Kto powinien grać w młodzieżówce

U21 reprezentacja PolskiSłowa Roberta Lewandowskiego, który w wywiadzie dla Polsatu powiedział, że „zawodnicy, którzy grali już w pierwszej reprezentacji Polski nie powinni występować już młodzieżowych kadrach” wywołała o wiele ciekawszą dyskusję niż kwestia kto w meczu z Czarnogórą zastąpi Grzegorza Krychowiaka albo czy w ataku powinien zagrać Arkadiusz Milik.

Wspaniale, że kapitan reprezentacji Polski zainicjował tak istotną debatę. Dotąd był raczej mistrzem politycznej poprawności, unikał deklaracji, chyba że dobrze mu w Bayernie i nie wybiera się do Realu. Jedyny mocny i kontrowersyjny wywiad jaki pamiętam, to ten uderzający w selekcjonera Franciszka Smudę po Euro 2012.

A tu nagle stwierdza, że mistrzostwach Europy U21 piłkarze, którzy już potwierdzili swoją przydatność w seniorskiej kadrze powinni ustąpić miejsca do niej aspirującym. „Nie powinni być brani pod uwagę. To moja opinia, ale też rozmawiałem z chłopakami. Mistrzostwa U-21 to miejsce dla kolejnych, mniej znanych zawodników”. Sprawa jest niezwykle ciekawa, bo nie zerojedynkowa.

Z jednej strony Robert z racji swojej pozycji w polskim i światowym futbolu występuje w roli adwokata kolegów. Milikowi i Piotrowi Zielińskiemu niezręcznie byłoby zadeklarować, że skoro są integralną częścią kadry seniorskiej, z występami na najważniejszym turnieju i w eliminacjach do kolejnego, to młodzieżówka nie jest już dla nich. Odmowa mogłaby spowodować powszechny hejt. Pamiętacie co było gdy Krystian Bielik odmówił przyjazdu na towarzyski turniej U-18, bo aspirował do występu w meczu U-19 w eliminacjach ME. Musiał się zmienić trener, żeby po roku doczekał się kolejnego powołania. Lewandowski, przypominając, że drugi rok nie będą mieli odpoczynku, usprawiedliwia ich i zdejmuje ewentualne odium.

Przypadek Milika jest tu szczególny. Piłkarz Napoli dopiero co wrócił na boisko po przewlekłej kontuzji. Wrócił nadspodziewanie szybko (niektórzy twierdzą, że zbyt szybko). Udział w ME U21 rzeczywiście oznaczałby w drugie wakacje z rzędu intensywnie gra w piłkę. Wie o tym, trener Napoli, Maurizio Sarri, który stwierdził, że nie wyobraża sobie, by jego piłkarze latem zamiast odpoczywać grali w turnieju.

Oczywiście to nie Sarri będzie decydował kogo Marcin Dorna powoła na ME. Włoch jak każdy trener klubowy kieruje się po prostu interesem klubu i wolno mu. Ale z kolei my powinniśmy kierować się interesem pierwszej reprezentacji, którą czekać będą kluczowe mecze w eliminacjach do mundialu w 2018 roku i sam turniej w Rosji. Ja bym Milika nie ciągnął na Euro U21, zwłaszcza że nigdy nie był on częścią tej drużyny. Grał w poprzedniej młodzieżówce Dorny, ostatni raz bodaj w 2013. Na czerwcowym turnieju znalazłby się pod wyjątkową presją. Wszystkie oczy spoczywały by na nim jako graczy reprezentacji seniorskiej, Euro 2016 i Ligi Mistrzów. Wątpię, żeby coś dobrego wynikło z tego napięcia i chęci udowodnienia za wszelką cenę. Tymczasem są doskonali zastępcy: Kownacki, Stępiński czy Niezgoda.

Robert Lewandowski stwierdził też, że ewentulany sukces kadry Marcina Dorny z udziałem zawodników z kadry A byłby mydleniem oczu i nic nie dał pierwszej reprezentacji, bo aspirujący do niej młodzi piłkarze nie zostaliby sprawdzeni.

Zasadniczo zgadzam się, że drużyny juniorskie istnieją po to, żeby wychowywać, sprawdzać i otrzaskiwać w boju piłkarzy dla pierwszej drużyny. Ale to podejście bardzej dotyczy klubów. Reprezentacja Polski U21 to jednak nie to samo co klubowa U15, gdzie najważniejsze jest szkolenie. Tam pogoń za wynikiem za wszelką cenę jest szkodliwa i prowadzi do wypaczeń, ale tu? Tu gra się z orzełkiem na piersi, przed meczem słucha hymnu, a za sukcesy na igrzyskach olimpijskich (U23) otrzymuje medale.

Przed nami mistrzostwa Europy we własnym kraju, na których gra stanowi spory prestiż. Nie bez powodu bilety na mecze reprezentacji rozeszły się jak świeże bułeczki. Nie twierdzę, że kibice wykupili je z myślą wyłącznie od Miliku i Zielińskim, a gdy ich zabraknie poczują się rozczarowani i oszukani. Ale też mają swoje oczekiwania. Raczej niekoniecznie, że występ drużyny Dorny to wyłącznie element rozwoju zawodników przyszłej pierwszej kadry. Chcą jak najlepszego sportowego wyniku! Myślę podobnie.

Nie widzę w tym nic złego, by Polska wystawiła na ME najsilniejszą drużynę jaką ma. Nie istnieje wszak przepis, jak przy wyborze narodowości, że zawodnik, który raz zagrał w reprezentacji A jest spalony dla reprezentacji B. Gra w seniorach nie dyskwalifikuje młodzieżowca. Dlatego: Milik – niech odpoczywa. Zieliński, Bartosz Kapustka i Karol Linetty – nie widzę żadnych przeciwwskazań do gry. Oby nie, ale kto wie czy tytuł młodzieżowego mistrza Europy nie okaże się kiedyś najcenniejszym jakie zdobyli w reprezentacyjnej karierze.

Reprezentacja Polski U21

 

Włodzimierz L., piłkarz. O zanikaniu

Włodzmierz LubańskiHanna Krall

Włodzimierz L., piłkarz

O zanikaniu

… Ty toś się w życiu urządził, mówią mi. Też mogliście, mówię, wystarczyło kopać piłkę, ja zacząłem jak miałem dziesięć lat.

Całość pięćdziesiąt dwa metry, w największym pokoju mieści się wersalka i stół, żona chciałaby większe, bo zobaczyła dom Mike’a Englanda*. Mnie tam wszystko jedno, mamy gdzie spać, jest w porządku. U Englanda od wejścia było szkło, w pokojach antyki i… no tak, zobaczyliśmy różnicę.

Zrozumiałem, że nie zagram i ktoś musi zająć moje miejsce. Andrzej zajmie, pomyślałem i powiedziałem mu – szczerze, tak od serca – ty się, chłopie, zmobilizuj, bo dla ciebie te mistrzostwa** to będzie duża rzecz. Nie wierzył, myślał, że Jasiu zagra i rzeczywiście większe szanse Jasiu miał, bo strzelił tę bramkę na Wembley. Wiedziałem swoje i powiedziałem – słuchaj, Andrzej, masz trudności z przyjęciem piłki, popracuj nad tym. Tak mu mówiłem, od serca.

No i Andrzej gra, no i strzelił Włochom tę kapitalną bramkę, ja bym nie strzelił takiej. Nie żebym nie umiał. Umiałbym, tylko bym się nie odważył. Andrzej idzie na kontuzję, na ryzyko, patrzę na niego i myślę – ja bym szedł? Nie, nie szedłbym.

Piłkarz musi być atrakcją teraz, już i tylko wtedy jest potrzebny. Ja jeszcze jestem atrakcją. Dzięki kolanu. Przed mistrzostwami pisali o kolanie, bo nie wiedzieli czy będę grał. Potem pisali, że przez kolano nie będę grał, więc byłem znowu. Teraz piszą, że nie gram, bo kolano, ale za chwilę i to się skończy. Moje kolano nie będzie potrzebne, ani ja i zacznę znikać.

No nie dzwonią, nie.

Ja też nie dzwonię.

Powinienem?

Do Andrzeja mógłbym, ale po co, on już tamtego nie pamięta.

Dobra, mogę zadzwonić.

Zajęte… Zajęte… Międzynarodowa, o tej porze… No zajęte, no trudno.

Już nie, już się koncentrują.

Wychodzą…

Znam tamtych, strzeliłem im kiedyś bramkę. Głową strzeliłem, w pierwszej minucie.

Kaziu…

Zostaw to, Robert niech strzela, z tej odległości tylko Robert.

Dobrze, Robert, w porządku.

