Krychowiak zasługuje na szacunek nie szyderę

Krychowiak w WBADawno nie widziałem, żeby niepowodzenia i życiowe zakręty polskiego sportowca przyjmowano u nas z taką satysfakcją jak w przypadku Grzegorza Krychowiaka. Mam wrażenie, że nie ważne jaką decyzję w sprawie swojej kariery by podjął, część kibiców najbardziej ucieszyłaby się gdyby skończył karierę, zbankrutował, rozstał się z żoną, miał stłuczkę na parkingu albo przynajmniej zatrzasnął się w windzie lub zgubił iPhona.

Przez cały czas kiedy nie mógł wywalczyć miejsca w składzie PSG trwała szydera, festiwal schadenfreude i tekstów w rodzaju „a nie mówiłem, że się nie przebije”, „trzeba było nie wychylać nosa z Sewilli” etc. Wypominano mu, że odszedł do Paryża wyłącznie dla kasy, choć przecież sprowadzał go tam zaprzyjaźniony dyrektor sportowy, a na miejscu czekał trener, z którym odnosił sukcesy w Sevilli.

Nie jestem pewien czy rodaków bardziej irytował wysoki kontrakt Grześka (na pewno poruszył szatnię PSG, gdy zarobki zawodników ujawnił dziennik „L’Equipe”), czy zamiłowanie do mody, czy atrakcyjna partnerka, lubiąca pozować. Czy to, że oboje lubili cieszyć się życiem? Czy gdyby nie fotki na Instagramie miałby więcej spokoju i zrozumienia?

Przy czym oddzielam tu żarty z jego futer czy marynarskich płaszczy, na widok których trudno było się nie uśmiechnąć. Podszczypywał Krychowiaka nawet prezes PZPN, Zbigniew Boniek, powstawały zabawne memy. Mówię o hejcie i radości, że mu nie idzie.

A przecież nie wywalczyć miejsca w składzie – to normalny los piłkarza, zwłaszcza piłkarza polskiego. Nie pamiętam takiego poziomu jadu gdy Arek Milik nie mógł odnaleźć się w Bayerze Leverkusen, a potem Augsburgu, albo Kuba Błaszczykowski gdy stracił miejsce w Borussii Dortmund, nie mógł przebić się w Fiorentinie, a teraz Wolfsburgu.

Dopiero co w trakcie obecnego okna transferowego wielu wypominało Krychowiakowi, że zamiast przenieść się do innego klubu i – wprawdzie za mniejsze pieniądze – grać regularnie, on woli swój wysoki kontrakt, petrodolary i trybuny w Paryżu. Najgłośniej ci, którzy pewnie nieprędko staną przed dylematem o rezygnacji z kilku milionów euro, ale wiadomo, że najłatwiej rozporządza się nie swoją kasą. Zarzucano mu brak ambicji, chciwość, spoczęcie na laurach itp.

Krychowiak na trybunach PSGGdy wreszcie dowiódł, że jednak nie kasa, ale piłka jest dla niego najważniejsza, gdy postanowił robić spooory krok wstecz i przejść do przeciętniaka Premier League, zamiast z szacunkiem nadal spotyka się z hejtem.

Dobrze, finansowo raczej na tym nie straci, bo odchodzi na roczne wypożyczenie, ale decyzja o zamianie Paryża na prowincjonalne, 100-tysięczne miasto musiała być bardzo trudna. Zwłaszcza dla triumfatora Ligi Europy, który poznał smak Ligi Mistrzów. Podobnie jak zamienić szatnię dzieloną z Neymarem, Cavanim, di Marią, Verattim na – z całym szacunkiem – Halem Robsonem-Kanu, Callumem McManamanem czy Chrisem Bruntem, których musi teraz dobrze wyguglować.

Zamiast uznania, że bynajmniej nie interesują go wyłącznie butiki i może grać wszędzie, spotyka się z satysfakcją tych, którzy wiedzieli, że „marny z niego grajek” i „nadaje się wyłącznie do takich przeciętnych klubów”. Śmieją, że zainteresowanie Valencii, Olympique Lyon, Interu Mediolan to ściema, że wreszcie trafił swój na swego.

Nie rozumiem dlaczego piłkarz, który decyduje się zrobić krok wstecz dla ratowania kariery nie wzbudza powszechnej sympatii? Dlaczego nie kibicuje się mu, żeby robiąc krok wstecz nabrał rozpędu, który pozwoli mu oddać dwa skoki do przodu? Przecież to najbardziej jaskrawy dowód jego ambicji. W dodatku historia futbolu pełna jest takich scenariuszy. Nie daleko szukając, Renato Sanches, inna gwiazda Euro 2016 właśnie przeszedł z Bayernu Monachium do Swansea.

