Kto powinien grać w młodzieżówce

U21 reprezentacja PolskiSłowa Roberta Lewandowskiego, który w wywiadzie dla Polsatu powiedział, że „zawodnicy, którzy grali już w pierwszej reprezentacji Polski nie powinni występować już młodzieżowych kadrach” wywołała o wiele ciekawszą dyskusję niż kwestia kto w meczu z Czarnogórą zastąpi Grzegorza Krychowiaka albo czy w ataku powinien zagrać Arkadiusz Milik.

Wspaniale, że kapitan reprezentacji Polski zainicjował tak istotną debatę. Dotąd był raczej mistrzem politycznej poprawności, unikał deklaracji, chyba że dobrze mu w Bayernie i nie wybiera się do Realu. Jedyny mocny i kontrowersyjny wywiad jaki pamiętam, to ten uderzający w selekcjonera Franciszka Smudę po Euro 2012.

A tu nagle stwierdza, że mistrzostwach Europy U21 piłkarze, którzy już potwierdzili swoją przydatność w seniorskiej kadrze powinni ustąpić miejsca do niej aspirującym. „Nie powinni być brani pod uwagę. To moja opinia, ale też rozmawiałem z chłopakami. Mistrzostwa U-21 to miejsce dla kolejnych, mniej znanych zawodników”. Sprawa jest niezwykle ciekawa, bo nie zerojedynkowa.

Z jednej strony Robert z racji swojej pozycji w polskim i światowym futbolu występuje w roli adwokata kolegów. Milikowi i Piotrowi Zielińskiemu niezręcznie byłoby zadeklarować, że skoro są integralną częścią kadry seniorskiej, z występami na najważniejszym turnieju i w eliminacjach do kolejnego, to młodzieżówka nie jest już dla nich. Odmowa mogłaby spowodować powszechny hejt. Pamiętacie co było gdy Krystian Bielik odmówił przyjazdu na towarzyski turniej U-18, bo aspirował do występu w meczu U-19 w eliminacjach ME. Musiał się zmienić trener, żeby po roku doczekał się kolejnego powołania. Lewandowski, przypominając, że drugi rok nie będą mieli odpoczynku, usprawiedliwia ich i zdejmuje ewentualne odium.

Przypadek Milika jest tu szczególny. Piłkarz Napoli dopiero co wrócił na boisko po przewlekłej kontuzji. Wrócił nadspodziewanie szybko (niektórzy twierdzą, że zbyt szybko). Udział w ME U21 rzeczywiście oznaczałby w drugie wakacje z rzędu intensywnie gra w piłkę. Wie o tym, trener Napoli, Maurizio Sarri, który stwierdził, że nie wyobraża sobie, by jego piłkarze latem zamiast odpoczywać grali w turnieju.

Oczywiście to nie Sarri będzie decydował kogo Marcin Dorna powoła na ME. Włoch jak każdy trener klubowy kieruje się po prostu interesem klubu i wolno mu. Ale z kolei my powinniśmy kierować się interesem pierwszej reprezentacji, którą czekać będą kluczowe mecze w eliminacjach do mundialu w 2018 roku i sam turniej w Rosji. Ja bym Milika nie ciągnął na Euro U21, zwłaszcza że nigdy nie był on częścią tej drużyny. Grał w poprzedniej młodzieżówce Dorny, ostatni raz bodaj w 2013. Na czerwcowym turnieju znalazłby się pod wyjątkową presją. Wszystkie oczy spoczywały by na nim jako graczy reprezentacji seniorskiej, Euro 2016 i Ligi Mistrzów. Wątpię, żeby coś dobrego wynikło z tego napięcia i chęci udowodnienia za wszelką cenę. Tymczasem są doskonali zastępcy: Kownacki, Stępiński czy Niezgoda.

Robert Lewandowski stwierdził też, że ewentulany sukces kadry Marcina Dorny z udziałem zawodników z kadry A byłby mydleniem oczu i nic nie dał pierwszej reprezentacji, bo aspirujący do niej młodzi piłkarze nie zostaliby sprawdzeni.

Zasadniczo zgadzam się, że drużyny juniorskie istnieją po to, żeby wychowywać, sprawdzać i otrzaskiwać w boju piłkarzy dla pierwszej drużyny. Ale to podejście bardzej dotyczy klubów. Reprezentacja Polski U21 to jednak nie to samo co klubowa U15, gdzie najważniejsze jest szkolenie. Tam pogoń za wynikiem za wszelką cenę jest szkodliwa i prowadzi do wypaczeń, ale tu? Tu gra się z orzełkiem na piersi, przed meczem słucha hymnu, a za sukcesy na igrzyskach olimpijskich (U23) otrzymuje medale.

Przed nami mistrzostwa Europy we własnym kraju, na których gra stanowi spory prestiż. Nie bez powodu bilety na mecze reprezentacji rozeszły się jak świeże bułeczki. Nie twierdzę, że kibice wykupili je z myślą wyłącznie od Miliku i Zielińskim, a gdy ich zabraknie poczują się rozczarowani i oszukani. Ale też mają swoje oczekiwania. Raczej niekoniecznie, że występ drużyny Dorny to wyłącznie element rozwoju zawodników przyszłej pierwszej kadry. Chcą jak najlepszego sportowego wyniku! Myślę podobnie.

Nie widzę w tym nic złego, by Polska wystawiła na ME najsilniejszą drużynę jaką ma. Nie istnieje wszak przepis, jak przy wyborze narodowości, że zawodnik, który raz zagrał w reprezentacji A jest spalony dla reprezentacji B. Gra w seniorach nie dyskwalifikuje młodzieżowca. Dlatego: Milik – niech odpoczywa. Zieliński, Bartosz Kapustka i Karol Linetty – nie widzę żadnych przeciwwskazań do gry. Oby nie, ale kto wie czy tytuł młodzieżowego mistrza Europy nie okaże się kiedyś najcenniejszym jakie zdobyli w reprezentacyjnej karierze.

Reprezentacja Polski U21

 

Komu potrzebni w kadrze komicy i farbowane lisy?

reprezentacja PolskiOkno transferowe w Europie zatrzasnęło się ogromnym hukiem. Także i nas w Polsce. Nie tylko dlatego, że było rekordowe dla polskich piłkarzy, na których czołowe kluby wydały ponad 105 milionów euro, czyli tyle za ile Manchester United uczynił Paula Pogbę najdroższym piłkarzem w historii futbolu. Kluby zmieniła większość kadrowiczów Adama Nawałki. Dwukrotnie padały rekordy największej sumy zapłaconej za Polaka. Stanęło na szokujących 32 milionach za Arkadiusza Milika.

