Hejt czyli skąd taka radość z porażki Jędrzejczyk?

Joanna Jędrzejczyk vs Rose NamajunasDawno nie widziałem – o ile w ogóle kiedykolwiek – takiej radości i takiej satysfakcji z porażki polskiego sportowca jak po nieudanej obronie pasa mistrzyni UFC przez Joannę Jędrzejczyk. Jakby nagle w wielu ludziach puściły jakieś hamulce.

„Pięknie, stało się tak jak chciałem by tą cwaniarę pyskatą w końcu ktoś zatrzymał, nigdy jej nie lubiałem pomimo że to Polka za jej cwaniakowanie te jej raczki zawsze latające w kierunku drugiej osoby, zero szacunku”, „w końcu ktoś jej zamknął tą niewyparzoną gębę”, „więcej reklam pseudogwiazdeczko”, „ha ha ha”, „próbowała robić z siebie showmana na wzór McGregora (promocja, marketing itd. Wpi€rnicz jak najbardziej zasłużony”, „skończyło się cwaniakowanie i bardzo dobrze:)”, „w końcu odklepała ta pyskata zadufana paniusia która pozjadała wszystkie rozumy… ani to mądre ani piękne… jako kobieta twarz konia a piersi trzeba lupą szukać” „Jestem Polakiem a cieszę się że przegrała”,

„Brawo, brawo, brawo… Tak to jest gdy, podobnie jak u Szpilki, Janowicza, itp. zabraknie odrobiny pokory, skromności i “pompuje się ten balon” bez umiaru!!” „Myślała, że Pana Boga za nogi chwyciła, a tu masz, brutalnie sprowadzona na ziemię!” „I ta flaga I ten różaniec z krzyżem na nadgarstku nie pomogły jej. I zasmakowała zdrowe baty”…

I tak dalej, w komentarzach praktycznie na każdym portalu i w każdym serwisie.

***

Wybiegłem pamięcią wstecz do minionych polskich przegranych, z czasów kiedy nie było jeszcze internetu i możliwości anonimowego wygarnięcia nielubianemu zawodnikowi, rechotu z jego niepowodzenia, swojskiego „no i dobrze mu tak, ma za swoje”.

Może podobny hejt spadłby na Andrzeja Gołotę po 95-sekundowej porażce z Lennoxem Lewisem w pierwszej w historii walki Polaka o tytuł zawodowego mistrza świata wagi ciężkiej? A może dopiero po jego ucieczce z ringu z Mike Tysonem? Prawie na pewno na piłkarzy reprezentacji Polski po porażce z Ekwadorem na rozpoczęcie mundialu w Niemczech w 2006. „Fakt” dał wtedy pamiętną okładkę „Wstyd. Żenada. Hańba. Frajerstwo. Nie wracajcie do domu!”. Wyobraźmy sobie co by się działo w mediach społecznościowych gdyby już wówczas istniały!

Byłem przy setkach porażek Polaków. Nota bene żadna tak mną nie wstrząsnęła jak porażka Pawła Nastuli już w pierwszej walce na igrzyskach w Sydney i łzy niepokonanego od poprzednich igrzysk w Atlancie judoki. Z medialnego punktu widzenia upadek mistrza jest równie atrakcyjny jak jego sukces, a rozmowa z nim często ciekawsza niż ze zwycięzcą. Ale cieszenie się z porażki reprezentanta Polski to dla mnie coś niepojętego. Nawet jeśli nastąpiła w kompromitujących dla przegranego okolicznościach. Żal, wstyd, zawód – owszem. Ale myśl „dobrze tak, frajerowi” jakoś nigdy mi nie przyszła do głowy.

***

Tym bardziej nie rozumiem tak wielkiego hejtu jaki spadł po porażce akurat na Jędrzejczyk. Przegrała, bo kiedyś musiała, miała gorszy dzień, rywalka lepszy. Zwykła rzecz w sporcie walki. Przegrywali najwięksi. W dodatku przecież wcześniejszymi walka dowiodła, że była prawdziwą fajterką, mistrzynią i – jak mi się wydawało – bohaterem wyłącznie pozytywnym. Ucieleśnieniem tego jak daleko można zajść wiarą w marzenie i ciężką pracą. Prawdziwą inspiracją dla tych setek dziewczyn z małym miast i miasteczek, pragnących wyrwać się w wielki świat, które widziałem na spotkaniach w Empiku, podczas wieczorów autorskich Asi.

Sportowcem pamietającym skąd się wywodzi i pragnącym dzielić się swoim sukcesem. Choćby jako ambasador „Szlachetnej Paczki”. Pamiętam jak prowadziłem spotkanie z wolontariuszami „Paczki” dla których to była prawdziwa nagroda za poświęcenie. Przyjechała potwornie zmęczona po treningu, widziałem w jej oczach tylko marzenie, żeby jak najszybciej paść na łóżko. Ale została z nami godzinę, inspirowała, opowiadała m.in. jak podnieść się po upadku. Na ile zdążyłem ją poznać, zrobi to i teraz. I – które to stwierdzenie z niezrozumiałych względów tak niektórych irytuje w ustach sportowca – wróci silniejsza.

***

Z komentarzy rodaków zadowolonych z jej porażki wynika, że najbardziej irytowała prowokacyjną postawą wobec rywali przed walkami i tym, że śmiała swój sportowy sukces i status wykorzystywać w reklamach i promocji siebie oraz swej w końcu nie aż tak popularnej w Polsce dyscypliny.

Jeśli chodzi o pierwszy z zarzutów, to przecież agresja podczas ważenia i stawania twarzą w twarz, owa „buta, pycha i brak szacunku dla rywalki” to element cyrku, pozy, sposób naładowania się przed walką. Każdą walką, co dotąd nikomu nie przeszkadzało kiedy Joaśka wygrywała. To co przed chwilą wszyscy wychwalali nazywając „pewnością siebie”, nagle stało się „brakiem pokory”. Nie zachwycam się tymi rytuałami, to nie moja poetyka, ale takie już jest to macho’istowskie MMA. Komu nie pasuje niech się przerzuci na szlachetny tenis.

Zarzuty o udział w reklamach, lans i „panoszenie się w mediach” są po prostu absurdalne. Niektórzy chcieliby chyba, żeby zawodnik wychodził na start z klasztornej celi i natychmiast chował się w niej po walce. Jest czas grania w reklamówkach, bo czemu nie, i czas katorżniczego treningu. Przecież Joaśka nie wbiegła na ring prosto z planu reklamówki Play’a, którą tak jej wypomniano w licznych wpisach!

Irytacja sukcesem finansowym sportowca to temat na cały felieton. Dostaje się tym, którzy zarabiają w trakcie kariery i tym, którzy po jej zakończeniu wciąż są wiarygodni i pożądani przez sponsorów. Dostaje im tym, którzy nic nie odłożyli, źle zainwestowali, albo przegrali w kasynach karierę i życie, że nieudacznicy, że nie umieli o siebie zadbać, że trzeba było… Naprawdę sportowiec w Polsce ma ciężko żeby dogodzić anonimowemu kibicowi na forum.

MMA: UFC 205-Jedrzejczyk vs Kowalkiewicz

3 Komentarze

  1. Mam wrażenie że Joannę Jędrzejczyk zgubiła nadmierna pewność siebie..Jestem za Rose która ze stoickim spokojem znosiła jej ,,zaczepki,, i odpłaciła pięknym za nadobne..

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.