeka nas ćwierćfinał! Nie z faworyzowaną do końcowego triumfu Hiszpanią. Nawet nie z Chorwacją, która ją pokonała i jawiła się jako najsilniejsza drużyna w naszej połówce. Gramy z Portugalią, która na Euro przywiozła najsłabszą drużynę od lat, choć z Cristiano Ronaldo. Mamy z nią dobre wspomnienia i prawo, żeby śnić na jawie co dalej! Teraz to Polska przejmuje rolę najsilniejszej drużyny w połówce!

Polska w ćwierćfinale na Euro 2016!

Moja jedenastka rundy grupowej Euro 2016

defensywa z Glikazdanem

Za nami runda grupowa Euro 2016. Padło 69 bramek i kilka sensacyjnych wyników. Mieliśmy objawienia, większe i mniejsze kompromitacje (Rosja, Ukraina, Turcja, Austria oraz kibice tej pierwszej). Meczem Turnieju: Węgry – Portugalia (3:3), z tych do natychmiastowego zapomnienia najszybciej: Francja – Szwajcaria ( 0:0). Widzieliśmy zmierz gwiazd (Zlatan Ibrahimović, który na ME oddał cztery strzały na bramkę) i rozbłysk nowych (jak Persisić czy Payet). A oto moja „Najlepsza 11 rundy grupowej”, tylko leciutko powodowana względami patriotycznymi.

Bramka: Łukasz Fabiański

Wiem, że wielkie pochwały zebrał Michael McGovern z Irlandii Pn, który powstrzymał aż 10 strzałów Niemców, walnie przyczynił się do wygranej z Ukrainą i awansu z grupy. Ale puścił we Francji dwie bramki, a Irlandczycy dwa razy przegrali. Rozważałem znakomitego bramkarza Szwajcarii Yanna Sommera, który tylko raz dał się pokonać i wybronił naszym rywalom w 1/8 finału, dwa mecze. Był co najmniej tak dobry jak Łukasz Fabiański, którego umieszczam w „11” nie tylko za czyste konto na turnieju. Fabian wszedł do gry w trudnym dla siebie momencie – jako zastępca Wojtka Szczęsnego w arcyważnym meczu z Niemcami, chowając do kieszeni urazę z powodu utraty statusu nr 1 z eliminacji. Bezbłędny, opanowany, dający spokój obrońcom. Potwierdził klasę w spotkaniu z Ukrainą.

Obrona: Boateng, Bonucci, Glikazdan

Jerome Boatenga słusznie uznano Zawodnikiem Meczu z Polską (co mile nas łechce). W każdym spotkaniu był jak skała. Iście klasa światowa. U jego boku Leonardo Bonucci, który nie dość, że w meczu ze Szwecją kompletnie wyłączył Zlatana, to jeszcze zanotował piękną asystę z Belgami. Co prawda ma o tyle łatwiej, że wspierają go znakomici we Francji koledzy z defensywy Juventusu Turyn: Barzagli, Chiellini i niezniszczalny Gianluigi Buffon w bramce.

Przyznaję, że nie umiałem wybrać między Kamilem Glikiem a Michałem Pazdanem. Pierwszy zagrał na swoim zwykłym, reprezentacyjnym poziomie, czyli rewelacyjnie. Zaliczył najwięcej odbiorów ze wszystkich piłkarzy w rundzie grupowej – wg UEFA aż 31. Pazdan z kolei zadziwił nas wszystkich, bowiem nikt nie spodziewał się po nim aż tak wysokiego poziomu. Profesorskiego. A jeszcze po meczu z Irlandią Pn przymierzano Glikowi za partnera Bartosza Salomona albo Thiago Cionka. Tym większa chwała obrońcy Legii, że będąc piłkarzem ekstraklasy nigdy nie mierzył się z tak utytułowanymi rywalami jak mistrzowie świata Thomas Mueller, Mario Goetze czy Mesut Oezil. Pazdana do swojej „11 rundy grupowej” wybrał m.in. serwis goal.com. Pewnie gdybym musiał wskazać tylko jednego z nich, postawiłbym na Glika. Ale prawem felietonisty wstawiam Glikazdana.