Dramatycznym hukiem zakończył się też transfer Kamila Grosickiego. Skrzydłowy reprezentacji był już jedną nogą i skrzydłami samolotu w wymarzonej Premier League. Niestety na ostatniej prostej, w ostatnich godzinach czy minutach negocjacji coś pękło na linii Rennes – Burnley i kluby się nie dogadały. Ofiarą tego niedoszłego transferu padł niestety także „Przegląd Sportowy”. Wiedzeni euforią zawodnika napisaliśmy „Yes!”, dowiadując się, że jednak „Non!” grubo po dedlajnie, czyli zjechaniu numeru do drukarni, czego ie dał się już odkręcić. Cóż, tworzenie gazety w trudnych, digitalnych czasach, gdy każdy tekst w sieci można edytować albo skasować, wymaga podejmowania ryzyka. Trochę tak jak na boisku. Czasami zawodnik jest pewny, że po jego podaniu kolega znajdzie się sam z bramkarzem, niestety, boczny podnosi chorągiewkę…

Tymczasem nasi drodzy (dosłownie i w przenośni) kadrowicze szykują się do pierwszego starcia w eliminacjach mistrzostw świata w Rosji w 2018. Prawda, że stęskniliście się Państwo za drużyną Nawałki? Ja też. I kibice oczywiście też. Trudno żeby było inaczej po świetnych występach na Euro 2016. Moda, a raczej szaleństwo na „biało-czerwonych” nadal trwa, o czym świadczą nieprzebrane tłumy podczas wtorkowego treningu kadry w podwarszawskim Karczewie. Te same piski, ten sam głód autografów lub choćby tylko zobaczenia na żywo swoich idoli, to samo szaleństwo w oczach nawet dorosłych ludzi, które widzieliśmy w Arłamowie.

Zaczyna być codziennością, że ekipa Nawałki zmuszona jest organizować dla kibiców specjalne otwarte treningi. Polaków, tak jak najlepsze i naszpikowane gwiazdami reprezentacje, czekają oblężone lotniska, hotele i treningi gdziekolwiek nie ruszą się w świecie. Zawsze zazdrościłem przyjezdnym drużynom tych polskich tłumów przed hotelem. Łowcy autografów żeby pozbierać podpisy zawodników czołowych klubów Europy warowali na Anglików, Niemców, Włochów czy Hiszpanów. Dziś swe kolekcje gwiazd futbolu wzbogacą zaliczając zgrupowanie Polaków.

Pamiętam tłumy wyczekujące przed warszawskim hotelem Sheraton z okazji meczu Polska – Anglia, bodaj za Janusza Wójcika i telewizyjne wywiady z mdlejącymi dziewczynami na samą myśl, że w środku jest i może wyjdzie na zewnątrz David Beckham. Dziś to samo w mniejszej lub większej skali przeżywają Robert Lewandowski, Milik, Grzegorz Krychowiak

Grzegorz KrychowiakZadaniem Nawałki po tych wszystkich zmianach jest utrzymać piłkarzy na ziemi, odciągnąć ich uwagę od – lepszej lub gorszej sytuacji w nowym klubie – i skoncentrować na zadaniu. Sytuacja jest inna niż przed eliminacjami Euro 2016 – tym razem Polacy muszą sprostać roli faworytów grupy. Mentalność musi być jednak taka sama jak wówczas. Czytając wywiady z zawodnikami jestem spokojny. Bije z nich niedosyt występem na Euro, mają świadomość, że było dobrze, ale mogło być znacznie lepiej. Nikt nie odlatuje, są świadomi własnej wartości, wiedzą, że mogą wspólnie osiągnąć wiele. Czują głód.

Jakże odmienna sytuacja niż we wspomnianej Anglii. Tam nowy selekcjoner Sam Allardyce zabrał na pierwsze zgrupowanie… dwóch komików, żeby pomogli zlikwidować smutny nastrój po nieudanym Euro. Jak z kiepskiej komedii wzięli za to jego słowa kibice o konieczności wprowadzenia do reprezentacji… „farbowanych lisów”. Allardyce był już tego bliski, próbował powołać pomocnika Sewilli, Stevena N’Zonziego, plany zablokowała jednak FIFA, dopatrując się, że były zawodnik Blackburn i Stoke wystąpił siedem lat temu w barwach Francji U-21. Anglicy nie odpuszczają walki, przekonując że przez sześć lat grał na Wyspach.

A Allardyce wzywa, by zacząć robić to, co robią inni. I w futbolu i w innych angielskich reprezentacjach jak choćby w krykiecie: naturalizować piłkarzy z braku własnych talentów. Podaje przykład Somalijczyka Mo Farrah, którym wywalczył dla Wielkiej Brytanii cztery złote medale w biegach długodystansowych na dwóch ostatnich igrzyskach i Diego Costy, Brazylijczyka, który po siedmiu latach gry w La Liga przyjął obywatelstwo i trafił do reprezentacji Hiszpanii.

Trener Anglii jest więc dziś na etapie przekonywania rodaków, że „trzeba wyjść z drewnianych chatek”. W kadrze Nawałki „farbowanych lisów” nie uświadczysz. Mało tego, tak jak kiedyś Niemcy wybierali grę dla Polski, wiedząc że wielkich szans na grę w drużynie Joachima Loewa nie mają, tak właśnie Paweł Cibicki wybrał grę dla Szwecji gdzie zapewne łatwiej będzie mu się przebić.

W takiej kondycji reprezentacja Polski rozpoczyna bój o mundial. Pełna świadomych wartości zawodników dobrych klubów, którym fajnie się gra i przebywa ze sobą. Nasi komicy mogą co najwyżej łapać inspirację od kadrowiczów, oglądając kolejne filmy ze zgrupowania w kanale Łączy nas Piłka.

Jeszcze o Nawałce: pierwszy który musiał zostać

Adam Nawałka i Zbigniew BoniekBardzo się cieszę, że PZPN tak szybko przedłużył kontrakt z Adamem Nawałką, ucinając wszelkie spekulacje i ewentualne zakusy obcych federacji. I tych, które nie zdążyły jeszcze zrobić remanentu po kiepskim występie na Euro lub katastrofalnych eliminacjach i tych bogatych, zwłaszcza z krajów arabskich, działających pod wpływem chwilowej emocji, za to potrafiących złożyć propozycję nie do odrzucenia. Nawałka jest bodaj pierwszym polskim selekcjonerem w XXI wieku, którego zwolnienia po wielkim turnieju nikt nawet nie zasugerował. Nawet Leo Beenhakker po udanych historycznym awansie do mistrzów Europy, ale kiepskim turnieju miał już sporo przeciwników.

Że Nawałka musi zostać stało się oczywiste po drugim meczu grupowym, którym przerwaliśmy przeklętą passę meczów „o zwycięstwo, o wszystko i o honor”, zapewniając sobie na 99 procent awans do 1/8 finału. Nie tylko z powodu gołego wyniku z Niemcami. Polacy rozegrali z mistrzami świata najlepsze spotkanie z trzech ostatnich konfrontacji. Stało się jasne, że drużyna Nawałki nie tylko nie zatraciła wszystkich cnót z eliminacji, ale zrobiła znaczny postęp. A selekcjoner dowiódł, że jest jeszcze lepszym strategiem niż sądziliśmy. Potwierdziły to kolejne mecze. Znów wszystkie jego wybory personalne okazały się trafione i nie do zakwestionowania na żadnej pozycji. Udało mu się dokonać takich „odkryć” jak Bartosz Kapustka, Michał Pazdan czy Artur Jędrzejczyk. Idealnie wypalił plan na turniej, obejmujący niemal każdą godzinę od zgrupowania w Arłamowie: treningi, regeneracja, odpoczynek psychiczny w tym spotkania piłkarzy z rodzinami, obowiązki medialne itd. Nasi piłkarze wreszcie nie odstawali od rywali fizycznie na wielkim turnieju.

