Fabiański – rozczarowanie do kieszeni, musi zostać „Księciem Paryża”!

ŁUkasz fabiańskiStara piłkarska prawda mówi „zwycięskiego składu się nie zmienia”. Niestety Adam Nawałka nawet gdyby chciał nie mógłby być jej posłuszny. Z powodu kontuzji uda przeciwko Niemcom na pewno nie zagra Wojtek Szczęsny. Jego ojciec, Maciek, już dwa dni temu po otrzymaniu MMS od syna stwierdził, że sprawa jest beznadziejna: udo wygląda jak u słonia, w klinice w Nantes nie zdołano ściągnąć krwiaka, którego nabił mu ostrym wejściem Kyle Lafferty. Nie dowierzałem, ponieważ sztab kadry już dowiódł, że zna się na medycynie i jej cudach, przywracając do zdrowia Kamila Grosickiego, który z Irlandią Pn wszedł w końcówce i popisał się kilkoma rajdami, dając dowód, że spokojnie można na niego stawiać z Niemcami.

Żal mi Wojtka, który końcówkę sezonu w Romie miał naprawdę świetną, a na zgrupowaniu kadry tak zapieprzał, że Nawałka postanowił zresetować własną hierarchię z Łukaszem Fabiańskim jako numerem 1 i w meczu otarcia Euro 2016 wystawił Szczęsnego. Najwyraźniej biedny Wojtek nie zdołał przełamać klątwy pierwszego meczu turnieju i znów nie zagra w drugim. Ciekawe czy jeśli wyleczy się na trzeci, ten z Ukrainą, albo – oby, chyba raczej na pewno – 1/8 finału, to wróci do bramki, czy tak jak na Euro 2012 zostanie w niej zmiennik? No i czy wytrzyma między słupkami dłużej niż jeden mecz na mundialu w Rosji w 2018?

W tej sytuacji wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że przeciwko Niemcom na Stade de France bronić będzie Fabiański. Artur Boruc wprawdzie w dniu kontuzji Wojtka wrzucił na Twittera ikonę bomby z odpalonym lontem, ale raczej nie chodziło o miejsce w bramce. Nie wierzę, żeby Nawałka miał mu szepnąć na ucho, że go wystawi trzy dni przed meczem. Acz gdyby jednak – byłbym wielce zdziwiony (wydawało mi się, że jest wyraźnie opcją nr 3, można się kłócić czy zasłużenie), ale i jednocześnie spokojny o jego postawę w bramce. W całym zespole nie mamy nikogo o większym doświadczeniu turniejowym. Lubi błyszczeć w światłach jupiterów. Tak było gdy jeszcze grywał w Lidze Mistrzów w barwach Celticu (pamiętne mecze przeciwko AC Milan i Manchesterowi United) i w reprezentacji. W obu meczach przeciwko Niemcom na mundialu w 2006 i na Euro 2008 był najlepszym zawodnikiem naszej drużyny. Wiadomo, że wielkie mecze go niosą. Ma za sobą niezły sezon, świetnie odnalazł się w prowincjonalnym Bournemouth, które w znacznej mierze dzięki jego postawie zapewniło sobie utrzymanie w Premier League.

Fabiański, Szczęsny, BorucNos i wysłannicy „Przeglądu Sportowego” w La Baule przekonują, że szansę dostanie Fabian. Wielki profesjonalista. Choć musiał być potwornie rozczarowany decyzją Nawałki, który wskazał na Szczęsnego, nie dał po sobie poznać. Ani jednego słowa krytyki w mediach, najmniejszego focha.Poznać można było tylko jak po towarzyskim meczu z Holandią w Gdańsku, w którym bronił Szczęsny, narzucił na głowę bluzę dresową, ukrył pod nią twarz i przemknął przez strefę z dziennikarzami, tak by nikt nie zdążył go zahaczyć. Rozczarowanie trawił w milczeniu. Jak wówczas kiedy Leo Beenhakker stawiał na Boruca, choć Fabian w stu procentach wykorzystywał dawane mu szanse. Mało tego, ratował kadrze i Holendrowi skórę, gdy ten zawiesił Boruca po „wydarzeniach we Lwowie”. Swoją drogą los oddaje mu teraz to co zabrał nie tylko na Euro 2016, ale i w Arsenalu, gdzie będąc w świetnej formie, doznał kontuzji – zresztą podczas rozgrzewki z Wojtkiem – stracił tracąc miejsce między słupkami „Kanonierów” na rzecz tego ostatniego i ostatecznie odszedł z Londynu do Swansea.

Jestem pewien, że dawno schował rozczarowanie do kieszeni i w żaden sposób nie wpłynie ono na jego grę. A może wręcz sportowa złość i chęć udowodnienia Nawałce, że się mylił, że spokojnie od początku mógł stawiać na niego dodadzą mu skrzydeł i dokona w bramce cudów, a takiej postawy cholernie będziemy potrzebować. I odbierze tytuł Księcia Paryża Andrzejowi Woźniakowi, nadany mu za mecz z Francją w 1995 roku. A raczej pierwszy pozostanie Księciem Parc des Princes, obyśmy świętowali w czwartek Księcia Stade de France!

https://youtu.be/sUhfw8WIwnA

Dlaczego Fabiański nie broni w kadrze, czyli był sobie (grzeczny) chłopiec

Łukasz Fabiański i Artur BorucOd lat żywię wielki szacunek do Łukasza Fabiańskiego za rzadki u piłkarza profesjonalizm i oddanie drużynie. Ale mam też z nim i pewien problem. Nie pierwszy raz w swej reprezentacyjnej karierze Fabian znalazł się w sytuacji, że naciskiem na trenera, sprawną współpracą z mediami, sugestią rzuconą tu czy tam byłby w stanie wymusić pozycję bramkarza numer 1. Nie tylko na mecz z Irlandią, ale może i dłużej. Bywało, że jego rywale stosowali tę strategię. On nigdy. Zawsze wolał, żeby to jego postawa na boisku przemawiała za nim, a nie on sam, w wywiadach czy zakulisowych rozmowach. Tak jest i teraz.