Ruszaj, Andrzej, teraz ruszaj…

Kaziowi, gdyby puścił ten, no, Grzesiek na nogę… Dobrze, Grzesiu… Słuchaj, Kaka, Jurek niech przyjmie, a ty, Szymek, zostaw mu piłkę, no, zostaw i leć sam, tak jest, bardzo dobrze… ***

Wrócą. Zobaczymy się. W klubie, normalnie o dziesiątej. Przywitamy się. Powiem – cześć, stary, Andrzej powie – no cześć i będzie się starał tak mówić, jak byśmy jeszcze byli sobie równi. Nie jesteśmy równi, już nie. I żeby nie wiem jak starali się być po dawnemu, to w końcu przyjdzie dzień kiedy znajdziemy się na boisku. Oni i ja. I może nam nie wyjść. Z innych przyczyn może nie wyjść, ale oni pomyślą – no tak, bez niego grało się lepiej.

Świetni byli. Beze mnie byli świetni. Grali jak nigdy dotąd, nowy zespół powstał na tych mistrzostwach. Beze mnie powstał. To jeszcze potrzebny im jestem?

 

*Piłkarz reprezentacji Walii.

**Mowa o Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej

*** Włodzimierz L. Ogląda mecz z Jugosławią, Polska wygrała 2:1.

Włodzmierz Lubański

Nigdy nie znikniesz!

Powyższy tekst, który opublikowaliśmy w „Przeglądzie Sportowym” za zgodą pani Hanny Krall, pochodzi z książki „Różowe strusie pióra”. To wyjątkowa pozycja w dorobku najwybitniejszej polskiej reporterki. Kolaż przeróżnych ludzkich losów, złożony z krótkich opowieści, notatek, refleksji, odbytych rozmów, otrzymanych listów, a nawet karteczek wkładanych w drzwi przez Krzysztofa Kieślowskiego. Działają czytelnikowi na wyobraźnię i zmuszają, by dopowiedział sobie resztę historii. Jak to ujęła na wstępie sama autorka: „jest to książka o tym, co ludzie do mnie mówili i pisali przez pięćdziesiąt lat”. Wśród przyjaciół, znajomych, bohaterów reportaży jak wspomniany Kieślowski, Marek Edelman czy Leszek Kołakowski nagle pojawia się Włodzimierz Lubański!

Jak świetnym reporterem trzeba być, by zdobyć zaufanie obcej osoby i namówić ją by powierzyła nam swoją historię, ujawniła cząstkę siebie. A jeszcze w tak dramatycznym momencie w jakim był wówczas Lubański, śledzący z domu mundial w RFN w 1974. Mundial, którego byłby wielką gwiazdą. On, kapitan tamtej reprezentacji, największy piłkarski bohater swoich czasów, o statusie jakim dziś cieszy się Robert Lewandowski. Najbardziej popularny i najbardziej kochany przez Polaków od kiedy w wieku 16 lat i 288 dni zadebiutował w kadrze, zdobywając do tego gola (do dziś pozostaje najmłodszym strzelcem w historii reprezentacji). Który grałby w słynnym Realu Madryt, gdyby weta nie wyraziło KC PZPR, który nie chciał słyszeć o oddaniu zagranicę „dobra narodowego”.

Dzięki Hannie Krall dowiadujemy się co kotłowało się w jego duszy w tym wyjątkowo bolesnym momencie kariery. Tekst przypominamy z okazji 70. urodzin Włodka Lubańskiego, którego – składając mu serdecznie życzenia „stu lat!” – zapewniam: Włodku, nigdy nie znikniesz z naszych myśli i naszej pamięci! Nigdy nie zapomnimy Twoich goli, które dały Górnikowi Zabrze mistrzostwa i Puchar Polski oraz zwycięstwa w europejskich pucharach, a zwłaszcza tej bramki w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów z AS Roma. I tego, że na Stadion Śląski „na Lubańskiego” przychodziło po 100 tysięcy widzów. Ani goli, które przyczyniły się do historycznego złota olimpijskiego w Monachium. A Twój brak w kadrze Kazimierza Górskiego na mundialu w RFN pozostanie jednym z największych i najbardziej roztrząsanych piłkarskich polskich „co by było gdyby”. Legendy nie znikają, są wieczne!

Włodzmierz Lubański

Uczta (się od) Nawałki

Nawałka i GrosickiDożyliśmy czasów, że inni mogą nam zazdrościć nie tylko piłkarskiej reprezentacji, jej pozycji w tabeli eliminacji MŚ 2018, rankingu FIFA (historyczne 15. miejsce i wyprzedzenie Włochów), czy jej lidera, Roberta Lewandowskiego, ale i tego jak rozwiązujemy afery i wygaszamy konflikty w kadrze. Adam Nawałka perfekcyjnie zdusił kryzys, który dopadł jego drużynę po nadspodziewanie dobrym występie na Euro 2016 i zrobił to w zarodku, nim rozluźnienie w ekipie zdążyło dać bardziej negatywne efekty niż tylko stylem – w końcu jednak wygranego – meczu z Armenią.

Obyło się bez dramatów, wykluczeń z kadry, wymiany ciosów i „uprzejmości” na łamach mediów jak za poprzedników (pamiętacie jak Artur Boruc nazwał Franciszka Smudę „Dyzmą”?). Nawałka po raz kolejny wyciągnął wnioski z błędów poprzedników. Zamiast więc grupy obrażonych zawodników i jak zawsze w podobnym przypadku, podzielonych kibiców, zyskał oddanie tych, którym dał drugą szansę, oni zaś zrewanżowali mu się najlepszym występem w tych eliminacjach. Symboliczną sceną było zachowanie Kamila Grosickiego, który po golu wpadł w ramiona selekcjonera niczym „syn marnotrawny”. Wszyscy znów bijemy brawo Nawałce, kibice nadal kochają jego kadrę, a reszta Europy nadal może nam zazdrościć frekwencji na jej meczach.

Leo Messi i reprezentacja ArgentynyZazdrościć mogą nam np. kibice Argentyny. Wicemistrzowie w eliminacjach MS 2018 zremisowali z Wenezuelą i Peru oraz przegrali z Paragwajem, a przed paroma dniami ponieśli spektakularną klęskę z Brazylią (0:3) spadając w tabeli aż na szóste miejsce (za „Canarinhos”, Urugwaj, Ekwador, Kolumbię i Chile), nie dające nawet prawa gry w barażach o mundial. Przedwczoraj „uciekli spod topora” pokonując u siebie 3:0 Kolumbię, co pozwoliło im awansować na pozycję piątą.

Po spotkaniu cała reprezentacja Argentyny przybyła na konferencję prasową, a kapitan i bohater spotkania Leo Messi wygłosił gorzkie oświadczenie. „W ostatnim czasie spotkaliśmy się z licznymi zarzutami i brakiem szacunku. Nie odpowiadaliśmy na nie, ale w końcu miarka się przebrała. Wielu ludzi uwierzyło w to, co zostało napisane, w związku z czym postanowiliśmy to przerwać. Przykro nam, że ucierpią wszyscy dziennikarze, nawet ci niewinni, ale oskarżenia są zbyt poważne. Przestajemy udzielać wywiadów. Wy możecie nas nadal atakować i zarzucać nam milion rzeczy, ale nie liczcie na naszą odpowiedź”.

Był to gest solidarności z Ezequielem Lavezzim, po tym jak argentyński dziennikarz zasugerował na Twitterze, że napastnika Hebei China Fortune zabrakło w kadrze za palenie marihuany. „Lavezzi nie będzie w kadrze meczowej na jutrzejszy mecz z powodu dżointa, którego wypalił wczoraj w bazie treningowej? Tylko pytam… tylko pytam” – napisał Gabriel Anello. Lavezzi zapowiedział, że wtoczy dziennikarzowi proces. Argentyńscy dziennikarze nieoficjalnie przyznają jednak, że został przyłapany na paleniu trawki po raz drugi.

Teraz wyobraźmy sobie, że dokładnie te same słowa co Messi wygłasza po kapitalnym występie z Rumunią Robert Lewandowski. W jednym z polskich dzienników (akurat naszym) też przecież postawiono kilku zawodnikom „poważne zarzuty”. Sądząc po niektórych żartach i zachowaniu niektórych piłkarzy na zgrupowaniu przed wylotem do Bukaresztu mogło to pójść i w „argentyńskim” kierunku. Na szczęście Nawałka postanowił załatwić to inaczej i przywrócić kadrowiczów do pionu. Być może Edgardo Bauza nie ma podobnej pozycji w swojej drużynie, ani solidnego wsparcia prezesa swojej federacji (gdzie swoją drogą panuje wielki chaos), być może reprezentacją Argentyny rządzi szatnia. Zobaczymy jaki da to efekt, zwłaszcza że przed Argentyną prestiżowy pojedynek z Chile, z którym „Albicelestes” przegrali finał Copa America.

Pijany Wayne RooneyAlbo wyobraźmy sobie, że że Robert Lewandowski po wygranym meczu wkracza na wesele, które odbywa się akurat w hotelu kadry i imprezuje z gośćmi do piątej nad ranem. A następnego dnia czołówki naszych bulwarówek zdobi jego nieprzytomne z upojenia oblicze i relacje, że „nie był w stanie złożyć zdania i zataczał się, chodził krokiem pijaka”. Nawet ja nie mam tak bogatej wyobraźni, więc nawet nie rozważam co działoby się w naszych mediach, na naszym Twitterze i domach naszych kibiców.