Największym sukcesem Nawałki było moim zdaniem to, co teraz – zresztą bardzo delikatnie – zaczynają mu wypominać niektórzy komentatorzy, a najostrzej chyba stacja ESPN: żelaznej konsekwencji w trzymaniu się strategi. Postawienie na kontrolowanie meczu, obronę całym zespołem, szybkiego przechodzenia do kontrataku, ale i konsekwentnej atakiem pozycyjnym. Zaowocowało to awansem aż do ćwierćfinału, stratą tylko dwóch goli na całym turnieju i faktem, że Polacy na Euro 2016 ani przez chwilę nie przegrywali. Ale też i brakiem „walijskiego szaleństwa” w końcówkach, które skazały nas na serię karnych ze Szwajcarią i Portugalią.

Tę konsekwencję i minimalizację ryzyka ESPN określił pasywnością. „Być może Kuba Błaszczykowski nie zmarnowałby jedenastki, gdyby Nawałka nie był tak pasywny. Trener Polaków nie chciał niczego zmieniać. Pierwszą zmianę ze Szwajcarią zrobił w 101. minucie, z Portugalią w 82. W obydwu spotkaniach zrobił tylko dwie zmiany. Wydawał się czekać na karne. To niebezpieczne. Zadziałało raz, ale dwa razy już nie” – podsumował ESPN, umieszczając naszego selekcjonera w kuriozalnym gronie czterech trenerów, którzy na Euro 2016 popełnili największe błędy: Roy’a Hodgson (Anglicy zarzucili mu największe upokorzenie od 1950 roku), Hiszpana Vicente del Bosque oraz Belga Marka Wilmotsa (czyżby wg ESPN lepi okazali się Rosjanin Leonid Słucki, Turek Fatih Terim czy Rumun Anghel Iordanescu, których drużyny nie wyszły z grupy?)

Pamiętajmy jednak, że „walijskie szaleństwo”, czyli postawienie wszystkiego na jedną kartę mogło się skończyć równie dobrze katastrofą. Poza tym wychodzę z założenia, że Nawałka najlepiej wiedział jakich zmienników ma na ławce i co mogą oni dać drużynie wchodząc w końcówce. A z powodu kontuzji brakowało na niej i Macieja Rybusa i Pawła Wszołka.

Jeszcze bardziej kuriozalne wydają mi się zarzuty do selekcjonera, że Robert Lewandowski nie strzelał goli z taką regularnością jak w eliminacjach czy Bundeslidze. Pewnie, że ucieszyłbym się gdyby Lewy strzelił Ukrainie pięć goli w dziewięć minut jak Wolfsburgowi. Ale wolałem oglądać go jak w każdym meczu haruje dla drużyny, cofa po piłkę, rozgrywa, odbiera i podaje niż gdyby machał z rezygnacją rękami, że nie dostaje piłek w polu karnym i nie może przyłożyć do nich nogi, jak to drzewiej bywało w reprezentacji. Wielkie uznanie dla Nawałki za sprawienie, że Lewandowski w każdym meczu grał jak prawdziwy lider, myślący wyłącznie o drużynie, nie własnych osiągnięciach. Świat to zauważył i docenił.

Identycznie jak w przypadku Arkadiusza Milika, najlepszym strzelecem Ajaksu Amsterdam od czasu Luisa Suareza, który skończył turniej z jednym golem i asystą, ale zachwycał grą defensywną. Nasi kibice zapamiętają z Euro 2016 głównie jego nieskuteczność – acz irytację wyrażali bez hejtu, raczej z sympatią, której efektem były zabawne memy jak ten, w którym skazaniec przed plutonem egzekucyjnym w ostatniej prośbie żąda, żeby strzelał Milik.

To jednak nie przypadek, że dziś starają się wyciągnąć go z Ajaksu czołowe włoskie kluby jak Juventus Turyn (okładka „Corierre dello Sport” że miałby ewentualnie zastąpić Alvaro Moratę), Napoli (szuka następcy dla Gonzalo Higuaina), AS Roma (jeśli odejdzie Edin Dżeko) czy AC Milan (jeśli straci Carlosa Baccę). Włosi docenili to jak łatwo dochodził do sytuacji strzeleckich, jednocześnie harując jak wół w destrukcji w pomocy, jak wtedy kiedy odcinał od piłek Granita Xhakę.

Toteż Euro 2016 jeszcze się nie skończyło, a ja już nie mogę doczekać się sierpniowego zgrupowania przed pierwszym meczem eliminacji MŚ 2018 z Kazachstanem. Nawałka nie czeka. Dzień po przedłużeniu kontraktu zabrał się za szukanie boiska ze sztuczną nawierzchnią, bo na takiej będziemy grali w Astanie…

 

Michał Pazdan

Perfekcyjne karne symbolem tej kadry! Nie ma przypadku!

Polska w ćwierćfinale na Euro 2016!My to! Gramy w ćwierćfinale Euro 2016! I to nie z Hiszpanią, jak przed turniejem wybiegaliśmy w przesadnie kibicowskich rojeniach o potędze, choć w duchu modliliśmy się o wyjście z grupy i odejście od tradycyjnej trójmeczówki: „o zwycięstwo, o wszystko, o honor”. O honor grali we Francji inni. My nasz jedyny mecz „o wszystko” wygraliśmy ze Szwajcarią po 120 minutach mordęgi na boisku i perfekcyjnie wykonanych rzutach karnych.

Chyba każdy – i ci szczęśliwcy na trybunach w St Etienne i reszta przed telewizorami – umierał z nerwów gdy do piłki podchodzili poszczególni Polacy. Robert Lewandowski – nie miał przecież najlepszego meczu, turał przed polem karnym… Wiadomo że każdy turniej musi mieć słynną gwiazdę, która marnuje karniaka, Roberto Baggio, David Beckham, Cristiano Ronaldo… tylko nie tooo… a jest! Perfekcyjnie, pewnie, jak na kapitana i gwiazdę Bayernu przystało!

Arkadiusz Milik – jego pudła na Euro 2016 stają się powoli tematem memów, widziałem nawet taki z plutonem egzekucyjnym i ostatnią prośbą skazańca, żeby… strzelał Milik. Gdzieś zatracił swój instynkt strzelecki z Ajaksu, na pewno zmarnujeeee….eest! Kamil Glik – no przecież wiadomo, że obrońcy to nie napastnicy, rzadko strzelają na bramkę, nie mają instynktu strzeleckiego aniii…. nie do obrony! Kuba Błaszczykowski – nasz bohater w dwóch poprzednich meczach, pierwszy od Zbigniewa Bońka zdobywca bramek w dwóch meczach z rzędu na wielkich turniejach. Dzięki niemu w ogóle strzelamy te karne. Wiadomo, że Bogini Futbolu lubi upokarzać swoich bohaterów, z radością odbiera im to co wcześniej dałaaa… ałaaaa co za perfekcyjny strzał!

