Czy wirtualni piłkarze wygryzą prawdziwych?

Alex HunterJesteśmy przyzwyczajeni, że piłkarze podpisują w dzisiejszych czasach bajońskie kontrakty reklamowe. Jak wiadomo najwięcej na reklamie – bo ponad 100 mln euro rocznie – zarabia Cristiano Ronaldo. Marketingowymi maszynkami do zarabiania pieniędzy są też Neymar czy Leo Messi. Jednak wraz z wydaniem nowej edycji gry FIFA 18 nastąpił absolutny przełom. Po raz pierwszy w historii kontrakt reklamowy podpisał zawodnik… wirtualny! Niejaki Alex Hunter reklamuje w FIFA 18 Coca-Colę Zero, której marki został ambasadorem.

Jak pisze serwis wirtualnemedia.pl, Hunter – bohater trybu fabularnego w FIFA – zadebiutował w grze w ubiegłym sezonie. Okazał się takim talentem, że biły się o niego czołowe kluby angielskiej Premier League. Ostatecznie wylądował w Manchesterze United. W najnowszej edycji ma zostać kolegą Neymara w PSG, a z czasem wyjechać do MLS by grać w LA Galaxy. Oczywiste jest, że gwiazda takiego formatu podpisuje kontrakty reklamowe. Coca Cola stworzyła spot, w którym widzimy chłopca, nieśmiało podającego swojemu idolowi puszkę, zachęcając go tym samym do wspólnego zdjęcia. Spot można oglądać w grze ale także i w prawdziwym życiu – na YouTubie. Fikcyjny piłkarz ma też pojawiać się na prawdziwych puszkach i butelkach. To pierwszy raz w historii, kiedy bohater gry komputerowej zostaje zaangażowany w promocję prawdziwego produktu.

Czy doczekamy się czasów, że firmy będą więcej płacić wirtualnym zawodnikom z gry niż prawdziwym? Może ktoś zamiast przepłacać Messiego czy Ronaldo, będzie wolał wykreować nowego idola? Zagrożenie dla żywych zawodników jest realne. Każda edycja gry FIFA jest niezwykle popularna i zazwyczaj bije rekordy sprzedażowe. Gdy na rynek weszła FIFA 17 tylko w pierwszym tygodniu kupiło ją 21 milionów osób, z czego 12 milionów zaangażowało się w tryb fabularny, którym występuje Alex Hunter. I ma on tę przewagę nad prawdziwymi graczami, że może dowolnie zmieniać kluby w grze, nie oglądając się na widzimisię i strategię władz klubów. Prawdziwe kluby już chwalą się zresztą pozyskaniem go w swoich kanałach na YT czy Facebooku. Tylko czekać, aż ktoś wypuści koszulki z jego nazwiskiem, a te zaczną przebijać ilością sprzedaży Neymara, Messiego czy Roberta Lewandowskiego. Nazwiecie to szaleństwem? Czy w czasach, w których coraz bardziej na znaczeniu zyskuje e-sport, a dzieciaki wolą oglądać transmisje meczów w FIFA na wirtualnym Parc des Princes czy Camp Nou zamiast na prawdziwych stadionach, aż tak bardzo nas to zdziwi? Alex Hunter, Neymar, Dani AlvesOd lewej: Alex Hunter, Neymar, Dani Alves :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.