Popatrzmy: raczej trudno sobie wyobrazić, żeby w Dublinie miał wystąpić Wojtek Szczęsny, Namaszczony przez Adama Nawałkę na numer 1 w eliminacjach bramkarz Arsenalu od tygodni nie może wrócić między słupki „Kanonierów”. Angielska prasa nie tylko przyznaje rację Arsene Wengerowi, że postawił na Davida Ospinę, ale wręcz twierdzi, że menadżer pozwolił odejść z klubu „nie temu Polakowi co trzeba”. Po latach grzania ławy na Emirates Fabian wyraźnie odżył w Swansea. Jego walijska drużyna zajmuje świetne 8. miejsce w Premier League i nie musi się już lękać spadku. Na osiem kolejek przed końcem sezonu ma już 11 punktów więcej niż w poprzednim między innymi dzięki temu, że Fabiański aż 11 razy zachował czyste konto (lepszy pod tym względem jest tylko Fraser Forster – 13).

Czy to nie dawałoby mu prawa oświadczyć stanowczo, że „nie wyobraża sobie posadzenia na ławce”, że „nie wie jak by wówczas zareagował”. Że skoro jeden z jego rywali nie broni wcale, a drugi w lidze niższej niż jego, każda inna decyzja byłaby nie sprawiedliwa i nie fair. Czy media i kibice nie przyznałby mu racji. Sam Nawałka musiałby mocno przemyśleć swą decyzję, wiedząc że ryzykuje frustracją ambitnego zawodnika, który różnie może znieść rozczarowanie. No i wiedziałby, że ma zawodnika niezwykle zdeterminowanego.

Nie bez powodu wziąłem w cudzysłów dwa powyższe cytaty. To słowa Artura Boruca z października 2008 roku gdy ważyły się losy obsady bramki w meczach eliminacji do mundialu w RPA z Czechami i Słowacją. Boruc wrócił wówczas do kadry po kilku miesiącach zawieszenia po „incydencie lwowskim”. Wrócił i ostro zażądał należnego swoim zdaniem miejsca w reprezentacji. I Leo Beenhakker mu je dał. A przecież Fabiański po dobrej grze z San Marino (obroniony karny) i ze Słowenią miał prawo uważać, że wygra rywalizację z Borucem. Nie uciekał się jednak do przecieków do prasy, nie przypominał, że coś mu się należy, nie groził gniewem. Zdał się na ocenę selekcjonera, do którego przecież należy ostateczna decyzja. Beenhakker wiedział zaś, że rozczarowując Fabiana spotka się wyłącznie z jego profesjonalnym zrozumieniem. I tak się właśnie stało. Bolesny werdykt też zniósł z milczeniu i pokorze, żadnych uniesień, żadnych skarg do mediów, które tylko czekały, żeby rozpętać konflikt w kadrze.

Nawet dziś bramkarz Swansea przyznaje: „jakieś rozczarowanie na pewno było, ale nie jestem osobą, która wszystko długo rozpamiętuje. Wiem, że to zabrzmi banalnie, ale tylko jeden bramkarz może bronić i wszystkich się nie zadowoli. Gdy się gra w reprezentacji, trzeba umieć akceptować takie decyzje”. Widzicie tu presję na selekcjonera?

Jak nie było jej wówczas, tak nie ma i teraz. Dziś Fabiański w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” nie rzuca „Teraz albo nigdy!”, „To mój czas!”, „Nigdy nie byłem w lepszej formie!” Wręcz przeciwnie, wyznaje, że nie czuje na sobie takiego ciśnienia. „Niezależnie, czy pojawiałem się tutaj jako rezerwowy Arsenalu, czy podstawowy golkiper Swansea, moje nastawienie było i jest takie samo. Wykonuję tu swoją robotę i tyle”.

Grający o ligę niżej Boruc? „Artur z pewnością ma ogromne doświadczenie w reprezentacji, więc pod tym względem ma nade mną przewagę” – przyznaje szczerze. Pozytywne opinie na swój temat ze strony ekspertów? „Miło usłyszeć takie opinie, ale decyzje podejmuje trener (…) Nastawienie mam zawsze takie samo”.

I może to jest właśnie powód, dla którego tak świetny bramkarz ma wprawdzie 22 występy w reprezentacji, ale w tym zaledwie cztery w meczach o punkty. Nie żądam od Fabiańskiego ostrej rywalizacji, w której „wszystkie środki dozwolone” na miarę Oliver KahnJens Lehmann, którzy walcząc o pozycję numer 1 na mundialu w Niemczech w 2006 roku bezpardonowo obrażali się w mediach, wyciągając nawet brudy z życia osobistego. Nie żądam, żeby w odpowiedzi na posadzenie na ławce „rozwalił szatnię” i zepsuł atmosferę w kadrze. Przecież nie można mieć pretensje do zawodnika, że zachowuje się jak profesjonalista, a przy tym porządny człowiek.

Ale może selekcjonerzy woleliby, żeby właśnie „miał ciśnienie”? Może chcieliby zobaczyć w nim ten żar i desperację, a nie tylko zimny profesjonalizm. Tymczasem wiedzą, że nie obrazi się rolą rezerwowego, za to jeśli zajdzie potrzeba, da z siebie wszystko bez najmniejszego focha.

Sam Fabiański twierdzi, że wizerunek grzecznego chłopca w niczym mu nie szkodzi. „Staram się po prostu być kulturalny. Taką jestem osobą” mówi.

Czy to jednak przypadek, że nominalnie numerem 1 w kadrze jest Szczęsny, mówiący o sobie, że jego największą zaletą i wadą jest nadmierna pewność siebie? Zaś Boruc, który ma na koncie 59 występów w biało-czerwonych barwach to ostatnia osoba, którą dałoby się określić mianem „grzeczny chłopiec”?

Łukasz Fabiański

Fabiański czy Boruc z Irlandią? Wszystko jedno!