Lewandowski i... Polska w ćwierćfinale na Euro 2016!

Wreszcie Grzegorz Krychowiak. Długo podchodzi do piłki, na twarzy grymasy, diabli wiedzą, strachu czy niepewności. Może dopiero ustala, w który róg będzie strzelał, wiadomo czym to się kończy… Może w głowie ma tylko nową karierę w PSGieeeeealeurwał! Yann Sommer bez najmniejszych szans. Piłka leciała ponad 100 km/h. I już koledzy mknął w jego stronę… Mamy to! – wrzuci za chwilę fotkę z szatni…

Mówi się, że karne to loteria. Ale ja wierzę w słowa Człowieka, Który Zatrzymał Anglię, Jana Tomaszewskiego z którym oglądaliśmy spotkanie, że nie ma obronionych karnych, są tylko źle strzelone. Nasze były perfekcyjne i nie było w tym grama szczęścia. Adam Nawałka wyznał po meczu, że Polacy ćwiczyli je po każdym treningu i od dawna było wiadomo, kto i jak będzie strzelał w razie koniecznej serii jedenastek. Po dogrywce ze Szwajcarami spojrzał tylko w oczy chłopakom i spytał, czy ustalenia zostają. Nikt nie pękł, każdy strzelił tak jak miał to zrobić. Jakby to był zwykły dzień w biurze.

Karne Polaków ze Szwajcarią

Ćwierćfinał Polski to nie kwestia szczęścia. To kwestia m.in. nieziemskiej postawy Łukasza Fabiańskiego – dla mnie Zawodnika Meczu Polska – Szwajcaria wbrew wyborowi komitetu technicznego UEFA, który wskazał Sherdana Shaqiriego. Bramkarz Swansea miał w tym spotkaniu dwie Interwencje Turnieju. Wreszcie obalił niesprawiedliwy mit, że „Fabian broni tylko to co da się wybronić, ale nie ma bożej iskry”. Nie wiem ilu bramkarzy wybroniłoby strzał Rodrigueza z wolnego czy strzał z paru metrów Derdyioka? W przypadku gola mielibyśmy zero pretensji do każdego golkipera. A Fabian wybronił!

Mamy ćwierćfinał dzięki fenomenalnej postawie całej defensywy: oprócz Fabiańskiego wszystkich czterech obrońców: Piszczka, Jędrzejczyka i znów środowego muru: Glik – Michał Pazdan. Przecudny był ten mem z Nawałką w laboratorium chemicznym, odkrywcą Glikanianu Pazdana. Prawem felietonisty uznaję, że nasza defensywa nadal nie straciła gola na Euro! Bramka Shaqiriego była zbyt doskonała, to dzieło sztuki i jako takie wymyka się katalogowania. Widocznie da się nas pokonać tylko golami z innego wymiaru:)

Glikanian PazdanuPochwały Kuby, który w kolejnym meczu zagrał jak prawdziwy kapitan, choć boleśnie stracił tę funkcję i o Lewym, który nie strzela, ale nic mi to nie przeszkadza, skoro zaszliśmy już tak daleko – w innym tekście!

Teraz w nagrodę czeka nas ćwierćfinał! Nie z faworyzowaną do końcowego triumfu Hiszpanią. Nawet nie z Chorwacją, która ją pokonała i jawiła się jako najsilniejsza drużyna w naszej połówce. Gramy z Portugalią, która na Euro przywiozła najsłabszą drużynę od lat, choć z Cristiano Ronaldo. Mamy z nią dobre wspomnienia i prawo, żeby śnić na jawie co dalej! Teraz to Polska przejmuje rolę najsilniejszej drużyny w połówce!

Polska w ćwierćfinale na Euro 2016!

Futbol fiction czyli prognoza hiperoptymistyczna na 2015

Nawałka i jego chłopakiCzy rok 2015 może być jeszcze lepszy dla polskiego futbolu? Ależ może! Prorokuję awans reprezentacji Polski do Euro 2016, a mistrza Ekstraklasy do wymarzonej Ligi Mistrzów, tym razem bez żadnych błędów formalnych. Na koniec roku będziemy błagać trenera Adama Nawałkę, żeby odrzucił ofertę Borussii Dortmund i nadal pracował z kadrą…

To był najlepszy rok dla polskiej piłki w XXI wieku! Reprezentacja Polski kończy go na pierwszym miejscu w trudnej grupie eliminacji do mistrzostw Europy we Francji w 2016. Zaś Legia Warszawa, która co prawda z powodu niedopatrzenia procedur kompromitująco odpadła z rywalizacji o wymarzoną Ligę Mistrzów, ale za to w Lidze Europy jako pierwsza polska drużyna w historii wywalczyła awans z pierwszego miejsca w grupie.

Najważniejszym wydarzeniem mijającego roku było bez wątpienia pierwsze w historii zwycięstwo reprezentacji Polski z Niemcami, w dodatku świeżo koronowanymi mistrzami świata. Po heroicznym boju na Stadionie Narodowym w Warszawie Polacy wygrali 2:0. Trener Adam Nawałka dokonał tego, co nie udało się tak wybitnym selekcjonerom jak Kazimierz Górski czy Antoni Piechniczek, choć mieli oni w składzie Deynę, Szarmacha, Latę, Gadochę, Bońka itd…

A przecież mało kto wierzył w tego selekcjonera – chyba tylko jeden Zbigniew Boniek – ja sam w spotkaniu z Niemcami oczekiwałem katastrofy, pomny tego co piłkarze Joachima Loewa zrobili Brazylii na jej własnym mundialu. Żadne znaki na niebie i ziemi po serii spotkań towarzyskich spotkań Nawałki nie wskazywały na to, że udało mu się stworzyć ZESPÓŁ. A jednak! Z nowym kapitanem i liderem, Robertem Lewandowskim, który choć nadal nie strzela w kadrze tyle goli ile byśmy chcieli, to jeszcze nigdy nie dawał z siebie drużynie tak wiele i jest jej najlepszym zawodnikiem. Selekcjoner „odkrył” też dla „biało-czerwonych” Arkadiusza Milika – dawnego podopiecznego z Górnika Zabrze. Milik dopiero po sukcesach w reprezentacji przebił się do pierwszego składu Ajaksu Amsterdam, w którym błyszczy tak bardzo, że zgłoszono go nagrody Golden Boy dla najlepszego młodego zawodnika w Europie, którą niegdyś zgarniali Leo Messi czy Wayne Rooney. Nawałka „reaktywował” też Sebastiana Milę, który nie tylko strzela ważne gole, ale jest też chyba najbardziej lubianym zawodnikiem przez piłkarzy i kibiców, by nie powiedzieć maskotką drużyny. Nie do pomyślenia, by którykolwiek z tych dwóch wyszedł na mecz z Niemcami u innego selekcjonera (zwłaszcza u poprzedników Nawałki), podejrzewam, że nawet nie dostaliby powołania.