Sprawa jest autentyczna i dotyczy kapitana i lidera reprezentacji Anglii, Wayne Rooney’a, którego zabawę w Grove Hotel w Herforshire dwa dni po zwycięstwie Anglików nad Szkotami (3:0) opisał i zilustrował „The Sun”. Cytowani przez tabloid goście weselni nie byli w stanie uwierzyć, że mają do czynienia z kapitanem drużyny narodowej, skądinąd , krytykowanym ostatnio za nie dość za przeciętną to jeszcze nieregularną grę w Manchesterze United.

Teraz problem mają i trener „Czerwonych diabłów” Jose Mourinho i tymczasowy selekcjoner Anglików Gareth Southgate, który przejął zespół po rozwiązaniu kontraktu z Samem Allardycem i nie jest jeszcze pewien czy permanentnie. Z oświadczenia Rooney’a wiadomo, że obaj panowie odbyli już rozmowę, a napastnik przeprosił za swoje zachowanie zarówno selekcjonera jak i młodych kibiców, którzy musieli oglądać go na takich zdjęciach.

Jak postąpi niedoświadczony i niepewny posady Southgate? Raptownie, radykalnie i definitywnie czy skorzysta z inspiracji Nawałki i rozwiąże problem z największą korzyścią dla kadry? Zobaczymy. Niesamowite, że wreszcie i na tym polu Polska może służyć przykładem.

Komu potrzebni w kadrze komicy i farbowane lisy?

reprezentacja PolskiOkno transferowe w Europie zatrzasnęło się ogromnym hukiem. Także i nas w Polsce. Nie tylko dlatego, że było rekordowe dla polskich piłkarzy, na których czołowe kluby wydały ponad 105 milionów euro, czyli tyle za ile Manchester United uczynił Paula Pogbę najdroższym piłkarzem w historii futbolu. Kluby zmieniła większość kadrowiczów Adama Nawałki. Dwukrotnie padały rekordy największej sumy zapłaconej za Polaka. Stanęło na szokujących 32 milionach za Arkadiusza Milika.

Dramatycznym hukiem zakończył się też transfer Kamila Grosickiego. Skrzydłowy reprezentacji był już jedną nogą i skrzydłami samolotu w wymarzonej Premier League. Niestety na ostatniej prostej, w ostatnich godzinach czy minutach negocjacji coś pękło na linii Rennes – Burnley i kluby się nie dogadały. Ofiarą tego niedoszłego transferu padł niestety także „Przegląd Sportowy”. Wiedzeni euforią zawodnika napisaliśmy „Yes!”, dowiadując się, że jednak „Non!” grubo po dedlajnie, czyli zjechaniu numeru do drukarni, czego ie dał się już odkręcić. Cóż, tworzenie gazety w trudnych, digitalnych czasach, gdy każdy tekst w sieci można edytować albo skasować, wymaga podejmowania ryzyka. Trochę tak jak na boisku. Czasami zawodnik jest pewny, że po jego podaniu kolega znajdzie się sam z bramkarzem, niestety, boczny podnosi chorągiewkę…

Tymczasem nasi drodzy (dosłownie i w przenośni) kadrowicze szykują się do pierwszego starcia w eliminacjach mistrzostw świata w Rosji w 2018. Prawda, że stęskniliście się Państwo za drużyną Nawałki? Ja też. I kibice oczywiście też. Trudno żeby było inaczej po świetnych występach na Euro 2016. Moda, a raczej szaleństwo na „biało-czerwonych” nadal trwa, o czym świadczą nieprzebrane tłumy podczas wtorkowego treningu kadry w podwarszawskim Karczewie. Te same piski, ten sam głód autografów lub choćby tylko zobaczenia na żywo swoich idoli, to samo szaleństwo w oczach nawet dorosłych ludzi, które widzieliśmy w Arłamowie.

Zaczyna być codziennością, że ekipa Nawałki zmuszona jest organizować dla kibiców specjalne otwarte treningi. Polaków, tak jak najlepsze i naszpikowane gwiazdami reprezentacje, czekają oblężone lotniska, hotele i treningi gdziekolwiek nie ruszą się w świecie. Zawsze zazdrościłem przyjezdnym drużynom tych polskich tłumów przed hotelem. Łowcy autografów żeby pozbierać podpisy zawodników czołowych klubów Europy warowali na Anglików, Niemców, Włochów czy Hiszpanów. Dziś swe kolekcje gwiazd futbolu wzbogacą zaliczając zgrupowanie Polaków.

Pamiętam tłumy wyczekujące przed warszawskim hotelem Sheraton z okazji meczu Polska – Anglia, bodaj za Janusza Wójcika i telewizyjne wywiady z mdlejącymi dziewczynami na samą myśl, że w środku jest i może wyjdzie na zewnątrz David Beckham. Dziś to samo w mniejszej lub większej skali przeżywają Robert Lewandowski, Milik, Grzegorz Krychowiak

Grzegorz KrychowiakZadaniem Nawałki po tych wszystkich zmianach jest utrzymać piłkarzy na ziemi, odciągnąć ich uwagę od – lepszej lub gorszej sytuacji w nowym klubie – i skoncentrować na zadaniu. Sytuacja jest inna niż przed eliminacjami Euro 2016 – tym razem Polacy muszą sprostać roli faworytów grupy. Mentalność musi być jednak taka sama jak wówczas. Czytając wywiady z zawodnikami jestem spokojny. Bije z nich niedosyt występem na Euro, mają świadomość, że było dobrze, ale mogło być znacznie lepiej. Nikt nie odlatuje, są świadomi własnej wartości, wiedzą, że mogą wspólnie osiągnąć wiele. Czują głód.

Jakże odmienna sytuacja niż we wspomnianej Anglii. Tam nowy selekcjoner Sam Allardyce zabrał na pierwsze zgrupowanie… dwóch komików, żeby pomogli zlikwidować smutny nastrój po nieudanym Euro. Jak z kiepskiej komedii wzięli za to jego słowa kibice o konieczności wprowadzenia do reprezentacji… „farbowanych lisów”. Allardyce był już tego bliski, próbował powołać pomocnika Sewilli, Stevena N’Zonziego, plany zablokowała jednak FIFA, dopatrując się, że były zawodnik Blackburn i Stoke wystąpił siedem lat temu w barwach Francji U-21. Anglicy nie odpuszczają walki, przekonując że przez sześć lat grał na Wyspach.

A Allardyce wzywa, by zacząć robić to, co robią inni. I w futbolu i w innych angielskich reprezentacjach jak choćby w krykiecie: naturalizować piłkarzy z braku własnych talentów. Podaje przykład Somalijczyka Mo Farrah, którym wywalczył dla Wielkiej Brytanii cztery złote medale w biegach długodystansowych na dwóch ostatnich igrzyskach i Diego Costy, Brazylijczyka, który po siedmiu latach gry w La Liga przyjął obywatelstwo i trafił do reprezentacji Hiszpanii.

Trener Anglii jest więc dziś na etapie przekonywania rodaków, że „trzeba wyjść z drewnianych chatek”. W kadrze Nawałki „farbowanych lisów” nie uświadczysz. Mało tego, tak jak kiedyś Niemcy wybierali grę dla Polski, wiedząc że wielkich szans na grę w drużynie Joachima Loewa nie mają, tak właśnie Paweł Cibicki wybrał grę dla Szwecji gdzie zapewne łatwiej będzie mu się przebić.

W takiej kondycji reprezentacja Polski rozpoczyna bój o mundial. Pełna świadomych wartości zawodników dobrych klubów, którym fajnie się gra i przebywa ze sobą. Nasi komicy mogą co najwyżej łapać inspirację od kadrowiczów, oglądając kolejne filmy ze zgrupowania w kanale Łączy nas Piłka.

Jeszcze o Nawałce: pierwszy który musiał zostać

Adam Nawałka i Zbigniew BoniekBardzo się cieszę, że PZPN tak szybko przedłużył kontrakt z Adamem Nawałką, ucinając wszelkie spekulacje i ewentualne zakusy obcych federacji. I tych, które nie zdążyły jeszcze zrobić remanentu po kiepskim występie na Euro lub katastrofalnych eliminacjach i tych bogatych, zwłaszcza z krajów arabskich, działających pod wpływem chwilowej emocji, za to potrafiących złożyć propozycję nie do odrzucenia. Nawałka jest bodaj pierwszym polskim selekcjonerem w XXI wieku, którego zwolnienia po wielkim turnieju nikt nawet nie zasugerował. Nawet Leo Beenhakker po udanych historycznym awansie do mistrzów Europy, ale kiepskim turnieju miał już sporo przeciwników.