Artur Boruc i Łukasz FabiańskiKłopoty Wojtka Szczęsnego, który cierpi w Arsenalu za własną głupotę sprawiły, że rozgorzała debata kto powinien bronić w bardzo ważnym meczu z Irlandią w eliminacjach Euro 2016. Moim zdaniem jedyna dobra odpowiedź na to pytanie brzmi: na pewno nie Wojtek. Stracił miejsce w klubie na rzecz Davida Ospiny i nie zanosi się, żeby je szybko odzyskał. Takie są reguły tej gry: nie bronisz w klubie, nie jesteś w rytmie meczowym (sporadyczne występy w Pucharze Anglii to za mało), nie możesz więc oczekiwać, że selekcjoner postawi na ciebie w kluczowym spotkaniu eliminacji. Dlaczego zresztą miałby ryzykować, gdy ma dwóch tak wartościowych zastępców?

A Łukasz Fabiański czy Artur Boruc? To już nie tak oczywiste. Pierwszy przeżywa najlepszy okres w karierze, omijają go pechowe kontuzje, co rusz zostaje bohaterem Swansea, broni na co dzień strzały najlepszych snajperów świata. Gdyby kierować się hierarchią lig, należałoby mu się miejsce w bramce reprezentacji. Ale w kadrze obowiązuje inna hierarchia. Za Borucem przemawia równie dobra forma, ale też większe doświadczenie, charyzma i pozycja wśród kolegów z kadry. Trener Adam Nawałka oznajmił już dawno, że jego nr 1 jest Szczęsny, a numerem 2 Boruc. Skoro nr 1 ma kłopoty, automatycznie do gry wchodzi nr 2. Czy forma Fabiana w Premier League, przy równie wysokiej Boruca to wystarczający powód, żeby odejść od tej hierarchii? Jaki będzie to miało wpływ na zespół?

Choć zwykle nie jest mi „wszystko jedno” tak tym razem muszę przyznać, że właściwie nie ma większego znaczenia, który z chłopaków będzie bronił przeciwko Irlandii. Każdy wybór jakiego dokona Nawałka będzie dobry. Szczęśliwie dla selekcjonera to wybór przed jakim codziennie staje Jose Mourinho zastanawiający się: Thibaut Courtois czy Petr Cech. Jednemu z nich będzie przykro, ale drużyna może być spokojna w obu przypadkach.

Boruc, Fabiański, Szczęsny

 

 

Czas żeby Boruc wrócił do kadry!

Dobrze się stało, że selekcjoner Waldemar Fornalik powołał na towarzyskie spotkanie z Irlandią 6 lutego w Dublinie Sebastiana Boenischa. Lewa strona obrony to wciąż bolączka. Boenisch wypadł z kadry po Euro 2012, długo szukał klubu po wygaśnięciu kontraktu z Werderem. Na początku lutego sensacyjnie przygarnął go liczący się w walce o tytuł Bayer Leverkusen. Przed przerwą zimową zdążył zagrać dwa mecze i połówkę trzeciego. W pierwszej noworocznej kolejce w miniony weekend zdobył gola w spotkaniu z Eintrachtem Frankfurt (3:1) i zagrał tak dobrze, że jedenastki kolejki „Kickera”, który grę Polaka ocenił na świetne 2,5 (średnia ocena za cztery mecze w barwach Bayeru – całkiem niezłe 3,17). Niemieccy dziennikarze z Rhenische Post skomentowali jego grę następująco, że przeciwko Eintrachtowi pokazał wszystkie swoje silne strony: dobrą grę głową, waleczność, mocny strzał i umiejętność włączania się do akcji ofensywnych.

Jeśli Fornalikowi wystarczył ten jeden mecz, żeby zachwycić się Boenischem i po raz pierwszy w swej selekcjonerskiej karierze powołać do kadry, to dziwie się, że w podobnym stopniu nie zauroczył go Artur Boruc, który w poniedziałkowym spotkaniu z Evertonem rozegrał zdecydowanie najlepszy mecz od powrotu na Wyspy. Obronił m.in. strzały Anichebe, Fellainiego, Naismitha i skazywani na spadek Święci z Southampton zachowali czyste konto z rewelacją sezonu. Boruc był bezbłędny: pewny na przedpolu, idealnie podawał, za co dostał od większości portali najlepsze noty w drużynie. Zupełnie inny zawodnik niż ten z meczu z Arsenalem 2 stycznia, pierwszym po długiej przerwie (spowodowanej incydentem bidonowym), w którym wypuszczał piłkę z rąk po dośrodkowaniach i podawał do rywali, że nawet fani Świętych na twitterze komentowali memowym go home Artur, you are drunk. Ale i tamto spotkanie Southampton udało się z jego pomocą zremisować 1:1. Widać było, że brakuje mu tylko ogrania. Podobnie jak Boenischowi, który za debiut w Bayerze zebrał najgorsze noty w zespole. W międzyczasie Święci zdołali też urwać punkty Chelsea, trenera Nigela Adkinsa zastąpił Mauricio Pochettino, ale bramkarz się nie zmienił i na zmianę się nie zanosi.

Mecz z Irlandią byłby idealną okazją do powrotu Boruca do kadry. Fornalik zdążył by sprawdzić jak funkcjonuje w grupie zanim zostanien (być może) na niego skazany przed kluczowymi meczami o punkty. Okej, Boruc wypadł z kadry nie bez powodu, swoje za uszami ma, jeśli chodzi o brak dyscypliny jest nawet recydywistą. Że u Franciszka Smudy nigdy nie zagra było dla mnie pewne i zrozumiałe, słowa o Dyzmie były po prostu nieprofesjonalne i niewybaczalne. Mimo wszystko jednak przewiny Boruca nie powinny skazywać go na banicje z kadry dożywotnio. Nie jest przecież u diabła jakimś Lance Armstrongiem! Myślę, że zwłaszcza w ostatnim roku dostał mocno od życia w kość, oglądać Euro 2012 w TV musiało być tak ambitnego faceta, bohatera dwóch poprzednich turniejach, strasznym bólem.