Co polski futbol czeka w 2015?
Czy kolejny rok może być bardziej udany? Ależ może! Po milowym kroku w kierunku awansu na Euro 2016 jakim była wygrana z Niemcami, wierzę, że kolejny taki postawi 29 marca w Dublinie, gdzie zagra z wiceliderem grupy, Irlandią. Choć rywale mają zgrany kolektyw to Polacy większe indywidualności. Lewandowski w Bayernie Monachium u trenera Pepa Guardioli staje się lepszym piłkarzem z każdym miesiącem, na czym wyraźnie zyskuje reprezentacja. Właśnie do gry w Borussii Dortmund po niemal rocznej kontuzji wrócił Kuba Błaszczykowski, który do marca powinien znaleźć się już w zwykłej, świetnej formie.

Nie wierzę, że konflikt o opaskę kapitana popsuje świetną atmosferę w kadrze co wróżą pesymiści. Kuba to wielki profesjonalista i patriota, dla którego gra z Orłem na piersi jest najważniejsza na świecie. Jestem przekonany, że zrozumie iż pod jego nieobecność drużyna dzięki nowemu liderowi gra świetnie. Błaszczykowski to ostatnia osoba, po której spodziewam się focha. To nie Eugen Polański, który obraził się na reprezentację, bo Nawałka ciągnął go na mecz towarzyski zamiast puścić na urlop. Powiedzmy sobie szczerze, że trochę też nie ma innego wyjścia. Choć sprawę opaski można było rozegrać z większym wyczuciem czy kurtuazją dla starego kapitana, to jednak wszelkie kwestionowanie nowego status quo byłoby nie tylko skazane na porażkę ale po prostu śmieszne by nie powiedzieć żałosne.

Milik w Warszawie i… Borussii?

Arkadusz Milik, Ajax

Swoją drogą dziś atmosfera w drużynie jest tak dobra, że kiedy przed towarzyskim spotkaniem ze Szwajcarią Nawałka dał wolne najważniejszym piłkarzom, żeby odpoczęli przed powrotem do swoich lig, ci woleli zostać i zagrać wspólnie jeszcze raz! Nikomu nie będzie zależeć by to zepsuć.

Wcześniej w lutym Milik przyjedzie z Ajaksem do Warszawy na mecz z Legią w Lidze Europy. Spotkanie odbędzie się przy pustych trybunach (to kara UEFA za rasistowskie okrzyki podczas meczu z Lokeren) i obawiam się, że to m.in. właśnie brak kibiców przesądzi o awansie Holendrów. Ajax to jednak nie Trabzon, który dało się ograć bez wsparcia kibiców. Póki co jest jednak ze dwie długości przed mistrzami Polski. Ale po tak świetnej postawie Legii w LE wierzę, że odejmie walkę z Holendrami. W Ekstraklasie Legia obroni mistrzostwo Polski i jesienią po 20 latach powróci do elitarnej Ligi Mistrzów.
Sprawdzi się życzenie Milika o „dwóch wizytach w Warszawie”, na mecz z Legią i na finał Ligi Europy. Na Stadionie Narodowym zatriumfuje jednak drużyna innego Polaka – Sevilla Grzegorza Krychowiaka.

W tej hurraoptymistycznej wizji 2015 bohaterem finału Ligi Mistrzów musi oczywiście zostać Robert Lewandowski, strzelec dwóch decydujących goli przeciwko… (tu już wpiszcie sobie sami, na moje wychodzi, że to będzie Chelsea albo Real Madryt).

Robert Lewandowski, BayernTymczasem Milik, który skończy sezon z 30 golami na koncie, przejdzie za 10 milionów euro z Ajaksu do Borussii Dortmund, bijąc polski rekord transferowy, by reaktywować w Dortmundzie „polskie trio” z Kubą i Łukaszem Piszczkiem, osierocone po odejściu Lewandowskiego.
We wrześniu 2015 reprezentacja Polski, która aż 95 lat czekała na zwycięstwo z Niemcami, pokona mistrzów świata po raz drugi w ciągu roku. W rewanżu na „przeklętym” Waldstadion we Frankfurcie (to tam przegraliśmy pamiętny półfinał mistrzostw świata w 1974 roku na wodzie), tym razem na suchej nawierzchni pewni od dawna awansu do Euro 2016 Polacy zagrają na luzie dając spiętym rywalom prawdziwą lekcję futbolu.

Tak efektowna postawa w eliminacjach spowoduje jednak poważny problem dla reprezentacji Polski: otóż trener Nawałka dostanie grad ofert prowadzenia klubów Bundesligi. Najpoważniejszą z Borussii Dortmund, stojącej Polakami, a więc wymagającej „polskiej ręki”. Nawałka będzie musiał podjąć decyzję natychmiast, bowiem słynny trener Juergen Klopp po 15 latach pracy w Bundeslidze zdecyduje się podjąć wyzwanie w angielskim Arsenalu. Jesienią 2015 cała piłkarska Polska z prezesem PZPN, będzie więc prosić Nawałkę, żeby przygodę w Dortmundzie zaczął dopiero po finałach mistrzostwach Europy we Francji…

Adam NawałkaŻe ultra-hiper-optymistycznie? Uważam, że po latach nieprzerwanych klęsk i upokorzeń polskich klubów i reprezentacji kibicowi wolno trochę pomarzyć na fali tak świetnego roku. Zwłaszcza, że do spełnienia (prawie) wszystkich tych prognoz nie trzeba aż tak wiele jak się wydaje…

Szczęśliwego 2015! Żeby zawsze na końcu wygrywała Wasza (ale i Nasza) drużyna!

Szkoda, że zima. Będziemy tęsknić za taką kadrą!

Cieszynka Artura JędrzejczykaJak nie zachwyca, jak zachwyca drużyna Adama Nawałki! Nawet jeśli w kolejnym z rzędu meczu przed własną widownią nie wygrywa ale remisuje to i tak zachwyca. Chyba żaden z kibiców we Wrocławiu nie opuszczał stadionu zawiedziony. Jak na spotkanie towarzyskie to było świetne widowisko. „Biało-czerwoni” tradycyjnie już tej jesieni zagrali słabszą pierwszą połowę, ale za to momentami wręcz porywającą drugą. Znów aż dwa gole zdobyli po stałych fragmentach, za pierwszym razem wyraźnie przećwiczonym na treningach podobnie jak te w Tbilisi z Gruzją, za drugim po świetnie wykonanym rzucie wolnym przez Arkadiusza Milika, po uderzeniu którego nie powstydził by się sam Andrea Pirlo. Milik najpierw ustawił piłkę, a potem trafił do siatki z pewnością siebie i luzem słynnego Włocha. To jego kolejny gol w kolejnym meczu, widać, że służy mu zaufanie jakim obdarzył go Nawałka i wszyscy koledzy. Wynik i sukces niosą go tak samo jak pozostałych.