Że Nawałka musi zostać stało się oczywiste po drugim meczu grupowym, którym przerwaliśmy przeklętą passę meczów „o zwycięstwo, o wszystko i o honor”, zapewniając sobie na 99 procent awans do 1/8 finału. Nie tylko z powodu gołego wyniku z Niemcami. Polacy rozegrali z mistrzami świata najlepsze spotkanie z trzech ostatnich konfrontacji. Stało się jasne, że drużyna Nawałki nie tylko nie zatraciła wszystkich cnót z eliminacji, ale zrobiła znaczny postęp. A selekcjoner dowiódł, że jest jeszcze lepszym strategiem niż sądziliśmy. Potwierdziły to kolejne mecze. Znów wszystkie jego wybory personalne okazały się trafione i nie do zakwestionowania na żadnej pozycji. Udało mu się dokonać takich „odkryć” jak Bartosz Kapustka, Michał Pazdan czy Artur Jędrzejczyk. Idealnie wypalił plan na turniej, obejmujący niemal każdą godzinę od zgrupowania w Arłamowie: treningi, regeneracja, odpoczynek psychiczny w tym spotkania piłkarzy z rodzinami, obowiązki medialne itd. Nasi piłkarze wreszcie nie odstawali od rywali fizycznie na wielkim turnieju.

Największym sukcesem Nawałki było moim zdaniem to, co teraz – zresztą bardzo delikatnie – zaczynają mu wypominać niektórzy komentatorzy, a najostrzej chyba stacja ESPN: żelaznej konsekwencji w trzymaniu się strategi. Postawienie na kontrolowanie meczu, obronę całym zespołem, szybkiego przechodzenia do kontrataku, ale i konsekwentnej atakiem pozycyjnym. Zaowocowało to awansem aż do ćwierćfinału, stratą tylko dwóch goli na całym turnieju i faktem, że Polacy na Euro 2016 ani przez chwilę nie przegrywali. Ale też i brakiem „walijskiego szaleństwa” w końcówkach, które skazały nas na serię karnych ze Szwajcarią i Portugalią.

Tę konsekwencję i minimalizację ryzyka ESPN określił pasywnością. „Być może Kuba Błaszczykowski nie zmarnowałby jedenastki, gdyby Nawałka nie był tak pasywny. Trener Polaków nie chciał niczego zmieniać. Pierwszą zmianę ze Szwajcarią zrobił w 101. minucie, z Portugalią w 82. W obydwu spotkaniach zrobił tylko dwie zmiany. Wydawał się czekać na karne. To niebezpieczne. Zadziałało raz, ale dwa razy już nie” – podsumował ESPN, umieszczając naszego selekcjonera w kuriozalnym gronie czterech trenerów, którzy na Euro 2016 popełnili największe błędy: Roy’a Hodgson (Anglicy zarzucili mu największe upokorzenie od 1950 roku), Hiszpana Vicente del Bosque oraz Belga Marka Wilmotsa (czyżby wg ESPN lepi okazali się Rosjanin Leonid Słucki, Turek Fatih Terim czy Rumun Anghel Iordanescu, których drużyny nie wyszły z grupy?)

Pamiętajmy jednak, że „walijskie szaleństwo”, czyli postawienie wszystkiego na jedną kartę mogło się skończyć równie dobrze katastrofą. Poza tym wychodzę z założenia, że Nawałka najlepiej wiedział jakich zmienników ma na ławce i co mogą oni dać drużynie wchodząc w końcówce. A z powodu kontuzji brakowało na niej i Macieja Rybusa i Pawła Wszołka.

Jeszcze bardziej kuriozalne wydają mi się zarzuty do selekcjonera, że Robert Lewandowski nie strzelał goli z taką regularnością jak w eliminacjach czy Bundeslidze. Pewnie, że ucieszyłbym się gdyby Lewy strzelił Ukrainie pięć goli w dziewięć minut jak Wolfsburgowi. Ale wolałem oglądać go jak w każdym meczu haruje dla drużyny, cofa po piłkę, rozgrywa, odbiera i podaje niż gdyby machał z rezygnacją rękami, że nie dostaje piłek w polu karnym i nie może przyłożyć do nich nogi, jak to drzewiej bywało w reprezentacji. Wielkie uznanie dla Nawałki za sprawienie, że Lewandowski w każdym meczu grał jak prawdziwy lider, myślący wyłącznie o drużynie, nie własnych osiągnięciach. Świat to zauważył i docenił.

Identycznie jak w przypadku Arkadiusza Milika, najlepszym strzelecem Ajaksu Amsterdam od czasu Luisa Suareza, który skończył turniej z jednym golem i asystą, ale zachwycał grą defensywną. Nasi kibice zapamiętają z Euro 2016 głównie jego nieskuteczność – acz irytację wyrażali bez hejtu, raczej z sympatią, której efektem były zabawne memy jak ten, w którym skazaniec przed plutonem egzekucyjnym w ostatniej prośbie żąda, żeby strzelał Milik.

To jednak nie przypadek, że dziś starają się wyciągnąć go z Ajaksu czołowe włoskie kluby jak Juventus Turyn (okładka „Corierre dello Sport” że miałby ewentualnie zastąpić Alvaro Moratę), Napoli (szuka następcy dla Gonzalo Higuaina), AS Roma (jeśli odejdzie Edin Dżeko) czy AC Milan (jeśli straci Carlosa Baccę). Włosi docenili to jak łatwo dochodził do sytuacji strzeleckich, jednocześnie harując jak wół w destrukcji w pomocy, jak wtedy kiedy odcinał od piłek Granita Xhakę.

Toteż Euro 2016 jeszcze się nie skończyło, a ja już nie mogę doczekać się sierpniowego zgrupowania przed pierwszym meczem eliminacji MŚ 2018 z Kazachstanem. Nawałka nie czeka. Dzień po przedłużeniu kontraktu zabrał się za szukanie boiska ze sztuczną nawierzchnią, bo na takiej będziemy grali w Astanie…

 

Michał Pazdan

Dlaczego Adam Nawałka to cudotwórca

Adam NawałkaNajpierw przełamał polską niemoc piłkarską, potem zaszachował trenera mistrzów świata, wreszcie doszedł z drużyną do ćwierćfinału Euro 2016. Ze Szwajcarią w loterii rzutów karnych nam się powiodło, z Portugalią już nie. Ale w niczym nie umniejsza to ani sukcesu polskich piłkarzy, ani ani trenera Adama Nawałki. Polska odpadła, ale w całym turnieju nie przegrała żadnego meczu. Nawałka cudotwórca?  

No jak nie cudotwórca, jak czego się nie dotknie, to zmienia w złoto! Nie ma feralnej passy, której nie zdołałby złamać. Reprezentacja Polski nigdy nie wygrała meczu na mistrzostwach Europy! Bach, jest zwycięstwo już w pierwszym spotkaniu z Irlandią Pn, której nota bene Polacy przerwali passę 12 meczów bez porażki! Rywal, który w eliminacjach stracił najmniej goli, został kompletnie zdominowany.

Reprezentacja Polski nigdy wygrała z Niemcami, nawet te słynne Kazimierza Górskiego czy Antoniego Piechniczka? Proszę bardzo jest historyczne zwycięstwo na Stadionie Narodowym w aktualnymi mistrzami świata! W tamtym wygranym spotkaniu Niemcy oddali na Polską bramkę ponad 20 strzałów, uratowała nas heroiczna postawa Wojtka Szczęsnego w bramce. W bezbramkowym remisie na Stade de France na Euro 2016 już tylko dwa, a najlepszym Piłkarzem Meczu został wybrany ich obrońca, Jerome Boateng, co dobitnie świadczy jak wielki postęp zrobiła drużyn Nawałki.

Reprezentacja Polski nigdy nie wyszła na mistrzostwach Europy z grupy? Ciach, awans zapewniliśmy sobie już po drugim meczu, przerywając feralną triadę meczów na wielkich turniejach „o zwycięstwo, o wszystko i już tylko o honor”. „O honor” tym razem zagrali z Polską nasi ostatni grupowi rywale, Ukraińcy. Ci sami, którzy w eliminacjach do mundialu w Brazylii pokonała Polskę na Stadionie Narodowym 3:1, prowadząc dwoma bramkami po siedmiu minutach. Na Stade Velodrome przegrała z Polską, mimo że grała lepiej. Przesądziła świetna organizacja i determinacja w obronie. Polacy w rundzie grupowej nie dali sobie zresztą wbić ani jednego gola. Charakter dobrej drużyny poznaje się po tym, że wygrywa nawet wówczas gdy ma gorszy dzień, jak wówczas w Marsylii.

Synkowie pułku

Cudowny dotyk Nawałki widać było w każdym meczu. Co postawił na jakiegoś piłkarza, choćby i z prowincjonalnej piłkarsko ekstraklasy, ten nie tylko się sprawdzał, grał wręcz mecz życia! My dziennikarze sportowi dawno przestaliśmy się dziwić powołaniom i kwestionować ich racjonalność. Przyzwyczailiśmy się, że „Nawałka wie lepiej”, za każdym razem wychodziło na jego!