Fornalik udowodnił, że nie ma uprzedzeń, kieruje się w selekcji rozsądkiem, jest otwarty na każdego piłkarza, od Milika przez Wszołka po Boenischa. Dlaczego nie Boruc? Bo rywalizacja z Wojtkiem Szczęsnym o miejsce w bramce może być dla kadry destrukcyjna? Moim zdaniem jest konieczna. Mam wrażenie, że Przemek Tytoń dostał powołanie za zasługi, ale pod względem sportowym, po tak długim czasie niegrania, nie jest dla Wojtka rywalem. Polska to jednak nie Hiszpania, gdzie hierarchia bramkarzy jest ustalona od lat. Tam wszelako Iker Casillas ma znacznie większy status niż po prostu bramkarz. To KAPITAN, mistrzów świata i Europy, łączący ogień z wodą czyli piłkarzy Realu i Barcy. Żaden z naszych piłkołapów na razie taki statusu nie zasłużył. O wiele bardziej przyda nam się rywalizacja a’la Oliver Kahn - Jens Lehmann. A hierarchia zostałaby ustalona dopiero na mundial w Brazylii…;-)

Was? Ja wracam do repry, a Artur nie?!

 

// Get the Poll Creator Pro widget and many other great free widgets at Widgetbox! Not seeing a widget? (More info)

Boruc idzie na wojnę ze Smudą

Maciej Terlecki, z którym obejrzeliśmy zajawkę wywiadu (całość obejrzę dopiero dzisiaj), a który pracował ze Smudą w Widzewie, słysząc to opowiedział o zwyczaju Franza, by w grudniu na koniec rundy zapraszać piłkarzy bez żon, na tzw. ochlaj i wyżerkę. W zamkniętym ośrodku czy hotelu stawiał pieczonego świniaka i skrzynkę wódki i zachęcał: w trakcie sezonu musicie być wstrzemięźliwi, zero alkoholu, ale teraz możecie sobie poluzować. I piłkarze luzowali sobie, nawet bardzo, co Smuda obserwował dokładnie sącząc przez cały wieczór jeden kieliszek. A potem podczas styczniowych przygotowań miał świetne argumenty przeciwko tym, którzy mu nie pasowali lub czymś podpadli: ty pijusie, jak trzeba było to wypiłeś tyle i tyle. Tak mu się skojarzyła obecna sytuacja.

Co prawda Smuda już nas nauczył, że to, iż kogoś dziś zawiesza, z kimś żegna się nieodwołalnie czy przesądza, że ktoś tam nie pasuje mu do koncepcji wcale nie oznacza, że jutro go nie powoła. Przez pierwszy rok jego pracy z kadrą mieliśmy przykłady obrażanych-by-za-chwilę-zostali-powołani czy to Ebiego Smolarka czy Andrzeja Niedzielna. Do kadry wraca właśnie Sławomir Peszko, zawieszony na krótko za pijaństwo podczas zgrupowania i obrażenie asystenta Smudy, Jacka Zielińskiego. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że w przypadku Boruca i Żewłakowa trener wykorzystuje pretekst, by pozbyć się z drużyny niechcianych zawodników, krnąbrnych, znających swoją wartość i nie zapatrzonych ślepo w autorytet selekcjonera. Ba, robiących sobie z tego autorytetu jaja. Krytykowałem Boruca za incydent lwowski, daleki jestem od tego by wstawiać się za pijącymi zawodnikami, jest jednak kilka ALE.

Po pierwsze nie było jakiegoś wielkiego INCYDENTU na pokładzie Air France. Boruc z Żewłakowem popijali wino z plastikowych buteleczek. Wg moich źródeł w pewnym momencie przeszli na tył samolotu do aneksu, w którym czeka się na wejście do toalet. Tam z winem w ręku głośno się zachowywali, wybuchali śmiechem, gdzieś pojawiła się informacja, że zaczepiali stewardessy. Reprezentanci Polski nie stworzyli „zagrożenia w powietrzu”, kapitan nie musiał przymusowo lądować, żeby uspokoić awanturników, linie lotnicze ani żaden z pasażerów nie wniosły żadnych oskarżeń. Wręcz przeciwnie, nikt niczego nie zauważył. Oprócz podminowanego Smudy (być niekorzystnymi rezultatami z USA i Ekwadorem, a być może jaskrawym strojem Żewłakowa, który paradował w koszulce Michaela Jordana z Chicago Bull i przekrzywionej po trapersku czapeczce). Dość, że w pewnym momencie rzucił do piłkarzy, żeby siadali i nie robili wiochy, a po wylądowaniu zapowiedział im, że więcej u niego nie zagrają. Jak mówią ci, którzy współpracowali ze Smudą, on już tak ma, że jak jest wkurzony, musi kogoś opieprzyć i mu przechodzi.

Boruc przyznaje w wywiadzie, że mając świadomość, że jest w kadrze podpadziochem, zachował się nierozsądnie. Z drugiej jednak strony jak zwykle w tej kadrze nie wiadomo było kiedy właściwie skończyło się zgrupowanie, część kadrowiczów twierdzi, że w Montrealu i wszyscy wracali do Europy nie jako drużyna narodowa ale jako osoby prywatne. Stąd m.in brak na nich reprezentacyjnych garniturów i kuriozalny występ Żewłakowa przed kamerami na Okęciu w stroju Jordana. Swoją drogą brak jasnego przekazu kiedy drużyna jest drużyną, co komu wolno, wskazówki trenera w rodzaju, że picie wina z plastikowych kubeczków jest okej, a chodzenie po samolocie z buteleczką w ręku już nie, przypomina jakiś wyjazd klasowy na wycieczkę do stolicy, a nie reprezentacji Polski zagranicę.

Nie wiem, a chciałbym wiedzieć czy Smuda nie chce Boruca w drużynie, bo nie lubi piłkarzy o wyrazistych charakterach, mocnych. Niechętny był mu przecież od zawsze, obrażał go i lekceważył kiedy spotkali się w Legii. Łatwiej mu zrezygnować z Boruca, bo do świetnej formy wreszcie dochodzi Łukasz Fabiański, na horyzoncie co raz wyraźniej rysuje się kariera Wojtka Szczęsnego? Przeszkadza mu, że Boruc popija i pali? Też bym wolał, żeby tego nie robił. Ale z drugiej strony czy ta kadra może sobie pozwolić na rezygnowanie z jednego z nielicznych piłkarzy na europejskim poziomie, piłkarza o tak potrzebnej tej drużynie charyzmie? Który swoją postawą na MŚ w 2006 i Euro 2008 pokazał jak ważną postacią potrafi być dla drużyny na wielkich turniejach. W każdym występie w kadrze Smudy był najlepszym zawodnikiem na boisku. Czy można uznać, że Boruc wypracował sobie dotychczasową postawą pewną pozycję i pewne przywileje?