Znów Polacy potrafili odrobić straty, do tego strzelili wyrównującą bramkę do siatki, co również jest sztuką. No i jako bonus kibice dostali najfajniejszą cieszynkę na piłkarskich stadionach w tym roku, choć złośliwi internauci interpretowali gest Artura Jędrzejczyka po golu jako protest przeciwko grze w obronie u boku Thiago Cionka. Brazylijczyk z polskim paszportem popełnił tak wiele błędów, że mocno podkopał swój status środkowego obrońcy nr 3, zmiennika świetnego w kolejnym meczu Kamila Glika lub Łukasza Szukały, a przecież możliwe, że ktoś za chwilę będzie musiał zastąpić kapitana Torino, który w tych eliminacjach zarobił już dwie żółte kartki. Nie wiem czym Cionek przewyższa w oczach Nawałki np. Kubę Rzeźniczaka? Cionek to największy przegrany spotkania ze Szwajcarią, tak jak Krzysztof Mączyński meczu z Gruzją.

Ze sprawdzanych przez selekcjonera zawiódł też niestety Piotr Zieliński, który być może potrzebuje jeszcze kilku miesięcy gdy w Serie A, by wrócić do formy sprzed ponad roku. Na razie bardziej przydatny drużynie jest Sebastian Mila. Na pewno na kolejną szansę zasłużył sobie Michał Kucharczyk. Za to Artur Boruc zdecydowanie udowodnił, że Wojtek Szczęsny ma znakomitego zastępcę, jeśli nie równorzędnego rywala do miejsca w bramce. Choć puścił gola, momentami to był Boruc jak z mundialu w Niemczech w 2006 czy Euro 2008.

Mimo błędów w obronie taką kadrę chce się oglądać, a piłkarzom najwyraźniej w niej grać, bo choć kilku podstawowych zawodników mogło wrócić do domu po meczu z Gruzją i dłużej odpocząć przed swymi ligami, woleli zostać i grać. A jak już zagrali, to z taką walecznością i determinacją jakby to było spotkanie o punkty – takiego podejścia brakowało od pierwszych eliminacji Leo Beenhakkera. Aż szkoda, że następny mecz „Biało-czerwonych” nie w przyszłym tygodniu czy za miesiąc, ale dopiero po przerwie zimowej na wiosnę. Za taką kadrą będziemy tęsknić!

Reprezentacja Polski: Niepokonani!

„Pies ogrodnika” poskromiony, Francja co raz bliżej

Gruzja - Polska 0:4Ależ przyjemnie ogląda się obecną reprezentację Polski! Kojąco normalną. I przewidywalną. Co prawda z góry wiadomo, że drużyna Adama Nawałki będzie męczyć się w pierwszej połowie, atak pozycyjny nie będzie jej wychodził, a gra będzie niedokładna. Ale wszyscy już ze spokojem zagryzają zęby i zaczekają na koncertową grę w drugich 45 minutach. Właściwie szkoda, że biało-czerwoni nie rozpoczynają spotkań od razu od drugiej połowy. A kiedy już się rozkręcą, grają miły dla oka, ofensywny futbol, którego nie musimy się wstydzić. I na pewno coś strzelą! W czterech meczach zdobyli 10 punktów i strzelili 15 goli – okej, Gibraltarowi i Gruzji w kryzysie z ustępującym trenerem – ale dopiero co w niedawnych eliminacjach zdobywaliśmy najmniej goli w grupie z drużyn bojących się o awans.
Że sił w przeciwieństwie do poprzednich drużyn, obecnym kadrowiczom wreszcie starcza sił na całe 90 minut. Nawet jeśli w pierwszej połowie gra wychodzi im średnio, to ich nie trwonią i wreszcie grają do końca, co szczególnie boleśnie odczuli Gruzini, doznając najwyżej porażki w historii na własnym boisku. Że potrafi zmotywować się i na mistrzów świata, Niemców, ale i na najsłabsze drużyny w grupie, z którymi nie traci głupio punktów, ani nie wygrywa z nimi szczęśliwie, po dwóch karnych czy zagraniu ręką. Że owym „psom ogrodnika”, którzy na turnieje nigdy nie jadą, ale na własnym boisku punkty potrafią urwać najlepszym, my punktów odebrać sobie nie pozwalamy.
Że wreszcie doczekaliśmy się trenera, który potrafi postawić na właściwych ludzi i znów dokonać właściwych zmian. Z Gruzją, jak w spotkaniach z Niemcami czy Szkocją, rezerwowi znacznie przyczynili się do sukcesu. Z Gruzją świetne zmiany dali i Tomasz Jodłowiec i Maciej Rybus. Sebastian Mila pokazał, że – pomijając pierwszą, nieszczęśliwą w wykonaniu wszystkich pierwszą połowę – spełnia się i w roli jockera jak i startującego od początku, a jego gol lewą nogą za kołnierz bramkarza był wisienką na gruzińskim torcie. Spytałem go po meczu, która rola jest dla niego słodsza, wchodzącego, który odmienia losy meczu, czy grającego od pierwszej minuty. Odparł, że jednak słuchać hymnu stojąc z dziesiątką kolegów na murawie jest marzeniem każdego piłkarza.

Arkadiusz Milik i Adam NawałkaŻe ni stąd ni zowąd naszą mocną stroną stały się stałe fragmenty. Nie pamiętam kiedy reprezentacja Polski zdobyła po nich dwa gole w meczu o stawkę. Krychowiak do Glika, Glik do Krychowiaka – jakby razem grali od paru lat w Borussii Dortmund.
Że widać wyraźnie, że piłkarze rozwijają się w drużynie. Wspomniany Glik to już nie tylko czyści grę, ale inspiruje ataku, asystuje i sam strzela gole. Mila i Arkadiusz Milik nie okazali się kometami, którym coś wyszło w jednym, przypadkowym meczu. Z każdym kolejnym grają co raz lepiej. Że choć Grzegorz Krychowiak nie jest wybitnym rozgrywający, a wręcz w ogóle nie jest rozgrywającym, to skazany na tę niewdzięczną dla siebie rolę, potrafi być motorem napędowym, sercem i płucami drużyny. Gol i asysta sprawiają, że nie sposób go krytykować. A do tego współtworzy fantastyczną atmosferę w szatni. Trzeba go było widzieć w strefie mieszanej po meczu!
Polska kończy jesień z 10 punktami na 12 możliwych i pozycją lidera w grupie! Niczym kadra Jerzego Engela podczas zwycięskich eliminacji do MS w 2002. Francja co raz bliżej! Do awansu na Euro 2016 jeszcze daleko, jeszcze wszystko może się popsuć (odpukać), ale patrząc na rozwój kadry i jej zawodników oraz wybory Nawałki, stoimy gdzieś… pod Frankfurtem nad Menem. Jeszcze tylko Wiesbaden, Manheim i graniczne Saarbrucken ;)

Kadra nie Małysz, nie było „dwóch równych skoków”, ale…

i dziurą w ochraniaczu

Niestety reprezentacja Polski nie okazała się Adamem Małyszem ani Kamilem Stochem w olimpijskiej formie – nie zdołała oddać „dwóch równych skoków”. Po „rekordzie skoczni” w pierwszym meczu, czyli zwycięstwie ze świeżo koronowanym mistrzem świata, perfekcyjnym pod każdym względem, w drugim było „zbyt późne wyjście z progu”, „ciężka walka z wiatrem podczas lotu”, ale i skandaliczna praca sędziów, którzy „pozwolili na skok w trudnych warunkach”. Przy „telemarku” zmęczone „pierwszym skokiem nogi lekko się ugięły”, ale najważniejsze, że zawodnik ustał. Całościowo występ w „konkursie” oceniam więc w miarę pozytywnie, zwłaszcza, że akurat ten „zawodnik” znany był z psucia „drugiego skoku” jeśli pierwszy wyszedł mu dobrze. Takie mam skojarzenia, łączące futbol z zimową dyscyplinę narodową Polaków.