Weźmy Edwina van der Sara. Świat był w szoku gdy on, triumfator Ligi Mistrzów z Ajaksem po dwóch latach gry w Juventusie Turyn zdecydował się odejść do Fulham, klubu co prawda z Londynu, ale beniaminka Premier League. Odszedł, bo wiedział, że nie wygra rywalizacji z młodym Gianuigi Buffonem, kupionym właśnie za rekordowe 33 mln euro. Chciał grać, żeby zachować miejsce w bramce Holandii i to grać przeciwko najlepszym.

Przez cztery sezony rozegrał w Fulham 127 mecze, bez focha na świat, że z salonów przeniósł się na prowincję. Skończyło się tym, że Sir Alex Ferguson sprowadził 35-letniego Holendra do Manchesteru United. Tam okazał się najlepszym bramkarzem w historii „Czerwonych diabłów” obok Petera Schmeichela, wygrał cztery mistrzostwa Anglii, po raz kolejny Ligę Mistrzów i zyskał status legendy.

Życzę Krychowiakowi podobnego zwrotu w karierze. To, że z WBA pasują do siebie wcale nie jest dla niego obelgą. Tak jak w Paryżu jego najlepsze cechy okazały się zbędne i niewystarczające, tak tu znów mogą uczynić z niego jednego z najlepszych piłkarzy w Europie na swojej pozycji. Jak wówczas gdy wybrano go do Jedenastki Sezonu La Liga czy Jedenastki Turnieju Euro 2016.

Po pierwsze trafił do ligi, do której jak się wydaje jest stworzony. Najbardziej wymagającej i intensywnej ligi świata, a przecież wiadomo, że Krychowiak tym jest lepszy im więcej gra. Trener WBA, Tony Pulis jest w nim zakochany od dawna, już dwa lata temu starał się go sprowadzić. „The Baggies” pod jego wodzą to synonim destrukcji i twardej gry obronnej. Prostej ale skutecznej. Nie ma tam czarodziejów jak w Sevilli czy PSG. Obsesją Pulisa jest nie posiadanie piłki, ale jak najszybszy jej odbiór.

Może się więc okazać, że Krychowiak i WBA pasują do siebie – jak mawia Juergen Klopp – „jak dupa do wiadra”. Szydzącym z niego polecam wątek na oficjalnym koncie WBA na Twitterze. Kibice „The Baggies” traktują tam transfer Krychę jak najważniejszy w historii klubu.

West Bromwich Albion signing Grzegorz Kwychowiak

2 Komentarze

  1. Jestem jak najbardziej za, brakuje takich głosów, ale fajną robotę wykonał Przemek Rudzki podsumowując przeniesienie Grześka do WBA. Bo naprawdę malkontentom przeszkadza to, że jeden z najważniejszych reprezentantów obecnej kadry, w końcu może odbije się od swego własnego dna. Szkoda mi było Grześka, bo w zasadzie też dostał spory strzał w policzek od trenera, który go uwielbiał.
    Abstrahując od tematu artykułu, smuci mnie też fakt szydery z Darka Szpakowskiego, szczególnie ze strony młodych dziennikarzy – Tomek Zieliński – którzy póki co nie osiągnęli za wiele, a próbują, trochę na siłę, deprecjonować wręcz ośmieszać starszego kolegę – legendę polskiego dziennikarstwa sportowego. Błędy zdarzają się każdemu…

  2. Witam.

    „Czy gdyby nie fotki na Instagramie miałby więcej spokoju i zrozumienia? ”

    Właśnie o to chodzi. To najbardziej irytuje kibiców i to nie tylko się odbija na Krychowiaku. To,że piłkarze robią z siebie celebrytów, pozują na ściankach z modelkami itp. Właśnie to udostępnianie swojego życia w necie i ciągłe zwracanie na siebie uwagi czymś innym niz graniem w piłkę tak bardzo irytuje kibiców. I słusznie pan zauważył że w przypadku np Milika czy Błaszczykowskiego nie było takiej „szydery”. Właśnie z tego powodu że wyżej wymienieni nie pozują na celebrytów (a przynajmniej nie w takim stopniu jak w pewnym momencie Krychowiak). Dopóki piłkarz dobrze gra szydercy siedzą cicho ale niech tylko powinie się noga takiemu piłkarzowi-celebrycie….są wtedy bezlitośni.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.