Pomoc: Payet, Iniesta, Hamszik, Xhaka, Perisić

Po ostatnich sezonach wydawało się, że strzelec gola w finale mundialu w RPA ma już szczyt kariery za sobą. Że za chwilę dołączy do swego wielkiego partnera z Barcelony i reprezentacji La Roja, Xaviego. A jednak wielki turniej rozpalił w Inieście żar, przypominając czasy gdy obaj z Xavim grali zigi-zagę (reprezentacyjny odpowiednik klubowej tiki-taki). Znów rozgrywa jakby miał oczy dookoła głowy, przewidując kilka ruchów do przodu. Artysta futbolu dał dwa piękne koncerty, z Czechami oraz Turcją.

Dalej generał środka pola, reżyser gry Szwajcarów, Granit Xhaka, który po turnieju przechodzi do Arsenalu. Podobno Arsene Wenger rozważał transfer Grzegorza Krychowiaka, ale zdecydował się na Szwajcara. Oby po sobocie przeklinał pochopną decyzję, wzdychając, że trzeba było pozyskać Polaka. Obok Marek Hamsik, który potwierdził, że jest prawdziwym liderem: sercem, płucami i mózgiem reprezentacji Słowacji. To m.in. z jego powodu uważałem, że lepiej zając w grupie drugie miejsce i trafić na Szwajcarię niż pierwsze i mieć za rywala Słowaków. Strzelił jednego z dwóch najładniejszych goli rundy grupowej.

Na prawym skrzydle Dimitri Payet, którego gol z meczu otwarcia Euro z Rumunią z pewnością będzie z bramką Hamsika. Gdy kibice gospodarzy zaczynali już wątpić i ubolewali nad niemocą największych gwiazd, Paula Pogby i Antoine Griezmanna w niesamowity sposób trafił do siatki, zapewniając drużynie zwycięstwo i podbijając serca Francuzów. Także emocjonalną reakcją i szczerymi łzami. Dołożył gola w meczu z Albanią i kto wie, czy dzięki Euro 2016 nie zmieni West Hamu United na jakiś z klub z europejskiej czołówki. Na lewym skrzydle Ivan Perisić, którego gol dał Chorwatom wygraną z Hiszpanią i również wzbudza zainteresowanie największych.

Atak: Garteh Bale i Alvaro Morata

Dzięki trzem golom gwiazdora Realu Madryt Walia sensacyjne zajęła pierwsze miejsce w grupie przed Anglią, mimo że uległa jej w bezpośrednim pojedynku. Ale Bale zdążył wcześniej upokorzyć Joe Harta. Jest największą gwiazda swej drużyny, może nawet w historii walijskiego futbolu, ale doskonale wytrzymał presję związaną z tą rolą. Prawdziwy liderem. Morata też ma na koncie trzy gole, choć trudna drabinka utrudni mu walkę o koronę „króla strzelców” turnieju. Napastnik jakiego Hiszpania szukała od dawna.

Czy bardzo się nie zgadzacie z taką „11”? Przed turniejem takiej bym nie przewidział. Tylko jeden Niemiec i to obrońca, choć rozważałem i Toniego Krossa i Manuela Neuera. Żadnych Anglików albo Belgów, którzy mieli być czarnym koniem turnieju. A z Polski obrońca i bramkarz, choć spodziewałem się chłopaków z ataku. Ale Euro 2016 zaczyna się dla nich od początku. Obyśmy się spotkali tu w „11” całego turnieju!

Drabinka Euro 2016

Frustracja Ronaldo jak wczesnego Lewandowskiego

Sfrustrowany Cristiano Ronaldo

Kolejny mecz Portugalii na Euro 2016 i kolejna fala frustracji dla Cristiano Ronaldo i jednocześnie hejtu i prześmiewczych memów na temat gwiazdora Realu Madryt. Jeszcze większa niż po remisie z Islandią (wówczas przytaczano za to jego zmanipulowane wypowiedzi, to bzdura, że na prośbę rywala o koszulkę odparł: „A kim ty jesteś”, pokazał mu, że wymienią się w tunelu, wcale nie mówił też o Islandii z pogardą), ponieważ przeciwko Austrii zmarnował karnego, strzelił gola ze spalonego i wciąż pozostaje bez bramki na Euro 2016. Statystycy wypomnieli mu, że oddał już 36 strzałów z rzutów wolnych na bramkę i ale ani razu do siatki (13 razy w mur, 12 obok, 10 bronili bramkarze i raz w słupek), a taki Gareth Bale strzał z wolnego trzy razy i zdobył dwa gole. Śmiano się wreszcie z jego gestów, którymi dawał upust wściekłości z własnej nieskuteczności – jak na ambitnego, jednego z dwóch najlepszych piłkarzy naszych czasów, przecież przystało, zwłaszcza że właśnie rozgrywał swój 128. mecz w kadrze, czym przebił osiągnięcie Luisa Figo i stał rekordzistą.