Martwi to wszystko także dlatego, że co raz mniej widzę w kadrze takich piłkarzy, którzy na Euro 2012 wybiegną dać się pokroić za Smudę i jego koncepcje. Dobrzy piłkarze w składzie to za mało, żeby odnieść sukces, trener potrzebuje takich, którzy za niego zginą. Niestety obawiam się, że obecnie obserwujemy proces ginięcia resztek auorytetu selekcjonera.

Wracając do Boruca, jedyną szansą na grę na Euro 2012 dadzą mu świetne występy w klubie (Fiorentinie czy jakimkolwiek innym), po których Smuda po prostu nie będzie mógł go nie powołać. Wówczas Boruca powołają mu do kadry media i kibice. Na razie Artur, jak sam przyznaje w wywiadzie, zj… wszystko na co tyle lat pracował.

 

REKRUTUJ! Przyłącz się do kampanii „The Recruiter” i weź udział w wyścigu o nowiutkie Porsche 911 Carrera! Znakomite nagrody do wygrania co tydzień i co miesiąc przez cały czas trwania konkursu.

 

Boruc napisał list. Pożegnalny?


<!– /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Century; panose-1:2 4 6 4 5 5 5 2 3 4; mso-font-charset:238; mso-generic-font-family:roman; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:647 0 0 0 159 0;} @font-face {font-family:GWTimes; mso-font-alt:"Times New Roman"; mso-font-charset:238; mso-generic-font-family:auto; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:-2147483609 0 0 0 3 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} h4 {mso-margin-top-alt:auto; margin-right:0cm; mso-margin-bottom-alt:auto; margin-left:0cm; mso-pagination:widow-orphan; mso-outline-level:4; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman";} @page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;} div.Section1 {page:Section1;} –>

 

- Chciałbym wykorzystać ten czas by podziękować wam wszystkim i każdemu z was z osobna za udzielone mi wsparcie, za to, że byliście ze mną na dobre i na złe, za wszystko. Celtic ma najlepszych kibiców na świecie i jeśli sprawy potoczą się tak, a nie inaczej, nie będę potrafił wyrazić słowami, jak bardzo będzie mi was brakowało - napisał Artur Boruc (zacytowałem za dziennikiem.pl, który znalazł list na jego stronie w jednym z popularnych portali społecznościowych).

 

Brzmi to ewidentne jak pożegnanie z kibicami Celtiku Glasgow. Bramkarz reprezentacji Polski zastrzega wprawdzie, że nie mówię do widzenia, ale już po chwili dodaje: chcę wam powiedzieć, że w ciągu najbliższych kilku dni rozstrzygną się kluczowe dla mojej przyszłości w klubie sprawy. W najbliższych dniach przekażę wam jeszcze ważną wiadomość dotyczącą mojej przyszłości, tak więc uważajcie i zaglądajcie w to miejsce (czy ktoś może wie w jakie, żebyśmy wszyscy mogli zaglądać)? Czyli prawdopodobnie dopina negocjacje z jakimś nowym klubem. Być może kluby porozumiały się już co do sumy transferu, teraz zawodnik ustala swój kontrakt.

 

Mimo nieudanego dla Celtiku sezonu, byłem pewien, że zostanie w klubie. Straciłem pewność, gdy z funkcji trenera zrezygnował Gordon Strachan, człowiek, który sprowadził Boruca do Celtiku i wspierał po największych nawet wpadkach i wyskokach (kiksy, prowokowanie Rangersów, zbicie na kwaśne jabłko kolegi z zespołu itp.). Nazywał go swoim najlepszym transferem w karierze, a jedyne cierpkie słowa Polak usłyszał od niego pod koniec sezonu, gdy Szkot stwierdził, że to jemu należy się tytuł trenera roku, za… użeranie się z Borucem. Sprowadził wprawdzie Łukasza Załuskę, ale nie po to, żeby Boruca sprzedać ale wywierać na niego presję, zmuszać do większej koncentracji…


Gdy jego następca Tony Mowbray zapowiedział, że prawdopodobnie będzie musiał sprzedać któregoś z najważniejszych zawodników, by zdobyć pieniądze na transfery, od razu stało się dla mnie jasne, że mówił o Borucu. Nie dla tego bynajmniej, że na sprzedaży Polaka zarobiłby na trzech niezłych piłkarzy. Sorry, ale Boruc to nie Cristiano Ronaldo czy Kaka, ale wprawdzie świetny bramkarz, ale po najgorszym sezonie w swojej karierze i sporą kartą pozaboiskowych wyskoków. Jego transfer może okazać się strzałem w 10" ale i niesie ze sobą ryzyko. Słowem nie jest to ktoś, za kogo Celtik dostanie 10 mln funtów (mimo że prezes Realu Madryt ‚zepsuł rynek’).

Pieniądze na transfery to tylko ściema dla naiwnych. Mowbray zdaje sobie sprawę, że póki co Boruc ma w szatni i u kibiców większy autorytet niż on. Doświadczenie jakie zdobył prowadząc Ipswich, Hibernian i WBA jest bez wątpienia cenne, ale wystarczy mu stresu w prowadzeniu największego szkockiego klubu, nie chce ryzykować użerania się z potencjalnym troublemakerem. Boruc to zawodnik, który może mu wygrać sezon i awans do 1/8 Ligi Mistrzów, ale może zniweczyć całą pracę, a przy tym ośmieszyć. Mowbray wie też, że to jedyny moment do pozbycia się Boruca. Nie jest na Boruca skazany. Wraz z nim do klubu trafili dwaj nowi bramkarze, Załuska i Dominic Cerki, wszyscy mają świeżo w pamięci ostatni sezon w wykonaniu Polaka.

- Po sprzedaży gwiazdy drużyna może funkcjonować lepiej, gdy trzech zawodników okaże się przydatnych i będzie lepiej współpracować. Korzyść dla zespołu, klubu i kibiców będzie oczywista, bo będziemy wygrywać mecze - oznajmił Mowbray. czy ktoś ma wątpliwości o jaą gwiazdę mu chodzi? Którego zresztą z piłkarzy The Bhoys można nazwać tym mianem, Jana Vannegora of Hasselinka? Come on! – jak powiedziałby Leo.

