Włoska fuszerka, czyli Italnia nie jedzie na mundial

Płaczący Gianluigi BuffonSzokujące sceny po odpadnięciu Włochów z walki o awans na mundial, gdzie czterokrotnych zdobywców Pucharu Świata zabraknie po raz pierwszy od 1958 roku, uświadomiły mi jak wielkimi szczęściarzami jesteśmy, że doczekaliśmy się takiego pokolenia piłkarzy, którzy właśnie zaklepali sobie wyjazd do Rosji z pierwszego miejsca w grupie i losowanie z pierwszego koszyka. I jeszcze większymi, że mamy tak umiejętnie zarządzającego nimi trenera. Bo to właśnie błędy szkoleniowca Giampiero Ventury, którego wyraźnie przerosła misja, najbardziej przyczyniły się do klęsce Italii.

Na zawsze w pamięci zostanie mi już szlochający do kamery i przepraszający kibiców 39-letni gigant Gianluigi Buffon, który miał się stać w Rosji pierwszym w historii uczestnikiem aż sześciu finałów mistrzostw świata, a następnie zakończyć w chwale karierę. Gorszego pożegnania z kadrą nie mógł sobie wyobrazić w najgorszych koszmarach. Podobnie jak i dwaj inni byli mistrzowie świata z 2006 roku – Andrea Barzagli i Daniele De Rossi.

Media społecznościowe obiegł filmik jak ten ostatni wścieka się i klnie na ławce rezerwowych gdy dostaje informację, że ma się rozgrzewać. „Po co, do k… to ja mam wchodzić na boisko? Potrzebujemy zwycięstwa, nie remisu” – rzuca, wskazując na siedzącego obok Lorenzo Insigne i odmawia wyjścia na boisko.

To rzadko spotykane wotum nieufności i pokaz braku szacunku dla trenera, ale trudno się dziwić. Insigne jest w tym sezonie w fantastycznej formie (sześć goli, pięć asyst w Napoli, napędza grę całej drużyny). Uporczywe pomijanie go przez selekcjonera, tłumaczone niemożnością wpasowania piłkarza do systemu 4-4-2, którego Ventura kurczowo się trzymał, urósł do rangi symbolu jego nieporadności.

***

Można mówić, że Włosi mieli po prostu pecha w losowaniu. Trafili do grupy z Hiszpanią, co skazało ich na drugie miejsce i grę w nieprzewidywalnym barażu. Gdyby losowano ich z pierwszego koszyka zamiast Rumunii i trafili np. do naszej grupy, to ho, ho…

Tylko skąd pewność, że w tej formie i przy tej koncepcji trenera wywalczyliby awans z pierwszego miejsca, pokonując Polskę i Danię? Obciąża ich nie tylko lanie w Madrycie 0:3 z Hiszpanią, ale i strata punktów u siebie z Macedonią, cudem wymęczone zwycięstwo z Izraelem. I to że przez 180 minut barażu nie zdołali strzelić Szwedom nawet jednego gola.

Wiele decyzji Ventury budziło zdumienie. Oprócz Insigne pomijał innego wybijającego się gracza Napoli – Jorginho, którego wystawił dopiero w rewanżu ze Szwecją. A dla zachwycającego w Valencii napastnika Simone Zazy (wicelidera strzelców ligi hiszpańskiej i Piłkarz Września La Liga) nie znalazł miejsca nawet na ławce rezerwowych, odsyłając na trybuny.

Jednak główny zarzut wobec Ventury to nie dostosowanie taktyki do możliwości zawodników i niewykorzystanie ich potencjału. Owszem, bezpowrotnie odeszło pokolenie mistrzów świata z 2006, z pierwszej jedenastki, która wyszła na finał z Francją na stadionie w Berlinie został tylko Buffon. Karierę skończyli Alessandro del Piero, Francesco Totti, Fabio Cannavaro, Andrea Pirlo, Gennaro Gattuso. Tej klasy następców Włosi po prostu nie mają.

Ale czy z tymi, którzy są tacy włoscy trenerscy fachowcy jak Massimiliano Allegri, Maurzio Sarri, Carlo Ancelotti, Claudio Ranieri czy Antonio Conte nie osiągnęliby więcej? Trzej ostatni zdobywali ostatnio mistrzostwo arcysilnej ligi angielskiej, Juventus Allegriego oprócz seryjnych mistrzostw Włoch, zaszedł do finału Ligi Mistrzów.

Ventura to przy nich przeciętny trener ligowy. W 36-letniej karierze nigdy nie prowadził drużyny z samego topu Serie A – jedynie Napoli, ale kiedy zbankrutowana drużyna była akurat w 3. lidze i tylko na 19 meczów. Jego nawiększe sukcesy to awanse z Serie C do B i z B do A oraz siódme miejsce z AC Torino (i przy okazji wypromowanie Kamila Glika). Nominację na selekcjonera w wieku 68-lat zawdzięcza przyjaźni z prezesem włoskiej federacji, Carlo Tavecchio, który w dodatku dał mu ogromny kontrakt do 2020 roku.

***

Przypomina mi to sytuację w Polsce gdy Grzegorz Lato powierzył kadrę po Franciszku Smudzie – Waldemarowi Fornalikowi, namaszczonemu przez ówczesną szarą eminencję PZPN, Antoniego Piechniczka. Dobrego trenera ekstraklasowego, choć bez doświadczenia presji w walce o mistrzostwo kraju w klubach z topu jak Lech, Legia czy Wisła. Którego jak Venturę przerosła misja reprezentacyjna i konieczność ułożenia sobie relacji z gwiazdami europejskich klubów jak Robert Lewandowski czy Kuba Błaszczykowski. A przede wszystkim znalezienia na nich pomysłu.

Podobnie tłumaczy klęskę Ventury dziennikarz „Timesa” i ESPN Gabrielle Marcotti. „Obejmując reprezentację mógł wybrać dwie drogi. Tę Conte –zbudować drużynę żołnierzy, z silną tożsamością, zaciekłą lojalnością i ograć ich w wybranym systemie. Albo powoływać co mecz najlepszych aktualnie zawodników, dostosowując do nich taktykę. Ventura poszedł swoją. W ciągu 16 spotkań powołał 55 piłkarzy, wystawiając ich w przeróżnych formacjach, ale unikając najbardziej logicznej 4-3-3, bo jak mówił, nie miał czasu jej przetestować. Ale w Madrycie wyszedł ustawieniem 4-2-4, co zakończyło się horrorem”.

Pewnie, że najłatwiej po klęsce zrzucić wszystko na trenera. Ale Włosi podobnie jak my, wcale tego nie robią. I tam, jak w swoim czasie u nas, rozgorzała dyskusja na temat systemu szkolenia, konieczności zmniejszenia Serie A, B i C, liczby cudzoziemców w klubach, obowiązku łożenia przez nie na strukturę młodzieżową, ustanowienie profesjonalnych rozgrywek na wzór naszej Centralnej Ligi Juniorów etc.

Ale choćby dorobili się nowego pokolenia Tottich, del Pierów i Cannavarów, potrzebny jest jeszcze fachowiec, który stworzy z nich drużynę. Italia na kolanach

1 Komentarz

  1. Szkoda, że nie jadą Włosi i Holendrzy – Mundial bez dwóch, tak zasłużonych dla piłki ekip, nie będzie taki sam. Ale cóż – konkurencja oakazała iśeę lepsza.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.