I owszem, szklankę widzę do połowy pełną. Przecież jeszcze w sobotę o 20.30 w ciemno bralibyśmy cztery punkty w obu meczach.

Pewnie, żal, że po historycznym zwycięstwie z Niemcami – mistrzowie świata są chyba jednak w kryzysiku, co potwierdziło spotkanie z Irlandią (ciekawe czy Mario Goetze znów prychnął jeśli go o to zapytał, któryś z irlandzkich dziennikarzy?) – nie udało zdobyć trzech punktów ze Szkotami. Dziewięć punktów w trzech pierwszych meczach eliminacji byłoby najlepszym startem od 33 lat.

Polska - Szkocja. Milik na 2:2

Żal, że momentami wracała stara, brzydka, bezradna twarz reprezentacji Polski, która jak nie umiała tak nie umie grać ataku pozycyjnego, narzucić rywalowi swego stylu, zakasować go pomysłem. Źle to wróży, bo niestety w tych eliminacjach bronić się i grać z ulubionej kontry jak z Niemcami będziemy w stanie tylko… w rewanżu z Niemcami. Niestety z Irlandczykami i Gruzinami czekają nas prawdopodobnie podobne męczarnie. Brakowało porywających rajdów skrzydłowych, Grzegorz Krychowiak i Krzysztof Mączyński ograniczyli się wyłącznie do destrukcji, z rzadka pokazując się przy wyprowadzaniu piłki środkowym obrońcom, skazując Łukasza Szukałę i Kamila Glika na rozpaczliwe wybicia, albo podania do Wojtka Szczęsnego.

Zresztą większość bohaterów zwycięstwa z Niemcami było dalekich od formy z soboty. Zwłaszcza Łukasz Piszczek, któremu przydarzył się jeden z gorszych meczów w kadrze, który mógł się lepiej zachować przy obu straconych golach. Podobnie Szukała, który i z Niemcami miewał gorsze momenty, z Szkocją nie był w stanie naprawiać ich grający w opatrunku Glik. Zawiódł Waldemar Sobota, Mączyńskiego broni tylko gol, podobnie jak Arkadiusza Milika, który zniknął na długie minuty zniknął, ale na szczęście wrócił w najważniejszej chwili, by znów okazać się jockerem. Żartowałem na Twitterze, że jeszcze rok treningów z Dennisem Bergkampem i będzie… Arsenal.

Na pewno część winy za gorszy wstęp ponosi zmęczenie po heroicznym meczu z Niemcami. Oraz brutalna gra Szkotów, na którą pozwolił hiszpański sędzia, który w pierwszej połowie najwyraźniej zostawił kartki w szatni: Glik krwawiący z rozbitego łuku brwiowego, Robert Lewandowski, któremu po starciu z Gordonem Greerem w 10. min została w ochraniaczu dziura „jak po gwoździu” i 60 minut musiał – jak przyznał – grać z bólem.

Cieszą znów dobre zmiany Adama Nawałki, a zwłaszcza wejście Sebastiana Mili, który gola tym razem nie strzelił, ale za to wprowadził tak potrzebne w tamtym momencie ożywienie i kreatywność, jego podanie w stylu Pirlo w pole karne do Kamila Grosickiego było zachwycające i wielka szkoda, że nie wykorzystane. Nawałka musi przemyśleć czy po występach Soboty i Macieja Rybusa nie warto rozpocząć listopadowego meczu z Gruzją z Milą na lewym skrzydle od pierwszych minut.

Mączyński to kolejne „dotknięcie Midasa” Nawałki i gol kolejnego zawodnika, który pewnie nie dostałby powołania od żadnego z poprzednich selekcjonerów, podobnie jak grający ogony w Ajaksie Milik czy ligowiec Mila. Ciekawe ile z Niemcami i Szkocją wnieśli by inni ulubieńcy Nawałki, Rafał Kosznik, Paweł Olkowski czy Adam Marciniak? ;)

Nie zgadzam się, że „balonik” pękł z hukiem. Przyznaję rację Nawałce, że w tej grupie każdy mecz jest i będzie bitwą. Po fenomenalnym zwycięstwie z Niemcami, o którym do dziś głośno w świecie, ze Szkocją zaledwie odparliśmy szturm. Oba trudne mecze budują tę drużynę, dodają jej morale i scalają ją. To ważne doświadczenie, że Polacy zdołali zebrać się odrobić stratę w trudnym momencie. Drużyna się tworzy, a w takiej grupie bardzo jej potrzebujemy, a nie zlepku indywidualności.

Tak więc choć gra Polaków oka nie zachwycała, brawa za walkę do końca. Najważniejsze, że nadal mamy w Warszawie lidera. I oby tak do końca eliminacji!

Polsco3

 

 

Polska – Niemcy 2:0, czyli dlaczego balon nie pękł, ale niesie nas pod niebiosa

Polska - Niemcy 2:0! Bohater MilikTo co wydarzyło się w sobotę wieczór na Stadionie Narodowym to prawdziwy cud, zjawisko sprzeczne z prawami logiki, fizyki, Murphy’ego i wszystkich innych praw, które znosi prawo o nieprzewidywalności futbolu. Choć my: media napompowaliśmy gigantyczny balon oczekiwań i optymizmu, o dziwo nie pękł, ale uniósł nas wszystkich w górę i dziś płyniemy nim podniebny rejs. Napompowaliśmy balon, mimo że praktycznie nic nie przemawiało za sukcesem w tym meczu, a raczej wszystko przemawiało przeciw.

Po pierwsze historia. Ostatniego gola w meczu o stawkę zdołaliśmy wbić Niemcom 43 lata temu! Nie pokonaliśmy ich nigdy, ani za Wilimowskiego, ani za Pohla, za Lubańskiego, Deynę, Lato, Szarmacha, Bońka, Nawałkę, Dziekanowskiego, Urbana, Kowalczyka, Smolarka… Nie udało się Górskiemu, Piechniczkowi, Janasowi czy Beenhakkerowi, dlaczego miałoby się udać teraz. Zwłaszcza w świetle występów Polaków w ostatnich latach?