Kogo postawić na środku obrony obok jej filaru, Kamila Glika w otwarcia Euro z Irlandią Pn i z faworytami turnieju, Niemcami? Michała Pazdana z Legii? Ależ on skompromitował się z Termaliką Nieciecza, gdzie mistrzowie Polski stracili trzy gole! Nigdy nie grał przeciwko piłkarzom klasy Thomasa Muellera, Mesuta Oezila czy Mario Goetze. Ten ostatni strzelił gola Argentynie w finale mistrzostw świata, przecież Pazdana wkręci w ziemię po trzykroć!

Nawałka wiedział lepiej. Pazdan grał jak profesor, nie przepuścił żadnej piłki, ani żadnego rywala. Niemcy nawet nie próbowali prowadzić akcji jego stroną boiska. Z Ukrainą zablokował kluczowy strzał własnym ciałem. „Chiński Mur”, „Stoperan”, „Minister Obrony Narodowej” – okrzyknęli kibice w memach, a czołowe media świata umieściły w „11” rundy grupowej Euro 2016.

Kim zastąpić Kamila Grosickiego, serce, płuca i duszę reprezentacji, który skręcił kostkę i nie może zagrać z Irlandią Pn? Nawałka wystawia… 19-letniego Bartka Kapustkę, z mizernym doświadczeniem ligowym. To jedyny nastolatek na całym Euro, który zaczął mecz w pierwszym składzie (po raz drugi z Ukrainą). Nastoletnimi objawieniami turnieju mieli być Francuz Antony Martial z Manchesteru United, jego klubowy kolega, Anglik Marcus Rashford, Kingsley Coman z Bayernu Monachium, ale jest Kapustka. Pochwały na jego temat i wróżby świetlanej przyszłości tweetowali wielcy przed laty piłkarze, a dziś telewizyjni eksperci Gary Lineker i Rio Ferdinand.

A przecież takich odkryć Nawałki, „synków” – jak sam siebie nazywa Arkadiusz Milik jest w drużynie więcej, część przewinęło się w eliminacjach. Oprócz wspomnianego napastnika Ajaksu Amsterdam, z którym Nawałka współpracował w Górniku Zabrze, Krzysztof Mączyński, ściągnięty do kadry z ligi chińskiej, dziś kolejny zawodnik ekstraklasy grający na Euro jak rutyniarz. Czy Artur Jędrzejczyk, grający z konieczności na lewej obronie, gdy kontuzji doznał Maciej Rybus, którego Nawałka przesunął tam z pomocy.

Spełniona obietnica

Pamiętam grudniową rozmowę z Nawałką podczas Wigilii PZPN w Hotelu Victoria. Kapituła Plebiscytu „Przeglądu Sportowego” i TVP postanowiła przyznać mu tytuł Trenera Roku 2015, on wzdragał się go przyjąć. Tłumaczył, że za rok to bardzo chętnie, z wielką radością, bo musiałoby to oznaczać dobry występ na Euro 2016. Ale teraz, zaledwie za udane eliminacje nie ma poczucia, że sobie zasłużył. Że to dopiero początek wielkiej przygody, a drużyna jest cały czas w budowie i nie jest skończonym projektem. I niczego jeszcze nie osiągnęła, na razie spełniła obowiązek. Wreszcie, że ma już zaplanowany wyjazd do swych ukochanych Włoch…

Przekonywałem, że to nagroda bynajmniej nie za sam awans, ani nawet za historyczne zwycięstwo z Niemcami, aktualnymi mistrzami świata. To nagroda za to, jak zmienił postrzeganie kadry. Rozniecił wręcz modę na kibicowanie „biało-czerwonym”. Przecież jeszcze niedawno fani wygwizdywali z trybun własny zespół i jej kapitana, Roberta Lewandowskiego. Teraz na punkcie drużyny oszalała nie tylko cała piłkarska Polska, ale także ludzie, którzy na co dzień nie interesują się futbolem.

Za to, że sprawił iż zawodnicy znów chcą „umierać” na boisku za kadrę, nawet w spotkaniach towarzyskich. Że jeden za drugiego wskoczyłby w ogień. Że wreszcie znów zjeżdżają na zgrupowania z radością a nie jak na ścięcie i odcinają się od świata w swoich pokojach. Że zawsze grają do końca i wreszcie to oni strzelają gole w doliczonym czasie, a nie tracą, jak w ostatnich latach.

Że symbolem tej drużyny jest właśnie bramka Lewandowskiego ze Szkocją, która przypieczętowała nasz awans. Wepchnięta do siatki w ostatnich minutach spotkania w Glasgow dzięki heroicznemu wysiłkowi wszystkich zawodników, przez swą największą gwiazdę, która w karze Nawałki wreszcie grała na tym samym poziomie co w Bayernie Monachium czy wcześniej w Borussii Dortmund. Tym samym selekcjoner spełnił obietnicę daną „Przeglądowi Sportowemu” w wywiadzie tu w Hotelu Victoria, w dniu objęcia reprezentacji, a my wybiliśmy ją wtedy na pierwszej stronie: „Mam pomysł na Lewandowskiego”. Nie kłamał. Lewandowski z 13 bramkami został „królem strzelców” eliminacji.

Pot, krew i łzy

Nie była to jedyna spełniona obietnica z tamtego wywiadu. Dziś widać, że Nawałka od początku dokładnie wiedział jaką chce mieć drużynę i plan na nią. W długim, wzniosłym monologu zapowiadał, że zamierza stworzyć grupę piłkarzy gotowych do wielkich poświęceń. Takich, którym do ostatniego gwizdka nie przejdzie przez myśl, że stracili szanse na zwycięstwo. Chce widzieć pot, krew i łzy. „Nie wyobrażam sobie innego podejścia reprezentanta. To musi być zarówno obowiązek, jak i szalona satysfakcja, radość z tego, że gra się dla Polski. Ma napędzać i dawać energetycznego kopa” mówił. A Polacy tak grali w eliminacjach i na Euro 2016 z Irlandią Pn, Niemcami, Ukrainą i Szwajcarią.

Zapowiadał niespodzianki w składzie i dostaliśmy niespodzianek aż nadto. Zapowiadał, że będziemy zaskoczeni powołaniami dla zawodników z polskich klubów i byliśmy. Najbardziej chyba powołaniem na mecz z Niemcami Sebastiana Mili, który powoli szykował się do emerytury, a trener Śląska Wrocław zarzucał mu nadwagę. Po telefonie od Nawałki, że jest w kręgu zainteresowań, wziął się za siebie, co skończyło się golem w meczu z Niemcami. Na Euro 2016 Mila do kadry już się nie załapał, ale pojechał w roli korespondenta „Przeglądu Sportowego” i Onetu, robiąc m.in. kapitalne wywiady z Lewandowski, Grosickim czy Kamilem Glikiem.

Obiecywał Nawałka, że będzie jeździć po Europie i odwiedzać potencjalnych kadrowiczów i podróżował jak globrtoter, czego delikatnie mówiąc nie byli zwolennikami jego poprzednicy, ani Fornalik, ani Franciszek Smuda. Za każdym razem podejmował rozmowy o piłkarzu z jego trenerem, co zaowocowało zmianami pozycji Rybusa w Tereku Grozny czy Pawła Wszołka w Weronie.

Zapowiedział integrację drużyny i zakończenie wszystkich sporów i dziś jej integralną częścią czuje się nawet Kuba Błaszczykowski, mimo bolesnej utraty opaski. Dziś już nikt nie zamyka się w pokoju, schodząc tylko na treningi i posiłki jak poprzednio. Że piłkarze po prostu lubią ze sobą przebywać widać na wideo tworzonych przez należący do PZPN portal Łączy nas Piłka. Hasło, które znalazło się na autobusie Polaków we Francji jest prawdziwe, co doceniają zachodnie media, przeciwstawiając atmosferę w polskiej kadrze np. Portugalczykom czy Chorwatom.

Reprezentanci nie muszą się kochać. Wiem, że to niemożliwe i nikogo nie będę zmuszał. To, że jeden przyjaźni się z drugim, a obok jest grupa innych chłopaków, którzy świetnie się rozumieją, nie ma znaczenia. Oni przede wszystkim muszą się szanować, zdawać sobie sprawę, w jakim miejscu się spotkali. To jest reprezentacja Polski” – mówił Nawałka i dziś takie podejście jest w jego kadrze normą.

Konsekwencja pracoholika

Udało mi się przekonać Nawałkę i ostatecznie pojawił się na Balu Mistrzów Sportu zamiast pojechać do Italii, której od lat jest wielkim miłośnikiem. I wszystkiego co włoskie: kultury, jedzenia, stylu życia. Rzym uważa za najpiękniejsze miasto na ziemi. Tam od ponad 30 lat mieszka jego brat, Jan, dominikanin. I oczywiście włoskiego futbolu.