 

Natomiast nie mam żadnego pomysłu w jaki sposób rozstrzygną się owe kluczowe dla przyszłości Boruca w klubie sprawy.  Gdzie miałby trafić? Premier League, a może liga hiszpańska (czy to nie tam trafiają obecnie najlepsi),a może Bundesliga? Przede rokiem stawiałem na Bayern Monachium i AC Milan, ale dziś już chyba raczej nie? Sam nie wiem. Macie jakieś pomysły?

 


Dokąd ucieknie Boruc z Celtic Park? Any ideas?

 Puchar Konfederacji  w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

Ochroniarz dla Boruca? Chyba dla jego rywali

Artur Boruc dusi Rangersa, David Weir podczas Derbów Glasgow 

Kiedy wyczytałem w „Dzienniku”, że PZPN zamierza wynająć dla Artura Boruca specjalnego ochroniarza, który będzie chronił go w Belfaście przed złem wszelkim, pomyślałem, że to jakiś szczwany zabieg PR’owski tej agencji, która niedawno podjęła się znojnego zadania ocieplenia wizerunku związku. Nieufność podsyciła deklaracja sekretarza PZPN, Zdzisława Kręciny, który stwierdził, że skoro wielu znanych piłkarzy na świecie ma swoich ochroniarzy – np. Ronaldo czy David Beckham to i Artur też może takiego mieć.

Ja rozumiem troskę PZPN po ostatnim ataku terrorystycznym w Belfaście, w trakcie którego ciężko rany został polski dostawca pizzy. Ale atak był wszak wymierzony w brytyjskich żołnierzy, a Polak kompletnie przypadkową i niechcianą ofiarą. Zresztą gdyby IRA istotnie planowała jakiś podły akt z okazji meczu z Polską to obawiam się, że cała agencja ochrony „Zubrzycki” nie na wiele pomogła. Jeśli zaś obawę PZPN wzbudził chuligański atak cegłówkami na dom Boruca w Glasgow po wygranym przez Celtic z Rangersami finale Pucharu Ligi, to przecież sprawcy raczej nie podążą za nim do Belfastu, skoro go mają na miejscu. Agresja protestanckiego tłumu wobec „religijnego prowokatora”? Skoro Boruc już tyle razy o własnych siłach opuszczał Ibrox Park to i stadion w Belfacie opuści. Chyba, że PZPN szuka sprytnego pretekstu, żeby umieścić w naszej bramce dodatkowych obrońców w strojach ochroniarzy, co może nie byłoby głupie.

Zresztą znając temperament boiskowy Boruca, nie wiem czy o ochroniarzy nie powinni się raczej postarać Irlandczycy Północni. Albo… nasi obrońcy, zwłaszcza jeśli któryś planowałby danie ciała i jeszcze granie twardziela jak niedawno Aiden McGeady… Przypomniały mi się opowieści szefa ochrony Manchesteru United o tym jak bardzo wszyscy bali się… Roy’a Keane i zastanawiali nie jak ochraniać MU przed światem zewnętrznym, ale świat zewnętrzny przed gniewem Irlandczyka. Ochroniarz opisywał, że do dziś drży jak sobie przypomni Keane’a w furii. Ta sama krew.

Artur Boruc i Stephen McManus

 

Ligi Europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus! 

 

Dlaczego Boruc nie zagra w Newcastle

 

 

„Newcastle will replace Shay Given with Celtic keeper Artur Boruc” - oto tytył „Sunday Mirror”. Niedzielne wydanie „Daily Mirror” spekuluje, że jeśli Manchesteru City dopnie swego i kupi z Newcastle United bramkarza reprezentacji Irlandii Shay’a Givena za 12 mln funtów, jego następcą na St Jamese’s Park będzie Artur Boruc. Brzmi to o tyle prawdopodobnie, że MC bardzo potrzebuje bramkarza, a Given bardzo chce odejść z klubu. Trener Srok Joe Kinnear bardzo chciałby go zatrzymać, ale wie, że nie będzie w stanie. W zwiazku tym chce przynaajmniej wzamian równie dobnrtego bramkarza – Boruca. I to nawet jeśli miałby kosztować tyle ile sprzedany Irlandczyk, a jak wiadomo Celtic wycenił Polaka na 10 mln funtów. Pytanie brzmi czy Borucowi opłacałoby się przechodzić do Newcastle?

 

Niby prawdziwa Premier League to dla każdego piłkarza niebo w porównaniu ze Scotish Premier League, ale nie jestem do końca pewien czy w przypadku Holy Goalie. Po pierwsze Newcastle Utd to nie jest klub z „wielkiej czwórki”, regularnie grający w Lidze Mistrzów. Ani nawet taki, który dobija się do jej wrót, jak Aston Villa, gdzie byłby jakiś przytomny trener, który buduje drużynę od lat. W Newcastle panuje chaos i gra dość przypadkowa kadra, dowodzona przez przypadkowego trenera. Dopiero co po odejściu Kevina Keegana trwało tam polowanie na szkoleniowca i kilku znaczących odmówiło tam przejścia, nie widząc w najbliższym czasie perspektyw rozwoju. Nie ma chyba jednego piłkarza, który odmówiłby oferty z innego klubu. Rządzi szalony właściciel, którego wszyscy kibice mają dość. Mike Ashley oświadczył zresztą, że odejdzie o ile znajdzie się chętny kupić klub za 300 mln funtów. Przez moment zainteresowana była słynna Abu Dhabi United Group, która jednak weszła w Manchester City (gdyby wybrała inaczej, dziś pewnie zastanawialibyśmy się czy w barwach „Srokach” zagra nie Boruc, ale Gianluigi Buffon, a także Franck Ribery i Kaka…)

 