Po drugie przecież sam fakt gry ze świeżo koronowanym mistrzem świata powinien spętać nogi naszym piłkarzom jak w spotkaniu z Ukrainą na Narodowym. Czy nie powinni przegrać tego meczu w szatni, jak Legia przed rokiem w rewanżu ze Steauą na Łazienkowskiej? Ilu z nas drżało, że po 20 minutach będzie „brazyliana” czyli jak nie 0:3 to szczęśliwie 0:2.

Tymczasem:

@ „Biało-czerwoni” nie pękli. Różnicę 69 pozycji w rankingu FIFA jaka dzieli nas od lidera widać było momentami w kulturze gry i w statystyce 29 strzałów Niemców i 5 Polaków, ale na pewno nie głowach naszych zawodników. Przedmeczowe deklaracje, że „my się Niemców nie boimy” nie okazały się ściemą, a żarty na konferencji Grzegorza Krychowiaka i Wojtka Szczęsnego – jakie pasowały bardziej do konfrontacji z San Marino niż mistrzami świata – pokazały jak świetna w drużynie była atmosfera i jak spora wiara w siebie.

@ O dziwo sił starczyło naszym nie na tradycyjne 15 minut, nie na 45, 60 ale do końca. I to z Niemcami słynącymi z gry do końca, których trzeba pilnować aż do momenty gdy znajdą się pod prysznicem, o czym nie raz zdołaliśmy się przekonać.

@ Adam Nawałka – powitany przez dziennikarzy na konferencji prasowej oklaskami (sam biłem w dłonie) – który dotąd w kadrze właściwie nie dał nam żadnych powodów do optymizmu, zbierając cięgi za nadmierną selekcję i brak pomysłu – dobrał rozsądną taktykę z dwoma napastnikami – cofniętym Arkiem Milikiem, a przede wszystkim dokonał świetnych zmian. Nawet jeśli zmiana Kuby Wawrzyniaka była wymuszona, to wejście Sebastiana Mili prawdziwym Wejściem Smoka.

@ Szacun dla Nawałki za to, że zaufał Milikowi, grającemu ogony w Ajaksie i Mila, którego powołanie mimo świetnej postawy w Ekstraklasie wielu przyjęło ze zdumieniem i wzruszeniem ramion, zapewniając, że szans na grę nie ma żadnych.

Gerpol2

@ Wreszcie kapitalna była publiczność na meczu reprezentacji. Dotąd słusznie karcona za „piknikowy” i „korporacyjny” doping, którym tak bardzo odstawała od stadionów klubowych. Dziś Mateusz Klich mógłby jej klaskać przez cały czas. Momentami, gdy Niemcy ustawiali piłkę do rzutu wolnego przed naszym polem karnym decybele przy gwizdach przekraczały poziomem start Boeninga. Doping gdy nasi biegli do kontry – uskrzydlający. Tak głośno momentami nie było nawet podczas hałasu piekielnych wuwuzeli w RPA. Wspomniał o tym nawet Joachim Loew na konferencji, tłumacząc jako jeden z czynników przegranej. 

Po takim wyniku chwała należy się całej drużynie, ale trudno nie wyróżnić najważniejszych bohaterów. Jak Szczęsny, który był bezbłędny i natchniony jak w pamiętnym spotkaniu z Niemcami w Gdańsku. Opanowany i pewny siebie, obdarzał całą drużynę spokojem. Czy od dziś będziemy o nim mówić jako o „człowieku który zatrzymał Niemcy”, jak o Panu Janku, który zatrzymał Anglię?

Kamil Glik pokazał czemu został kapitanem Torino. Prawdziwy lider defensywy, waleczny, skory do poświęceń, niemal bezbłędny. Rozegrał swój najlepszy mecz w kadrze z silnym rywalem, podobnie jak Robert Lewandowski, który gola nie strzelił, ale to nie ma znaczenia. Inspirował ofensywę, dowodził atakami, rozbijał mur złożony z Jerome Boatenga i Matsa Hummelsa i wreszcie asystował przy golu Mili. Zagrał dokładnie tak jak od niego oczekuje w Bayernie Guardiola. O takim Lewym w kadrze marzyliśmy! Brawa dla Milika za postawę w całym spotkaniu, której przynajmniej ja się po nim kompletnie nie spodziewałem.

W ogóle wreszcie chyba wszyscy „biało-czerwoni” zagrali w kadrze na swoim poziomie klubowym, o co od lat ich błagaliśmy i rozkminialiśmy czemu tak nie jest. Choćby Łukasz Piszczek, który przy golu Milika asystował w stylu znanym i uwielbianym na Signal Iduna Park. Nawet Kuba Wawrzyniak, z którego lekko drwił Twitter, choć dawał się ogrywać Karimowi Bellarabiemu, nie popełnił większych błędów i to po odbiorze rozpoczęła akcja, która dała Polakom gola na 1:0.

Oczywiście mieliśmy w tym meczu kupę szczęścia. Nie tylko dlatego, że żaden z 29 niemieckich strzałów nie wpadł do siatki, a ten Łukasza Podolskiego trafił w poprzeczkę. Ładnie ze strony Manuela Neuera, bezsprzecznie najlepszego obecnie bramkarza świata, że wybrał mecz z Polską, żeby przycasillasować. Loew przywiózł do Warszawy drużynę zdekomponowaną po sukcesie na mundialu w Brazylii, bez kluczowych dla mistrzostwa świata piłkarzy jak Philip Lahm, Bastian Schweinsteiger, Mesut Oezil, itd., z piłkarzami nasyconymi, zmęczonymi mundialem oraz paroma żółtodziobami. Że nie są to chłopaki z Maracany widać było w towarzyskim meczu z Argentyną i o punkty ze Szkocja. Ale to problem Niemców, nie nasz i w żaden sposób nie umniejsza naszego sukcesu. Miał Loew do dyspozycji aż 15 mistrzów świata? Miał! I co z tego.

Oczywiście ten historyczny sukces nie oznacza, że nagle staliśmy się kandydatem do wygrani Euro 2016. Daleka droga do samego awansu na turniej we Francji. Przecież nie stłamsiliśmy mistrzów świata, nie rozbiliśmy jak Holandia Hiszpanię na mundialu w Brazylii. Zagraliśmy bardzo mądrze, z determinacją, koncentracją, wolą walki do końca i masą szczęścia. I chwała naszym! Wygrana z Niemcami doda im skrzydeł na dalsze mecze po paśmie klęsk i rozczarowań. Umocni w piłkarzach wiarę w selekcjonera – której, mam wrażenie brakowało – w jego pomysły i rozwiązania. Nic tak nie buduje szacunku i więzi drużyny z trenerem jak trafne decyzje przed meczem i te podjęte w ogniu walki, właściwe zmiany etc. Nie tylko Juergen Klopp, Guardiola, Arsene Wenger ale wyrosły z Ekstraklasy trener też może…

Teraz przekonajmy się czy „biało-czerwoni” są w stanie zagrać dwa dobre mecze z rzędu. Skoro jesteśmy w momencie przełomowym dla historycznej niemocy, to dlaczego nie przełamać i tej passy? Jest szansa, że tym nadmuchanym balonem polecimy pod niebiosa dłużej niż tylko do meczu ze Szkocją!