Zaprzyjaźniony trener personalny, Maciek Matracki i zagorzały kibic Realu Madryt twierdzi, że patrząc na grę Portugalczyka, jest pewien, że przyjechał on na Euro 2016 z kontuzją. Być może tym samym urazem, który leczył w końcówce sezonu w Realu Madryt. Nie specjalnie przecież błyszczał w finale Ligi Mistrzów, choć akurat na San Siro wykorzystał decydujący rzut karny. Ani on sam ani nikt z portugalskiej ekipy nie puścił farby, żeby nie ułatwiać zadania rywalom, ale być może wyzna to po zakończeniu turnieju. Jeśli tak jest istotnie, tym większa chwała, że po raz kolejny poświęca się dla drużyny.

Jego frustracja i miotanina na boisku przypomina mi tę Roberta Lewandowskiego w reprezentacji Polski za poprzednich selekcjonerów. Wiedzieliśmy, że mamy najwybitniejszego piłkarza od czasów Zbigniewa Bońka, niestety nie był w stanie przełożyć swej skuteczności z Borussii Dortmund na kadrę. Żaden z trenerów nie umiał znaleźć na niego pomysłu. Osamotniony w ataku toczył beznadziejną walkę z murem obrońców, bez wsparcia kolegów. Frustracja rosła i w nim i w kibicach, którzy w kulminacyjnym momencie wygwizdali Lewego podczas towarzyskiego meczu z Danią w Gdańsku, a sam Robert dziś zdradza że rozważał rezygnację z gry w narodowych barwach.

Szczęśliwie dla nas kadrę objął Adam Nawałka, który już w pierwszym wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” w dniu nominacji wypalił, że „ma pomysł na Lewandowskiego”. Większość z nas zapewne z samym piłkarzem Bayernu Monachium przyjęła to sceptycznie. A jednak Nawałka nie ściemniał i licznymi ruchami, m.in. powierzając mu opaskę kapitana zbudował prawdziwego lidera drużyny, harującego dla niej w każdym meczu. Jeszcze nie dawno przez twarz przebiegały mu te same grymasy co dziś Cristiano Ronaldo. Dziś w każdym spotkaniu, czy strzela gola czy nie, należy do najlepszych zawodników wśród „Biało-czerwonych”.

Koledzy nie wspomagają Ronaldo. Nie dlatego, że nie chcą, ale nikt nie powiedział im jak. Cała wina za dwa remisy spada jednak na tego Największego, tak jak w swoim czasie spadała na „strzelca czterech goli z Realem Madryt”. Na pytania o niemoc swojej gwiazdy trener Fernando Santos reaguje przy tym podobną irytacją, jak w swoim czasie Franciszek Smuda czy Waldemar Fornalik. „Nie będę zawsze mówił o Ronaldo. Zawsze o niego pytacie. Nie pomagacie ani jemu, ani zespołowi. Pozwólcie mu grać, a zobaczycie, że dotrzemy do finału i go wygramy” – powiedział po remisie z Austrią. Jednak w pierwszej kolejności to on powinien pomóc swemu gwiazdorowi.

Swoją drogą sam Cristiano też mógłby wyciągnąć wnioski postawy Lewandowskiego i jego nowej, szczęśliwej roli w kadrze. Może czas np. odpuścić strzelanie rzutów wolnych i spróbować innych rozwiązań, chowając do kieszeni ego i własne przekonanie że samemu wykonuje się te wolne najlepiej). Pamiętacie jak w meczu z Niemcami Lewandowski zamiast samemu strzelać na bramkę niespodziewanie dla nas podał do Arkadiusza Milika. Lewy gra tak bardzo drużynowo, że aż czasem zastanawiam się czy dla jej dobra nie przydałoby się by był bardziej pazerny na strzały.