Odchodząc z Celtiku do Newcastle Boruc z pewnością straciłby Ligę Mistrzów. Ale za to zyskałby możliwość rywalizowania na co dzień z zawodnikami klasy Didiera Drogby i Franka Lamparda, Wayne Rooney’a i Cristiano Ronaldo, Emmanuela Adebayora i Robina van Persie czy Stevena Gerrarda i Fernando Torresa, a nawet Romana Pawliuczenki i Luki Modrića i Gabriela Agbonlahora i Ashley’a Younga zamiast anonimowymi kopaczami z Falkirk, Hibernian czy Gretny. Zamiast rzadkich występów w grupowej Champions League miałby swoje światła wielkiego meczu, spotkania o wielką stawkę, w których tak lubi błyszczeć, co tydzień. Co tydzień okazję do zostania bohaterem, który powstrzymał MU, Chelsea, Liverpool, Arsenalem… Z drugiej strony, dopiero co widziałem genialny występ Givena w meczu przeciwko Liverpooli, w którym Irlanczyk przypominał mi Ikera Casillasa w swym najlepszym okresie. Ale i tak The Reds wygrali 5:1…

 

 

Po za tym w Glasgow Boruc już jest ikoną. Tak wielką, że nie umniejsza jej przejściowy gorszy okres, jedna czy druga fatalna wpadka. W Newcastle musiałby zaczynać budowę image od zera. Na dzień dobry mierzyć się z legendą poprzednika. Nie będzie z tym łatwo, zwłaszcza, że nie znalazłby tu wroga na miarę Rangersów. Tyne-Wear Derby z Sunderlandem to jednak przy derbach Glasgow nasze-podwórko-przeciwko-waszemu. Sroki to legendarny klub, czterokrotny mistrz Anglii (z tym, że ostatni raz w 1927 roku). Ale przecież legenda Celtiku jest nie mniejsza, więc dla Boruca nie to żaden argument. Kibice Newcastle, zwani Toon Army należą do najlepszych na Wyspach, ale czy mogą się równać z kibicami The Bhoys? Atmosfera St James’es Park, choć świetna, przegrywa z Celtic Park. W dodatku Boruc na zmianie klubu wcale nie zyskałby jakoś szczególnie finansowo. Wg „Sunday Mirror” jednym z argumentów za zatrudnieniem Boruca byłoby to, że Polakowi nie trzeba by tyle płacić ile Givenowi, który zarabia 50 tysięcy funtów tygodniowo.

 

No i na koniec obecna forma bramkarza reprezentacji Polski, która – umówmy się – nie gwarantuje, że z miejsca stanie się bohaterem nowego klubu. Po szeregu przeróżnych niefortunnych zdarzeń do jakich doszło w życiu i karierze Boruca w ubiegłym roku, kolejna gwałtowna zmiana to ostatnia rzecz jak  jest mu teraz potrzebna. Dlatego moim zdaniem, jeśli Boruc rzeczywiście stanie przed decyzją, czy odchodzić do Newcastle Utd, to powie: no f*** way! Ale oczywiście mogę się mylić.

 

 

 

Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

Borucowi w Celtiku wszystko ujdzie na sucho

 

 

Wygląda na to, że Artura Boruca nie spotkają żadne konsekwencje za niesportowy tryb prowadzenia się w trakcie rehabilitacji po zabiegu kolana i lada moment wróci on do bramki Celtiku. Być może już w sobotnim meczu z St. Miren (wznowił treningi, lekarz nie widzi przeciwwskazań). Jeśli nie to we wtorek w meczu Ligi Mistrzów z Aalborgiem o trzecie miejsce w grupie E.

 

Nie dlatego bynajmniej, że informacje o wyskoku Polaka nie doratły do Szkocji. Zdjęcia opublikowane przez jeden z polskich brukowców, przedrukowała cała szkocka prasa (przy okazji zastrzegam, że fotografii na których z kimś się całuje nie komentuję, bo to sprawa tylko i wyłacznie Artura Boruca i publikacje ich uważam za haniebną). „Kolejne błazeństwa rozwścieczają trenera Strachana” - skomentował w tytule „Daily Record”, cytując trenera Celtów, który powiedział dziennikarzom, że wysyła kontuzjowanego Polaka do ojczyzny, bo „Artur wariuje, kiedy nie może grać. Niech więc leci do Polski na kilka dni, odwiedzi rodziców, pójdzie na spacer z synem…”. - Boruc wybrał jednak inny sposób spędzania wolnego czasu – wolał imprezować - ironizuje dziennik. „Sun” złośliwie wyliczył zaś 12 największych „błazeństw” polskiego bramkarza. M.in. 50 tys. funtów grzywny za łamanie zakazu picia alkoholu podczas zgrupowania Celtów w Rotterdamie, dyskwalifikację z kadry za incydent we Lwowie, wielokrotne prowokowanie fanów Rangers i odmowę podania ręki rywalom pod derbach Glasgow.

 

Zachowanie Boruca nie spodobało się wielu kibicom Celtiku, którzy dali temu wyraz w radiowym show w stacji 102.5 Clyde. Kilku z nich wezwało władze klubu do pozbycia się Polaka. - On już dostał wiele szans i wszystkie zmarnował. Miał leczyć kontuzję, a zachował się jakby się urwał ze smyczy. Mark Brown powinien stanąć w bramce na stałe - stwierdził Stuart McEachan. - Podczas każdego wyjazdu Boruc przynosi wstyd Celtikowi. Tym razem posunął się za daleko i Strachan powinien karnie pozbawić go pozycji nr 1 - dodał Derek Mailer. A na internetowej stronie „Daily Record”, który opublikował zapis radiowej dyskusji, w sondzie aż 46 proc. internautów opowiedziało się za wyrzuceniem Boruca z Celtiku.

 

Znajomy szkocki dziennikarz powiedział mi jednak, że Boruc o swój los w Celtiku może być spokojny. Oczywiście nikt nie pochwala piłkarza, który podczas leczenia kontuzji popija i popala. Ale tak długo jak śladów tych wyskoków nie będzie widać w grze Boruca na boisku, nic nie umniejszy jego legendy. A taki status Polak zyskał na Celtic Park już dawno temu - zapewnił mnie Szkot.