To właśnie we Włoszech, podczas stażu w AS Roma w 2000 r. gdzie podglądał słynnego trenera Fabio Capello, pojął to, co było później kluczem do awansu na Euro 2016 i awansu z grupy: że najważniejsza jest żelazna konsekwencja. „Capello rozbudził wielkie nadzieje, ale w pewnym momencie wyglądało to naprawdę źle. Zespół odpadł z Pucharu Włoch, była tragedia. Przegrał kilka meczów kontrolnych. Pod ośrodek przyjechały tłumy kibiców, chcieli wyważyć bramy. Ochraniali nas carabinieri, latały śmigłowce. Zarząd jednak utrzymał na stanowisku trenera, zespół zaczął wygrywać. Zaczęła się fantastyczna seria, Roma w 2001 r. zdobyła mistrzostwo Włoch. To pokazuje, że liczy się konsekwencja w realizowaniu koncepcji” wyznał Nawałka.

Nawałka z żelazną konsekwencją grał dwoma napastnikami nawet w meczach z mistrzami świata, Niemcami, przeciwko którym poprzednicy zapewne ustawiliby drużynę defensywnie. Z konsekwencją stawiał na swoich zawodników i zmienił kapitana z Kuby Błaszczykowskiego na Lewandowskiego.

A przy tym Nawałka najwięcej wymaga od samego siebie. To perfekcjonista-pracoholik, który na analizę kolejnych rywali i monitoring własnych zawodników, strategię podczas meczu i logistykę dotarcia na miejsce poświęca każda minutę. Dba o każdy szczegół, od wysokości trawy we francuskiej bazie reprezentacji La Baule, po kulinarne przyzwyczajenia lewego obrońcy najbliższego rywala Polaków.

Najboleśniej przekonują się o tym członkowie jego sztabu, od asystentów po fizjoterapeutów. Po meczach zbiera wszystkich i przez kilka godzin analizują wydarzenia na boisku. Podobno po zwycięstwie nad Irlandią, które zapewniło Polsce awans do Euro 2016, sztab spał tylko dwie godziny, ale nie z powodu świętowania, tylko nocnej analizy spotkania.

Euro 2016 rozplanował dokładnie co do godziny od pierwszego zgrupowania Juracie po uczestników konferencji prasowej ostatniego meczu.

Jeśli Adam Nawałka nadal będzie trenerem reprezentacji, pewnie dostanie podwyżkę. I będzie to chyba jedyna podwyżka, przeciwko której nikt w Polsce nie będzie protestował.

Adam Nawałka

Islandia skradła Polsce show i serca kibiców. Nie szkodzi

Islandia na Euro 2016Niesamowity jest ten turniej! Na naszych oczach rozpadło się ostatecznie Imperium Hiszpańskie, którego schyłek widzieliśmy już po na mundialu w Brazylii. Po wieloletniej dominacji tiki taka wydała ostatnie tchnienie, zdławiła ją „TikItalia” w wykonaniu przeciętnych, ale zamienionych przez Antonio Conte w karne wojsko Włochów. Turniej cudowny dla nas, bo Polska zagra w ćwierćfinale, o czym przed rozpoczęciem marzyliśmy bardzo nieśmiało, po cichutku, bojąc się po serii wielkich turniejów z meczami „o zwycięstwo, o wszystko, o honor” za daleko wybiegać w przyszłość. Ważne było wyjście z grupy.

Polska awansowała bez straty bramki, a nasza defensywa walczy o tytuł najbardziej szczelnej na Euro z niemiecką i z włoskim tercetem BBC (Bonucci, Barzagli, Chiellini + Gianluigi Buffon oczywiście), ustępując tej pierwszej tylko niewiarygodnym golem Sherdana Shaqiriego. Polacy są doceniani doceniana i wymieniani jako szósta siła Euro, daje nam się 47 % szans na półfinał i aż 25 % na finał, czyli więcej niż Włochom. Wszyscy zastanawiają się co będzie, jeśli do tej świetnej organizacji i skutecznej obronie odpali wreszcie Robert Lewandowski (i/albo Arek Milik)…

Ale to nie piłkarze Nawałki są największą sensacją turnieju. Nie nasz awans do czołowej ósemki Europy jest najgoręcej dyskutowany, zdjęcia, memy i filmiki nie z naszymi zawodnikami świętującymi po sukcesie przelewają się przez stacje telewizyjne, social media i okładki dzienników całego świata. Maleńka, debiutując na wielkim turnieju Islandia skradła nam show. Islandzcy, wytatuowani brodacze o średnich umiejętnościach, ale wielkiej woli walki do końca, bezkompromisowi, grający bez najmniejszych kompleksów, cieszący się grą jak mało kto skradli serca kibicom w całej Europie. Najpierw dokonując historycznego awansu z grupy, a w poniedziałek eliminując w 1/8 finału Anglię!

KLęska Anglii na euro 2016

Eliminując? Upokarzając Anglię, która napędzana nowym pokoleniem zawodników, wspartych doświadczeniem Wayne Rooney’a – jak zwykle – miała odnieść pierwszy sukces od pamiętnego mistrzostwa świata z 1966 roku. Tymczasem odniosła największą klęskę w historii swego futbolu – jak zawyrokował Gary Lineker, żartując z brytyjskim poczuciem humoru, że Islandia ma więcej wulkanów niż zawodowych piłkarzy. Na pewno liczy tylu mieszkańców – 320 tys. – ile jedna z dzielnic Londynu. Gwiazdy i gwizdki Premier League pokonał zwarty, zgrany, kochający się kolektyw z kapitalnymi kibicami. Kibicami których islandzcy piłkarze – jak podkreślali – znali 50 % przynajmniej z twarzy, jeśli nie imienia i nazwiska. Piłkarze, dla których gra w Premier League to szczyt marzeń, są szczęśliwi jeśli uda im się przebić do Championship. Nie mają łatwo, żeby się wybić: sezon piłkarski trwa na Islandii tylko od maja do września, bo potem na grę nie pozwalają na to warunki atmosferyczne: padający w poprzek deszcz lub śnieg.

Sensacja jaką sprawili Islandczycy jest tym bardziej niesamowita, że dokonali tego w tak skomplikowanym politycznie momencie, tuż po feralnym referendum, w którym mieszkańcy Wielkiej Brytanii zdecydowali się opuścić Unię Europejską. Wyeliminowanie Anglików z Euro 2016 natychmiast okrzyknięto kolejnym Brexitem. Dzielnymi Islandczykami natychmiast zainteresował się cały świat, który dotąd kojarzył tylko piosenkarkę Bjoerk i słynny wulkan z nazwą nie do wymówienia, który sparaliżował ruch lotniczy w całej Europie w 2010. Ktoś żartobliwie tweetował, że dotąd największy wpływ jaki Islandia wywarła na futbol było zmuszenie FC Barcelona do jazdy autokarem do Mediolanu na pamiętny przegrany półfinał Ligi Mistrzów z Interem, Jose Mourinho. Teraz islandzcy piłkarze są najczęściej guglowanymi osobami na świecie, a social media pełne są zdjęć wiosek rybackich, w których się urodzili lub farm, na których latem pomagają rodzicom.

Islandia na Euro 2016Media odkrywają ze zdumieniem, że jeden z trenerów Islandii na co dzień pracuje jako dentysta, bo z pracy szkoleniowca ciężko byłoby mu się utrzymać. A bramkarz Hannes Halldorsson jest… reżyserem reklamówek, filmów dokumentalnych i teledysków, który dla reżyserii rzucił nawet na jakiś czas futbol. To co przeżywa teraz futbolowa Islandia wygląda na dzieło szalonego scenarzysty. I trochę zazdroszczę piłkarzom Larsa Lagerbaecka tej sensacyjnej wygranej z Anglikami. Takiego nieoczekiwanego zwycięstwa, które przejdzie do historii, które nakręci drużynę i kibiców na lata, o trąbią wszystkie media świata. Tylko, że… drużyna Nawałki jest już na innym etapie rozwoju. Takim mitem spotkaniem dla naszej drużyny była wygrana z Niemcami na Stadionie Narodowym, ale to było jeszcze w eliminacjach. We Francji Polacy po świetnej, mądrej wyrachowanej grze zremisowaliśmy z mistrzami świata, pozwalając im oddać trzy strzały na bramkę zamiast ponad 20 jak w Warszawie. Wygraną w 1/8 finału ze Szwajcarią – ani faworytem, ani czarnym koniem turnieju – zagraniczne media przyjęły praktycznie wzruszeniem ramion. Okej, Lewandowski nie strzelił, ale Polska przeszła dalej – taki był generalny przekaz.

Więc leciutko zazdroszcząc Islandczykom ich euforii, cieszę się że zwycięstwa i awans Polaków przyjmowane są jak „zwykły dzień w biurze”, także przez samych piłkarzy Nawałki i selekcjonera. To oznacza, że wielka euforia i wielka satysfakcja jeszcze przed nimi. I przed nami. Zacznijmy się przyzwyczajać!

Plakat reprezentacji Polski. Przegląd Sportowy

Perfekcyjne karne symbolem tej kadry! Nie ma przypadku!