Na reprezentację Polski i jej selekcjonera spadło już sporo pochwał i oby spało jeszcze więcej. Ale sprawienie, że Lewandowski wreszcie nie gra tak sfrustrowany jak Cristiano Ronaldo to jedno z największych osiągnięć Nawałki!

Sfrustrowany Cristiano Ronaldo

Czy już się bać, że kluby nam podwędzą Nawałkę?

Adam NawałkaZa najlepszego piłkarza bezbramkowego remisu z Niemcami zgodnie uznaliśmy Michała Pazdana. Z tym większym zapałem, że to właśnie o postawę obrońcy Legii drżeliśmy najbardziej przed meczem, pamiętając jego błędy z Irlandią Pn i zaledwie ekstraklasowe pochodzenie. Wszak nigdy nie grał przeciwko rywalom tej klasy, mistrzom świata, ogranym na co dzień w najsilniejszych ligach świata i Lidze Mistrzów, jak jej triumfator Toni Kroos, Thomas Mueller czy strzelec gola w finale mundialu w Brazylii Mario Goetze. A jednak nie tylko nie pękł, ale zagrał wręcz jak „profesor”. Nawet niemieckie portale porównały jego postawę do Fabio Cannavaro w półfinale mundialu w 2006. Jak słynny Włoch czyścił wszystko.

Zazgrzytaliśmy więc zębami, że delegat UEFA (bodaj David Trezeguet, strzelec pamiętnego zwycięskiego gola w finale ME w 2000 roku) wybrał na Piłkarza Meczu Jerome Boatenga. Z drugiej strony wskazanie obrońcy rywali na najlepszego piłkarza w meczu Polaków wystawia nam znakomite świadectwo. A najbardziej Adamowi Nawałce, tak naprawdę największemu bohaterowi remisu z mistrzami świata. Kolejny mecz jak „równy z równym” z piłkarskim arcy-rywalem reprezentacji Polski idealnie podsumowuje jego dotychczasową pracę i skok jakościowy jaki wykonała kadra pod jego wodzą. Mecz najlepszy z trzech ostatnich jakie Polacy zagrali przeciwko Niemcom. Lepszy niż ten wygrany na Stadionie Narodowym, gdzie ponad 20 strzałów świstało nad naszą bramką, a Wojtek Szczęsny musiał dokonywać cudów między słupkami. Lepszy niż ten we Frankfurcie, który przegraliśmy mimo postawy, która wszystkich w kraju napawała dumą. Na Stade de France zagraliśmy najmądrzej, byliśmy najlepiej zorganizowani, wybiliśmy rywalom z rąk wszelkie argumenty, zgasiliśmy najlepszych piłkarzy globu. Nawałka zaszachował Joachima Loewa, choć zabrakło mata w postaci gola Arkadiusza Milika, ale na to nasze selekcjoner nie miał już wpływu.

Nawałka już po powrocie z mundialu w Brazylii zapewniał nas, że znalazł sposób na Niemców. On i jego sztab znów wykonali znakomitą robotę. Widać to było także w meczu z Irlandią Pn, przez niektórych nazywaną pogardliwie „najsłabszą drużyną Euro”, której wszakże Ukraina pozwoliła na dużo więcej niż Polska. Znów, tak jak nas do tego przyzwyczaił, nie zawiedli ci, na których postawił, wbrew wielu naszym obawom. Pazdan jak profesor, Artur Jędrzejczyk niemal bezbłędny na lewej stronie. Łukaszowi Fabiańskiemu – co do którego nikt co prawda nie miał wątpliwości, że doskonale zastąpi Szczęsnego – Niemcy nie dali szansy zapracować na tytuł „Księcia Paryża”. Starych celnych wyborów ludzkich Nawałki, tych z eliminacji nie ma co już wspominać, każdy pamięta. Zawodnicy, których przywiózł na Euro, błyszczą i skupiają uwagę. O Bartku Kapustce tweetali pochwały Gary Lineker i Rio Ferdinand. Mówi się o nim bo to jedyny nastolatek, który zaczął tu mecz od pierwszych minut i będzie jednym z odkryć turnieju.

