Historia pewnej piłki (w kosmosie)

Być może umknęła Państwu ta wiadomość w nawale newsów transferowych, o debiutach Polaków w angielskich klubach, historycznie rekordowym miejscu reprezentacji Polski w rankingu FIFA czy powrocie Ekstraklasy, ale nasz Świat już oficjalnie kręci się wokół piłki futbolowej. A piłka futbolowa oficjalnie krąży po orbicie Ziemi. Piłka szczególna.

Parę dni temu amerykański astronauta, Shane Kimbrough wniósł na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej czaro-białą, pościeraną „biedronkę”. Piłkę, która miała trafić na orbitę 31 lat temu. 28 stycznia 1986 roku inny kosmonauta NASA, Ellison Onizuka zabrał na pokład promu Challenger piłkę swojej córki Janelle wraz z podpisami jej koleżanek z drużyny Clear Lake High School w Houston w Teksasie.

Niestety w 73 sekundzie po starcie z Cape Canaveral doszło do pamiętnej katastrofy. W wyniku serii zaniedbań, braku odpowiedniej kontroli oraz wyjątkowo niesprzyjających warunków atmosferycznych na wysokości 14 kilometrów nastąpiło rozerwanie zbiornika paliwa wahadłowca. Co prawda kabina załogi przetrwała – badanie osobistych zasobników powietrza trójki astronautów, w tym Onizuki, wykazały zużycie powietrza przez 2 minuty 45 sekund lotu, ale zderzenia z oceanem nie przeżył już nikt – kabina uderzyła w ocean z przyśpieszeniem równym 200G.

Katastrofa ChallengeraTragedię śledziło na żywo 85 proc. Amerykanów w tym całe szkoły z powodu obecności na pokładzie Christy McAuliffe, biorącej udział w misji w ramach programu „Nauczyciel w Kosmosie”. Szok Amerykanów, uważających się za „zdobywców kosmosu” był wielki i rósł wraz z odkrywaniem niekompetencji i błędów, które doprowadziły do katastrofy. Na 32 miesiące przerwano wówczas program lotów wahadłowców.

Sam do dziś mam obraz ognistego pióropusza i pokręcony ślad dymu jaki zostawił po sobie na błękitnym niebie. W latach 80. nie oglądało się tyle telewizji co dziś, a internet jeszcze nie istniał, takie obrazy robiły więc znacznie większe wrażenie i znacznie bardziej działały na świadomość.

Na pewno jednak przeżywaliśmy w Polsce katastrofy Challengera tak intensywnie jak Amerykanie. Zwłaszcza, że kilka miesięcy później mieliśmy własną – wybuch w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Z niej do dziś został mi w ustach ohydny smak płynu Lugola, który rozlewano nam w szkole z wiadra (ale tylko tym, co nie skończyli 17-roku życia, zanosiliśmy więc kubki starszym, pominiętym kolegom).

Co prawda o promieniowaniu dowiedzieliśmy się z kumplami jeszcze przed opublikowaniem oficjalnych komunikatów, ponieważ kolega z klasy, mających wysoko postawionych rodziców zaalarmował nas, że siedzi zamknięty w domu z oknami pozasłanianymi kocami ponieważ „jest jakieś skażenie”. Ale specjalnie się nie przejęliśmy – był maj, mecze w Turnieju Dzikich Drużyn do rozegrania, Wyścig Pokoju na ulicach Warszawy do obejrzenia…

Pamiętam za to licytację z Amerykanami podczas letniego kursu niemieckiego pod Monachium, czyja tragedia większa, czyja straszniejsza, czyja bardziej dotkliwa w skutkach.

Ellison OnizukaWracając do piłki Onizuki, mimo że szczątki promu spadły do Oceanu Atlantyckiego na obszarze 1600 km², część fragmentów zaległa na sporej głębokości, a część fale wyrzucały na plaże Florydy nawet kilkanaście lat po katastrofie, jakimś cudem odnaleziono ją od razu pierwszego dnia, jak unosiła się na wodzie. Wraz z flagą amerykańską zamkniętą w specjalnym pojemniku. Do tego ocalała z tragedii zupełnie nienaruszona.

Janelle miała wówczas 16 lat i kochała grać w piłkę. To był czas kiedy „soccer” uznawany był jeszcze w USA za dyscyplinę dla dziewczyn. Ojciec wspierał pasję córki i z dumą przedstawiał się jako „Falcon Dad” (falcon – sokół to przydomek drużyny). Piłka po katastrofie została zwrócona rodzinie, która przekazała ją z powrotem do Clear Lake High School. Tam przez trzy dekady stała za szkłem jako honorowa pamiątka, aż kolejnym „Falcon Dad” został kolejny astronauta, Shane Kimbrough, którego syn gra w jednej z drużyn „Sokołów”, a w drugiej córki-bliźniaczki.

Z kolei Janelle same jest dziś „Falcon mom”. I nie kryje wzruszenia, że „piłka na swój sposób kontynuuje misję rozpoczętą przez mojego ojca przed wieloma laty, eksplorując kosmos i inspirując wiele osób”.

W ten sposób po wielu memach, filmikach i żartach z piłkami, które kopnięciu nieszczęsnych strzelców z karnego jak Sergio Ramos w półfinale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium, wylądowały w stratosferze, wreszcie trafiła tam prawdziwa futbolówka. I to z taka wspaniałą historią.

Shane Kimbrough

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.