Polska w ćwierćfinale na Euro 2016!My to! Gramy w ćwierćfinale Euro 2016! I to nie z Hiszpanią, jak przed turniejem wybiegaliśmy w przesadnie kibicowskich rojeniach o potędze, choć w duchu modliliśmy się o wyjście z grupy i odejście od tradycyjnej trójmeczówki: „o zwycięstwo, o wszystko, o honor”. O honor grali we Francji inni. My nasz jedyny mecz „o wszystko” wygraliśmy ze Szwajcarią po 120 minutach mordęgi na boisku i perfekcyjnie wykonanych rzutach karnych.

Chyba każdy – i ci szczęśliwcy na trybunach w St Etienne i reszta przed telewizorami – umierał z nerwów gdy do piłki podchodzili poszczególni Polacy. Robert Lewandowski – nie miał przecież najlepszego meczu, turał przed polem karnym… Wiadomo że każdy turniej musi mieć słynną gwiazdę, która marnuje karniaka, Roberto Baggio, David Beckham, Cristiano Ronaldo… tylko nie tooo… a jest! Perfekcyjnie, pewnie, jak na kapitana i gwiazdę Bayernu przystało!

Arkadiusz Milik – jego pudła na Euro 2016 stają się powoli tematem memów, widziałem nawet taki z plutonem egzekucyjnym i ostatnią prośbą skazańca, żeby… strzelał Milik. Gdzieś zatracił swój instynkt strzelecki z Ajaksu, na pewno zmarnujeeee….eest! Kamil Glik – no przecież wiadomo, że obrońcy to nie napastnicy, rzadko strzelają na bramkę, nie mają instynktu strzeleckiego aniii…. nie do obrony! Kuba Błaszczykowski – nasz bohater w dwóch poprzednich meczach, pierwszy od Zbigniewa Bońka zdobywca bramek w dwóch meczach z rzędu na wielkich turniejach. Dzięki niemu w ogóle strzelamy te karne. Wiadomo, że Bogini Futbolu lubi upokarzać swoich bohaterów, z radością odbiera im to co wcześniej dałaaa… ałaaaa co za perfekcyjny strzał!

Lewandowski i... Polska w ćwierćfinale na Euro 2016!

Wreszcie Grzegorz Krychowiak. Długo podchodzi do piłki, na twarzy grymasy, diabli wiedzą, strachu czy niepewności. Może dopiero ustala, w który róg będzie strzelał, wiadomo czym to się kończy… Może w głowie ma tylko nową karierę w PSGieeeeealeurwał! Yann Sommer bez najmniejszych szans. Piłka leciała ponad 100 km/h. I już koledzy mknął w jego stronę… Mamy to! – wrzuci za chwilę fotkę z szatni…

Mówi się, że karne to loteria. Ale ja wierzę w słowa Człowieka, Który Zatrzymał Anglię, Jana Tomaszewskiego z którym oglądaliśmy spotkanie, że nie ma obronionych karnych, są tylko źle strzelone. Nasze były perfekcyjne i nie było w tym grama szczęścia. Adam Nawałka wyznał po meczu, że Polacy ćwiczyli je po każdym treningu i od dawna było wiadomo, kto i jak będzie strzelał w razie koniecznej serii jedenastek. Po dogrywce ze Szwajcarami spojrzał tylko w oczy chłopakom i spytał, czy ustalenia zostają. Nikt nie pękł, każdy strzelił tak jak miał to zrobić. Jakby to był zwykły dzień w biurze.

Karne Polaków ze Szwajcarią

Ćwierćfinał Polski to nie kwestia szczęścia. To kwestia m.in. nieziemskiej postawy Łukasza Fabiańskiego – dla mnie Zawodnika Meczu Polska – Szwajcaria wbrew wyborowi komitetu technicznego UEFA, który wskazał Sherdana Shaqiriego. Bramkarz Swansea miał w tym spotkaniu dwie Interwencje Turnieju. Wreszcie obalił niesprawiedliwy mit, że „Fabian broni tylko to co da się wybronić, ale nie ma bożej iskry”. Nie wiem ilu bramkarzy wybroniłoby strzał Rodrigueza z wolnego czy strzał z paru metrów Derdyioka? W przypadku gola mielibyśmy zero pretensji do każdego golkipera. A Fabian wybronił!

Mamy ćwierćfinał dzięki fenomenalnej postawie całej defensywy: oprócz Fabiańskiego wszystkich czterech obrońców: Piszczka, Jędrzejczyka i znów środowego muru: Glik – Michał Pazdan. Przecudny był ten mem z Nawałką w laboratorium chemicznym, odkrywcą Glikanianu Pazdana. Prawem felietonisty uznaję, że nasza defensywa nadal nie straciła gola na Euro! Bramka Shaqiriego była zbyt doskonała, to dzieło sztuki i jako takie wymyka się katalogowania. Widocznie da się nas pokonać tylko golami z innego wymiaru:)

Glikanian PazdanuPochwały Kuby, który w kolejnym meczu zagrał jak prawdziwy kapitan, choć boleśnie stracił tę funkcję i o Lewym, który nie strzela, ale nic mi to nie przeszkadza, skoro zaszliśmy już tak daleko – w innym tekście!

Teraz w nagrodę czeka nas ćwierćfinał! Nie z faworyzowaną do końcowego triumfu Hiszpanią. Nawet nie z Chorwacją, która ją pokonała i jawiła się jako najsilniejsza drużyna w naszej połówce. Gramy z Portugalią, która na Euro przywiozła najsłabszą drużynę od lat, choć z Cristiano Ronaldo. Mamy z nią dobre wspomnienia i prawo, żeby śnić na jawie co dalej! Teraz to Polska przejmuje rolę najsilniejszej drużyny w połówce!

Polska w ćwierćfinale na Euro 2016!

Kapustka czyli narodziny gwiazdy

Bartosz Kapustka w meczu z Irlandią PnTego jeszcze nie przerabialiśmy, by reprezentacja Polski po pierwszym meczu na wielkim turnieju wykreowała nowego idola. Globalnego. Kibice rzucili się tworzyć o nim memy, a wielkie kluby snują plany…

Pierwsze co poczułem po ostatnim gwizdku sędziego w meczu Polaków z Irlandią Pn to ulga. Wielkie ufff. Wreszcie przełamana kolejna fatalna passa. Wreszcie odnieśliśmy zwycięstwo na inaugurację wielkiego turnieju, pierwszy raz od 1974 roku! Wreszcie koniec z przeklętym rytmem „mecz o zwycięstwo, o wszystko i o honor”. Polscy piłkarze zaliczyli wszystkie trzy za jednym zamachem: wygrali, uniknęli porażki, która skazałby ich w meczu z Niemcami na walkę z nożem na gardle. Wreszcie obronili honor najlepszej drużyny XXI wieku, honor liderów swoich klubowych drużyn, wybieranych do „jedenastek sezonu” Bundesligi, La Liga czy Serie A.

Ale czy powinniśmy się dziwić, że Adam Nawałka przełamał kolejną złą passę (oraz przy okazji dobrą passę Irlandii Pn – 12 meczów bez porażki), skoro wcześniej zakończył największa niemoc w polskim futbolu: pokonał reprezentację Niemiec, co nie udało się ani Kazimierzowi Górskiemu ani Antoniemu Piechniczkowi.

Odetchnąłem, bo choć obstawiałem dokładnie taki wynik jaki padł, uległem wizji silnych Irlandczyków. Byłem pewien, że wygrać uda się tylko nadludzkim nakładem sił, gigantyczną determinacją, walką o każdy centymetr boiska i przy dźwiękach trzeszczących kości i świście łokci., choć Tymczasem Polacy wygrali mądrością i cierpliwością. Ich dominacja była porażająca, jakby grali z Gibraltarem lub San Marino. Poza dwoma krótkimi zrywami nie pozwolili rywalom na nic, nawet oddać jednego celnego strzału.

Okazało się, że wszystkie najtrudniejsze i najbardziej ryzykowne decyzje znów się Nawałce sprawdziły: Artur Jędrzejczyk na lewej stronie, Michał Pazdan (poza dwiema chwilami zapomnienia), Krzysztof Mączyński, wreszcie Bartek Kapustka. I to jak! Tego jeszcze nie przerabialiśmy w Polsce, by kadra po pierwszym meczu na wielkim turnieju wykreowała nowego idola. 19-latek nie tylko nie pękł, i zagrał bez żadnych kompleksów, ale tak mądrze i sprytnie, że uznanie wyrazili w mediach społecznościowych nawet Gary Lineker czy Rio Ferdinand, którzy z całą pewnością widzieli go pierwszy raz na oczy. Swoją drogą ciekawe ile wart jest tweet tak uznanej gwiazdy telewizji BBC jak Lineker? Cena Kapustki skacze od razu o milion funtów w górę?