Adam Nawałka i Joachim LoewAle nie tylko tym musi Nawałka budzić uznanie Europy. Polska wciąż na Euro nie straciła gola, pozwoliła też rywalom na najmniejsza ilość strzałów na własną bramkę na całym turnieju (Irlandczykom na ani jeden). Polacy świetnie wytrzymują turniej fizycznie, w meczu z Niemcami przebiegliśmy jako drużyna o dwa kilometry więcej niż rywale, co było piątą achillesową na Euro 2008 czy 2012. Poza nieszczęsnym Szczęsnym, nikt nie narzeka na urazy. Żaden z Polaków nie spalił się we Francji psychicznie, jak Maciej Rybus w meczu z Grecją na otwarcie Euro 2012. Nawet zawodnicy z Ekstraklasy, teoretycznie nienawykli do takiej presji. No i jeszcze namówił są największą gwiazdę, Roberta Lewandowskiego – odpowiednika Leo Messiego czy Cristiano Ronaldo w swoich drużynach – do odłożenia własnych ambicji na bok i harówki dla drużyny.

Słowem, póki co wszystko działa u Nawałki perfekcyjnie. Ryzyko błędów ograniczył do minimum. Pytanie, czy ten trenerski kunszt został dostrzeżony powszechnie? Na pewno! Mistrzostwa Europy to promocja nie tylko dla zawodników, zwłaszcza tych nieznanych szerzej w Europie, z prowincjonalnych lig, jak nasi Pazdan czy Kapustka. Ale również dla szkoleniowców. Nie jest może tak, że dobry występ dla trenera na wielkiej imprezie, zwłaszcza z naszej części Europy, to od razu przepustka do kariery w dobrym europejskim klubie, ale kto wie? Transfery z reprezentacji do klubu to nic nowego. Antonio Conte po turnieju obejmie Chelsea (choć prawdopodobnie raczej za zasługi w Juventusie Turyn niż pracę ze Squadra Azzura), ale patrząc na trenerów Euro 2012: Włoch Cesare Prandelli prowadzi dziś Galatasaray Stambuł, Chorwat Slaven Bilić – West Ham, a Holender Dick Advocaat – Sunderland w Premier League, Bert van Marwijk – Arabię Saudyjską, Portugalczyk Paulo Bento – Cruzeiro Bello Horizonte, Francuz Laurent Blanc – PSG itd. Oczywiście wiem, że ten ostatni to mistrz świata, co wystarcza mu za rekomendację, a pozostali byli uznanymi trenerami jeszcze przed objęciem kadry, lub kończyli karierę w tamtych ligach, ale…

Czy gdyby jakiś klub, z którejś z pięciu czołowych lig Europy złożył propozycję Nawałce byłoby to aż takie dziwne? Byłaby to dla nas kompletnie nowa sytuacja, podobnie jak to, że na wielkim turnieju nie musimy pakować się do domu po drugim meczu. Nawałka może stanąć przed szansą podboju zachodnich lig jako pierwszy polski trener od czasu Henryka Kasperczaka. Czy by taką szansę podjął po – wszystko na to wskazuje – udanym Euro 2016? Zostawiać tak obiecującą i zgraną grupę piłkarzy i sprawdzony sztab przed eliminacjami do MŚ w 2018 roku? Nawałka obalił już klątwę niemocny niemieckiej i na mistrzostwach, zostało mu jeszcze parę do obalenia na mundialu. Ale gdyby oferta przyszła z jego ukochanych Włoch, które zna, podziwia i rozumie, do Serie A? Skoro rośnie tam polska kolonia piłkarska, włoskie kluby często sięgają po trenerów z zagranicy. Myślicie, że to już ten moment, że trzeba zacząć się bać, że nam podwędzą Nawałkę? ;)

Adam Nawałka

Fabiański – rozczarowanie do kieszeni, musi zostać „Księciem Paryża”!

ŁUkasz fabiańskiStara piłkarska prawda mówi „zwycięskiego składu się nie zmienia”. Niestety Adam Nawałka nawet gdyby chciał nie mógłby być jej posłuszny. Z powodu kontuzji uda przeciwko Niemcom na pewno nie zagra Wojtek Szczęsny. Jego ojciec, Maciek, już dwa dni temu po otrzymaniu MMS od syna stwierdził, że sprawa jest beznadziejna: udo wygląda jak u słonia, w klinice w Nantes nie zdołano ściągnąć krwiaka, którego nabił mu ostrym wejściem Kyle Lafferty. Nie dowierzałem, ponieważ sztab kadry już dowiódł, że zna się na medycynie i jej cudach, przywracając do zdrowia Kamila Grosickiego, który z Irlandią Pn wszedł w końcówce i popisał się kilkoma rajdami, dając dowód, że spokojnie można na niego stawiać z Niemcami.