 

- Nie wiem czy „kolejne błazeństwo rozwścieczyło Strachana. Jeśli tak, to nie dał po sobie poznać. Odmówił nam jakichkolwiek komentarzy, a prywatnie tylko kręcił głową, że z Artura taki „party animal”. A nie jest to cecha obca piłkarzom grającym w lidze szkockiej czy angielskiej. Z podstawowych zawodników Celtiku na palcach jednej ręki dałoby się wymienić tych, których ktoś gdzieś nie przyłapał na złym prowadzeniu się. Ot, w tym samym czasie co zdjęcia Boruca w Warszawie, na czołówki trafiła bójka pomocnika Celtiku, Aidena McGeady w nocnym klubie z trzema facetami. Nie on ją sprowokował, ale nie powinien tam być o tej porze, bo właśnie… leczy kontuzję i dlatego nie zagrał w meczu Irlandia – Polska - powiedział, zastrzegając sobie anonimowość.

 

Radiową dyskusję i sondę w „Daily Record” zbył machnięciem ręki. - Tak naprawdę nie wiadomo, kto w nich bierze udział. A może fani Rangers, dla których Artur jest wrogiem publicznym nr 1? A pozbyć się Boruca z klubu mogą radzić władzom Celtiku chyba tylko kibice Rangers. Tak naprawdę booz-up trip Polaka (alkoholowa wycieczka) zbulwersowała aż tak wielu kibiców, bo dla nich to normalna rzecz. Nie jednemu zdarzył się podobny wypad z kumplami. Tak długo jak kłopoty w życiu prywatnym będzie umiał zostawić w szatni, wychodząc na mecz, nie musi się martwić o sympatię fanów. Oni go kochają, są wdzięczni za to co już zrobił dla klubu, a fan Celtiku nie jest z tych co szybko zapominają - zapewnił.

 

 

 

 

 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus! 

Boruc zagra z Villarreal, czyli lojalność po celtycku

 - Dla mnie sprawa jest oczywista. Artur Boruc wystąpi w meczu Ligi Mistrzów przeciwko Villarreal. Nic więcej nie powiem na ten temat, bo żadnego tematu nie ma – oto odpowiedź jakiej udzielił trener Gordon Strachan, pytany czy po katastrofalnym błędzie Polaka w meczu z Hibernian nie pośle go na ławkę.

Zasugerował mu to publicznie legendarny napastnik Celniku z lat 70. Frank McGarvey, wzywając Strachana do wystawienia rezerwowego Marka Browna. – Boruc nie może zagrać z Hiszpanami, bo nie można mu już ufać. Brown może nie jest bramkarzem klasy światowej, ale to on powinien stanąć między słupkami. Celtic stracił przez Boruca już dość punktów w tym sezonie – stwierdził McGarvey.

Podoba mi się jak Celtic zachowuje się w ‘sprawie Boruca’. W tej nagonce szkockich (i nie tylko) mediów na Polaka, klub daje swemu bramkarzowi pełne wsparcie. Dlaczego? Szkocki kolega tłumaczył mi, że trener Gordon Strachan ma oldskulowe podejście do lojalności. Po prostu jest jednym z nielicznych, który jeszcze w nią wierzy.  M.in. z tego powodu, że jemu samemu odmówiono jej w czas gdy był piłkarzem. Zawód jaki sprawił mu Alex Ferguson nosi w sobie do dziś i niedawno opisał w autobiografii, choć ze swym dawnym menedżerem pojednał się przy okazji któregoś licznych ostatnio meczów w Lidze Mistrzów.

Strachan jako były zawodnik pamięta też, że każdy piłkarz może mieć w swej karierze różne doły. Po fazie fenomenalnej, Boruc z powodów osobistych znalazł się na zakręcie. Skoro tak, najlepsza rzeczą jaka można zrobić, żeby mu pomóc, jest dać mu czas, żeby z tego zakrętu wyszedł. Łatwo jest skreślić, upokorzyć, jeśli nie jest się trenerem drużyny tylko komentatorem stojącym z boku. Przy tym Strachan pamięta ile klub i on sam zawdzięcza Boruchowi. Dzięki grze Polaka Celtic i jego trener przeszli do historii po raz pierwszy wychodząc z grupy w Lidze Mistrzów.

Dlatego Strachan wiecznie bagatelizuje przeróżne wyskoki Boruca. Kiedy prowokował koszulką z wizerunkiem Jana Pawła II po meczu z protestanckimi Rangersami, trener zbywał, że sprawa byłaby dopiero gdyby promował wizerunek wielokrotnej morderczyni. Kiedy tabloidy opublikowały zdjęcia Boruca palącego i popijającego piwko podczas „rehabilitacji” w Polsce, Strachan „cieszył się”, że jego zawodnik umie się zrelaksować w czasie wolnym. A że całował się z dziewczyną, a kto z nas nie chodzi do kina z dziewczyną i nie całuje się z nią?

Boruc zagra z Villarreal też dlatego, że Strachan chce mu dać się jak najszybciej zrehabilitować. W konfrontacji z hiszpańskimi czarodziejami, których pilnować będą obrońcy  mistrza Szkocji Borucowi nie będzie o to trudno. Lepiej dać mu zagrać, niż skazywać po błędzie na ławkę, a więc bicie się z myślami, rozpamiętywanie, frustrację. To jak ze skoczkiem narciarskim, który nie ustał telemarku na dole. Jak najszybciej musi wrócić na skocznię. Pamiętam, że podobnie zrobił Gerard Houllier po błędzie Jerzego Dudka w pamiętnym meczu z Manchesterem United. Polak wystąpił w następnym meczu, a publiczność z Anfield wsparła go „You’ll never walk alone”, podobnie jak koledzy z drużyny, którzy założyli koszulki z takim napisem. A Celtic ma przecież ten sam hymn.

Dlatego też Boruca bronią koledzy z drużyny. Gary Caldwell mówił, że przecież błędy popełnia każdy z nich, bo taki już jest futbol. Nie umniejsza to wielkości Polaka, który dawno już jej dowiódł. To samo powtarza Scott McDonald: - Każdy z nas popełnia błędy na boisku, a po prostu pomyłki bramkarzy są bardziej widoczne. Bardzo się cieszę, że Artur zagra z Villarreal – mówi napastnik „The Bhoys".

 Liga Mistrzów w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!