KapustkaMłody pomocnik Cracovii miał lepsze wejście w turniej niż inne nastolatki typowane wcześniej na gwiazdy na gwiazdy turnieju jak Marcus Rashford, Antony Martial, Kinglsey Coman czy Leroy Sane. Polak nie dość, że zagrał to jeszcze jako jedyny od pierwszych minut. Z nastolatków mocniej błysnął na Euro chyba tylko Wayne Rooney w 2004 w Portugalii, ale Anglik był już wówczas gwiazdą Premier League, pierwszego gola sieknął Arsenalowi jeszcze jako 16-latek.

Wierzę, że udany „eurochrzest” Kapustki dodatkowo natchnie kadrowiczów i tak już rozluźnionych zwycięstwem, które zdjęło im z barków presję. Słychać to w żartach zawodników, jak choćby tym Szczęsnego, który nazwał występ „Kapiego” skandalem. „Nie można tak grać na Euro jak ma się 19 lat! Ja miałem 22 i wytrzymałem na boisku 60 minut. A on 20 lat i jak profesor – stwierdził, przypominając pamiętną czerwoną kartkę z meczu otwarcia Euro 2012 z Grecją.

Kibice rzucili się po meczu tworzyć memy z Kapustką, zwłaszcza, że jego nazwisko mocno sprzyja pomysłom, a kluby już snują plany wobec młodego piłkarza. Wg włoskiego „Il Messaggero” Polakiem zainteresowany jest Juventus Turyn oraz Borussia Dortmund. Nazwy obu wielkich firm padały zresztą już wcześniej. Jeśli tylko się potwierdzą jak w dym na miejscu Bartka waliłbym do Dortmundu. Dwaj starsi koledzy z kadry na miejscu, którzy pomogą mu się ogarnąć w Bundeslidze, świetny trener Thomas Tuchel, który po sezonie kryzysu znów rzucił wyzwanie Bayernowi Monachium. Już się przekonaliśmy, że Borussia to świetny występ do kariery dla polskiego piłkarza. W Juventusie zostałby pewnie zesłany na wypożyczenie.

Świetnie, że mamy Kapustę, a on tak świetne wzorce w kadrze, tak wielkich profesjonalistów i jednocześnie fajnych ludzi. Że dojrzewa w tak dobrym towarzystwie. I ma selekcjonera, który widzi w nim siebie sprzed niemal 40 lat, jak z tą samą siłą i apetytem wpycha się do wielkiego futbolu. 20-letniego Nawałkę trener Jacek Gmoch zabrał mundial w Argentynie w 1978 roku. Spotkanie z Kazimierzem Deyną, Grzegorzem Lato, Andrzejem Szarmachem – medalistami poprzednich mistrzostw świata i idolami całego pokolenia musiało być dla niego tym czym dla Kapustki wejście do szatni z Robertem Lewandowskim czy Kubą Błaszczykowskim. Wtedy w 1978 Nawałka wraz ze Zbigniewem Bońkiem został wybrany do najlepszej jedenastki turnieju. Tego samego życzę Kapustce. Niech to nawet będzie najlepsza jedenastka nastolatków Euro 2016!

Kapustka

Przepis na Kapustkę

Bartosz KapustkaRozgorzała debata czy kuszony przez dobre zagraniczne kluby 18-letni Bartosz Kapustka powinien odejść natychmiast, wykorzystując szansę, która być może się nie powtórzy czy raczej zwlekać z transferem co najmniej do Euro 2016, a może nawet pograć w Ekstraklasie sezon dłużej. Teoretycznie młody polski zawodnik, wciąż niedojrzały piłkarsko, słysząc o zainteresowaniu takich marek jak Juventus Turyn i Borussia Dortmund (jak w przypadku pomocnika Cracovii) powinien stanąć na baczność, zapytać gdzie złożyć podpis i kiedy ma stawić się na pierwszy trening. Wszystko co znajdzie w większości zachodnich klubów, od infrastruktury treningowej przez kadrę trenerską (nawet jeśli nie od razu będą to Juergen Klopp czy Arsene Wenger) po doświadczenie kolegów z pierwszej drużyny sprawi, że dostanie tam nieporównywalnie większą szansę rozwoju niż w Polsce. Nie wspominając o pensji, o jakiej marzy od kiedy zrozumiał, że może zawodowo grać w piłkę.

Pytanie czy szansę tę wykorzysta i jak szybko to zrobi. Jednym udało się lepiej i szybciej, innym wolniej i gorzej, jeszcze innym wcale. Nie ma tu reguły, wszystko zależy od zawodnika. Wszystkie wyjazdy łączy za to jedno: nikt, nawet Robert Lewandowski, w którego całkiem słusznie zapatrzeni są wszyscy młodzi polscy piłkarze, nie odpalił od razu po transferze z Ekstraklasy. Nawet on potrzebował czasu na ławce i walki o miejsce w składzie nim uzależnił od siebie Borussię, został królem strzelców Bundesligi i zdobywcą czterech goli z Realem Madryt.

Widać to po drodze jaką z Ekstraklasy na Zachód przebyli inni czołowi reprezentanci Polski. W przeciwieństwie do Lewandowskiego, który przed odejściem najpierw został wybrany Odkryciem Roku, a następnie Piłkarzem Sezonu, Arkadiusz Milik wyjechał po jednej dobrej rundzie (tak byłyby w przypadku Kapustki, gdyby zdecydował się na transfer już zimą). I będąc dokładnie w wieku Kapustki musiał przejść przez czyściec Bayeru Leverkusen i Augsburga, by odnaleźć niebo w Ajaksie. Podobnie jak Kamil Glik w Palermo i Bari nim zasłużył na opaskę kapitańską Torino. Z kolei Wojciech Szczęsny, Grzegorz Krychowiak i Piotr Zieliński wyjechali na tyle wcześnie, że zdążyli wyrosnąć w innej kulturze nie tylko piłkarsko, stąd ciężko ich porównać z przypadkiem Kapustki. Ale są i przykłady negatywne, tych których z różnych względów boleśnie brak nam w kadrze – Mateusza Klicha, Rafała Wolskiego, Pawła Wszołka. Czy Dominika Furmana, Mariusza Stępińskiego i Bartłomieja Pawłowskiego, którzy po nieudanej przygodzie we Francji, Niemczech i Hiszpanii wrócili do Ekstraklasy, a przecież wszyscy wyjeżdżali z wielkimi nadziejami, pewni, że głupotą byłoby nie przyjąć oferty…

Dla Kapustki z jednej strony nie byłby lepszej drogi niż pójście do klubu, w którym starszy kolega z kadry pozostawił tak znakomite wrażenie, że kibice BVB wciąż szanują go mimo odejścia do największego rywala. Zwłaszcza, że na miejscu wciąż jest Łukasz Piszczek, który pewnie pomógłby mu w trudnym okresie adaptacji. Z drugiej młody pomocnik Cracovii niemal na pewno straciłby na adaptację rundę wiosenną, lądując albo na wypożyczeniu albo na ławce i wypadł z kadry Adama Nawałki na Euro 2016. Kadry której stał się jednym z objawień, efektem „dotknięcia Midasa” selekcjonera i powołanie go dziś na turniej we Francji wydaje się niemal pewne. Nie dziwię się więc – o ile to prawda, bo publicznych deklaracji nie było – że Nawałka odradza młodemu piłkarzowi natychmiastowy transfer. Za pewne z tych samych względów na pozostaniu Kapustki w Cracovii co najmniej do czerwca zależy jej trenerowi, Jackowi Zielińskiemu, który stwierdził, że jest stanowczo za wcześnie za wyjazd.

W tej sytuacji być może rzeczywiście najlepszym rozwiązaniem byłoby to, o którym w programie #EuroMisja2016 mówił dziennikarz Polsatu Sport, Mateusz Borek: Kapustka podpisze kontrakt z Borussią już w styczniu, ale ta pozwoli mu występować w Cracovii do końca sezonu. Wicelider Bundesligi zagwarantuje tobie tym samym pozyskanie piłkarza bez względu na to czy jego cena wzrośnie dzięki występowi na Euro 2016. Sam zawodnik zaś będzie miał pewność regularnych występów aż do turnieju, a we Francji wolną głowę od rozważań „a może trzeba było podpisać?” i rozmyślań nad przyszłym pracodawcą. Będzie też wiedział, że nawet jeśli złapie kontuzję albo spadnie mu forma, jest już zawodnikiem świetnego europejskiego klubu, zapewne z odpowiednią pensją. Zyskują wszyscy: Kapustka, Cracovia, która dłużej zatrzyma zawodnika, gwarantując sobie za niego bajeczne (jak na polskie warunki) odstępne, Borussia Dortmund oraz reprezentacja Polski, która jedzie na turniej w składzie z jeszcze jednym zawodnikiem w świetnej formie psychicznej.

Wygląda mi to na przepis idealny. Czy możliwy do spełnienia? Skoro w swoim czasie udało się z Kubą Błaszczykowskim, Wisłą Kraków i tą samą Borussią, dlaczego nie miałoby i tym razem? Czego wszystkim zainteresowanym serdecznie życzę.

Bartosz Kapustka