Żal mi Wojtka, który końcówkę sezonu w Romie miał naprawdę świetną, a na zgrupowaniu kadry tak zapieprzał, że Nawałka postanowił zresetować własną hierarchię z Łukaszem Fabiańskim jako numerem 1 i w meczu otarcia Euro 2016 wystawił Szczęsnego. Najwyraźniej biedny Wojtek nie zdołał przełamać klątwy pierwszego meczu turnieju i znów nie zagra w drugim. Ciekawe czy jeśli wyleczy się na trzeci, ten z Ukrainą, albo – oby, chyba raczej na pewno – 1/8 finału, to wróci do bramki, czy tak jak na Euro 2012 zostanie w niej zmiennik? No i czy wytrzyma między słupkami dłużej niż jeden mecz na mundialu w Rosji w 2018?

W tej sytuacji wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że przeciwko Niemcom na Stade de France bronić będzie Fabiański. Artur Boruc wprawdzie w dniu kontuzji Wojtka wrzucił na Twittera ikonę bomby z odpalonym lontem, ale raczej nie chodziło o miejsce w bramce. Nie wierzę, żeby Nawałka miał mu szepnąć na ucho, że go wystawi trzy dni przed meczem. Acz gdyby jednak – byłbym wielce zdziwiony (wydawało mi się, że jest wyraźnie opcją nr 3, można się kłócić czy zasłużenie), ale i jednocześnie spokojny o jego postawę w bramce. W całym zespole nie mamy nikogo o większym doświadczeniu turniejowym. Lubi błyszczeć w światłach jupiterów. Tak było gdy jeszcze grywał w Lidze Mistrzów w barwach Celticu (pamiętne mecze przeciwko AC Milan i Manchesterowi United) i w reprezentacji. W obu meczach przeciwko Niemcom na mundialu w 2006 i na Euro 2008 był najlepszym zawodnikiem naszej drużyny. Wiadomo, że wielkie mecze go niosą. Ma za sobą niezły sezon, świetnie odnalazł się w prowincjonalnym Bournemouth, które w znacznej mierze dzięki jego postawie zapewniło sobie utrzymanie w Premier League.

Fabiański, Szczęsny, BorucNos i wysłannicy „Przeglądu Sportowego” w La Baule przekonują, że szansę dostanie Fabian. Wielki profesjonalista. Choć musiał być potwornie rozczarowany decyzją Nawałki, który wskazał na Szczęsnego, nie dał po sobie poznać. Ani jednego słowa krytyki w mediach, najmniejszego focha.Poznać można było tylko jak po towarzyskim meczu z Holandią w Gdańsku, w którym bronił Szczęsny, narzucił na głowę bluzę dresową, ukrył pod nią twarz i przemknął przez strefę z dziennikarzami, tak by nikt nie zdążył go zahaczyć. Rozczarowanie trawił w milczeniu. Jak wówczas kiedy Leo Beenhakker stawiał na Boruca, choć Fabian w stu procentach wykorzystywał dawane mu szanse. Mało tego, ratował kadrze i Holendrowi skórę, gdy ten zawiesił Boruca po „wydarzeniach we Lwowie”. Swoją drogą los oddaje mu teraz to co zabrał nie tylko na Euro 2016, ale i w Arsenalu, gdzie będąc w świetnej formie, doznał kontuzji – zresztą podczas rozgrzewki z Wojtkiem – stracił tracąc miejsce między słupkami „Kanonierów” na rzecz tego ostatniego i ostatecznie odszedł z Londynu do Swansea.

Jestem pewien, że dawno schował rozczarowanie do kieszeni i w żaden sposób nie wpłynie ono na jego grę. A może wręcz sportowa złość i chęć udowodnienia Nawałce, że się mylił, że spokojnie od początku mógł stawiać na niego dodadzą mu skrzydeł i dokona w bramce cudów, a takiej postawy cholernie będziemy potrzebować. I odbierze tytuł Księcia Paryża Andrzejowi Woźniakowi, nadany mu za mecz z Francją w 1995 roku. A raczej pierwszy pozostanie Księciem Parc des Princes, obyśmy świętowali w czwartek Księcia Stade de France!

https://youtu.be/sUhfw8WIwnA